|
Blog > Komentarze do wpisu
Śmiać się czy płakać nad polską koszykówką?Asseco Prokom Gdynia gra w ćwierćfinale Euroligi, reprezentacja do lat 17 zdobywa srebrny medal mistrzostw świata, reprezentacja seniorów po serii ups and downs ostatecznie przegrywa eliminacje mistrzostw Europy, zarząd i rada nadzorcza PLK zwalniają Prokom z części rozgrywek Tauron Basket Ligi proponując przyznanie mu bilansu lidera. Maciej Lampe udziela szczerego wywiadu, w którym przyznaje się do błędów młodości, do zarządu ligi wchodzi Stanisław Trojanowski, FIBA Europe zwiększa liczbę uczestników ME z 16 do 24, co oznacza, że Polska weźmie udział w przyszłorocznych finałach na Litwie, mimo przegranych na boisku eliminacji. Czy to wszystko wydarzyło się w rzeczywistości? Szalone lato, nieprawdaż? Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać... Ale po kolei - teoretycznie najważniejszym newsem ostatnich dni był ten niedzielny: powiększenie ME oznacza, że Polska zagra w finałach po raz trzeci z rzędu. Można czuć z tego powodu zażenowanie, można mówić o wypaczeniu istoty sportowej rywalizacji, można posłuchać kawałka Kazika "XX wiek" z płyty "Melasa" - to ten z wersem "Liga Mistrzów, Liga Mistrzów, kto odpadnie, ten zostaje..." Nie zabraknie głosów radykałów, którzy powiedzą, że ktoś powinien się unieść honorem i z takiego prezentu zrezygnować, ale mi o wiele bliższe jest stwierdzenie wiceprezesa PLK (wciąż, wbrew obiegowym opiniom), członka zarządu PZKosz i - w niedzielę usłyszałem to z jego ust oficjalnie - kandydata na nowego prezesa związku Grzegorza Bachańskiego: Nie powinniśmy przechodzić do porządku dziennego nad sportowymi słabościami reprezentacji, jesteśmy na Litwie niestety tylko z przyczyn administracyjnych, ale z decyzji FIBA Europe cieszyć się trzeba. Nieprzypadkowo cytuję Bachańskiego tutaj i w artykule do "Gazety Wyborczej" (dzwoniłem także do prezesa PZKosz Romana Ludwiczuka, ale ten w niedzielę po południu nie odbierał telefonu) - wybory do związku powinny odbyć się na początku listopada, czyli dokładnie za dwa miesiące, a ostatnie wydarzenia (o nich za chwilę) to już wyraźny sygnał, że wojna o prezesurę zaczęła się na dobre. W ciągu kilku najbliższych dni media - łącznie ze mną - zajmować się będą prawdopodobnie administracyjnie wskrzeszoną reprezentacją, która szykowała się do długiego, jesienno-zimowo-wiosennego snu, ale nie dajcie się zwieść - to temat bardzo ważny, ale jednak zastępczy. Po tym, co działo się w polskiej koszykówce w ostatnich latach śmiem twierdzić, że najważniejszym meczem koszykarskim między Odrą i Bugiem będą jesienne wybory prezesa PZKosz. I co tu dużo ukrywać - jestem kibicem z wyrobionym zdaniem, które powtarzam regularnie od roku: chcę, żeby Ludwiczuk te wybory przegrał. Stwierdzenie, że chcę, aby Bachański wygrał jest niby tożsame z powyższym, ale nie potrafię tego napisać wprost i bez żadnego "ale". Bachański to dobry, ale niewymarzony kandydat na prezesa PZKosz. Idealny sekretarz generalny, ważny człowiek drugiego planu, choć jako członek zarządu kilka bitew w zakulisowej polityce w związku i na jego peryferiach przegrał. W 2006 roku to on promował na prezesa PZKosz Ludwiczuka po tym, jak do dymisji podał się Marek Pałus, kilka miesięcy temu to on mocno popierał kandydaturę Jacka Jakubowskiego na prezesa PLK. Oczywiście, można powiedzieć, że skuteczne wypromowanie Ludwiczuka na prezesa związku to sukces Bachańskiego, ale jakże blado wygląda to teraz, kilka lat po tym jak wałbrzyski senator wymknął się spod kontroli i zaczął realizować swój własny bezplan. Jeśli tamtego manewru nie można jednak uznać za jednoznaczną porażkę, to już bez wahania należy określić tak prezesurę Jakubowskiego (o najświeższych kwestiach z nią związanych za