Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Blog > Komentarze do wpisu

Leszek Maria Rouppert (1940-2010)

Dzień po odejściu Zdzisława Niedzieli koszykarski Lublin stracił drugą wybitną postać - 23 grudnia zmarł po długiej chorobie Leszek Maria Rouppert. Krakowianin, który jako koszykarz, trener i prezes związany był przede wszystkim z Lublinem. Warto zapoznać się z bogatym dorobkiem jego kariery.

Zdzisława Niedzieli nigdy nie poznałem, z Leszkiem Marią Rouppertem miałem zaszczyt kilka razy rozmawiać - przedostatni raz widziałem się z nim rok temu na gali "Złote Kosze", gdzie trener z błyskiem w oku zaprezentował mi medale mistrzostw świata, które wywalczyły prowadzone przez niego reprezentacje Polski w maxikoszykówce. Trener Rouppert pokazywał zdjęcia z zeszłorocznego turnieju w Pradze, na których stał obok prezydenta Vaclava Havla, chwalił się wycinkami prasowymi opisującymi sukces jego drużyn.

Potem pana Leszka spotkałem jeszcze w jego Lublinie podczas tegorocznego Meczu Gwiazd. Trener Rouppert podczas efektownej prezentacji drużyn Północy i Południa miał wówczas także swoje pięć minut - został uhonorowany przez lubelskie środowisko za ogromne zasługi i pracę dla koszykówki.

Pan Leszek zupełnie nie pasował do konwencji Meczu Gwiazd - stał z mikrofonem na oświetlonych schodzach i wymieniał zasługi swoich kolegów, wspominał dawne czasy. Koszykarze przestępowali z nogi na nogę, wszystkim spieszyło się do meczu, a trener Rouppert mówił, mówił, mówił...

Teraz wspominam to z uśmiechem i ze wzruszeniem.

Jednocześnie bardzo żałuję, że trener Rouppert i jego osiągnięcia nie zostały dotąd należycie docenione. Wyrzucam sobie teraz, że nigdy nie miałem czasu się z nim spotkać lub choćby telefonicznie porozmawiać o maxikoszykówce. Pan Leszek spotkania proponował, namawiał, żeby o sukcesach napisać, ale nas przecież do reszty pochłaniają te wszystkie NBA, wydarzenia w polskich ligach, transfery, afery...

Dopiero teraz, kiedy trenera Roupperta już nie ma, czuje się żal i pustkę.

Marek Lembrych, prezes Lubelskiego Związku Koszykówki:

Odszedł ostatni z wielkich, człowiek koszykówki, który miał zasady. Koszykówki trenera Roupperta już prawie nie ma - ta obecna jest drapieżna, inna, nieelegancka.

W ten smutny dzień mam jednak przeczucie, że po drugiej stronie trener Rouppert wspólnie z trenerem Niedzielą właśnie szykują się do wyjazdu na kolejny mistrzowski turniej...

czwartek, 23 grudnia 2010, cegieu

Polecane wpisy

  • Rekord nierekordowy

    Kevin Love z Minnesota Timberwolves w środowym w meczu z Indiana Pacers osiągnął 52. kolejne double-double. Oto pierwsze zdanie z depeszy agencji Reuters: Minne

  • Phoenix Suns rozpoczynają finisz sezonu...

    ... i liczą na awans do play-off. Kilka tygodni temu mówiłem w "Magazynie NBA" na Sport.pl, że drużyna z Arizony nie wygląda mi na zespół na ósemkę w

  • TV PLK, czyli bolą uszy i oczy

    To miała być fajna koszykarska sobota przed komputerem i TV PLK - o 15 istotny mecz w walce o play-off, czyli Zastal Zielona Góra kontra Polonia Warszawa, a o 2

