|
wtorek, 09 lutego 2010
Przypadek Witalija Pietrowa przypomniał, że praktyka płacenia za miejsca w Formule 1 nie jest niczym nowym. W artykule na Sport.pl cytuję wypowiedzi Roberta Kubicy z 2004 roku - z wywiadu, którego udzielił Radosławowi Leniarskiemu. Proponuję lekturę całej, bardzo ciekawej rozmowy, która ukazała się w "Gazecie Wyborczej" 8 grudnia 2004 roku: Radosław Leniarski: Czy Polak pojedzie w Formule 1?Robert Kubica: Ma szansę. Plusy są takie, że mogę być pierwszym Polakiem, który wystartuje w F1. Minusy - że w Polsce wyścigi samochodowe są słabo rozwinięte. Nie ma sukcesów, nie ma sportu. Może byłoby mi łatwiej, gdyby taki Kubica był przede mną. Gdzie Pan już dotarł w drodze do Formuły 1?- Są dwie drogi. Trzeba mieć albo talent i pieniądze, albo pieniądze i talent. Fernando Alonso czy Giancarlo Fisichella doszli do Formuły 1, mając talent, jeżdżąc w gokartach i bolidach z zerowym kontem w banku. Dopiero potem wsparli ich sponsorzy, przy czym Alonso miał dużo szczęścia, bo Telefonica [gigant telekomunikacyjny w Hiszpanii - red.] zainwestowała w niego i szybko dostał się do Formuły 1. Z tego, co czytam, w porównaniu z Alonso dysponuję dużo mniej niż jedną dziesiątą jego budżetu [rocznie na utrzymanie się na wysokim poziomie w Formule 3 zawodnik potrzebuje ok. 2 mln zł - red.]. Dlatego - choć wszyscy mówią w moim kontekście o Formule 1 - nie chcę zapeszać, ale możliwe, że się tam w ogóle nie dostanę. I to będzie moja wielka porażka. Niestety, przykre jest to, że jestem jedyną nadzieją i mogę nią pozostać przez następne dziesięć lat. Jakie warunki muszą być spełnione, żeby prawdopodobieństwo kontraktu z Formułą 1 było stuprocentowe?- W przyszłym roku mogę wygrać 80 proc. wyścigów Formuły 3 i się nie dostać do Formuły 1! Przecież jest wielu kierowców dużo szybszych od pięciu najsłabszych kierowców F1. W Formule 1 nie jeżdżą najszybsi?- Nie. Część z nich miała po prostu bardzo dużo szczęścia albo bardzo dużo pieniędzy. Oczywiście najlepsze sześć zespołów - Ferrari, McLaren, Williams, BAR, Toyota, Renault - ma gigantyczne budżety. Dla nich to, czy będą miały kilka milionów euro za kierowcę więcej czy mniej, nie robi zasadniczej różnicy. One chcą mieć szybkiego kierowcę, bo im chodzi o wygrywanie. Dlatego dostanie się do zespołu z czołówki jest naprawdę ciężkie. Ale są też zespoły takie jak Jordan czy Minardi, gdzie trzy razy patrzą na każde wydawane euro i kombinują. Jak to kombinują?- Wyobraźmy sobie, że pojadę na testy, będę się ścigać o miejsce w jednym ze słabszych zespołów F1. Będę szybszy od innego kierowcy o 0,3 s na okrążeniu, ale tamten wniesie do zespołu dużego sponsora. Kogo wybiorą? Tego z dużą kasą, bo za jego pieniądze będą mogli przygotować samochód szybszy o 0,5 s. Zespół będzie mógł wynająć lepszych inżynierów, więcej testować, na dłużej wynajmować tor, a na dodatek zadowolony sponsor w przyszłym roku wyda jeszcze więcej i zespół się rozkręci. Pod tym względem Formuła 1 jest chyba wyjątkowa?- Moim zdaniem tak jest wszędzie. Chyba nie uważa pan, że na przykład Real Madryt kupił Davida Beckhama, bo to najlepszy pomocnik świata? Nie. Kupił go dlatego, że było duże bum. Beckham przynosi dochód, generuje zainteresowanie, co w sumie pozwala na rozwój klubu. No i jest niezły. Nie najlepszy, ale niezły. Załóżmy, że w tej chwili dzwoni do Pana prezes PKN Orlen i mówi, że chce być Pana sponsorem. Od dziś ma Pan pieniądze na testy w Formule 1. Rzuciłby Pan wszystko, by spróbować?- Nie, wolałbym je wydać na starty w całym sezonie F3, co może przynieść więcej korzyści niż jeden dzień testów na przykład w zespole Minardi. Mnie takie płatne testy nie są w ogóle potrzebne, nie wzbogacą moich umiejętności. Gdybym jednak za pieniądze od sponsora mógł być kierowcą testowym F1 w całym sezonie, to byłbym głupi, aby z tego nie skorzystać. Czy to technicznie wykonalne? To znaczy jednego dnia ma Pan wizytę dużego sponsora, następnego składa Pan propozycję zespołowi F1, a następnego dnia jest kierowcą?- Czemu nie. Umiejętności moje i - powiedzmy - dziesięciu najlepszych kierowców, z którymi startowałem w tym sezonie w Formule 3, są wyższe niż niektórych kierowców F1. Trzej zawodnicy z F3, którzy przeszli do Formuły 1 w tym roku - Christian Klein, Timo Glock, Ryan Briscoe - robią lepsze wyniki niż ci, którzy jeżdżą tam, bo płacą. Tacy jak na przykład Węgier Zsolt Baumgartner z Minardi, który startuje w F1 za pieniądze MOL i państwa węgierskiego. W Polsce byłoby chyba niemożliwe, by państwo opłacało starty kierowcy w Formule 1. Podniósłby się hałas, że podatnicy finansują hobby Kubicy.- A dla Węgier to promocja. Mają tradycję, tor, Grand Prix F1. Brakowało tylko kierowcy. My nie mamy nic. Szkoda. Gdyby było tak jak na Węgrzech, pewnie już bym jeździł w F1. A dla Polaków to też byłoby fajne. Bo teraz oglądanie Formuły 1 to tak jak oglądanie skoków narciarskich bez Małysza. Żeby było tak naprawdę fajnie, trzeba by jeszcze wygrywać, ale przecież Małysz też od razu nie zwyciężał. Czy w Formule 1 nie potrafią dostrzec supertalentu? Rzucić się na niego i rozdrapać w wyścigu o kontrakt?