chwilę). W międzyczasie Bachański poległ z Dariuszem Kowalczykiem w bezpośrednio go dotyczącej bitwie o fotel szefa Kolegium Sędziów. Teraz Bachański idzie na wojnę z Ludwiczukiem. Wydaje się, że idzie zbyt ostrożnie. Zamiast wykorzystać fakt, że Ludwiczuk poniósł kilka porażek z rzędu (choć spodziewam się, że decyzję FIBA Europe przedstawi jako sukces swojego lobbowania), zamiast wykorzystać momenty, w którym prezes PZKosz kompromituje siebie i całą dyscyplinę, Bachański buduje elektorat po cichu i unika publicznych wypowiedzi. Kandydat na prezesa tłumaczy ponoć, że to nie media wygrają dla niego wybory, tylko delegaci na zjazd. Z Ludwiczukiem ściera się więc po cichu - w gabinetach przy ul. Ciołka w Warszawie lub na objazdowych posiedzeniach rady nadzorczej. Zobaczymy jakie będą tego efekty. Zwolennicy Bachańskiego mówią, że umie zjednywać sobie ludzi, że umie słuchać, że chce zaufać specjalistom. O plusach i - głównie - minusach czteroletniej kadencji Ludwiczuka pisałem już wielokrotnie. Teraz przypomnę tylko pewne terminy i tytuły: główny hamulcowy, prezes polskiej koszykówki, Ludwik XIV. "Błędne koło pod polskim koszem, czyli prezes prowadzi donikąd", "Ble ble prezesa polskiej koszykówki". Ludwiczuk ma jednak zalety przydatne na wojnie - potrafi zlokalizować słabe punkty wroga i przeprowadzić atak w najmniej spodziewanym momencie. Ten ostatni - wprowadzenie do zarządu ligi Stanisława Trojanowskiego - to już prawdziwy majstersztyk. Koń trojanowski, normalnie. Krótka sylwetka Trojanowskiego: w latach 90. - jako hurtownik Mazowszanki - wspomagał MKS MOS Pruszków i był architektem porozumienia szefa tej firmy Ryszarda Krystkiewicza z ówczesnym prezesem pruszkowskiego klubu Januszem Wierzbowskim. Potem zasiadał w zarządzie stowarzyszenia, które kierowało klubem, a po jego przekształceniu się w SSA pracował w nim jako specjalista od marketingu. Z klubu wyleciał ponoć na życzenie greckiego trenera Michalisa Kiritsisa, ale znalazł posadę w biurze PLK, którym rządził już Wierzbowski. W ostatnich latach Trojanowski "trzymał ligę", czyli robił w niej wszystko począwszy od weryfikacji, wydawania licencji, nakładania kar na kluby, pilnowania, by realizowały ustalenia z nielicznymi sponsorami, zajmował się elementami marketingu. Był specjalistą od wszystkiego i od niczego równocześnie. Innymi słowy - przykładem człowieka, który nie powinien uczestniczyć w profesjonalizacji ligi. O wprowadzeniu Trojanowskiego do zarządu ligi rozmawiałem z Jakubowskim, który między wątpliwymi argumentami przemawiającymi za tym rozwiązaniem przyznaje, że jest uzależniony od rady. Po takim wyznaniu nie potrzeba wielkiej wyobraźni, aby dojść do punktu wyjścia tej decyzji, w której Ludwiczuk korzysta na zwolnieniu lekarskim Bachańskiego, urabia i tak już urobionego Jakubowskiego, i wprowadza do zarządu ligi swojego człowieka. Jeden z dwóch wymaganych podpisów członków zarządu przy różnorakich decyzjach - np. przywoływanej w rozmowie z Jakubowski kwestii umowy PZKosz z PLK na prowadzenie rozgrywek - Ludwiczuk ma zagwarantowany na starcie. Jak rozsądny człowiek powinien skomentować zamieszanie z Trojanowskim i słowa Jakubowskiego? Proponuję cytat z Mirosława Noculaka z TVP Sport:Myślę, że ci panowie uważają nas, ludzi koszykówki, za absolutne niemoty intelektualne. Przecież to jest bełkot i mówię to wprost i oficjalnie. Panie prezesie potrzebna jest sanacja dyscypliny. U-zdro-wie-nie! Związek i liga w taki sposób, o którym słyszymy nie są w stanie się same uzdrowić. Moim zdaniem te osoby nie rozumieją tego, co dzieje się w koszykówce. One są w niej przypadkowo. Pamiętacie? Te słowa Noculak wypowiedział w magazynie "Za Trzy"... 