Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Blog > Komentarze do wpisu

Fajny mecz wczoraj widziałem...

Polonia 2011 Warszawa - Sportino Inowrocław 98:99.

Spotkanie dwóch ostatnich drużyn w tabeli odbywało się praktycznie bez obrony, ale emocje i strzeleckie popisy rzucających obu drużyn zrekompensowały defensywne niedostatki. Polonia 2011 przegrała ósmy mecz w tym sezonie i czwarty, który mogła wygrać (po Stali, Treflu i PBG), Sportino zwyciężyło po raz drugi z rzędu - znów jednym punktem.

Na boisku działo się tyle, że wyjątkowo popełnię drobiazgową relację chronologiczną. Sportino zaczęło od wykorzystania zdecydowania i siły fizycznej Theodore'a Scotta i Daryla Greene'a, a kiedy trójkę dorzucił Przemysław Łuszczewski, goście wygrywali 12:4. Polonia 2011 szybko się jednak zmobilizowała w obronie, ale przede wszystkim w ataku. Dardan Berisha trafił za trzy, Leszek Karwowski trzypunktową akcją dał wynik 13:14, a Piotr Pamuła doprowadził trójką do remisu 16:16. Dobre wejście z ławki miał Przemysław Lewandowski, a pod kosz - Tomasz Śnieg. W końcówce kwarty było 21:16 dla gospodarzy, którzy punkty potrafią jednak tracić jeszcze szybciej niż zdobywać - po trójce Slavisy Bogavaca równo z końcową syreną było 21:21.

Drugą kwartę od monster zbiórki i dobitki w ataku rozpoczął Lewandowski, ale Sportino broniło mocniej, no i miało Łukasza Żytkę. Przyznaję, że jestem fanem tego rozgrywającego - pewnie dlatego, że kiedyś kilka razy zakręcił mną na boisku w Lidze Akademickiej Koszykówki - ale nawet bezstronni obserwatorzy przyznawali w środę, że Żytko grał dobrze. Okej, problemy w obronie ze Śniegiem były, ale nie brakowało też skutecznych akcji w ataku, asyst po penetracjach i niezłego kontrolowania tempa. Sportino zaczęło bronić strefą, kilka punktów spod kosza zdobył Vitalijus Stanevicius i po koszu Grzegorza Arabasa goście prowadzili 43:38. Chwilę później do remisu doprowadził trójką Jarosław Mokros, ale do przerwy jeden punkt więcej miało Sportino.

Po przerwie dynamiczny, ale nierówno grający Scott szybciutko podwyższył na 51:46, lecz po chwili swój pierwszy znakomity zryw miał Berisha. Od stanu 51:55 rzucający Polonii 2011 zdobył dziewięć kolejnych punktów (po przechwycie, trójką i 4/5 z wolnych), a potem - po swoim niecelnym rzucie - wybił piłkę rywalowi, który zebrał piłkę i z prezentu skorzystał Lewandowski. W 27. minucie za trzy trafił Karwowski - gospodarze prowadzili 68:58 i już w tym momencie wyrównali swoją średnią zdobycz punktową z siedmiu pierwszych spotkań. Sportino próbowało bronić mocniej, ale Żytko - zamiast pilnować Śniega - narzekał na faule rywala w kierunku sędziego, co rozgrywający gospodarzy wykorzystał mijając go na środku boiska i skutecznie wchodząc pod kosz. Beniaminek prowadził już 11 punktami, po trzech kwartach było 75:67.

Momenty dekoncentracji Polonii 2011, które objawiają się fatalną obroną i nerwowym atakiem, są jednak regularne. W czwartej kwarcie pierwszy miał miejsce już na początku, kiedy po asystach Żytki trafiali Sani Ibrahim i Arabas. Zrobiło się 75:71, chwilowo 80:71, ale znów 80:74. I wtedy - siedem minut przed końcem - zaczął się trwający ok. 100 sekund drugi zryw Berishy! Rzucający gospodarzy trafił trzy trójki, z czego jedną w kontrze po bloku Michała Jankowskiego na Anthony'm Andersonie. Polonia 2011 pięć minut przed końcem wygrywała 89:78.