Komentarze
Gość: , *.dsl.dynamic.eranet.pl
2010/12/23 15:33:35
Dziękuję Panu za te słowa...Kasia Rouppert
-
Gość: wanada, *.nette.pl
2010/12/23 17:09:13
Był wspaniałym człowiekiem,żal ze tacy ludzie odchodzą
-
Gość: Witold Zagorski, 62.68.207.*
2010/12/23 18:30:54
Zrobilo sie pusto...po 54 latach przyjazni!
-
Gość: amator, *.aster.pl
2010/12/23 18:35:33
ja zapamiętam Pana Leszka, głównie za Jego otwartość wobec całego koszykarskiego Lublina. Zawsze uśmiechnięty, zaczynający rozmowę, gotów udzielić jakieś koszykarskiej rady. Ciekawe, że znał z imienia większość koszykarzy grających w amatorskiej lidze TKKF. nigdy nie mogłem się nadziwić jak On pamięta tych wszystkich ludzi! Będzie mi Go bardzo brakowało, aż nie mogę uwierzyć, że jeszcze 1-1,5 roku temu sędziował mecze amatorskich rozgrywek...
-
Gość: jotpi, 78.120.33.*
2010/12/23 19:04:04
Zegnaj Leszku, a mialem nadzieje ze jeszcze sie spotkamy. Pani Kasiu prosze przyjac kondolencje Janek Piotrowski
-
Gość: Binki, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/12/23 21:08:53
Panie Leszku, był Pan wymagającym wychowawcą młodzieży TKKF-owskiej. Dobrze, że Pana znałem
-
ludwisarz
2010/12/23 21:46:41
Wielki człowiek na poziomie niedoścignionym dla wielu. Czuje się zaszczycony, że znałem go osobiście, że odbyłem wiele rozmów o koszu, o życiu. Najszczersze kondolencje dla rodziny.
Zapamiętam go jako fanatyka basketu i bardzo miłego i mądrego człowieka. Marzę, żeby w jego wieku nadal być tak blisko koszykówki.
Do zobaczenia Panie Leszku!
Dzięki Łukasz...
pozdrawiam
karol
-
Gość: , *.rtr.bait.pl
2010/12/23 22:41:03
Panie Trenerze , nigdy nie zapomnimy tych wspaniałych chwil , spędzonych razem z Panem w naszym " koszykarskim życiu "....A ile jeszcze mieliśmy wspólnych planów , ile mistrzostw do zdobycia .... Na zawsze pozostanie Pan dla nas i dla całej maxikoszykarskiej braci NASZYM TRENEREM , NIEDOŚCIGNIONYM WZOREM PRAWEGO CZŁOWIEKA .... Takich ludzi jak Pan już po prostu dziś nie ma ..... Agnieszka i Piotr Pawlak
-
Gość: romanista, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/12/23 23:45:18
...tak bardzo nam przykro...wyrazy wspolczucia :( ...romanista
-
Gość: K., *.dynamic.chello.pl
2010/12/23 23:59:03
żegnaj Trenerze...[*]
-
Gość: koszykarz, *.nplay.net.pl
2010/12/24 00:07:51
takich trenerów sie nie zapomina...wielki czlowiek lubelskiego srodowiska koszykarskiego...poo jego duszy
-
Gość: Kasia, 178.73.48.*
2010/12/24 07:54:43
Najlepszy Na Świecie I We Wszechświecie Trenerze dziękuję.
Dziękuję za każdą rozmowę, za każdy mecz, za cudowne chwile.
Dziękuję,że rozkochał nas Pan w maxikoszykówce, że pokazał nam Pan jak pięknie można żyć po 40. Udowodnił nam Pan,że jesteśmy wielką rodziną- Pana rodziną...
Tęsknię...
Kasia Dulnik
-
Gość: mały karol, *.15-2.cable.virginmedia.com
2010/12/24 10:34:51
ŻEGNAJ TRENERZE [*][*][*] ;( ;( ;(
-
Gość: Zawodnik, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/24 10:52:12
Trenerze buduj tam kadrę maxi dla nas wszystkich ...do zobaczenia
-
Gość: spece, *.lublin.mm.pl
2010/12/24 11:16:29
oddany koszykówce i ludziom, bez reszty... pogodny, mądry, otwarty i szczery, do bólu... człowiek z klasą... czasami wydawało mi się, że on nie pasował do Lublina - był za dobry... i nie zapomnę jak całkowicie bezinteresownie trenował grupę zapaleńców z VII LO... dzięki za wszystko!!! [*]
-
Gość: Kasia, *.dsl.dynamic.eranet.pl
2010/12/24 13:53:39
Żegnamy Tatę 30.12.2010 o godz. 12 (Lublin-Majdanek)
-
Gość: leszekdol, *.adsl.inetia.pl
2010/12/24 15:50:27
Odszedł przyjaciel !
Wczoraj odszedł od Nas na zawsze Leszek Rouppert.Dzieki Niemu cofnęliśmy się w czasie i na licznych imprezach ( mistrzostwa świata,europy i innych turniejach ) przypominaliśmy sobie smak zwycięstwa ,gorycz porażek oraz dżwięk Naszego hymnu !
Był wspaniałym człowiekiem ,trenerem,kompanem do rozmów .Już nigdy nie będziemy mogli grać dla Niego i widzieć szczęście w Jego oczach.