- Ocena kierowcy nie jest łatwa. Trzeba pamiętać, że wyścigi samochodowe są bardziej skomplikowane niż futbol. Piłkarzowi wystarczy dać korki i zobaczyć, jak gra. A w wyścigach jest kierowca i bolid. Jak bolid nie jedzie szybko, kierowca nie wygrywa. Michael Schumacher w Minardi nie wygrałby wyścigu, ale Baumgartner w Ferrari też nie. Byłby wysoko - może w pierwszej szóstce - ale by nie wygrał. W takim razie na czym polegają Pana mocne punkty jako kierowcy? Czy można je ocenić obiektywnie?- Można. To dlatego zespół Manor Mercedes wziął mnie do Macao, choć miał do wyboru kierowców z większym budżetem. Np. fachowcy mówią, że ja najwięcej zyskuję na dohamowaniach - to moja wielka zaleta. Jestem jednym z najpóźniej hamujących kierowców. Nie wiem, skąd się u mnie ta cecha wzięła, ale jestem w stanie zahamować późno i krótko. Potrzebuję też dużo mniej czasu niż inni, aby poznać tor. Dochodzę szybciej do limitów, do najlepszych czasów. Większość potrzebuje trzech dni, ja raczej trzech godzin. Mam dzięki temu więcej czasu, aby np. poprawiać samochód. Jak Pan ustawi siebie na tle kierowców takich jak Schumacher?- Niektórzy mówią, że Schumacher jest maszyną. Mówią też, że nie ma lepszego kierowcy, nie było i nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie, choć ja uważam, że najlepszy był Ayrton Senna. Ale pamiętajmy - Schumacher też płacił za pierwsze starty w Formule 1. Gdyby nie dostał od sponsora pieniędzy na pierwsze pięć wyścigów, gdyby jego ówczesny sponsor miał kłopoty albo zwątpił w niego, to zamiast o Schumacherze rozmawialibyśmy o Rubensie Barrichello [kolega Niemca z teamu Ferrari - red.] jako o fenomenie F1. Trudno mi oceniać kierowców, bo nie widać ich prawdziwych możliwości. Tworzą nierozerwalną parę z bolidem. Nie dziwię się więc wahaniom moich potencjalnych sponsorów - im ocenić mnie jest jeszcze trudniej, gdy siedzą w biurze. Widzą tylko wyniki i mają kłopot - Kubica zajmuje tu siódme miejsce, tu jest dziesiąty. To lepiej dać pieniądze pierwszemu. Ale w prestiżowym wyścigu w Macao Kubica był drugi. Co się stało?- Nie lubię się usprawiedliwiać, mówić, że bolid nie jedzie. Na szczęście właśnie wyścig w Macao pokazał, że tak właśnie jest - wcześniej, gdy startowałem w innym teamie, bolid nie jechał. A w Macao po zmianie zespołu byłem jednym z dwóch najszybszych kierowców weekendu. Miałem najszybsze okrążenie, na treningu byłem najszybszy, a w wyścigu drugi. Przede wszystkim znów uwierzyłem w siebie. Wcześniej, gdy wyniki były słabe, sytuacja w niemieckim zespole Muecke, w którym jeździłem, była napięta. Zespół nie próbował szukać przyczyny, pogodził się z tym, że zajmuję ósme miejsce, uważając, że to przeze mnie. Wszyscy widzieli, że nie idzie, a oni mieli tylko jedną wymówkę - Polak za kierownicą. Dlatego najprawdopodobniej nie będę jeździć w Muecke. Za dużo nerwów mnie to kosztowało. W pewnym momencie w środku sezonu straciłem przez nich wiarę w samego siebie, w to, że mogę szybko jeździć. Na szczęście był start w Macao. Wszystko się zmieniło. Miałem taki pomysł, aby wysłać im faks z wynikami. Ale stwierdziłem, że nie zrobię tego. I tak czas pokaże, kto miał rację. Będzie więcej takich wyścigów jak Macao. Czy Pan dostawał pieniądze z Muecke?- Nie. Za wyścigi na moim poziomie trzeba płacić. Ja i tak jestem od ośmiu lat kierowcą, który najmniej płaci, a to znaczy, że szefowie zespołów widzą, że mam talent i możliwości. Podobnie robią nowe teamy, które wchodząc do wyścigów, wolą wybrać szybszego, a niekoniecznie bogatszego kierowcę. Czyli rozważa Pan start w jeszcze jednym sezonie Formuły 3?- Trzeci sezon to ryzykowna sprawa. Trzeba wygrywać, bo jak się nie uda, to powiedzą, że widocznie Kubica był słaby. Czyli byłby to rok nad przepaścią. Ale jeśli nie będę miał odpowiedniego budżetu na start w GP2 albo World Series, to pojadę w Formule 3. W sierpniu i wrześniu zjeździliśmy z Jakubem Wojczyńskim z "Przeglądu Sportowego" kawał Europy w pogoni za reprezentacją Polski koszykarzy. Gdzie nas nie było i o czym żeśmy nie rozmawiali! Techniki negocjacyjnyne na przedmieściach Montceau-les-Mines, spory o wyższość noclegu w Palencii nad tym w Saragossie, dyskusje o zasadności odpoczynków tubylców na chodnikach wokół francuskich stacji benzynowych, koncepcja spędzania wieczoru po porażce z Macedonią w Bambergu... Najwięcej rozmawialiśmy jednak o koszykówce - czy Krzysztof Szubarga jest lepszy niż Łukasz Koszarek? Czy Filip Dylewicz został słusznie odsunięty od składu przed EuroBasketem? Jak grałby David Logan w Barcelonie? Czy Charlotte Bobcats wybiorą w drafcie Rafała Tymińskiego z "Przeglądu Sportowego"? O ile jednak pamiętam, jakoś nigdy nie rozmawialiśmy o naszych ulubionych zespołach NBA - Minnesota Timberwolves i Philadelphia 76ers.
