Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
niedziela, 31 stycznia 2010

Robert Kubica i Witalij Pietrow odsłonili płachtę pod którą stał Renault oznaczony symbolem R30. Był pomalowany na żółto i czarno z czerwonymi wstawkami sponsorskimi. Ma dużą tzw. płetwę rekina, która przypomina... pszczołę.

Zaskoczeń zatem nie było. Za zaskoczenie trudno przecież uznać fakt, że prezentacja Renault pod względem organizacyjnym wypadła w porównaniu z BMW Sauber bardzo słabo.

Przez ostatnie sześć miesięcy było nam bardzo ciężko, ale pracowaliśmy z całych sił, aby spełnić to, co obiecaliśmy. Oto nasz nowy samochód.

Co rzuca się w oczy? Płetwa rekina - nie ma jej najnowsze ferrari, ma ją mclaren, ciekawe co na to Renault?

Nos wyprostowany bardziej niż w ferrari czy w mclarenie.

Brak reklam poza niewielkimi Certiny na obu lusterkach.

Dzień prezentacji BMW Sauber i Renault na Circuit Ricardo Tormo pod Walencją - także na Twitterze.

Renault podało plan niedzielnej prezentacji samochodu na torze Ricardo Tormo:

Czy ktoś ma wątpliwości, że drugim kierowcą Renault nie będzie Witalij Pietrow? Mam wrażenie, że w biurze prasowym słychać angielski z rosyjskim akcentem, a poza tym chodzą słuchy, że Pietrow był w piątek w Enstone na przymiarce fotela, a w sobotę miał już podpisać umowę.

Jego obecność w Renault jest prawie pewna, choć aby mieć 100 proc. pewności lepiej poczekać do 16.30.

Czekając, możecie zajrzeć na mojego Twittera.

Rower dowiózł mnie ponownie na Circuit Ricardo Tormo, zalogowałem się w biurze prasowym i zrobiłem pierwszy rekonesans w padoku.

Niedzielny program to dwie prezentacje - najpierw, o 14.30, BMW Sauber (to wciąż obowiązująca nazwa, bo pod taką ekipa zgłosiła się do mistrzostw), potem, o 16.30, Renault.

BMW Sauber, do czego przyzwyczailiśmy się w poprzednich latach, ma zaplanowane wszystko co do minuty. Już można dowiedzieć się, w której sali i o której godzinie będzie można rozmawiać z Peterem Sauberem, Willym Rampfem, Pedro de la Rosą i Kamuim Kobayashim.

Renault? Wiadomo tylko tyle, że o 16.30 kierowcy i szefostwo zespołu mają zaprezentować nowy samochód w alei serwisowej przed garażem zespołu.

sobota, 30 stycznia 2010

A co!

To jest moja odpowiedz i na kryzys (oszczedzam w delegacji), i na piekne okolicznosci przyrody (slonce i plus - plus, naprawde! - 15 stopni Celsjusza). Kiedy zobaczylem w Walencji wypozyczalnie rowerów pomyslalem - dlaczego by nie pojechac na tor imienia Ricardo Tormo bicyklem?

Pedalowanie z centrum Walencji na sam tor odrzucilem z góry. Ani ze mnie wprawiony cyklista, ani droga dobrze znana. Poza tym - jako fanatyk komunikacji miejskiej - warto byloby zwiedziæ jakies stacje, pociagi, polaczenia...

Pierwsze wydarzenia na torze beda mialy miejsce w niedziele, ale zeby nie jechac na slepo, co mogloby sie skonczyc spóznieniem, postanowilem zrobic próbe w sobote. Mój wrodzony GPS, który z reguly spisuje sie niezle, byl jednak tego dnia Glowa Pracujaca Slabo. W poszukiwaniu stacji Valencia Sant Isidre pojechalem na zachód, zamiast na wschód. Zdalem sie na siebie zamiast na informacje turystyczna i dojechalem do dzielnicy portowej. Mialo to jednak swoje dobre strony - przejechalem sie ulica, która za piec miesiecy bedzie arena wyscigu o Grand Prix Europy.