Żegnaj przyjacielu !!!! Leszek Doliński
-
Gość: Marek Nowosad, *.dynamic.chello.pl
2010/12/25 22:59:47
Ś.p. Leszek Rouppert był także trenerem drużyn AZS UMCS w latach 70-tych. Po jednym z treningów poszliśmy drużyną na pływalnię. Gdy ktoś nowy popłynął 25 m pod wodą, Trener płynął nad nim.
Spotkałem Trenera jesienią ub. roku - na pogrzebie prof. T. Baszyńskiego. Po pogrzebie staliśmy obok siebie w kolejce przy składaniu kondolencji Rodzinie Profesora. Z jakim podziwem patrzyłem, gdy Trener przekazywał ogrom ciepła, współczucia Córce Profesora (w czasach studiów grała w AZS-ie). Nie wiedziałem, że to było ostatnie spotkanie z Nim...
Z wyrazami współczucia dla Rodziny i Przyjaciół
Marek Nowosad
-
Gość: Stanisława, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/26 20:35:01
Takich ludzi jakim był Pan Leszek dziś już nie ma. Pozostała długa lista koleżanek jaką stworzył na mecz koszykarek AZU i Startu Lublin. Wszystkie nas znał z imienia i nazwiska, choć niektóre w historii lubelskiej koszykówki zapisały się na krótko.Zawsze będziemy Cię pamiętać, pełnego ciepła i dobroci.!!!!!!!!
-
Gość: Marek Gumowski, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/27 10:41:19
W listopadzie tego roku miałem okazję w ponad godzinnej pogawędce podziękować Ci za wiele lat nie tylko wspólnej przygody koszykarskiej, ale przede wszystkim za Twoje rady dotyczące mojego życia osobistego, przyszłości. Cieszę się, że zdążyłem. Chciałem bardzo, abyś wiedział, jak duży wpływ wywarłeś na nasze wspólne z Marzeną życie. Dzięki.
Marek Gumowski
-
Gość: m.butrym, 62.244.154.*
2010/12/27 11:28:49
Pamiętamy, jak Pan Leszek tak wzruszająco i pięknie żegnał wszystkich, którzy odeszli a byli związani z koszykówką, w tym naszego tatę... teraz "lubelska koszykarska drużyna w niebie" ma już swojego najbardziej oddanego trenera...
Magda i Rafał Butrym
-
Gość: a.b., 62.244.154.*
2010/12/27 11:29:54
Żegnaj Leszku...
Anka Butrym
-
Gość: Żaba, 80.50.161.*
2010/12/27 15:11:56
Panie Leszku dziękuję za zawsze miły uśmiech,serdeczny uścisk dłoni, przyjazne sędziowanie i zawsze miłe słowo jak się spotkaliśmy.Byłeś niesamowity.Żegnaj...
-
Gość: Leszek Rafalski, 77.236.26.*
2010/12/27 16:43:45
Trudno o słowa Nie tylko dlatego, że odszedł znakomity trener,
wszechstronny sportowiec, zdolny prawnik z doktoratem, prezes AZS, działacz
związku koszykówki i serdeczny przyjaciel
Straciliśmy coś więcej - odszedł człowiek rzadko spotykanej prawości, mądry
i silny, który mimo wielu przeciwności losu, potrafił z ujmującym uśmiechem
iść przez życie. I który swoją obecnością sprawiał, że świat wokół miał
jaśniejsze barwy.
Miałem szczęście poznać Leszka i niezwykłe losy Jego przodków wywodzących
się ze starej, francuskiej szlachty. Miałem też okazję odwiedzić zrujnowany w
czasach socjalizmu, modrzewiowy, rodzinny dwór Rouppertów w Raciechowicach,
którego nigdy nie odzyskał.
Tam tkwi źródło Jego charakteru.
Dziadkiem Leszka był znany botanik, profesor Kazimierz Stefan Rouppert z
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Babcią, Kazimiera Rouppertowa, lekarz, córka
słynnego bakteriologa prof. Odo Bujwida, także z UJ. Dwór stanowił dla
miejscowych chłopów nieformalne centrum edukacji i kultury, z
systematycznymi wykładami. Kazimiera za darmo leczyła całą wieś, będąc do
dyspozycji chorych nawet w największe święta. Brat Stefana, generał
Stanisław Rouppert był wieloletnim członkiem Międzynarodowego Komitetu
Olimpijskiego.
Leszek wiedział, że rodzinne tradycje zobowiązują. Szacunek dla ludzi i
potrzebę bezinteresownego pomagania miał we krwi.
Los Go nie oszczędzał. Miał trzy lata, gdy za wspieranie partyzantów
hitlerowcy rozstrzelali Jego ojca, też Leszka, prawnika, reprezentanta
Polski w pływaniu.
Tragiczne chwile przeplatały się z pięknymi w Jego życiu. Z godnością i
pokorą przyjmował jedne i drugie. W świecie sportu, w sercach ludzi, którzy
go znali pozostanie po Nim trwały, szlachetny ślad.
Żegnaj Lechu!