Co się odwlecze, to nie uciecze. We wtorek w Filadelfii nasze drużyny staną naprzeciwko siebie. 76ers vs Timberwolves w sytuacji, kiedy oba nieco kulawe w tym sezonie zespoły wygrały swoje cztery ostatnie mecze. Czyjaś seria zakończy się zatem w tym pismakobójczym pojedynku. Poniżej pięć powodów, dla których to emocjonujące starcie wygrają Timberwolves. Na blogu rywala - odwrotna argumentacja. Wygrają Timberwolves... 1 Bo już raz w tym sezonie z 76ers wygrali. I to całkiem niedawno - 18 stycznia w Minneapolis było 108:103 po dogrywce dla gospodarzy. Timberwolves - grający bez Kevina Love'a - odrobili 20 punkty straty z pierwszej połowy, co dla nich było powodem do dumy, a dla gości do wstydu. To była największa roztrwoniona przewaga 76ers w tym sezonie - Timberwolves wiedzą jak sobie radzić z tym zespołem nawet w trudnych momentach. 2 Bo przeciwko drużynie z Philadelphii świetnie odnalazł się Jonny Flynn, który zdobył w pierwszym meczu 29 punktów i miał dziewięć asyst. To jego rekordy kariery. 76ers brakuje prawdziwej jedynki - nie są nią Lou Williams i Allen Iverson, a Jrue Holiday to słabszy debiutant niż Flynn. Na dodatek Williams i Iverson ostatnio nie trenowali. 3 Bo w coraz lepszej formie jest Al. Nie A.I., ani A.I., tylko Al. Al Jefferson. W ostatnim wygranym spotkaniu z Memphis Grizzlies środkowy Timberwolves zdobył aż 16 ze swoich 23 punktów w czwartej kwarcie. Trafił w tej części wszystkie osiem rzutów z gry, co w NBA nie jest wyczynem powszechnym. W ostatnich latach udało się to tylko Kobe Bryantowi i Luke Waltonowi. 4 Bo Timberwolves wygrywają w swojej serii pewniej i z lepszymi zespołami niż 76ers. Drużyna z Minneapolis pokonała Grizzlies, Dallas Mavericks, New York Knicks i Los Angeles Clippers, których suma zwycięstw w tym sezonie w momencie gry z Timberwolves wynosi 95. Średnie rozmiary zwycięstw ekipy Kurta Rambisa to 13 punktów. 76ers męczyli się z najgorszymi w lidze New Jersey Nets, a potem nieznacznie wygrywali z Chicago Bulls, New Orleans Hornets (bez Chrisa Paula!) i Houston Rockets. Suma zwycięstw - 80. Średnia przewaga - 5,2 punktu. 5 Bo Znicz Basket Pruszków gra w I lidze, a Stal Ostrów Wlkp. - w II. A Wy na kogo stawiacie?
poniedziałek, 08 lutego 2010
Jeszcze tylko jedno po 18 trójkach Trefla Sopot:
"Gazeta Wyborcza" z 3 kwietnia 2003 roku. Autor: Andrzej Jaworski. Trójkami się wygrywa! Nigdy czegoś takiego nie widziałem - ocenił grę Śląska trener Anwilu Andrej Urlep. Wrocławianie trafili aż 20 razy za trzy punkty i wygrali 104:87 W ubiegłym sezonie prezes wrocławskiego klubu Grzegorz Schetyna zwalniając Pietro Bucchiego, stwierdził, że "samymi trójkami meczów się nie wygrywa". Szkoleniowcy i taktyka się zmieniali, ale stwierdzenie na stałe weszło do wrocławskiego słownika koszykarskiego. I wczoraj znów stało się modne. Po takich meczach były trener Idei, a obecnie Anwilu Andrej Urlep zwykł mawiać, że to, co zagrali rywale, było nienormalne. - Nigdy nie byłem na meczu, w którym jeden zespół trafił aż 20 razy za trzy punkty - podkreślał. - I już nawet nie chodzi o same 20 celnych rzutów, ale o skuteczność! W pierwszej kwarcie pojedynek strzelecki prowadzili Jeff Nordgaard z Acie Earlem. Wrocławianin potwierdził, że jest w wielkiej formie, i nawet kontuzja nie miała wpływu na jego grę. W pierwszej kwarcie zdobył aż 15 punktów (6/6 z gry) i nikt nie potrafił go wypchnąć dalej od kosza. A gdy już dostawał piłkę, spokojnie przestawiał rywali i w najlepszym wypadku był faulowany. - Mieliśmy z nim spore problemy, bo jak już mądrze broniliśmy, to on oddawał na obwód - podkreślał Urlep. Goście dwa razy zdobywali kilkupunktową przewagę (7:15 w 5. minucie i 36:44 w 16.), ale bardzo szybko ją tracili. Nie mieli żadnego pomysłu na zakłócenie fenomenalnej skuteczności wrocławian z dystansu. Do przerwy trafili aż ośmiokrotnie (na 12 prób) i wydawało się, że długo taka seria trwać nie może. Nic z tego. Po przerwie Idea trafiła za 3 aż 12 razy. Colson nie czekał nawet, aż koledzy dobiegną do kontrataku, i rzucał przez ręce rywali, Giedraitis trafiał spoza parkietu, a Dominik Tomczyk robił swoje z kamienną twarzą (6/6!). - Byliśmy dobrze przygotowani, ale nie na coś takiego - stwierdził rozgrywający Anwilu Igor Milicić. - Ostatnio gramy naprawdę świetnie - cieszył się Sean Colson, który zaliczył aż 13 asyst. - Jesteśmy w takiej formie, że nie ma znaczenia, z kim gramy. Wiele mówiono o moim konflikcie z trenerem, ale nic takiego się nie dzieje. Obaj się zmieniamy i bardzo sobie pomagamy. Wrocławianie wygrali czwarty kolejny mecz i ze wszystkich kandydatów do mistrzostwa Polski są ostatnio w najwyższej formie, choć Jacek Winnicki podkreśla, że zespół dopiero przygotowuje się do play off. - Pamiętajmy, że to tylko jedno zwycięstwo, a najważniejsze mecze dopiero nadejdą w play off - mówi. - Cały czas mamy za duże problemy z walką na tablicach. To musimy poprawić. Idea Śląsk Wrocław - Anwil Włocławek 104:87. Kwarty: 26:30, 22:20, 29:15, 27:22. Śląsk: Colson 23 (5), Giedraitis 20 (4), Earl 19, Adomaitis 11 (3), Zieliński 3 oraz Tomczyk 18 (6), Wiekiera 3 (1), Marczulonis 3 (1), Kul 2, Skibniewski 0. Anwil: Nordgaard 21 (4), Bocevski 12 (2), Krupalija 11, Pacesas 9 (1), Pluta 4 oraz Lang 14, Milicić 12 (2), Witka 4, Skele 0, Dabkus 0. Odbarwione, pokruszone, krzywe i zarośnięte. Ale ciekawe, bo na wyciągnięcie ręki.