11 miesięcy temu. Dotyczyły wówczas Ludwiczuka i prezesa Energi Czarnych Słupsk Andrzeja Twardowskiego, ale prawda, że pasują jak ulał do obecnej sytuacji? Minął rok, a polska koszykówka stoi za drzwiami wielkiego sportu i ze swadą podkręca wąsa. Wspomniałem wyżej, że Bachański nie jest idealnym kandydatem na prezesa. To pasjonat i znawca koszykówki, więc boli mnie to, że w ostatnich miesiącach w sprawach kluczowych np. dla reprezentacji (wybór Igora Griszczuka na selekcjonera) nie zabierał publicznie głosu. Bachański, cały zarząd PZKosz w ogóle, dał ciche przyzwolenie Ludwiczukowi na realizację jego bezplanu, mając przy tym wygodną wymówkę: że autokratyczny prezes i tak nikogo nie słucha... Tamta bierność i brak reakcji były prawdopodobnie częścią strategii polegającej na pozwalaniu Ludwiczukowi na brnięcie w absurdach. Z czajeniem się pora jednak już skończyć, bo skutki uboczne dla ligi, dla reprezentacji mogą być zbyt kosztowne. Prezent od FIBA Europe tylko potęguje wagę wyzwania. Polska dostała w ostatnich latach dwie takie niespodzianki - w 2004 roku przyznano jej organizację ME, rok później wyciągnięto za uszy z dywizji B. Drużyna prowadzona przez Andreja Urlepa skorzystała z okazji i w 2006 roku awansowała na ME. Zeszłorocznych finałów w Polsce nie wykorzystano jednak w ogóle, co widać po sportowo-organizacyjnej sytuacji w jakiej są reprezentacja i PZKosz. Jak będzie z tą trzecią szansą od FIBA Europe? Plan Bachańskiego - zgodnie z tym, co mówił w niedzielę - jest taki: zrobić finansowy bilans otwarcia i przekonać się jakimi pieniędzmi dysponuje związek; do zarządu PZKosz spróbować wprowadzić ludzi koszykówki związanych z biznesem - np. Przemysława Koelnera; dokonać selekcji przy wyborze ludzi do zarządu, czyli wymienić kadry; zdecentralizować szkolenie, wykorzystać ośrodki, które już istnieją - wspierać je i pozwolić im działać; wykorzystać młodych specjalistów, których mamy. Ogólnie: współdziałać, zamiast rządzić. To ogólniki, o których cztery lata temu wspominał Ludwiczuk (chciał np. powołać radę sponsorów z ludźmi z dużego biznesu, którzy robiliby dobry klimat wokół koszykówki), jednak praktyka okazała się zupełnie inna niż teoria. Co innego zapowiadać, co innego działać - deklaracje są słuszne, ale tylko wtedy, jeśli zostaną potem zrealizowane. Nie zdziwię się, jeśli Ludwiczuk niebawem powtórzy część założeń programu Bachańskiego jota w jotę, ale dla mnie nie ma to żadnego znaczenia. Żadnego. Bo co dobrego dla związku może zrobić prezes, który przez cztery lata nie stworzył najzwyklejszego działu marketingu, a lidze - której radzi i którą nadzoruje - wpycha do zarządu Trojanowskiego? Teoretycznie Ludwiczuk nie powinien mieć szans na ponowną kadencję w roli prezesa, ale to jest polska koszykówka. Tu każdy wynik jest możliwy. poniedziałek, 06 września 2010, cegieu
Komentarze
Gość: , host_235_149.compower.pl
2010/09/06 12:02:10
adas ja myślę, że Gortat wraz ze "przedstawicielem biznesowym" już był z wizytą u Ojca Chrzestnego Grzegorza Schetyny i poprosił go aby zaopiekował się polską reprezentacją.
w tym polskim gnoju to jedyne wyjście Gortat.
Gość: , host_235_149.compower.pl
2010/09/06 12:49:02
...wraz ze swoim "przedstawicielem biznesowym" ...
Gość: gary, public21867.xdsl.centertel.pl
2010/09/06 19:34:03
płakać, tylko płakać. No chyba że w nowym roku będziemy się śmiac (bo zmieni się prezes, przyjdzie nowy trener fachowiec itd.)
Gość: , 188.147.109.107.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/09/06 22:22:39
"...idealny sekretarz generalny..." - to bardzo odważne stwierdzenie w kontekscie wyniku finansowego Związku za czasów "sekretarzowania" G.Bachańskiego.... prawdą jest że potrafi zjednywać ludzi, zwłaszcza na tle autokratycznego aktualnego Prezesa... ale czy przekona odpowiednią liczbę delegatów?...