PS. Gdyby ktoś chciał bliżej poznać historię ojca Leszka i rodziny
Rouppertów, to na stronie Terazpasy.pl jest reportaż Zawiodły me sny, synku
mój.

-
Gość: twój zawodnik, *.centertel.pl
2010/12/27 18:53:07
Trenerze odpoczywaj w pokoju....[*]
-
Gość: marian ciechoński, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/27 19:29:25
Tak mnie ciężko Żegnać Trenera i Kolegę z Boiska. Wiele osób namawia mnie na spisanie moich wspomnień - chłopca z Górnej- ja wszystko co osiągnąłem zawdzięczam Trenerowi i Jego wspaniałej pełnej ciepła Żonie Eli .Koszykarza Leszka poznałem gdy mnie "wpuścił za darmo"do Koziołka na mecz Startu z Legią i zakochałem się w koszykówce. Grałem w nią od 1964 do 1984 roku. Dzięki Trenerowi i Jego Żonie Eli skończyłem prawo, byłem koszykarzem , dyrektorem klubów , zarządzałem największymi firmami w Polsce i na Świecie. Mam 60 lat ale jak oglądam nasze wspólne fotografie z Lublina, Świnoujścia, Krakowa, Bułgarii to przeżywam jeszcze raz mecze, wyjazdy , obozy, rozmowy w szatni w pociągu w hotelu. Byłem w Lublinie i chciałem spotkać się ale Kasia powiedziała , że Tata żle się czuje i nie będę mógł Go zobaczyć. Poprosiłem Kasię ażeby przekazała ode mnie piękny medal- przekazała i chyba Trener zrozumiał. Taki żal, taka pustka- przecież Trener , Ela, Kasia, Piotruś to moja młodość, sport, studia- najpiękniejsze moje lata.
Tak się stało, że Wybitni Leszek i Zdzisław Niedziela idą razem grać i trenować nowe zespoły koszykówki - gdzieś tam ... Kochani Elu Kasiu Piotrusiu rozpłakałem się Marian Ciechoński - manius