WYBIÓRCZY PRZEGLĄD KOSZYKARSKIEGO WEEKENDU TO BYŁO GRANE W PLK Porażki potentatów - Anwilu Włocławek w Warszawie i PGE Turowa Zgorzelec w Koszalinie - jakoś bardzo nie dziwią. Polonia Azbud u siebie gra dobrze (bilans 8-3) i choć nie jest zespołem wyrafinowanym taktycznie, to przy dobrej formie Eddiego Millera i Josha Alexandra bywa rywalem trudnym. Anwil? Trener Igor Griszczuk narzekał na skuteczność, ale ta (47 proc. z gry) była lepsza niż obrona. To ten drugi element nadaje się przede wszystkim do poprawki. Turów na wyjazdach gra słabo (4-6), a w Koszalinie, z będącym w formie AZS, zawsze walczy się trudno. Na dodatek wicemistrzowie Polski, którzy od początku sezonu mają problemy z rozgrywającymi, w tym meczu zagrali bez choćby jednej jedynki. Jakie to ma znaczenie pokazał Dante Swanson, który miał 20 punktów i 10 asyst przy zaledwie dwóch stratach. Rozgrywający Turowa (Justin Gray, Bartosz Bochno, Michał Chyliński) uzbierali 21 punktów, pięć asyst i cztery straty. Największe emocje były w Starogardzie, gdzie dobitka najniższego na boisku Brody'ego Angley'a w ostatniej sekundzie dała Polpharmie wygraną z Energą Czarnymi Słupsk. Goście mieli lepszą skuteczność, wygrali walkę o zbiórki (no, może poza jedną akcją...), ale popełnili aż 26 strat! To ich niechlubny rekord sezonu. 24 z tych strat było dziełem pięciu najbardziej wartościowych zawodników Czarnych. A Polpharma w trójce przed play-off? Wiele na to wskazuje. Gaśnie powoli Znicz Jarosław, który przegrał piąty z ostatnich sześciu spotkań i drugi z rzędu z drużyną walczącą o utrzymanie. Kotwica Kołobrzeg znów uciekła nieco Polonii 2011 Warszawa, która nie miała nic do powiedzenia z superskutecznym Treflem Sopot (18/29 za trzy). Przekopałem się przez wyniki z trzech ostatnich sezonów, aby znaleźć ostatnie takie osiągnięcie w PLK. Rafał Tymiński w poniedziałkowym "Przeglądzie Sportowym", a także Wy w komentarzach, napisaliście o rekordzie ligi - 2 kwietnia 2003 roku Śląsk Wrocław miał 20/29 z dystansu przeciwko Anwilowi. W Inowrocławiu i w Poznaniu sensacji nie było. Asseco Prokom Gdynia pokonało Sportino, a PBG Basket pewnie zwyciężył Stal Stalowa Wola. NAGRODY I WYRÓŻNIENIA MVP 19. kolejki: Patrick Okafor (Polpharma) - zdobył 30 punktów (11/14 z gry, w tym 2/2 za trzy), miał osiem zbiórek i rozegrał najlepszy w tym sezonie. Jego Polpharma miała kłopoty na początku spotkania z Czarnymi, ale to właśnie akcje Okafora pozwoliły na dogonienie rywali. Rywali, którzy zwyciężyli w sześciu poprzednich spotkaniach. Pierwsza piątka: Dante Swanson (AZS), Eddie Miller (Polonia Azbud), Łukasz Majewski (Polpharma), Zbigniew Białek (PBG), Patrick Okafor (Polpharma). Klasyfikacja MVP: 2 - David Logan, 1 - Josh Alexander, Ronnie Burrell, Tyrone Brazelton, Mantas Cesnauskis, Jeremy Chappell, Nikola Jovanović, Gintaras Kadziulis, Iwo Kitzinger, Saulius Kuzminskas, Patrick Okafor, Andrzej Pluta, George Reese, Dante Swanson, Krzysztof Szubarga, Tony Weeden, Qyntel Woods, Michael Wright. Klasyfikacja piątkowa: 6 - Michael Wright, 4 - Darrell Harris, Saulius Kuzminskas, Krzysztof Szubarga, Qyntel Woods, 3 - Jeremy Chappell, David Logan, Keddric Mays, Patrick Okafor, Dante Swanson, Tony Weeden, 2 - Ronnie Burrell, Mantas Cesnauskis, Chris Daniels, Brandun Hughes, Nikola Jovanović, Michael Kuebler, Łukasz Majewski, Marek Miszczuk, Harding Nana, Andrzej Pluta, George Reese, Rashard Sullivan, Tomasz Śnieg, Michał Wołoszyn, 1 - Josh Alexander, Dardan Berisha, Tyrone Brazelton, Zbigniew Białek, Bartosz Diduszko, Alex Dunn, Marcin Dutkiewicz, Daniel Ewing, Przemysław Frasunkiewicz, David Goldbold, Justin Gray, Cliff Hawkins, Jan-Hendrik Jagla, Gintaras Kadziulis, Leszek Karwowski, Iwo Kitzinger, Jarryd Loyd, James Maye, Eddie Miller, Uros Mirkowić, Theodore Scott, Omni Smith, Marcin Sroka, Mujo Tuljković, Adam Wójcik. REKORDY Punkty: Patrick Okafor (Polpharma) - 30 (rekord sezonu 36 - Jeremy Chappell). Zbiórki: Darrell Harris (Kotwica) - 14 (22 - Chris Daniels). Asysty: Dante Swanson (AZS) - 10 (11 - Ronald Thompson, Daniel Ewing). Przechwyty: Omni Smith (Kotwica) - 5 (7 - Ronald Thompson). Bloki: Brandon Wallace (Turów) - 3 (4 - sześciu zawodników). Straty: Jarryd Loyd (Stal) - 7 (9 - Darrell Harris). Faule: Damian Kulig (Polpharma) - pięć w 11 minut i 24 sekundy (7.18 - Maciej Klima). SERIA KARWOWSKIEGO A raczej jej koniec. Leszek Karwowski z Polonii 2011 nie zablokował ani jednego rzutu w meczu z Treflem w Sopocie. Jego seria spotkań z przynajmniej jednym blokiem zakończyła się na 18. Zakończyła się także seria meczów z celną trójką Tony'ego Weedena. Snajper Polpharmy w spotkaniu z Czarnymi rzucał sześć razy, ale zawsze pudłował. W 16. kolejnym meczu przynajmniej raz za trzy trafił Eddie Miller z Polonii Azbud. Najwięcej celnych trójek nie mają jednak ani Weeden, ani Miller, tylko Keddric Mays ze Znicza - 66 wobec 57 Weedena i 47 Millera. Trwają za to serie z double-figures - Michaela Wrighta z Turowa (18. mecz) i Łukasza Wiśniewskiego z Polpharmy (piąty). Ten drugi koszykarz w pięciu ostatnich spotkaniach trafił 10 z 15 rzutów za trzy i ma średnią 15,2 punktu na mecz. To poziom Qyntela Woodsa w tym sezonie. Podrzucicie pomysł śledzenia bardziej wymyślnych serii? ZDJĘCIE KOLEJKI Game winner, buzzer beater!