Moja Vuelta a Valencia w poszukiwaniu stacji Sant Isidre trwala w sumie dobre kilkadziesiat minut, jesli nie wiecej. Mialem klopoty, bo raz, ze moja prymitywna mapka centrum nie obejmowala docelowej okolicy, a dwa, ze juz w poblizu stacji byl jakis potezny remont i musialem szukac objazdu.

Kiedy w koncu zalogowalem sie na peronie nr 1 po kupieniu biletu, pociag w kierunku Buñol - Utiel uciekl mi sprzed nosa. To tez mialo jednak swoje dobre strony, bo moglem zrobic pamiatkowe zdjecie.

Na zdjeciu tego nie widac, ale kilkaset metrów za stacja przebiega autostrada do z Walencji do Madrytu. Ogólnie rzecz biorac stacja jest jednak daleko od szosy - doslownie i w przenosni.

Podróz do stacji nazwanej Circuit Ricardo Tormo trwa niecale 20 minut. To czwarty przystanek od Sant Isidre - pociag mija przedmiescia wygladajace jak male miasteczka, dystrykty hurtowni i magazynów, gaje pomaranczowe i nagle staje w srodku pola.

Stacja miesci sie przy samym torze - do miejsca wydawania akredytacji, które jest tuz przy zjezdzie z autostrady, jechalem 10 minut w polowie drogi mijajac glówna brame wjazdowa na tor. Wazna postacia przy wjezdzie jest oczywiscie Ricardo Tormo - swietny motocyklista, ktory kariere zakonczyl w polowie lat 80. z powodu nieszczesliwego wypadku, a w 1998 roku zmarl na bialaczke.

W sobote w poblizu toru panoszylo sie jeszcze stado owiec:

Powrót z toru do centrum Walencji okazal sie juz bardzo szybki - wyciagnalem wnioski z bledów i ze wstepnego rozpoznania okolicy i do sypialnej nory spod bramy Circuit Ricardo Tormo dojechalem w mniej wiecej 70 minut.

Jesli pogoda mnie nie zniecheci (bedzie jej ciezko) to zamierzam powtórzyc te wycieczki w niedziele i poniedzialek.

Przepraszam za brak polskich liter, ale spadly mi z roweru... Postaram sie, aby nastepnym razem juz byly - podobnie jak powazniejsze wpisy, bo przeciez zaczyna sie luty, ostatni miesiac przygotowan do sezonu F1. Prawdziwych przygotowan.

czwartek, 28 stycznia 2010

Asseco Prokom Gdynia - Żalgiris Kowno 89:65. To czwarta wygrana gdynian w sześciu ostatnich meczach Euroligi. Mistrzowie Polski są na pierwszym miejscu w grupie G fazy Top 16.

Tym prowadzeniem w grupie po 1. kolejce nie należy się oczywiście ekscytować, bo Prokom na dzień dobry dostał najsłabszego rywala na własnym parkiecie. Trzeba się jednak cieszyć z tego, że drużyna Tomasa Pacesasa wyciągnęła wnioski z porażki u siebie z EWE Baskets Oldenburg na inaugurację pierwszej fazy rozgrywek.

Trzeba się także radować z tego, jak grał Prokom. Gdynianie byli waleczni pod tablicami (12 zbiórek Adama Hrycaniuka), bardzo skuteczni z dystansu (12/20 za trzy), dzielili się piłką (21 asyst) i do końca walczyli o jak najwyższą wygraną. W czwartej kwarcie można było mieć nawet nadzieję na pobicie klubowego rekordu w Eurolidze - 91:62 ze SLUC Nancy w poprzednim sezonie.