-
Gość: Jacek Baluch, *.dynamic.chello.pl
2010/12/27 22:00:17
Z Leszkiem poznaliśmy się w Krakowie, chodziliśmy razem dwa lata do tej samej klasy szkoły podstawowej, potem do tego samego liceum. Zapamiętałem go jako klasowego wójta i obrońcę w klasowych meczach Cracovia - Wisła, szkolnej rywalizacji kibiców obu krakowskich klubów. Potem rozeszliśmy się po świecie i ostatni raz spotkaliśmy się gdzieś w stanie wojennym na kolejnej rocznicy matury., w 1982...
Żegnaj, Leszku!
Jacek
-
Gość: Andrzej Lisowski, *.dynamic.chello.pl
2010/12/30 00:19:24
Spotkaliśmy się rok temu, było nas niewielu. Kilka dni potem odszedł Rysiek Wójcik, teraz Leszek. A ja miałem nadzieję, ze jak nareszcie zdecydujemy się na prawdziwą emeryturę, zdążymy opowiedzieć sobie czym byliśmy tak strasznie zajęci, że nie widzieliśmy się prawie pół wieku. Ale takie już jest, a może było nasze pokolenie. Mieliśmy tyle marzeń, często stawały się one planami i realizujemy je prawie do dzisiaj. Rok temu powiedziałeś Leszku co jeszcze chciałbyś zrobić, myślę że mimo wszystko to zrobisz, bo zrobią to nasi uczniowie, których nauczyliśmy, że człowiek powinien być człowiekowi przyjacielem a walczyć tylko według ustalonych reguł można na planszy, boisku czy bieżni.
-
Gość: zawodniczka, *.adsl.inetia.pl
2011/01/06 18:33:03
będzie Pana bardzo brakowało...TRENERZE...takich ludzi jest niewielu
-
Gość: Leszek Witkowski, *.dynamic.chello.pl
2011/03/29 19:03:15
Ciąg dalszy.

Leszek umarł na trzy dni przed czterdziestą pierwszą rocznicą śmierci Jego Matki -
człowieka mądrego i kochanego przez sportowa młodzież, do której też się kiedyś
zaliczałem. Byłem dumny mówiąc do Niej "Mamo" jak do własnej Matki, bo
rzeczywiście nam matkowała i traktowała jak własne dzieci.
Chyba ostatni raz widziałem się z Leszkiem na pogrzebie Mamy Rouppert.
Ona sama spowodowała swą przedwczesną śmierć w imię uczciwości i wierności
wobec danego słowa.
Kiedy jej córka, Grażyna, poważnie zachorowała, Mama, modląc się do Boga ojej
życie ofiarowała Mu w zamian swoje. Grażyna wyzdrowiała.
Kiedy kilka lat później, Mamę zaatakował rak, to zgodnie z poprzednią decyzją,

zgodnie z milczącą jednostronną umową i słowem danym Stwórcy - nie podjęła się
leczenia.
Gdy wystąpiły bardzo silne bóle - nie mogła już ich ukryć przed Grażyną.
Na ratunek było jednak za późno.
Po skromnym pogrzebie poszliśmy z Leszkiem i Grażyną do lasu i wycięliśmy
drzewko z którego zbiliśmy krzyż. Był spokojny, mglisty styczniowy wieczór.
Na cmentarzu Rakowickim nie było wiatru, więc trzy świeczki paliły się równo na
tym prostym krzyżu, a my staliśmy długo w modlitwie i milczeniu, otuleni białą
wilgotną mgłą i niemal dotykalnie odczuwaliśmy otaczającą nas wielką pustkę.
Oby ich dzieci i wnuki były takie jak Oni.
Oby przechodzili przez swoje życie z honorem, przekazując szlachetne rodzinne
tradycje z pokolenia na pokolenie.

