Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
czwartek, 31 stycznia 2008

Nie jestem stałym bywalcem przedsezonowych prezentacji bolidów Formuły 1, ale kilka widziałem. M.in. zeszłoroczną Renault w Amsterdamie i tegoroczną BMW Sauber w Monachium.

A teraz rozmyślam nad czwartkowym pokazem Renault w Paryżu.

Wyciągać wnioski o formie zespołów z takich prezentacji to nonsens. Nie dość, że szefowie i kierowcy teamów sami mają niewielkie pojęcie o własnych możliwościach (projektowanie i zmiany w bolidach trwają, pierwsze testy pokazują niedociągnięcia itp.) to na dodatek nie sposób ocenić potencjał samochodów rywali. O tym mówił dzisiaj m.in. Fernando Alonso.

Ale nie jest też tak, że takie prezentacje nie mówią nic. Można zwrócić uwagę na to, co nie zostało powiedziane, czytać emocje z wyrazu twarzy, brać pod uwagę rozmach imprezy i porównywać do z poprzednimi zachowaniami kierowców, szefów, organizacji. I, niczego nie przesądzając, dzielić się wrażeniami.

Mnie Renault nie przekonało. I od razu sprecyzuję: nie przekonało, że wróciło na drogę sukcesów, które rozumiem jako falę wznoszącą - w 2008 roku byłyby nią miejsca na podium, ewentualnie w czwórce i każde wykorzystanie błędu teoretycznie lepszych (Ferrari, McLaren, BMW Sauber). Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie przecież o walce o mistrzostwo.

Alonso był zupełnie przygaszony, showman i playboy Flavio Briatore błysnął kilkoma zdaniami czy gestami, ale nie był główną postacią prezentacji tak, jak rok temu w Amsterdamie. Widać, że nieudany poprzedni sezon czegoś Renault nauczył. Albo, że sytuacja wewnątrz zespołu nieco ostudziła pewność Włocha.

Oszczędnie było także jeśli chodzi o wypowiedzi kierowców podczas prezentacji. BMW Sauber dwa tygodnie temu pozwoliło mówić Robertowi Kubicy o ulubionych torach, o nocnym wyścigu, głos zabierał główny inżynier Willy Rampf, na szereg pytań odpowiedział Nick Heidfeld, który potem powoli, ale jednak przejechał się bolidem po monachijskiej siedzibie BMW. Renault ograniczyło się do minimum, resztę trzeba było wyrwać z ust kieowców czy szefów na minikonferencjach prasowych, na które w ogóle trudno wejść.

BMW Sauber, które ma w gruncie rzeczy podobne cele do Renault (no, może trochę dobitniej mówi o wygranym wyścigu), wygłasza zapowiedzi i prognozy z o wiele większym przekonaniem. Zespół wygląda na pewny swego, widać deteminację. Renault? Odniosłem wrażenie, że podejście jest jakieś takie... Właśnie, jakieś takie. Może zespół dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że zanosi się na kolejny rok przejściowy? Przecież za kilka miesięcy Alonso może powiedzieć: - Odchodzę do Ferrari.

Dlatego nawet najważniejsze słowo audiowizualnych prezentacji Renault - together - wypada jakoś blado. Strong, committed, reliable, succeding - together.

Razem, ale na jak długo?

Ale jest element, w którym Renault przewyższa BMW Sauber. Muzyka podczas prezentacji:

I jeszcze:

"What you waiting for?"

"When you were young"

Kawałki bardzo dobre, ale szukanie drugiego dna w wyborze tych utworów przez Renault raczej nie ma sensu...

środa, 30 stycznia 2008

Michał Pol zainspirował mnie do notki o Henryku Kasperczaku.

Jeden punkt w dwóch meczach, niewielkie szanse na awans, "dziwna" dymisja - maksymalny skrót Pucharu Narodów Afryki w wykonaniu Senegalu i Kasperczaka z każdej strony wygląda fatalnie.

Polski trener postawił na sprawdzonych piłkarzy (trzon zespołu pamięta mundial w 2002 roku), ale nie osiągnął z nimi ani wyniku (choć szanse przecież jeszcze są!), ani nie stworzył z nich ładnie grającego zespołu. A przecież w sparingach przed turniejem Senegal wygrywał prawie wszystko co się dało. Czego zabrakło w Ghanie? Motywacji/umiejętnego motywowania? Rozpoznania przeciwników? Pokory?