fot. Andrzej Romański/plk.pl MVP RACE Czołówka mojego subiektywnego wyścigu: 1. Michael Wright (Turów) - 2. David Logan (Prokom) - 3. Qyntel Woods (Prokom) - 4. Patrick Okafor (Polpharma) +1 5. Krzysztof Szubarga (Anwil) -1 6. Jeremy Chappell (Znicz) - 7. Ronnie Burrell (Prokom) - 8. Dante Swanson (AZS) +1 9. Saulius Kuzminskas (Trefl) -1 10. Darrell Harris (Kotwica) +1 Gdzieś za nimi (alfabetycznie): Zbigniew Białek (PBG), Mantas Cesnauskis (Czarni), Chris Daniels (Czarni), Nikola Jovanović (Anwil), Leszek Karwowski (Polonia 2011), Jarryd Loyd (Stal), Łukasz Majewski (Polpharma), Eddie Miller (Polonia Azbud), George Reese (AZS), John Williamson (Znicz). TRAFIAJ ADAM, TRAFIAJ! Tylko dwa punkty rzucił Adam Wójcik (Turów) w Koszalinie. 40-letni środkowy grał przez trzy minuty - oddał jeden celny rzut, miał zbiórkę i dwie straty. W karierze Wójcik ma 9841 punktów, do 10 tysięcy brakuje mu 159. W tym sezonie Turów może maksymalnie rozegrać jeszcze nawet 29 spotkań (siedem przed play-off, trzy w preplay-off, pięć w ćwierćfinale, siedem w półfinale i siedem w finale) - gdyby tak było, to Wójcikowi wystarczy w tych meczach średnia na poziomie 5,4 punktu. Taka liczba spotkań jest jednak mało prawdopodobna, więc jeśli pan Adam chce złamać barierę 10000 punktów w tym sezonie, to musi być bardziej skuteczny. LICZBA KOLEJKI 4,1 Tyle zbiórek ma średnio w tym sezonie Brody Angley z Polpharmy. Mierzący zaledwie 179 cm wzrostu rozgrywający z USA w sobotę przesądził o wyniku spotkania z Czarnymi dobijając rzut w ostatniej sekundzie meczu. Była to 29. zbiórka Angley'a w ataku w tym sezonie - rozgrywający Polpharmy bije w tym elemencie m.in. wyższego o 30 cm Marcina Kolowcę z Polonii 2011 (28 zbiórek w ataku), Leszka Karwowskiego (205 cm, Polonia 2011, 27), Mariusza Bacika (208 cm, Polonia Azbud, 27) czy Konrada Wysockiego (200 cm, Turów, 24). Angley nie jest jednak najlepiej zbierającym rozgrywającym - Omni Smith z Kotwicy ma średnio 4,8 zbiórki na mecz, a Dante Swanson (AZS) - 4,2. Swanson jest nawet jeszcze niższy niż Angley - według oficjalnej strony PLK mierzy 178 cm.
niedziela, 07 lutego 2010
Trefl Sopot pokonał 106:78 Polonię 2011 Warszawa trafiając aż 18 rzutów za trzy punkty! Czy to rekord PLK? Tego niestety nie wiem, ale sprawdziłem, kiedy po raz ostatni trafił się taki wynik w PLK. Miało to miejsce 25 kwietnia 2007 roku - Znicz Jarosław rozgromił wówczas zbieraninę pod nazwą Unii Tarnów 131:67. Była to 5. kolejka gry o utrzymanie - do I ligi spadły wówczas zresztą i Unia, i Znicz. Od tamtego meczu było w PLK 20 spotkań, w których zespoły trafiały przynajmniej 15 razy z dystansu - oto pełna lista: 18 Znicz Jarosław - Unia Tarnów 131:67. Znicz - 18/31, 58 proc. 18 Trefl Sopot - Polonia 2011 106:78. Trefl - 18/29, 62 proc. 17 Polpak Świecie - Prokom Trefl Sopot 94:96. Polpak - 17/36, 47 proc. 16 Śląsk Wrocław - Czarni Słupsk 84:73. Czarni - 16/40, 40 proc. 16 Polpak Świecie - Górnik Wałbrzych 92:81. Polpak - 16/28, 57 proc. 16 Prokom Trefl Sopot - AZS Koszalin 84:65. Prokom - 16/30, 53 proc. 16 Polonia Warszawa - AZS Koszalin 71:92. AZS - 16/28, 57 proc. 16 Górnik Wałbrzych - Stal Ostrów Wlkp. 79:126. Stal - 16/25, 64 proc. 15 Turów Zgorzelec - Prokom Trefl Sopot 86:71. Turów - 15/29, 51. proc. 15 Polpak Świecie - Prokom Trefl Sopot 79:68. Polpak - 15/32, 46 proc. 15 Stal Ostrów Wlkp. - Turów Zgorzelec 94:101. Turów - 15/30, 50 proc. 15 AZS Koszalin - Polpharma Starogard 93:75. AZS - 15/27, 55 proc. 15 Górnik Wałbrzych - Prokom Trefl Sopot 82:101. Prokom - 15/34, 44 proc. 15 Turów Zgorzelec - Prokom Trefl Sopot 89:71. Turów - 15/30, 50 proc. 15 AZS Koszalin - Polonia Warszawa 105:69. AZS - 15/24, 62 proc. 15 Turów Zgorzelec - Znicz Jarosław 113:90. Turów - 15/25, 60 proc. 15 Basket Kwidzyn - Polonia Warszawa 78:94. Polonia - 15/23, 65 proc. 15 Polonia Warszawa - Czarni Słupsk 100:95. Czarni - 15/30, 50 proc. 15 PBG Basket Poznań - Anwil Włocławek 84:101. Anwil - 15/26, 57 proc. 15 Turów Zgorzelec - Polpharma Starogard 97:55. Turów - 15/27, 55 proc. Najwyższą skuteczność miała w powyższych meczach Polonia, która w Kwidzynie trafiła aż 65 proc. rzutów. Drużyny, które trafiały przynajmniej 15 rzutów za trzy, w ostatnich trzech latach mają bilans 17-3. O takie osiągnięcie łatwiej było w powyższych spotkaniach we własnych halach, choć różnica na korzyść nie jest duża - bilans pod tym względem to 12-8. A jeśli ktoś wie, kiedy jakaś drużyna rzuciła w PLK więcej niż 18 trójek, albo jaki jest ligowy rekord, to niech się to wiedzą podzieli.
