Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Blog > Komentarze do wpisu

"Sokół" już frunie

"Kwiatki latają, Sokoły gniją" - mówiłem kilka miesięcy temu we vlogu "Cegłą do kamery". Po pierwsze: ekscytowałem się Michałem Kwiatkowskim z Polonii Warszawa, który jako 18-letni rozgrywający nieźle zadebiutował w Tauron Basket Lidze, a tuż przed nagraniem zdobył 13 punktów w wyjazdowym, zwycięskim meczu z Siarką Tarnobrzeg.

Po drugie: żałowałem, że rówieśnik "Kwiatka" i jego były kolega z MKS MOS Pruszków Michał Sokołowski, gnije w rozgrywkach juniorskich, podczas gdy talent ma wielki. "Sokół" w młodzieżowych meczach wielokrotnie pokazywał, że jest wszechstronny, dynamiczny, silny, zdeterminowany. Zamiast jednak wykonać krok dalej, zatrzymał się - a raczej został zatrzymany - w juniorach starszych MKS, bez szansy na rozwój w seniorach. Do tego przyplątała mu się kontuzja kolana, której leczenie zajęło kilka miesięcy.

Jak w tej chwili wygląda sytuacja obu koszykarzy? Inaczej, żeby nie powiedzieć odwrotnie. Kwiatkowski trochę wyhamował, Sokołowski się rozpędza. No bo spójrzmy:

Kwiatkowski, po rzuceniu 13 punktów Siarce, w dziewięciu kolejnych spotkaniach zdobył w sumie 11 przy fatalnej skuteczności z gry (3/20 i 15 proc.) i niewiele lepszej z wolnych (3/11, 27 proc.). Miał w tym okresie osiem asyst i osiem strat, a minut na boisku dostawał coraz mniej (m.in. dlatego, że do Polonii w dobrym stylu wrócił Kamil Łączyński).


Daleki jestem jednak od stwierdzenia, że "Kwiatek" jest w dołku i że zawodzi - w przypadku 18-letniego debiutanta są to bardzo ryzykowne określenia. O tym wszystkim mówi zresztą trener Polonii Wojciech Kamiński:

Przede wszystkim chyba nikt nie spodziewał się przed sezonem, że "Kwiatek" będzie grał przynajmniej na takim poziomie, jak w ostatnich spotkaniach, choć oczywiście to nie jest poziom, który docelowo chcemy u niego oglądać. Michał bardzo nam pomógł w Tarnobrzegu, gdzie bez niego byśmy nie wygrali, ale także w kilku innych meczach.

Na pozycji rozgrywającego oprócz umiejętności koszykarskich liczy się jednak jeszcze wiele innych rzeczy - doświadczenie, posłuch w drużynie itp. Te cechy nabiera się jednak latami i chłopców, którzy mają talent, czeka dużo nauki. Pozycje obwodowe, na których trzeba kreować grę, są dla nich wyjątkowo trudne.

To, że "Kwiatek" w niektórych momentach nie daje sobie po prostu rady, nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. Z Łukaszem Koszarkiem było tak samo - przyszedł do Polonii jako gwiazda SMS, ale pierwszy sezon w ekstraklasie spędził na ławce, bo zdarzało mu się robić na boisku różne głupoty. Taki jest naturalny proces dla młodych rozgrywających, szczególnie w takiej lidze jak polska, gdzie przeważają rozgrywający zza granicy, którzy fizycznie nad naszymi małymi rozgrywającymi dominują.

Kamiński zwrócił też uwagę, że mniej minut Kwiatkowskiego w TBL oznacza więcej czasu na boisku w II lidze. A tam "Kwiatkowi" zdarza się błyszczeć. Przykład? Przepotężny: na początku lutego w zaciętym meczu z PWiK Piaseczno Kwiatkowski zdobył dla WOSSM Warszawa 34 punkty (11/15 z gry w tym 7/10 za trzy i 5/6 z wolnych) i miał tylko jedną stratę w 34 minuty. Jego zespół wygrał mecz 80:77. Niby tylko II liga, ale wrażenie robi, prawda?

Reasumując: Kwiatkowski w TBL zgodnie z planem przeżywa wzloty i upadki. Pokazał już, że możliwości ma spore, teraz uczy się tego, aby w przyszłości grać na takim poziomie regularnie. 9 marca "Kwiatek" skończy 19 lat, wszystko przed nim.

Sokołowski jest natomiast on the rise. Janusz Wierzbowski, obecny prezes MKS Pruszków, po obejrzeniu mojego grudniowego vloga zadzwonił do mnie i poinformował, że "Sokół" leczy kontuzję, ale jak będzie zdolny do gry, to na pewno w tym roku zagra w seniorach. I stało się tak, jak Wierzbowski zapowiedział - 15 stycznia koszykarz zadebiutował w Zniczu Basket Pruszków w I lidze.

W ciągu kilku tygodni Sokołowski rozegrał w walczącym o play-off Zniczu osiem spotkań - bywały lepsze, bywały gorsze, ostatnio trafiło się najlepsze: przeciwko słabemu GKS Tychy "Sokół" z 18 punktami był najlepszym strzelcem zwycięskiej drużyny. Miał 6/7 z gry i 6/8 z wolnych, a także pięć zbiórek, asystę i dwie straty w 22 minuty na pozycji skrzydłowego.


