Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Blog > Komentarze do wpisu

Jaki Roman, taka liga


Lidze koszykarzy spadnie za chwilę z nieba sporo sponsorskich pieniędzy, ale wygląda na to, że znów wyda je źle, zmarnuje kolejny sezon, pozostanie skansenem, który obchodzi tylko niknącą garstkę kibiców.

Prezes PLK Jacek Jakubowski ogłasza to, o czym pisaliśmy już kilka tygodni temu - Tauron Basket Liga pozostanie nią przez minimum kolejny rok. Zgodnie z warunkami nowej umowy sponsor przekaże lidze koszykarzy 1,2 mln złotych rocznie.

W artykule do czwartkowej "Gazety Wyborczej" wykazuję jednak, że pieniądze z Taurona niewiele zmienią - niemal połowę z nich liga przeznaczy na transmisje spotkań w TVP Sport, a reszta... No właśnie, reszta nie zostania wykorzystana tak, jak powinna.

Zarząd w lipcu powołał dział marketingu - dyrektorem miał być Jakub Kacprzak (specjalista od marketingu, były sędzia koszykarski), wszelkimi sprawami związanymi z mediami (np. dbaniem o obudowę transmisji telewizyjnych) miał zajmować się Adam Romański (były dziennikarz "Gazety", dyrektor sportowy Energi Czarnych Słupsk i Znicza Jarosław), a wszelkie projekty związane z ekspansją PLK w internecie miał nadzorować Piotr Kwiatkowski (Plk.pl).

Dział marketingu przygotował kilka propozycji terminarza z różnym uwzględnieniem Asseco Prokomu Gdynia, ustalał szczegóły umowy z TVP Sport, opracował nowe logo ligi, uzgodnił warunki patronatu z "Przeglądem Sportowym" (przed sezonem miał wydać gruby skarb kibica, który rok temu miała m.in. ekstraklasa piłkarzy ręcznych), przygotowywał się do uruchomienia tzw. kanałów sprzedażowych, które miały przynieść lidze pieniądze od sponsorów. Słowem - stworzył zręby promocji ligi, której PLK nie miała od lat.

Zarząd wszystkie projekty zaakceptował, znalazł na nie miejsce w zbilansowanym budżecie, uzgodnił warunki pracy. Budżet - zgodnie ze statutem - musiała  zaakceptować rada nadzorcza ligi. Roman Ludwiczuk, Waldemar Łuczak, Zbigniew Polatowski i Andrzej Twardowski mieli jednak zastrzeżenia zarówno do marketingowych projektów, jak i personalnego składu działu (przeszkadzał im przede wszystkim Romański) i dwukrotnie odsyłali budżet do poprawki.

Postawiony pod ścianą Jakubowski wszedł w buty swojego poprzednika Janusza Wierzbowskiego i ostatecznie na sugestie rady przystał, korygując - czyli zmniejszając - wydatki na marketing.

Ludwiczuk zaprzecza jakoby rada wywierała wpływ na ligę, ale tej wersji przeczą słowa obu członków zarządu (Jakubowski, Grzegorz Bachański) oraz Kacprzaka. A także wizytówki, które zarząd przygotował dla trzech pracowników działu marketingu. Jakubowski nie miał żadnych wątpliwości, że taka jednostka - pierwsza w historii ligi? - jest jego spółce potrzebna. Rada nadzorcza uznała, że jest zbędna.

Sugestie Ludwiczuka - ale także Polatowskiego i Twardowskiego - sprawią, że pieniądze z Taurona skonsumują zapewne kluby, a niepromowana liga zostanie w swojej niszy z kilkunastotysięczną oglądalnością. Cóż, "Jaki Roman, taka liga".

Nie twierdzę, że dział marketingu wyciągnąłby złotą różdżkę i z dnia na dzień odmieniłby sytuację ligi. Uważam jednak, że jeśli cokolwiek ma się w tej lidze zmienić na dobre, to tylko za sprawą dzielenia kompetencji i systematycznej pracy u podstaw. Małymi krokami, ale do przodu.

Rada nadzorcza pod przewodnictwem głównego hamulcowego sprawiła jednak, że liga wykonała krok w tył. I zamiast działu marketingu PLK ma Stanisława Trojanowskiego w zarządzie.

Bez zmiany statutu ligi, który wzmocni zarząd względem rady, bez uregulowania spraw akcjonariatu (61 proc. udziałów w PLK S.A. ma PZKosz, cztery kluby w ogóle nie mają akcji), bez podwyższenia wymagań w stosunku do kandydatów na członków zarządu i rady (wprowadzenie konkursów), wreszcie - być może - bez wprowadzenia przedstawicieli sponsora do tych organów, nie zmieni się nic.

A powyższe zmiany zależą od... głównego udziałowca ligi, czyli PZKosz.

Dlatego czekamy na wybory władz związku.

czwartek, 09 września 2010, cegieu

Komentarze
Gość: adam, s182pc76.mmj.pl
2010/09/09 12:06:36
Wydaje mi się, nie znam się, a może żyję w jakimś wyimaginowanym świecie, ale czy TVP nie powinna płacić PLK za transmisje? Dlaczego liga musi płacić telewizji, która dodatkowo będzie zarabiać (o ile atrakcyjnymi relacjami zachęci do oglądania) na tym, że oglądają ją kibice koszykówki (reklamy etc.)?
-
Gość: gse, chello089079161073.chello.pl
2010/09/09 12:24:11
Może nie na temat, ale pamiętam, że kiedyś w anwilu pracował Aleksandar Petrović. Może jego na trenera naszej kadry?
-
2010/09/09 12:26:09
Adam: PLK jest obecnie tak słaba, że TVP nie opłaca się jej pokazywać.

tzn produkt jest słaby.

doprowadził do tego między innymi prezes Ludwiczuk, który swoimi decyzjami o braku marketingu idealnie wpisuje się w to myślenie "po co marketing, po co dobra liga"
-
Gość: arrep, w3cache02.cvdnet.pl
2010/09/09 12:45:53
Fakt, że to liga musi płacić telewizji (a nie vice versa) jest chyba najjaskrawszym dowodem nie tylko na słabość ligi, ale i nieudolny sposób zarządzania polską koszykówką.

Dobry artykuł, oby więcej takich.
-
Gość: , sggw137-252.sggw.waw.pl
2010/09/09 13:18:24
No i ja nie moge uwiezyc ze to liga sama musi placic za transmisjie... a liczba 15 tys. oglodalnosci to jakies nieporozumienie, ja pochodze z 40 tys miateczka i takm wiecej ludzi na festyn przychodzi...
-
Gość: szymon28, langpc10.eng.cam.ac.uk
2010/09/09 14:18:13
jesli tauron daje 1,2 mln zlotych, a wydatki na transmisje pochlona polowe czyli zostaje jakies 600 tysiecy; jesli ta kasa trafi tak jak sugeruje Pan Lukasz do podzialu miedzy kluby to przeciez one dostana po 50 tysiecy na klub , takiej Poloni Warszawa to moze i pomoc ale reszcie klubow ?