Leszek Witkowski
-
Gość: Leszek Witkowski, *.dynamic.chello.pl
2011/03/30 16:06:14
Idziesz samotnie wąską ścieżką życia, mijając po drodze ludzi jak stojące przy
niej drzewa. Czasem zatrzymasz się przy kimś, poznasz go bliżej, i znów ruszasz
dalej zostawiając za sobą swój ślad w jego pamięci, a w sobie wspomnienie tych,
których kiedyś opuściłeś idąc szlakiem własnych przeznaczeń.
Ścieżki ludzkich istnień splatają się ze sobą, idą równolegle, z czasem się
rozchodzą, by znowu się złączyć i znowu oddalić, bo jak ktoś zauważył -
znajomość posiada tylko początek, a nie ma końca. Trwa, aż do śmierci.
Dopiero przez śmierć - przez bezpowrotną stratę osoby, którą znałeś i ceniłeś,
zauważasz w sobie ogrom pustki, która była wypełniona przez czyjeś istnienie.
Nie ważne, czy ta osoba była blisko ciebie, czy daleko, czy miałeś z nią jakąś
bieżącą wymianę myśli lub wspólnych czynów, czy nie.
Ważne było to, że ktoś, kogo znałeś i szanowałeś - istniał.
Myślał, tworzył, pragnął, przekazywał i odbierał - żył.
I to się skończyło. Nastąpił kres. Już nigdy ...
Tak naprawdę i nieodwołalnie - już nigdy nie będzie myślał, tworzył, pragnął,
dawał i odbierał.
Wobec takiej straty, wobec tej nagle powstałej pustki, warto uzmysłowić sobie
wartość cudu istnienia danego nam - na tak krótko. Wartość naszego własnego
wyboru kierunku drogi życia, bo można i należy je przejść i uczciwie i dobrze.
Człowiek przede wszystkim jest istotą etyczną - tym się odróżnia od zwierząt, że
posiada zdolność do działania według kryteriów wyboru pomiędzy dobrem a
złem, a nie tylko między własną korzyścią i własną przyjemnością.
Ktoś zauważył, że o wartości człowieka decyduje procent człowieczeństwa w nim
zawarty. Jego postępowanie, czyny wartościowe lub szkodliwe dla innych
określają jego wielkość lub małość.
Miałem szczęście poznać Leszka, miałem szczęście poznać Jego rodzinę - Matkę,
Siostrę. To byli i są ludzie o najwyższym poziomie człowieczeństwa.
Ludzie rycerskich zasad postępowania fair play w każdej sytuacji.
Wpływ rodziny Rouppert, która wydała tak wielu zasłużonych i oddanych Polsce
ludzi, wpływ długoletniej tradycji - tego stylu życia, wyznawanych i
kultywowanych, przecież zupełnie naturalnie i podświadomie, wartości - pozwolił
ukształtować człowieka tak prawego jakim był Leszek.
Człowieka uczciwego, o wielkiej kulturze, mądrości i dobroci.
Ludzie tacy jak On, przez swoje czyny, poprzez swoją pracę dla innych, tworzą
siatkę krystaliczną na której opiera się struktura zdrowych społeczeństw. Opiera
się budowa humanizmu i cywilizacji w najlepszym tych słów znaczeniu.

Ciąg dalszy poniżej.
-
Gość: Leszek Witkowski, *.dynamic.chello.pl
2011/03/30 16:19:30
Ciąg dalszy

W rodzinie Rouppertów, oprócz kształcenia umysłu, kultywowano tradycje
sportowe. Lekarz, Generał Stanisław Rouppert, nie tylko był najwyższą
osobistością w strukturach sportu i wychowania fizycznego II Rzeczypospolitej,
lecz jednocześnie czynnie uprawiał pływanie, narciarstwo, wioślarstwo, jazdę
konną i piłkę nożną.
Ojciec Leszka, też prawnik i też Leszek, był przed wojną jednym z
najwybitniejszych pływaków polskiej reprezentacji.
Matka, Zofia z Majerów, grała w siatkówkę, piłkę ręczna i koszykówkę.
Była członkiem zespołu koszykówki Cracovii, który zdobył złoto na
Mistrzostwach Polski w 1928 roku. Znakomicie pływała w barwach tego samego
klubu osiągając świetne wyniki.
Sam Leszek syn - chyba jeden z nielicznych Doktorów Prawa Międzynarodowego widziany na boiskach i wybitny trener koszykówki wspaniale godził naukę ze sportem, od wczesnej młodości zbierając laury w obu tych dziedzinach.
Siostra Grażyna, już nie prawnik lecz budowniczy, bardzo dobrze pływała i grała
w koszykówkę odnosząc sporo znacznych sukcesów. Do niedawna, zgodnie z
rodzinną tradycją, matkowała koszykarzom Cracovii.
W domu Leszka, sport z jego szlachetną rywalizacją kształcił mocnych,
odważnych i uczciwych ludzi czynu, przyzwyczajonych do walki ze swoimi
słabościami, Umiejących wygrywać i przegrywać.
Szli drogami swojego życia z podniesionym czołem, bez plamy na honorze.
Z tradycji rodzinnych spływała na nich głęboka kultura oraz wybitne zdolności
intelektualne.
Leszek posiadał w sobie wielką charyzmę -jakąś promieniującą z niego energię,
która mnie onieśmielała i która już od pierwszego spotkania - mimo Leszka
wielkiej życzliwości - wskazywała wyraźnie, kto tu jest szefem. On się urodził
jako przywódca. Sądzę, że każdy, kto się z Nim zetknął mógł odczuć tą
porywającą, płynącą z Niego siłę wielkiej indywidualności.