Meczu z Tychami nie oglądałem, ale naoczni świadkowie mówią o występie "Sokoła" tak: walczył, nie odstawał fizycznie, był spragniony gry, prawie w każdej akcji chciał piłki - nieźle, jak na gościa, który niedawno wrócił po kontuzji kolana. Wrażenie obserwatorów - w przyszłym sezonie Sokołowski mógłby grać w TBL.

Jak ocenia "Sokoła" trener Michał Spychała, który od niedawna - z powodzeniem! - prowadzi Znicza?

Największy atut „Sokoła” to niewątpliwie motoryka. Skoczność, dynamika, ale także waleczność. W meczu z Tychami bardzo ładnie rywalizował z Jackiem Jareckim, który obijał się trochę już w ekstraklasie, grał w młodzieżowych reprezentacjach. Obrońcą wybitnym Michał nie jest, nie powierzałbym mu ścisłego krycia obwodowych, ale w defensywie gra dobrze. Ze swoich zadań wywiązuje się solidnie.

Największy ból związany z jego osobą jest taki, że to jego pierwszy sezon w seniorach i to widać w grze. „Sokół” o rok za późno trafił do I ligi, poprzedni rok niestety stracił. Teraz byłby graczem stabilnym i mógłby już myśleć o kolejnym kroku, o pójściu wyżej.

W Zniczu nie mam w składzie innego niskiego skrzydłowego, więc szansę na rozwój Michał ma przeolbrzymią. Jaka jest jego pozycja docelowa w seniorach? Uważam, że na chwilę obecną dysponuje jeszcze zbyt słabym rzutem i techniką, żeby grać jako rzucający. Poza tym na tej pozycji musiałby pomagać także przy rozgrywaniu, a na tym poziomie „Sokół” nie jest jeszcze w stanie tego robić. Ale to na dwójce jest jego przyszłość.

Czy coś mnie zaskoczyło? Znam go już tyle... Wiem, że pójdzie mocno na atakowaną deskę, wiem, że zbierze w obronie. Świetną dynamikę wykorzysta w wejściach pod kosz i będzie w stanie zrobić trudne punkty, nawet po niekonwencjonalnym manewrze. Jeśli zacznie grać równo, to spodziewam się, że po 10-12 punktów w I lidze może w tej chwili zdobywać.

Znam Michała z kadry, wiem, czego można się po nim spodziewać. Z jego pracy na treningach jestem zadowolony, robi to, co trzeba i jak trzeba. Ćwiczy solidnie, jak cały zespół. Na swoim pierwszym treningu w Zniczu zaznaczyłem jednak przy całym zespole i działaczach, że nie chciałbym, aby było tak, że przyszedł Spychała i zdemolował największą nadzieję klubu. Powiedziałem, że chcę wiedzieć, co z jego kolanem. Michał mówi, że jest w porządku, ale niestety nie doczekałem się potwierdzających to badań lekarskich.

Opieka lekarska „Sokoła” jest wielką niewiadomą. Uraz kolana zdiagnozowano mu w kwietniu i już biorąc go na mistrzostwa Europy do lat 18 na Litwę, robiliśmy to trochę na siłę, ale był nam bardzo potrzebny. Oszczędzaliśmy go jednak i Michał raczej się wzmacniał niż ćwiczył z pełnym obciążeniem.. W Pruszkowie leczyć się zaczął chyba dopiero w październiku. W tej chwili, oprócz stwierdzenia Michała, nie mam żadnych dokumentów lekarskich. „Sokół” się nie skarży, ale kiedy mogę, staram się go luzować.

Można o nim mówić, że jest jednym z największych talentów z rocznika ’92 w Polsce, który z drugiej strony jakoś wyjątkowo nie obrodził. Najbardziej perspektywicznym koszykarzem z tej grupy wydawał się Kacper Młynarski, ale jego problemy z kontuzjami, w klubach itp., trochę wybiły go z rytmu. Bardzo dużo potrafią Michał Kwiatkowski i Bartosz Bartoszewicz - ten drugi też jednak zaczął grać w lidze trochę za późno, a ostatnio złapał jeszcze kontuzję kolana. Uważam, że w tej chwili w najbardziej komfortowej sytuacji jest Sokołowski. Jeszcze sezon powinien pograć w I lidze, potem może próbować iść wyżej. Hurraoptymizm bym odradzał, rozwijać trzeba się krok po kroku.

Tyle - wyczerpująco - trener Spychała. Cóż można dodać? Wypada tylko ściskać kciuki za "Kwiatka" i "Sokoła". Niech jeden kwitnie, a drugi szybuje.

czwartek, 24 lutego 2011, cegieu

Komentarze
2011/02/24 16:52:35
Grałem u Spychały przez rok. Świetny młody trener. Mam nadzieję że pomoże młodym chłopakom w ich rozwoju a przy okazji sam się wypromuje...