A może po prostu trener Kasperczak się wypalił? W Polsce pokutuje mit Kasperczaka, jako twórcy wielkiej Wisły sprzed lat kilku. Bez dwóch zdań - jego zasługa, dla niego cześć. Ale jeśli spojrzy się na Kasperczaka z perspektywy światowej, to jest to taki typowy trener afrykańskich reprezentacji.

Nie mam zamiaru urażać jakiegokolwiek szkoleniowca, który walczy obecnie o Puchar Narodów Afryki, ale większość z nich od kilku lat pracuje tylko i wyłącznie w miejscach egzotycznych. Poza Carlosem Alberto Parreirą (RPA) i Rogerem Lemerre (Tunezja), poza Luisem Oliveirą Goncalvesem (Angola) i Hassanem Shehatą (Egipt), reszta selekcjonerów to spadochroniarze - dwa lata temu w Ghanie, dzisiaj w Kamerunie, za dwa lata w Togo. To tak powszechne i oczywiste, że szkoda czasu na przykłady. Ale gdybym musiał przykład podać, to podałbym Henryka Kasperczaka.

Oczywiście, futbol w Afryce ma swoje prawa, trenerowi grozi się zwolnieniem w momentach nieprzewidywalnych, czasem szkoleniowca wyrzuca się tylko dlatego, żeby nie drażnić obrażonych na niego gwiazd. Czasem trudno jest nadążyć za zmianami decyzji i nastrojów. Ale i tu Kasperczak doskonale wpisał się w afrykański koloryt.

Bardzo, naprawdę bardzo dziwię się Kasperczakowi, który przyznaje, że i zawodnicy, i przedstawiciele senegalskiej federacji prosili go o pozostanie na stanowisku. Senegal ma małą szansę na awans, ale jednak ma. Wtorkowy przykład Nigerii pokazał, że trzeba walczyć do końca. I Kasperczakowi już nawet zwykła przyzwoitość nakazywała doprowadzenie zespołu do końca! Tymczasem trener powiedział, że wstydzi się za zawodników i uciekł.

A może Kasperczak nie wiedział co robić po porażce z Angolą? Może nie miał pomysłu na podniesienie poziomu drużyny? Może nie miał motywacji? Może zabrakło wewnętrznej siły? Każda z tych ewentualności to charakterystyka słabego trenera.

Kasperczak podobno ma propozycję z St Etienne - jeśli to główny powód rezygnacji z Senegalu, to niestety, ten nieprofesjonalny koloryt jest coraz bardziej wyrazisty. Dziwiąc się trochę działaczom St Etienne, życzę powodzenia. A za dwa lata w Angoli - Kasperczak na ławce Togo? Sudanu? Namibii?

Zainteresowanych reprezentacją Nigerii (niemiecki Kasperczak, czyli Berti Vogts wytrwał, wygrał, awansował i wciąż jest w grze) zapraszam na Nigeria.pl.

W 'Czterech cegłach o NBA' żadnego tematu nie da się wyczerpać. Zapraszam więc na krótki film - koniecznie (ale niekoniecznie z dobrym zakończeniem):

I jeszcze super rozmowa w dwóch częściach:

Nieźle się goście bawili...

Ale z drugiej strony - w AZS UW gorzej nie było!

wtorek, 29 stycznia 2008

Taki obrazek: jest rok 1997, mniejsza z tym czy była to pierwsza, czy druga połowa lipca. Ja z Mariuszem, Igor z Marcinem - gramy dwa na dwa na boisku między płotem a zakładem (mniejsza o szczegóły). Kosz na wysokości 2,7-2,8 metra, obręcz łamana, można dunkować. Składy stałe, rywalizacje zażarte, takie osiedlowe Miami Heat - New York Knicks, kilka razy pięści poszły w ruch.

Moja drużyna była raczej spokojna, rywale już nie. Najlepszy rzucający podwórka Igor często miał pretensje do wiecznie niestabilnego Marcina. Raz zdesperowany krzyknął do niego:

Bo będzie transfer do Dallas!

To była większa groźba niż jakakolwiek inna.

Dallas Mavericks, czyli na początku lat 90. synonim bezbarwności i beznadziei. W latach 1990-94 mieli bilans 74-254. Chwilowe ocieplenie klimatu (Jim Jackson, Jamal Mashburn, Jason Kidd) szybko minęło, zaczęła się druga epoka lodowcowa, której kwintesencją był 'Transfer do Dallas':

Mavericks and New Jersey Nets completed one of the biggest trades in NBA history. Dallas sent Jackson, Cassell, Eric Montross, George McCloud and Chris Gatling (who days earlier represented the Mavericks in the All-Star Game) to New Jersey. In return, they received center Shawn Bradley, forward Ed O'Bannon and guards Robert Pack and Khalid Reeves.