Skończyło się na 24 punktach przewagi i to druga najwyższa wygrana Prokomu w Eurolidze - rok temu sopocianie zwyciężyli na wyjeździe Armani Jeans Mediolan 96:72. Przynajmniej 20 punktami gromili rywali jeszcze dwukrotnie - w sezonie 2005/06 zwyciężyli w Mediolanie 92:71, a rok później pogonili u siebie gości z Bolonii 79:59.

Prokom walczy o historyczny awans do ćwierćfinału i oby nie zwalniał. Wyzwanie jest przecież bardzo trudne.

Koniec Pucharu Narodów Afryki. Mecz o trzecie miejsce nie bardzo mnie już interesuje - Nigeria przegrała z Ghaną 0:1 i kolejny turniej kończy się rozczarowaniem.

Rozczarowaniem podwójnym, bo raz, że znów nie będzie złota, a dwa, że styl drużyny był kiepski. Najlepszy był pierwszy mecz - Nigeria prowadziła 1:0 z mocnym Egiptem, była bliska podwyższenia na 2:0, ale przegrała 1:3. Potem było wymęczone 1:0 z Beninem i łatwe 3:0 ze słabiutkim Mozambikiem.

W ćwierćfinale Zambia była lepsza, ale nie potrafiła strzelić gola, a w karnych znów zadziałała magia bramkarza Vincenta Enyeamy. W półfinale z Ghaną Nigeria zaczęła dobrze i w zasadzie poza momentem dekoncentracji po 15 minutach kontrolowała całe spotkanie. W 21. minucie obrońcy zaspali jednak przy rzucie rożnym i gola strzelił Asamoah Gyan.

Nigeria nie grała w ataku źle - były akcje oskrzydlające, były ładne prostopadłe podania Johna Obi Mikela, ale nie było wykończenia i to bardzo irytowało. Obafemi Martins zmarnował kilka dogodnych sytuacji - czasem przeszkadzali mu obrońcy, ale głównie własne błędy. Martins miał kłopot z przyjęciem piłki, albo z celnym uderzeniem.

Z czasem ataki były coraz bardziej nerwowe i bezsensowne. Do końca grał Martins, a zmieniono bardziej kreatywnego Osaze Odemwingie. Rezerwowi napastnicy Yakubu Aiyegbeni i Obinna Nsofor nie mieli dobrych okazji.

Puchar Narodów Afryki się skończył, ale już za pięć miesięcy mistrzostwa świata. Nigeria zagra na nich z Argentyną, Grecją i Koreą Południową.

Są większe afrykańskie klasyki niż starcia Nigerii z Ghaną, lecz w pierwszej rundzie mistrzostw ważniejszego meczu nie było. Wygrała 1:0 Nigeria.

- Największe klasyki w Afryce? Derby północy albo zachodu - bez zastanowienia odpowiada Senegalczyk Aliou Goloko z Allafrica.com. - Tunezja - Egipt, Tunezja - Maroko, Senegal - Wybrzeże Kości Słoniowej i oczywiście Nigeria - Kamerun - wymienia. - Mecz Nigerii z Ghaną to też wydarzenie, ale pojedynki graniczących państw to zupełnie co innego - dodaje.

Wczorajszy mecz był 58. (23 wygrane Ghany, 19 remisów, 15 zwycięstw Nigerii). Najważniejsze mecze tych drużyn to półfinał PNA 1992, kiedy 2:1 wygrała Ghana, i ćwierćfinał w 2002, kiedy było 1:0 dla Nigerii. - Ale działo się też w 1973 roku - wspomina Ebo Quansah z "Ghanian Times". - W finale afrykańskiej olimpiady Nigeria wygrała 4:2. Dwa tygodnie później, w eliminacjach MŚ, Ghana prowadziła na wyjeździe 3:2, ale nigeryjscy kibice przerwali mecz, a potem zniszczyli autokar Ghany. Dostaliśmy walkower - mówi dziennikarz "Ghanian Times".