fot. Mariusz Mazurczak/asseco.prokom.pl Pod koniec listopada, po zakończeniu pierwszej rundy grupowej fazy Euroligi, napisałem felieton o Asseco Prokomie Gdynia pod tytułem „Prokom utknął między niebem a ziemią”. Ziemią była dla mistrzów Polski PLK, w której drużyna Tomasa Pacesasa miała bilans 10-0. Niebem - awans do Top 16, w który nie wierzyłem. Prokom miał wówczas bilans 1-4, a grał tak, że oglądanie jego spotkań do przyjemności nie należało. „Wygląda na to, że autorski projekt trenera Tomasa Pacesasa jest na Euroligę za słaby”, „Nieprzewidywalny Woods ma problemy z plecami, Logana w kluczowych momentach nie widać, pozostali pełnią role drugoplanowe”, „Pacesas [...] na razie nie zdołał wnieść do drużyny wartości dodanej. Prokom nie potrafi zaskakiwać lepszych od siebie - brakuje nie tylko błyskotliwych rozwiązań taktycznych, ale nawet gryzienia parkietu”. Teraz już wiem, że bardzo się pomyliłem tak kategorycznie oceniając Prokom w tak wczesnym momencie sezonu i nie pozostaje mi nic innego, jak rozliczyć samego siebie z tych pseudowerdyktów. Minęły nieco ponad dwa miesiące, w trakcie których gdynianie rozegrali dziewięć spotkań w PLK i siedem w Eurolidze. W kraju wygrali wszystkie dziewięć (w tym jednym punktem po dogrywce w Zgorzelcu), w Eurolidze przegrali tylko w Atenach z Panathinaikosem i w Mediolanie z Armani Jeans. Awansowali do Top 16, od mojego felietonu mają bilans 5-2, walkę o ćwierćfinał zaczęli od rozgromienia Żalgirisu Kowno i Unicaji Malaga. Poza tym pokonali jeszcze EWE Baskets Oldenburg, Real Madryt i BC Chimki. Autorski projekt Pacesasa miał wady, ale po wymianach Pape Sowa na Ratko Vardę i Tyrone’a Brazeltona na Lorinzę Harringtona, słabych punktów jest mniej. Sow miał w tym sezonie kłopoty ze zdrowiem, nie był tak agresywny pod koszami jak w poprzednim epizodzie w Prokomie i choć bardzo pomógł zespołowi w wygranych spotkaniach z EWE Baskets i Armani Jeans, to jednak na dłuższą metę jego obecność pod koszem wiele drużynie nie dawała. Varda gra lepiej tyłem do kosza, potrafi trafić z kilku metrów, żyje na ławce, wnosi do drużyny emocje. Z nim w składzie Prokom przegrał tylko raz - w Atenach. Jakościowej zmiany w wymianie Brazeltona na Harringtona aż tak wyraźnie nie widać, ale to ten drugi jest lepszym rezerwowym rozgrywającym. Jest silniejszy fizycznie, bardziej doświadczony, lepszy w defensywie. Dobrze wpasował się w drużynę. Problemy Woodsa z plecami i znikanie Logana w końcówkach przestały mieć aż takie znaczenie, bo o wynikach zaczęli decydować gracze drugoplanowi - Ronnie Burrell, Daniel Ewing, Varda, Adam Hrycaniuk czy Jan-Hendrik Jagla. To także oni, a nie tylko Woods i Logan, stanowią teraz o sile Prokomu. Pacesas próbuje poszerzać rotację poprzez zmiany w pierwszej piątce - w Maladzie to zadziałało. Właśnie, Pacesas. Po słabym początku euroligowej kampanii Prokom zaczął grać inaczej. Zaczął walczyć, grać z większą pewnością. narzucać swoje warunki. Pacesas trafiał ze zmianami, rozpracowywał grę rywali przed meczami, wygrywał końcówki. Od listopada wygrał z drużynami prowadzonymi m.in. przez cenionych w Europie Ettore Messinę, Sergio Scariolo, Ramunasa Butautasa i Aito Renesesa. Cenionych w Europie? Znów moja pomyłka - toż to europejska czołówka! Dobra, dość tych zachwytów, bo choć Prokom już pobił rekord w historii występów polskich drużyn w Eurolidze, to w gruncie rzeczy nic jeszcze nie osiągnął. Droga do ćwierćfinału jest jeszcze daleka, a przed mistrzami Polski ciężkie spotkania. Wycieczka do Moskwy może zakończyć się sromotną porażką, a Unicaja i Żalgiris broni jeszcze nie złożyły. Osiągnięciem Prokomu jest jednak to, że na kolejne spotkania mistrzów Polski w Top 16 nie czekamy już jak na ścięcie. W poniedziałek w kioskach ukazuje się nowy - już czwarty - numer magazynu "MVP".
Numer przygotowany już pod kątem Meczu Gwiazd, ale - rzecz jasna - poruszający także wiele innych tematów. Z cyklu "Another Brick with the Ball" - o kibicowaniu Indiana Pacers: Moim noworocznym postanowieniem było skierowanie uwagi na to, czego w NBA się nie ogląda, czyli na najbardziej nijaki zespół ligi. [...] Macie wątpliwości czy Pacers to najbardziej nijaki zespół w lidze? Milwaukee Bucks mają Brandona Jenningsa, Washington Wizards mieli pistolety w szatni, seria porażek Detroit Pistons kogoś przynajmniej zaskoczyła, a LA Clippers czekali na debiut Blake'a Griffina. Do Philadelphia 76ers wrócił Allen Iverson, Memphis Grizzlies walczą o play-off, Minnesota Timberwolves mają kibica w mojej osobie. Chicago Bulls chcieli zwalniać trenera, właścicielem Charlotte Bobcats jest Michael Jordan, a New Jersey Nets uciekają niechlubnemu rekordowi. Nawet Golden State Warriors mają przynajmniej Dona Nelsona.
piątek, 05 lutego 2010
Odbarwione, pokruszone, krzywe i zarośnięte. Ale ciekawe, bo na wyciągnięcie ręki.