2010/09/07 10:31:03
Panie Łukaszu, może pokusiłby się pan o jakieś nakreślenie sylwetek potencjalnych trenerów? Próbuje do tego podpuścić już od około roku ale pan ten temat mija szerokim łukiem ;)
Na początek proponuję Starcevića w kontekście przymiarek do jeklinizacji reprezentacji ;) oraz Filipovskiego - to nazwiska pozostawiło w koszykarskiej Polsce trwały a świerzy ślad. 2010/09/07 10:41:41
Chciałem jeszcze panu podziękować za to, że przyjął pan na siebie rolę reprezentanta ludzi niezadowolonych z nieprawidłowości w polskiej koszykówce i orędownika zmian, publicznie wyrażającego nasze zdanie. Dziękuję.
(Nie, nie mam złudzeń że choćby ludzie czytający ten blog zgodziliby się co do wszystkich kwestii, ale pewnie konsensus jest - choćby krytyka nieudolności Ludwiczuka i potrzeba prawdziwego trenera.)
Gość: Larry Bird, aadz75.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/09/07 14:03:27
Dokładam swoje pięć groszy do propozycji the.jester'a, aby się przyjrzeć potencjalnym trenerom naszej reprezentacji, o których można by się ubiegać. Filipovski to był dobry trener, prawdopodobnie dałby sobie radę, Sterovic tym bardziej. Warto by się zorientować, którzy lepsi trenerzy są wolni, bądź w naszym zasięgu...
Tym bardziej popieram i mam nadzieję na wzrastającą krytykę Jaśnie Słońca L. przed wyborami, zeby przypadkiem ich nie wygrał: zmarnowane ME 2009, centralizacja władzy KC PZKosz, brak wszystkiego: organizacji, szkolenia, transmisji TV, ogólny upadek koszykówki w Polsce, cyrk wokół Asseco... 2010/09/07 23:48:23
ja tez, jak wielu czytajacych tego bloga, jestem za tym zeby ludwik xiv nie wygral tych wyborow, albo zeby w ogole nie bral w ich udzialu najlepiej :) choc wiem ze to jest mission impossible...
w kazdym razie moze na prezesa zakandydowalby ktos z zewnatrz? czy jest w ogole taka mozliwosc? moze Cegieu albo AdRom? :) Co wy na to panowie?? a co do trenerow, to Filipovski jest niezlym kandydatem, ale mnie bardziej pasowalby David Blatt, gdyby tylko byl dostepny... z rosja robi kawal dobrej roboty! 2010/09/08 12:23:29
Panowie,
Nie róbmy sobie żartów, jeśli chodzi o kandydowanie na prezesa :) Sylwetki trenerów? To bardzo dobry pomysł na ciekawy wpis, ale obawiam się, że nie na moją głowę :) Jestem pewny, że nie wyczerpałbym możliwości i zawsze kogoś pominął. Filipovski jest na pewno wyżej niż Starcević, który mógłby pracować w Wydziale Szkolenia, ale nie z reprezentacją - moim zdaniem pogubiłby się. Mi zaimponowało CV Igora Kokoszkowa, który prowadził Gruzję. Wydaje mi się, że Polska mogłaby pójść w stronę tego typu trenerów.
Gość: malu, 212.75.118.20*
2010/09/08 18:52:00
Szanowny Panie Redaktorze. od dłuzszego czasu śledzę Pańskie artykuły o polskiej koszykówce. Chwała Panu za to, że przybliża Pan fanom koszykówki również arenę działań pozasportowych. Wszyscy chcielibysmy wiedziec co tak na prawdę dzieje sie w Związku Koszykówki, że aż żal patrzeć na poczynania naszych zawodników. Niestety zniesmaczony jestem Pana brakiem obiektywizmu i obowiazku przedstawiania faktycznego stanu rzeczy jaki ciąży na Panu z racji wykonywanej profesji. Marzy nam sie koszykówka w wydaniu naszych zawodników, choćby na niezłym poziomie europejskim. Jednak nie badźmy dziecmi, nie zmieni tego stanu rzeczy wymiana Prezesa Związku. A juz na pewno nie na P. Bachańskiego, w sposób tendencyjny ferowanego przez Pana. Jest zapewne coś na rzeczy bo wielką zajadłością atakuje Pan obecnego Prezesa, wychwalając subtelność poczynań "swojego" kandydata. Wiekszość respondentów możę o tym nie wiedzieć ale Pan wie z całą pewnością. Wychwalany przez Pana kandydat był już w Zarządzie PZKosza w poprzedniej kadencji. Na najwazniejszym po Prezesie stanowisku. Sekretarza Generalnego. Podobno, jak Pan napisał, idealny na to stanowisko?