Nigerię i Ghanę różni wszystko. Pierwszy kraj liczy 130 mln ludzi, drugi zaledwie 21,8 mln. Nigeria jest jednym z najbardziej skorumpowanych i niebezpiecznych miejsc na świecie, Ghana uchodzi za spokojne i dobrze zorganizowane państwo. Nigeria ostatnie lata przebywała na piłkarskich salonach (mundiale 1994, 1998 i 2002 oraz przynajmniej półfinał trzech ostatnich PNA), Ghana dopiero zadebiutuje w mistrzostwach świata, a w półfinale PNA była ostatnio w 1996 roku.

Ale ostatnie lata to odwrócenie tendencji. Ghana przegrała eliminacje do PNA w 2004 roku w ostatnim meczu z Ruandą (0:1), którą prowadził serbski trener Ratomir Dujković, a po finałach w Tunezji objął reprezentację Ghany. Black Stars, czyli Czarne Gwiazdy, zyskały także zaplecze finansowe, bo w sponsorowanie kadry zaangażowała się Gold Fields Ghana Ltd - firma zajmująca się wydobyciem i obróbką metali szlachetnych. Do tego wreszcie eksplodowały talenty Michaela Essiena, Stephena Appiaha, Sulleya Muntari, Asamoaha Gyana i Matthewa Amoaha. Ale z powodu plagi kontuzji Ghana nie jest faworytem PNA. Ambicje kibiców studzi nawet Dujković, w którego zespole nie ma Essiena, Muntari i Gyana.

Ogromna w porównaniu z Ghaną Nigeria ma kłopoty finansowe, organizacyjne, a także etniczne. Cztery największe plemiona - Joruba, Ibo, Hausa i Fulani - domagają się miejsca dla swoich przedstawicieli i trener musi się dostosować. Na dodatek Superorły przechodzą zmianę pokoleniową. 32-letni Jay Jay Okocha po turnieju w Egipcie kończy reprezentacyjną karierę, Nwankwo Kanu pełni funkcję wchodzącego z ławki dżokera, a o Celestine Babayaro i Sundayu Olisehu już mało kto pamięta. Są za to młodzi gniewni - 22-letni Obafemi Martins, 20-letni Taye Taiwo i 19-letni John Mikel Obi i Sani Kaita. Ale lekceważenie rywali spowodowało, że na mundial pojedzie Angola.

Na początku wczorajszego meczu brakowało liderów, ale w 25. minucie nigeryjski Roberto Carlos, czyli Taiwo, uderzył tak mocno, że bramkarz Ghany Sammy Adjei przez kilka minut dochodził do siebie. W słupki trafiali Amoah i Martins. W 69. minucie Ghanijczyk Laryea Kingston strzelał z pięciu metrów, ale Vincent Enyeama zatrzymał uderzenie w stylu Tomasza Kuszczaka. W 80. minucie wszedł na boisko Kanu. On wyniku nie zmienił, ale udało się to sześć minut później Taiwo, który zdobył bramkę strzałem z 25 metrów.

Powyższy tekst ukazał się w "Gazecie Wyborczej" niemal dokładnie cztery lata temu - 24 stycznia 2006 roku. Dzień wcześniej Nigeria pokonała Ghanę 1:0 w pierwszym meczu Pucharu Narodów Afryki w Egipcie. Miałem okazję oglądać ten mecz w Port Said.

Późniejsze wspomnienia spotkań Nigeria - Ghana mam jednak złe. W styczniu 2007 roku "Super Eagles" przegrali w towarzyskim meczu w Brentford aż 1:4. Ghanijczycy byli w ekstazie.

Dwa lata temu na PNA Nigeria spotkała się z Ghaną - ówczesnym gospodarzem - w ćwierćfinale. "Super Eagles" prowadzili 1:0 po karnym Yakubu Aiyegbeni w 35. minucie, ale stracili gola w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. W drugiej grali z przewagą zawodnika, ale gola na 1:2 w 83. minucie wbił im Junior Agogo.