I znów się zdekoncentrowała. Sportino w mgnieniu oka doszło na 90:91, bo trafiali Arabas i Scott. Wówczas zaczęła się wymiana celnych i niecelnych rzutów wolnych oraz straty ze strony gospodarzy. 90 sekund przed końcem Polonia 2011 wygrywała 95:92 i Berisha przechwycił piłkę pod własnym koszem. Wyprowadził kontrę dwa na dwa, wcześnie wszedł w dwutakt, ale do Pamuły podać nie mógł, a obrońca był ustawiony dobrze. Berisha podał więc za siebie... do rywala. Potem miał pretensję - słuszną - do kolegów, że nie pobiegli za szybkim atakiem, ale gdyby miał więcej oleju w głowie, to po prostu przekozłowałby piłkę na połowę Sportino i czekał na atak pozycyjny.

Faulowany Ibrahim trafił z linii raz (95:93), a Śnieg podał w ręce rywala w akcji gospodarzy. Scott nie pomylił się z linii, 95:95. Berisha znów poderwał drużynę i nielicznych kibiców trafiając z wejścia z faulem w trudnej pozycji. Z wolnego podwyższył na 98:95. 30 sekund przed końcem faulowany Żytko wykorzystał jeden rzut z linii - 98:96.

I znów strata, tym razem wspólna Berishy i Śniega. Piłkę przeprowadzał ten pierwszy, ale w powodzenie tego manewru zwątpił jeszcze przed linią środkową i w poprzek boiska podawał do Śniega. Ten jednak - ostatni asekurujący wyprowadzającego akcję - był już jednak na atakowanej połowie, dość mocno naciskany przez rywala. Nieporozumienie zakończyło się błędem połowy. Czas dla Sportino.

Nie wiem, co zaproponował koszykarzom Andrzej Kowalczyk, ale Scott wziął piłkę i długo kozłował daleko za linią za trzy. W końcu zaczął się do niej zbliżać i 4,5 sekundy przed końcem trafił z dystansu sprzed Berishy. 98:99, czas dla Polonii 2011.

Śnieg błyskawicznie przedostał się ze swojej połowy pod kosz i wobec zacieśnionego pola trzech sekund odegrał do lewego narożnika do Jankowskiego. Ten kilka godzin wcześniej miał na tej hali 4/6 z dystansu w meczu I ligi między Temcoldem AZS Politechnika Warszawska z ŁKS Łódź, ale tym razem spudłował. Czy Śnieg powinien pchać się na kosz szukając faulu? Być może, bo wcześniej miał 9/10 z linii. Ale jasnego zalecenia z ławki nie było i nikt do Śniega pretensji za tą akcję nie miał.

A może pretensje być powinny? Pamiętacie mecz nr 1 finału play-off Konferencji Wschodniej NBA w 2007 roku? Detroit Pistons prowadzą 79:76 z Cleveland Cavaliers, piłkę ma lider LeBron James. Nie decyduje się na rzut, podaje do Donyella Marshalla. Ten pudłuje i zaczyna się dyskusja nad wyborem Jamesa.

Śnieg to nie James, ale porównanie nie jest nieuzasadnione. To Śnieg jest najrówniej grającym zawodnikiem Polonii 2011 w PLK i to chyba on powinien brać na siebie odpowiedzialność.

A może - w tej konkretnej sytuacji - nie powinien? Zapraszam do dyskusji.

Na koniec dwa słowa o tym, co zrobił, a co mógł zrobić sztab trenerski Polonii 2011. Trener Mladen Starcević nakazał szybkie faulowanie Żytki przy prowadzeniu 95:92. Rozgrywający Sportino został nieprzepisowo zatrzymany już w czwartej sekundzie akcji - za szybko i niepotrzebnie. Po jego celnym rzucie Starcević mógł wziąć czas, aby przenieść akcję na połowę i oszczędzić rozgrywającym szamotania się pod presją rywali podczas wyprowadzania piłki. To szamotanie ostatecznie zakończyło się stratą, choć tłumaczenie, że trener wolał zostawić sobie jeszcze jeden czas na kolejne akcje, jest logiczne.

