|
Blog > Komentarze do wpisu
Bahrajn, Australia, Malezja...Kilka dni po tym, jak władcy Bahrajnu poinformowali, że tegoroczne Grand Prix w ich kraju nie zainauguruje sezonu w marcu i niewiele dłużej po tym, jak samorządowcy Melbourne przyznali, że organizacja wyścigu Formuły 1 przynosi straty w wysokości 50 mln dolarów rocznie, agencja AFP poinformowała o kłopotach kolejnego organizatora Grand Prix na półkuli wschodniej. Malaysia's Sepang Formula One event is losing traction, according to the circuit's boss who admitted the shaby stadium and tropical temperatures have caused ticket sales to plunge.
To kolejny sygnał, że formuła Formuły 1 w krajach, które nie mają ani wyścigowych tradycji, ani swoich przedstawicieli w elicie sportów motorowych, wyczerpuje się dość szybko. Ceny biletów na kwietniowe Grand Prix Malezji są najniższe w tegorocznym kalendarzu (najtańsze wejściówki kosztują tylko 19 dolarów), ale i tak nie ma na nie wielu chętnych. Razlan Razali, dyrektor toru Sepang, podał AFP frekwencje z ostatnich wyścigów - 140 tys. w 2006 roku, 126 tys. w 2009, 97 tys. w 2010. Tendencja spadkowa jest widoczna, a liczby są rozczarowująco niskie, bo - uwaga! - obejmują łączną frekwencję z trzech dni weekendu. Pojemność trybun na torze Sepang to 123 tys. Na dodatek obiekt wymaga już renowacji, bo okazało się wymyślny dach nad trybunami zaprojektowany na wzór hibiskusa, narodowego kwiatu Malezji, jest niepraktyczny w starciu z ulewami, które często są elementem Grand Prix. Krótko mówiąc - przecieka. Kibice nie chcą moknąć, więc oglądają Formułę 1 w telewizji. Koszt remontu szacowany jest na 59 mln dolarów, których - szczególnie wobec niskiej frekwencji - organizatorzy Grand Prix nie mają. Malezyjski rząd na razie nie odpowiedział na ich prośby o dofinansowanie. Innym problemem jest różnica czasu z Europą - azjatyckie wyścigi są w pułapce, bo dla europejskich widzów odbywają się za wcześnie, a próby przesunięć ich na popołudnie czasu lokalnego grożą zmierzchem w czasie jazdy, czego niebezpieczeństwo obserwowaliśmy w ostatnich latach choćby w Malezji. Wyjściem są oczywiście wyścigi nocne (Singapur) lub rozgrywane przy sztucznym świetle (Abu Zabi). Ale to właśnie te imprezy w blasku światła i przepychu są dużym zagrożeniem dla zwykłych wyścigów w Bahrajnie i Malezji. Najnowsze azjatyckie wyścigi odbierają publiczność tym starszym. Dlatego Razali mówi wprost, że zanim Sepang zastanowi się nad przedłużeniem kontraktu na organizację Grand Prix po 2015 roku, powinna zorganizować wyścig nocny, by znów nakręcić koniunkturę na Formułę 1. Nie wiadomo jednak, co myśli na ten temat Bernie Ecclestone, któremu zdarzyło się już powiedzieć o wyścigu w Malezji, że na torze i w okolicach jest brudno i nieświeżo. Nikt na razie nie pisze o sytuacji Grand Prix Turcji, ale wyścig pod Stambułem też nie wzbudza zainteresowania miejscowych. Na trybunach widać pustki i gdyby nie fani z zagranicy, istniałoby ryzyko kompromitacji, jeśli chodzi o frekwencję. Dopóki organizatorzy płacą za wyścigi grube miliony, Ecclestone jest zadowolony, ale chętnych do goszczenia Formuły 1 nie brakuje, a cierpliwość jego wysokości potrafi kończyć się szybko. Reasumując: kto wie, czy przypadkiem nie będziemy obserwować w tym sezonie zmierzchu kilku wyścigów (Bahrajn, Australia, Malezja, Turcja). Karuzela będzie kręcić się jednak dalej, bo w najbliższej przyszłości pojawią się Grand Prix w nowych miejscach (Korea Płd., Indie, USA, Rosja). czwartek, 24 lutego 2011, cegieu
|
|