Pojedynek Gigantów, testowa inauguracja sezonu Formuły 1 oraz mecz Unicaji Malaga z Asseco Prokomem Gdynia wybiły mnie z rytmu murowania "Murowań" i znów mam zaległości. Dlatego w tym odcinku koncentruję się na niezbędnym minimum po 18. kolejce PLK. NAGRODY I WYRÓŻNIENIA MVP 18. kolejki: Gintaras Kadziulis (Trefl) - no, nie jest to mocny MVP kolejki, ale wielu kandydatów nie było. Wybieram Litwina, który wszedł z ławki i w ciągu 18 minut zdobył 19 punktów. Kadziulis był bardzo skuteczny (4/5 za trzy, 7/9 z linii), a Trefl przełamał serię porażek i po raz pierwszy w 2010 roku zwyciężył na wyjeździe, o co w Stalowej Woli najłatwiej nie jest. Pierwsza piątka: Tomasz Śnieg (Polonia 2011), Gintaras Kadziulis (Trefl), Nikola Jovanović (Anwil), Ronnie Burrell (Prokom), Michael Wright (Turów). Klasyfikacja MVP: 2 - David Logan, 1 - Josh Alexander, Ronnie Burrell, Tyrone Brazelton, Mantas Cesnauskis, Jeremy Chappell, Nikola Jovanović, Gintaras Kadziulis, Iwo Kitzinger, Saulius Kuzminskas, Andrzej Pluta, George Reese, Dante Swanson, Krzysztof Szubarga, Tony Weeden, Qyntel Woods, Michael Wright. Klasyfikacja piątkowa: 6 - Michael Wright, 4 - Darrell Harris, Saulius Kuzminskas, Krzysztof Szubarga, Qyntel Woods, 3 - Jeremy Chappell, David Logan, Keddric Mays, Tony Weeden, 2 - Ronnie Burrell, Mantas Cesnauskis, Chris Daniels, Brandun Hughes, Nikola Jovanović, Michael Kuebler, Marek Miszczuk, Harding Nana, Patrick Okafor, Andrzej Pluta, George Reese, Rashard Sullivan, Dante Swanson, Tomasz Śnieg, Michał Wołoszyn, 1 - Josh Alexander, Dardan Berisha, Tyrone Brazelton, Bartosz Diduszko, Alex Dunn, Marcin Dutkiewicz, Daniel Ewing, Przemysław Frasunkiewicz, David Goldbold, Justin Gray, Cliff Hawkins, Jan-Hendrik Jagla, Gintaras Kadziulis, Leszek Karwowski, Iwo Kitzinger, Jarryd Loyd, Łukasz Majewski, James Maye, Uros Mirkowić, Theodore Scott, Omni Smith, Marcin Sroka, Mujo Tuljković, Adam Wójcik. REKORDY Punkty: Justin Gray (Turów) - 26 (rekord sezonu 36 - Jeremy Chappell). Zbiórki: Alex Dunn (Anwil) - 14 (22 - Chris Daniels). Asysty: Jarryd Loyd (Stal) - 10 (11 - Ronald Thompson, Daniel Ewing). Przechwyty: Wojciech Szawarski (PBG) - 6 (7 - Ronald Thompson). Bloki: Darrell Harris (Kotwica) - 4 (4 - sześciu zawodników). Straty: Brody Angley (Polpharma), Ratko Varda (Prokom) - 6 (9 - Darrell Harris). Faule: Dawid Bręk (Kotwica) - 5 w ciągu 9 minut i 45 sekund (7.18 - Maciej Klima). SERIA KARWOWSKIEGO Podkoszowy Polonii 2011 Leszek Karwowski zaliczył kolejny, 18. mecz z przynajmniej jednym blokiem. 35-letni zawodnik zablokował w tym sezonie już 35 rzutów i ze średnią 1,94 na mecz jest zdecydowanym liderem w tej statystyce. Goni go Tomasz Kęsicki ze Sportino, który po pięciu spotkaniach ma średnią 1,6. Tony Weeden dwukrotnie trafił za trzy w Kołobrzegu - to 18. mecz rzucającego Polpharmy z przynajmniej jednym trafieniem z dystansu. Eddie Miller z Polonii Azbud trafił raz w Słupsku - jego dystansowa seria przedłużyła się do 15 spotkań. Michael Wright po raz 17. z rzędu miał double figures - przeciwko Sportino rzucił 20 punktów, z czego 18 w pierwszej kwarcie! Czwarty kolejny mecz z double figures zaliczył Łukasz Wiśniewski z Polpharmy, który zdobywając 21 punktów w Kołobrzegu ustanowił swój rekord w PLK. MVP RACE Czołówka mojego subiektywnego wyścigu - trochę wstrząsnąłem czołówką, bo kredyt Qyntela Woodsa troszeczkę się wyczerpał: 1. Michael Wright (Turów) +1 2. David Logan (Prokom) +1 3. Qyntel Woods (Prokom) -2 4. Krzysztof Szubarga (Anwil) - 5. Patrick Okafor (Polpharma) - 6. Jeremy Chappell (Znicz) -1 7. Ronnie Burrell (Prokom) +1 8. Saulius Kuzminskas (Trefl) -1 9. Dante Swanson (AZS) - 10. Nikola Jovanović (Anwil) +1 Gdzieś za nimi (alfabetycznie): Mantas Cesnauskis (Czarni), Chris Daniels (Czarni), Darrell Harris (Kotwica), Brandun Hughes (Polonia Azbud), Leszek Karwowski (Polonia 2011), Jarryd Loyd (Stal), George Reese (AZS), Tomasz Śnieg (Polonia 2011), Tony Weeden (Polpharma), John Williamson (Znicz). TRAFIAJ ADAM, TRAFIAJ! Adam Wójcik (Turów) nie zagrał ze Sportino i jego suma punktów na liczniku jego zdobyczy w karierze w PLK wynosi 9835. Z poszukiwaniem 18. triple-double poczekam już do zakończenia kolejnej porcji weekendowych spotkań w PLK, I i II lidze.