Dlatego teraz wracam myślami do spotkania sprzed czterech lat. Oby w półfinale PNA w Angoli powtórzył się tamten wynik.

Transmisja na żywo - mojego autorstwa - na Sport.pl.

To jeszcze informacja niepotwierdzona, ale wielce prawdopodobna - pisaliśmy już na Sport.pl, że Witalij Pietrow jest faworytem do zwycięstwa w licytacji o fotel drugiego kierowcy Renault, francuski serwis Autohebdo twierdzi, że to już pewne.

Jeśli tak, to Polak i Rosjanin stworzą pierwszy w historii Formuły 1 słowiański duet kierowców. Według Formula 1 Database kraje z tego regionu miały dotychczas tylko dwóch reprezentantów w wyścigowej elicie - przed Kubicą był to Czech Thomas Enge, który w 2001 roku wziął udział w trzech Grand Prix w zespole Prosta.

Kierowcą F1 zza żelaznej kurtyny był jeszcze Węgier Zsolt Baumgartner, który zaliczył 20 GP w latach 2003-04.

Sensacja w Warszawie! Polonia 2011 pokonała 83:76 PGE Turów Zgorzelec prowadząc praktycznie od pierwszej do ostatniej minuty. Śnieg sypał, Polonia 2011 grała jak z nut, a największym bohaterem był Rafał Bigus. W 120 poprzednich meczach trafił osiem trójek, w środę - dwie. I to jakie!

Zaskakujący wynik meczu nie zmienia jednak niezbyt zaskakujących pozycji w tabeli i celów obu drużyn w tym sezonie. Polonia 2011 wciąż jest czołowym kandydatem do spadku, a Turów ciągle wygląda na zespół, który powinien zdobyć medal. Porażka drużyny Andreja Urlepa w Warszawie po raz kolejny przypomniała jednak o braku obwodowego lidera w tym zespole.

Kiedy Tomasz Śnieg i Dardan Berisha trafiali ważne rzuty i kreowali grę Polonii 2011 w końcówce, Ronald Thompson, Michał Chyliński i Justin Gray w żaden sposób nie potrafili pomóc swojej drużynie. Na nic nie zdał się potencjał podkoszowy Turowa, bo przecież w emocjonujących końcówkach częściej oddaje się rzuty z dystansu niż podaje pod kosz. W drużynie Urlepa nie ma jednak obwodowego zdolnego do wzięcia odpowiedzialności za wynik w takim spotkaniu.

To może być największy problem Turowa w walce z Asseco Prokomem Gdynia i Anwilem Włocławek. Mistrzowie Polski mają Davida Logana i Daniela Ewinga, a z piłką gra przecież także Qyntel Woods. W drużynie Włocławka są za to Krzysztof Szubarga i Andrzej Pluta. Każdy z tej piątki koszykarzy dobrze rzuca z dystansu, potrafi zdobyć punkty z wejścia pod kosz, a w sytuacji krytycznej - wymusić faul. W Turowie takiego zawodnika nie ma.

Turów przegrał w tym sezonie siedem spotkań w PLK. W pięciu z nich wicemistrzowie Polski prowadzili po 30 minutach, ale przegrywali czwarte kwarty - 5:21 w Sopocie, 11:21 w Kołobrzegu, 20:28 z Energą Czarni Słupsk, 16:23 we Włocławku i 14:24 z Prokomem. W dwóch pozostałych meczach - oba rozegrane były w warszawskiej hali Koło - Turów po trzech kwartach przegrywał ledwie dwoma punktami i w ostatnich 10 minutach wynik był sprawą otwartą. Przegrywali jednak wicemistrzowie Polski.

Turów wygrał w lidze 11 spotkań. Ile różnicą mniejszą niż pięć punktów? Żadnego.

Nieumiejętność rozgrywania końcówek może być największym problemem drużyny Urlepa w play-off.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5