Przed ostatnim posiadaniem piłki Sportino Starcević nie nakazał jasno i wyraźnie zawodnikom: faulujcie po np. 10 sekundach. Polonia 2011 prowadziła dwoma punktami i w razie faulu ryzykowała najwyżej dogrywkę. Zamiast tego Berisha umożliwił Scottowi rzut z dystansu, czyli zagranie, do którego absolutnie nie można było dopuścić. Chorwat podczas i po meczu wyglądał na spiętego, momentami bezradnego. Drużyna nie przegrała przez trenera, ale niewykluczone, że będzie zmiana na tym stanowisku w Polonii 2011 w trakcie sezonu. W końcówce Starcević zespołowi nie pomógł.

Trener Kowalczyk z kolei mógł po meczu odetchnąć. Na konferencji wspomniał o swoim ulubionym elemencie taktyki, czyli o znakach zodiaku, w kontekście obrony swojej drużyny użył sformułowania cholera jasna i szczerze współczuł Starceviciowi, ale z Warszawy wyjechał szczęśliwy.

A ja się cieszę, bo fajny mecz wczoraj widziałem.

 NBA, Euroliga i PLK w bwin.com. Zarejestruj się, zgarnij bonus i typuj wyniki

czwartek, 19 listopada 2009, cegieu

Komentarze
Gość: deen, chello084010220044.chello.pl
2009/11/19 18:09:01
Mecz przegral trener.

Jasne bylo, ze pod koniec Sportino bedzie gralo:

a) szybko
b) do konca czasu

Juz po kilku sekundach bylo jasne, ze Scott bedzie gral do konca i indywidualnie. Zagranie za 2 bylo dosc bezpieczne dla Polonii, bo mialaby remis, czas i kilka sekund na ewentualne zwyciestwo. Trzeba bylo wiec bronic przed 3 - puscic akcje za 2, albo nawet w ostatnich sekundach bic po lapach! A Berisha stal cholernie daleko...

Ostatnia akcja tez zepsuta. Snieg powinien isc do konca - sporo takich penetracji wpadalo wczoraj, a sedziowie gwizdali duzo. Ale jesli to byla ustawiona akcja - to po cholere Jankowski stal za lukiem - przeciez bylo tylko -1? Z tego co widzialem, to byl praktycznie wolny, wiec mogl zrobic ze dwa kroki do przodu - moze z poldystansu by trafil....
-
Gość: Lider, 94.75.121.3*
2009/11/19 19:16:06
Błędy trenera:

Faul na Żytce za szybko, ale fakt, że miał o to pretensje wynikał chyba z niezrozumienia. Jednak pracując z młodymi graczami powinien jasno powiedzieć dajmy im pograć 15 sekund i faul.

Brak faulu w ostatniej akcji Sportino. Jednak zmiany Starcevica bym nie wypatrywał, ale przydałby się doświadczony center. Kolowca rozkręca się w ataku, ale w obronie fauluje jak szalony.

Co do ostatniej akcji, to została ona dobrze rozegrana. Bałem się jakiegoś urwanego rzutu, ale młodzi doskonale wykorzystali 4,5 sekundy. Jak się ma pomysł to taka akcja trwa długo. Mówienie, że byłby faul jest troszkę naiwne, bo wydaje mi się, że nie znalazłby kontaktu w tej akcji i dlatego oddał do niepilnowanego Jankowskiego. On lubi rzuty ze skrzydła. Tym razem nei wpadło. Ciekawe, że decydująca piłka trafia do zawodnika, który pełni głównie rolę defensywną w zespole.

Strach przed wygraną ich paraliżuje. Niedolot Pamuły, gorąca głowa Berishy. Jak dla mnie ta porażka, to porażka polskiego basketu, bo Sportino to słaba drużyna. Umówmy się, że grubiutki Łuszczewski (przy całej sympatii dla Przemka) nie powinien wychodzić w 5 na takim poziomie. Po raz kolejny przekonałem się, że w PLK nie ma żadnego poziomu.
-
Gość: deen, chello084010220044.chello.pl
2009/11/20 11:20:56
O to mi chodzilo w ostatniej akcji - ja powinien konczyc Snieg, Berisha, ewentualnie Pamula. Nawet jesli by nie wyszlo - uczymy odpowiedzialnosci za wynik liderow!