- Każdy kto był na boisku oddał i serce, i zdrowie - mówił po wygranej 70:50 w Maladze z Unicają trener koszykarzy Asseco Prokomu Gdynia Tomas Pacesas. Jak zagrali jego koszykarze? "Bohater nikt, czyli wszyscy" - moje subiektywne oceny zawodników Prokomu za mecz w Maladze.
czwartek, 04 lutego 2010
Dopiero teraz zaglądam na bloga, bo wciąż jestem w podróży... Ale mecz obejrzałem w środę w Maladze! Co za zakończenie delegacji do Hiszpanii! Możecie wierzyć lub nie, ale mam świadków, że... wiedziałem jaki będzie wynik meczu Unicaji Malaga z Asseco Prokomem Gdynia. Jadąc nocnym autobusem z Walencji do Malagi przyśniło mi się 97:77 dla Prokomu - spotkanie kończył wsadem Przemysław Zamojski. Po przyjeździe do Malagi, na tradycyjne wśród dziennikarzy przedmeczowe pytanie o wynik, odpowiedziałem, że będzie +20 dla Prokomu. Zostałem troszeczkę wyśmiany. Po meczu śmiałem się ja, śmiali się wszyscy. Prokom wygrał 70:50, po dwóch kolejkach Top 16 zajmuje pierwsze miejsce w grupie G, jest w bardzo dobrej sytuacji w walce o historyczny awans do ćwierćfinału. Ale nie kalkulujmy jeszcze co się musi wydarzyć, aby Prokom zajął jedną z dwóch pierwszych pozycji - trener Tomas Pacesas mówił żartem po spotkaniu do jednego z dziennikarzy, że jak jeszcze raz spyta się o awans do ćwierćfinału, to "dostanie w łeb". Pytaliśmy oczywiście dalej, ale Pacesesa odpowiadał tylko, że wygrana w Maladze to mały krok, z którego trzeba się cieszyć, lecz do końca rywalizacji jeszcze daleko. No to się cieszmy, bo jest z czego. Jasne, Unicaja zagrała słabo - miała fatalną, wręcz niespotykaną na tym poziomie skuteczność spod kosza i z dystansu, niewiele pomysłów na wybicie Prokomu z rytmu i słabości na każdej pozycji. Ale było tak także dlatego, że Prokom był na Unicaję dobrze przygotowany - trenerzy zwracali uwagę, że hiszpański zespół dobrze gra tzw. transition z wykorzystaniem wysokich, więc od początku zacieśniali strefę podkoszową. Adam Hrycaniuk i Ratko Varda, ale także Qyntel Woods, Ronnie Burrell i Jan-Hendrik Jagla skutecznie walczyli pod tablicami - Prokom wyraźnie wygrał walkę o zbiórki. Pudła z dystansu? Wiadomo, że jak mecz jest wyczerpujący, a walka o każdą piłkę intensywna, to nogi i ręce nie dają piłce tego, co trzeba. Nawet z czystych pozycji. W ataku gdynianie grali cierpliwie i zespołowo. Mieli oczywiście fatalne momenty w pierwszej połowie, kiedy aż sześć razy tracili piłkę przy jej wyprowadzaniu, kiedy Unicaja w minutę zmniejszyła straty z 13 do czterech punktów, ale Prokom nie dał się złamać. W drugiej połowie wyprowadzanie piłki z własnej połowy było spokojniejsze - mistrz Polski kontrolował grę i wykorzystywał słabości rywala. W trzeciej kwarcie Unicaja mogła wyjść na prowadzenie - przy dwupunktowym prowadzeniu Prokomu gospodarze mieli trójkę in and out i właśnie po tym niecelnym rzucie koszykarze Pacesasa zadali decydujący cios. Trójka Davida Logana (jedyna w meczu), monster block Woodsa, po którym piłka wypadła w trybuny, przechwyt Woodsa, wygibas Logana spod kosza, punkty Woodsa - po 30 minutach było 49:40, w czwartej kwarcie były dożynki, z dożynającym wsadem Woodsa z powietrza. Kibice gwizdali i machali białymi chusteczkami na szefów klubu siedzących w loży honorowej. Pacesas miał kilka świetnych pomysłów - w pierwszej piątce wystawił Jaglę, który miał coś do udowodnienia hiszpańskim kibicom i swojemu byłemu trenerowi Aito Renesesowi. Niemiec był bardzo waleczny pod obręczą i choć miał cztery straty, to jego trafienie lewym półhakiem przeciwko strefie w czwartej kwarcie wymogło na Renesesie zmianę defensywy. Zaskakująca pierwsza piątka - z Jaglą, ale także Zamojskim - służyła wydłużeniu rotacji. Pacesas tłumaczył po meczu, że z obserwacji meczów Unicaji wynikało, że ten zespół przegrywa wiele meczów w czwartych kwartach, w końcówkach. Prokom chciał zachować siły na decydujące momenty i to się udało. Intensywność gry mistrzów Polski nie spadała, a Unicaja traciła wiarę razem z siłami. Bardzo ważne były także emocje. Varda jest moim zdaniem skarbem dla Prokomu, bo daje zespołowi pozytywne wybuchy, których tak bardzo brakowało mistrzom Polski. Machanie ręcznikiem, gesty uciszające rywali po własnym wsadzie, okrzyki po udanych lub nieudanych akcjach - to Prokomowi w środę pomagało. Pacesas przyznał, że jedną z przyczyn postępów drużyny w Eurolidze była wymiana zawodników niepasujących (Pape Sow, Tyrone Brazelton) na lepszych (Varda, Lorinza Harrington). Wciąż jestem pod wpływem emocji, kiedy piszę tą notkę, ale to było naprawdę wielkie zwycięstwo Prokomu. Hala w Maladze może pomieścić 10 tys. kibiców i choć w środę było sporo wolnych miejsc, to 7-8 tys. fanów chyba było. Fanów reagujących głośno, fanów prowokujących całą ekipę z Gdyni, wywierającą presję na sędziów. Do 35. minuty wyglądało na to, że jeśli Unicaja trafi jedną, może dwie trójki, jeśli zmniejszy straty do czterech punktów, to w końcówce może mecz rozstrzygnąć na swoją korzyść. Ale Prokom na to nie pozwolił. Tym, którzy podważają sukces mistrzów Polski argumentem, że Unicaja była słaba, dam taki przykład - drugiego dnia EuroBasketu Polska pokonała Litwę. Litwę najsłabszą od lat, która turniej zakończyła swoją wielką porażką. Ale dla nas była to ta Litwa, a Polska była od niej lepsza. Zagrała dobrze, z wielkim entuzjazmem - wygrana stawiała biało-czerwonych w dobrej sytuacji w walce o awans do ćwierćfinału. Z Prokomem jest teraz podobnie. Z drużynami pokroju Unicaji - niezależnie od ich formy - mistrzowie Polski na tym etapie rozgrywek, w dodatku na wyjeździe, nie wygrywali nigdy. W środę zwyciężyli, bo zwyczajnie byli lepsi. Koniec, kropka. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Ciekawe blogi
Czadlista
![]() Vancouver 2010
|