Miał czas i obowiazek wybrac dobrego trenera, zorganizowac własciwe szkolenie, zorganizowac skuteczna pracę Polskiego Związku Koszykówki. Pisze Pan, zę potrafi zjednywac sobie ludzi, że działa po cichu. Rzeczywiscie. Zarząd poprzedniej kadencji zastał w kasie blisko 2mln złotych, jakie zostawił po sobie jeszcze wczesniejszy Zarząd ze znakomitym Prezesem na czele P. Kajetanem Hądzelkiem. W wyniku operatywności Zarzadu poprzedniej kadencji na koniec działalności w kasie debet ponad 5mln. Dopiero Prezes Ludwiczuk, moze i nie idealny na to stanowisko, jak by Pan napisał, znalazl sponsora, który pokrył zobowiazania PZKosza bez wypinania piersi po medale i bez niepotrzebnej reklamy w mediach, Tak wyglądało uzdrawianie polskiej koszykowki, ktore zakończyło się rezygnacja ówczesnego Prezesa M. Pałusa. Przeciwko niemu, ale dotyczy to całego Zarzadu, toczy sie postepowanie wyjasniajace o niegospodarność w Prokuraturze Warszawskiej. Prosze by nie wciskał Pan nam, zwykłym kibicom, "takiego kandydata" On już "swoje" dla koszykówki polskiej zrobił. I jeszcze napisał Pan, że "Bachanski wsadził na stołek Prezesa Ludwiczuka ale Ten wymknał sie spod kontroli". ż pod czyjej kontroli? Pana Bachańskiego? I Pan chce abysmy poparli czlowieka, który chciał rzadzic Zwiazkiem z drugiego planu ale Ludwiczukiem nie dało sie sterowac. Panie Red. Cegliński proszę wybaczyć ale czy my jestesmy duniami i uwierzymy, że proponowana zmiana przyniesie rewelacyjne wyniki w polskiej koszykówce? Nadal kolesiostwo i walka o wladzę. Tak Pan widzi Zarząd Związku po wyborach? Nie uwierzę, że wszystko co Pan napisał o P. Ludwiczuku i P. Bachańskim wynika z Panskiej troski o dobro koszykowi i naszą satysfakcję z jej przyszłych wyników. "Czy to tylko zwykłe koleżenstwo czy jakiś interes czy może brak przysłowiowego "nosa" dziennikarskiego. Nie spotkałem sie w żadnej gazecie z takim frontalnym atakiem i taką otwartą kampanią wyborcza. Uchodzi Pan za specjalistę od koszykówki. Może i ma Pan racje, że zmiana na "stołku" Prezesa jest niezbedna. Żeby tylko nie było jak w naszym Sejmie. Partie się zamieniaja miejscami, posłowie fotelami a my ciagle w tym samym dołku. Ale taką propozycje potrafi przedstawic nawet dziecko. Od specjalisty wymaga sie wiecej. Prosze podać receptę na przyszlość. Co dalej? Może wartoby było zorganizowac ogólnopolski Kongres ludzi zwiazanych z koszykówka, zaprosić kilku rozsadnych specjalisto z krajów, w ktorych dzięki wprowadzonym metodom szkoleniowym nastapił znaczacy rozwój dyscypliny, może, może, może. Czy to nie wyzwanie dla dziennikarza-kibica? Za pare miesięcy następna duża impreza koszykarska w Polsce, Mistrzostwa Europy Kobiet. Poprzednie Mistrzostwa to była pierwsza tak wielka impreza organizowana przez PZKosz. Zmiana Prezesa, organizatorów, koncepcji. Wszystko na ostatnia chwilę. Jak zwykle u nas. Nie wiem czy to dobry pomysł bo znów nie zauważymy jak cała para pójdzie w przysłowiowy gwizdek |
|
Pytanie pomocnicze. Czy termin wyborów w PZKosz nie jest pewnym problemem? Bo wypada między wyborami samorządowymi a parlamentarnymi (ja obstawiam wiosnę wczesną, może się mylę).
I tak w ogóle, me pytania to objaw mej prywatnej, osobistej paranoi? Czy nie...