Ciąg dalszy poniżej.
-
Gość: Leszek Witkowski, *.dynamic.chello.pl
2011/03/30 16:38:57
Ciąg dalszy

Leszek umarł na trzy dni przed czterdziestą pierwszą rocznicą śmierci Jego Matki -
człowieka mądrego i kochanego przez sportowa młodzież, do której też się kiedyś
zaliczałem. Byłem dumny mówiąc do Niej "Mamo" jak do własnej Matki, bo
rzeczywiście nam matkowała i traktowała jak własne dzieci.
Chyba ostatni raz widziałem się z Leszkiem na pogrzebie Mamy Rouppert.
Ona sama spowodowała swą przedwczesną śmierć w imię uczciwości i wierności
wobec danego słowa.
Kiedy jej córka, Grażyna, poważnie zachorowała, Mama, modląc się do Boga ojej
życie ofiarowała Mu w zamian swoje. Grażyna wyzdrowiała.
Kiedy kilka lat później, Mamę zaatakował rak, to zgodnie z poprzednią decyzją,

zgodnie z milczącą jednostronną umową i słowem danym Stwórcy - nie podjęła się
leczenia.
Gdy wystąpiły bardzo silne bóle - nie mogła już ich ukryć przed Grażyną.
Na ratunek było jednak za późno.
Po skromnym pogrzebie poszliśmy z Leszkiem i Grażyną do lasu i wycięliśmy
drzewko z którego zbiliśmy krzyż. Był spokojny, mglisty styczniowy wieczór.
Na cmentarzu Rakowickim nie było wiatru, więc trzy świeczki paliły się równo na
tym prostym krzyżu, a my staliśmy długo w modlitwie i milczeniu, otuleni białą
wilgotną mgłą i niemal dotykalnie odczuwaliśmy otaczającą nas wielką pustkę.
Oby ich dzieci i wnuki były takie jak Oni.
Oby przechodzili przez swoje życie z honorem, przekazując szlachetne rodzinne
tradycje z pokolenia na pokolenie.

Leszek Witkowski
-
Gość: Kasia, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2011/12/14 14:52:29
23 grudnia minie rok od śmierci Taty.
Pamiętajmy...
-
Gość: marek, *.rev.snt.net.pl
2012/01/19 14:57:13
Pana Leszka miałem zaszczyt poznać i bardzo mi pomógł w bardzo ważnej sprawie
był nieasmowitym człowiekiem z wielką pasją.........
marek
-
Gość: , *.dip.t-dialin.net
2012/03/05 23:28:02
Hallo Katarzyna Rouppert.

Mein Name ist Jan-Marcin Miroslaw.
Ich kann leider kein polnisch schreiben, aber etwas lesen und sprechen.
In den Sommerferien 1989 waren wir zusammen in einem Studentenheim
zusammen. Dein Vater hat das "Camp" geleitet.
Du warst eine von den Betreuerinnen. Ich habe noch ein Foto und eine Brief von dir.
Das waren wunder schöne 4 Wochen in denen ich deine Familie kennen lernen durfte.
Da ich oft an diese Zeit denke, habe ich es nun doch mal versucht im Internet nach dir zu suchen und bin somit auf diese Seite gelangt........

Leider macht mich die Nachricht sehr traurig und betroffen. Nachdenklich.
So viele Jahre sind vergangen und man hätte sich immer melden können.......
leider habe ich das versäumt......

Solltest Du das hier irgendwie lesen können dann gib mir ein Zeichen.
Ich würde gern mit Dir in Kontakt treten.

Meine E-Mail ist zukrueckgeblieben@web.de

Hochachtungsvoll, Marcin.