Shawn

Marcin chyba nigdy później nie grał już gorzej.

Ale kto wie, czy niebawem transfer do Dallas nie nabierze trochę innego znaczenia.

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Man, it feels really good.

Ale odmiana! To ja poproszę jeszcze jutro. Z Beninem. 7:0?

środa, 23 stycznia 2008

Obiecany materiał z 'Czterech cegieu'.

I związany z najnowszym odcinkiem 'CCoNBA' konkurs - w którym momencie się pomyliłem? Nie chodzi o nazwiska nigeryjskich koszykarzy, ani o fakt, że część z nich nie urodziła się w Nigerii - uprościłem.

Odpowiedzi proszę wpisywać w komentarzach. Pierwsza poprawna = nagroda - oryginalna cegła z 'CCoNBA'.

poniedziałek, 21 stycznia 2008

Wciąż nie wiem jak połączyć dwa blogi w jeden, więc znów podam tylko link do Nigeria.pl - proponuję lekturę subiektywnych ocen nigeryjskich piłkarzy w meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej (0:1).

Niezręcznie tak promować bloga blogiem, niech wybaczą fani koszykówki i Cryptopsy, ale Super Eagles to naprawdę coś wyjątkowego.

niedziela, 20 stycznia 2008

Dramatycznym tytułem pragnę zwrócić uwagę na moje poważne obawy. Zaczął się Puchar Narodów Afryki, już w poniedziałek wielki mecz Nigeria - Wybrzeże Kości Słoniowej i jakoś wszystko schodzi na dalszy plan.

Piłka bardzo fajna.

To znaczy ukraść coś komuś tak, żeby ten ktoś nie mógł ci nic zrobić!

18. sekunda:

Prokom Trefl Sopot - Polonia Warszawa 95:60.

Turów Zgorzelec - Górnik Wałbrzych 73:79.

Ktoś nie mógł nic zrobić i w jednym, i w drugim meczu. Pierwszy wynik jednak nie dziwi, drugi - ogromnie!

Wielki mecz (dwumecz, bo przecież w I rundzie Górnik też był lepszy od Turowa) beniaminka, tym bardziej, że z powodu kontuzji nie grał jego najlepszy zawodnik Kris Clarkson. Brawa dla trenera Radosława Czerniaka, brawa dla zespołu!

Z perspektywy Górnika - sukcesu nie umniejsza fakt, że Turów stawia na Puchar ULEB, gdzie młóci wszystkich na lewo i prawo. Wicemistrzowie mają prawo być zmęczeni, ich hala nie jest niezdobyta (wcześniej wygrał w niej Anwil), ale to nieważne. Górnik jak Urząd Skarbowy!

Z perspektywy Turowa - trener Saso Filipovski kilka tygodni temu mówił, że w tej chwili dla drużyny najważniejszy jest Puchar ULEB, że walka o mistrzostwo zacznie się dopiero w play-off. Pierwszemu można przyklasnąć, z drugim trzeba się zgodzić. Ale porażka z Górnikiem u siebie to wstyd i strata, która na finiszu może oznaczać tyle, że w półfinale przewagę własnego parkietu będzie miał Prokom lub Anwil. A przecież brązowy wynik Turowa w tym sezonie będzie potraktowany w Zgorzelcu jako porażka...

Anusiak, Czesio, Konieczko i Maślana przypomnieni dzięki prawdziwemu Włatcy Móch.

To kwestia poczucia humoru - albo kogoś to śmieszy, albo nie.

Mnie śmieszy.

I jeszcze: Kan U believe it?

czwartek, 17 stycznia 2008

Jeden z bohaterów najnowszych 'Czterech cegieu o NBA' w hokejowej szatni.

A tu na parkiecie:

Jest kilka wspomnianych przeze mnie trójek, dziesiątki bloków, przełożenie piłki pod nogą, ale największe wrażenie robi akcja z 57. sekundy. Jeden na jeden z Markiem Eatonem ze szczytu, dwutakt po jednym koźle na lewą rękę i wsad. Pokażcie mi środkowego z polskiej ligi, który potrafi to zrobić.

I ta wyciskająca moje łzy końcówka.

Poniżej życie i kariera Bola w słowach ludzi związanych z koszykówką - o polowaniu na lwy, o gotowaniu w kominku, o rzucaniu za trzy punkty. O bezgranicznym pomaganiu rodzinie, o fatalnym wypadku samochodowym (jako pasażer taksówki).

Szacunek dla Manute Bola.

Bol i Boques

Bol

O Sudan

 
1 , 2 , 3