Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
środa, 27 lutego 2008

Warszawa - Nadarzyn - Częstochowa

Wypad z red. Romańskim i red. Ceglińskim seniorem do Liberca rozpoczął się od analizy przygotowań od Mistrzostw Polski Dziennikarzy w koszykówce, które zbliżają się siedmiodniowymi krokami. Siedmiodniowymi, bo w takich odstępach niektórzy stawiają się na treningach, podczas których - oprócz testów i domykania składu - gra się naprawdę ostro, w pocie czoła itd.

Katowice - Opole - Wrocław - Bolesławiec

Wiosenna pogoda za oknami samochodu rozwijała się sympatycznie, autostrada była zadziwiająco równa, Wrocław zbliżał się szybko, więc naturalnym tematem stał się Mecz Gwiazd i atrakcje poboczne, czyli także - a może nawet przede wszystkim - sparingi koszykarsko-dziennikarskie. Sobotni wieczór będzie wyglądał trochę inaczej niż jest to zapowiadane na oficjalnej stronie PLK. Ale to bez znaczenia, bo i tak będzie się działo!

Gierałtów - Lubań - Zawidów

Skończyła się autostrada, zaczęły się ciężarówki, więc zdecydowaliśmy się na przejazd przez malownicze okolice Lubania. I choć droga momentami dziurawa, a przez cały czas kręta, to jednak warto było zmienić otoczenie. W Zawidowie przez chwilę dyskutowaliśmy o tym, czy puste budki graniczne nas rozczarowują? Niezależnie od granicznych przemyśleń i rozterek, po wbiciu się kilkanaście kilometrów wgłąb Czech zatrzymaliśmy się na przedmeczowy obiad w żółtej restauracji po lewej stronie drogi. Warto było, choć zupa czosnkowa doprowadziła mnie do płaczu z powodu swojej mocy.

Liberec

Miasto bardzo fajne na pierwszy rzut oka - takie Zakopane z szerokimi ulicami i w ogóle z rozmachem. Tak przynajmniej myślałem, dopóki nie zobaczyłem hali - Tipsport Arena robi spore wrażenie! Grają tam koszykarze, hokeiści, Judas Priest i pewnie wiele innych zespołów. Kilkanaście wejść, duże parkingi, sklepy z pamiątkami sportowymi - to jest to, czego brakuje w Polsce. Perspektywy nie wykrzywił mi zbytnio nawet fakt, że nikt nie potrafił precyzyjnie wskazać nam miejsca, gdzie możemy odebrać akredytacje. Ale to szczególik, który nie zmienia ogólnego obrazu.

Atmosfera

W hali najpierw małe zdziwienie - miejsca prasowe to stoliki ustawione bokiem (tzn. krótszym bokiem) do parkietu. Sześć krzeseł, nic tylko usiąść i grać w karty. Ale na szczęście udało się te krzesła poprzestawiać. Trybuny wypełnione na oko w 80 proc. - z przodu czarnozieloni, z tyłu białorczerwoni. Najpierw krzyczą jedni, potem drudzy. Czuć, że zaraz będzie się działo coś ważnego. Czuć wydarzenie sportowe.

Mecz

Fajny i ciekawy, więcej na ten temat na sport.pl. CEZ Nymburk to taki czeski Prokom - również założony w 1995 roku, w ekstraklasie znalazł się trzy lata później, ale mistrzostwo zdobył, identycznie jak Prokom, w sezonie 2003/04. Budżet CEZ z pewnością jest dużo niższy niż prokomowy, co w połączeniu z ograniczeniem liczby obcokrajowców sprawia, że Nymburk ma drużynę na nieco niższym, ale wciąż solidnym poziomie. Ostatnie podobieństwo z Prokomem - słabi rozgrywający.

Powrót

W deszczu, zmęczeni, ale zadowoleni. Całodzienne atrakcje zlały się w jedno - koszykówka, mapy, komputer, muzyka... Tak, ta ostatnia była zdecydowanie najważniejsza - anegdoty o koncercie Czesława Niemena z muzykami SBB, a konkretnie o zakręconej melodeklamacji poezji Norwida z 'muzyką' Helmuta Nadolskiego w tle nie będę opisywał, bo to trzeba usłyszeć - ja się popłakałem ze śmiechu kiedy ją Adrom opowiedział.

A usnąłem przy tym dziele:

środa, 13 lutego 2008

Warto.

Kalendarz rozgrywek państwowych od lat jest co prawda tak ułożony, żeby nie kolidował z sezonem NBA - pierwsze zgrupowania zaczynają się więc w połowie czerwca, a mecze jeszcze później. Prezes PZKosz Roman Ludwiczuk słusznie wycofał się z warunku nie łączenia przez selekcjonera pracy w reprezentacji z prowadzeniem klubu, więc potencjalni kandydaci (obecnie Sasza Obradović, Muli Katzurin, Saso Filipovski, Simone Pianigiani) i tak muszą najpierw dokończyć rozgrywki ligowe, zanim przeprowadzą pierwsze konsultacje itd. Na dodatek Polacy jako gospodarze mają w najbliższych ME start zagwarantowany, więc w 2008 roku nie zagrają ani jednego meczu o punkty.

Ale mimo to warto się spieszyć z wyborem selekcjonera.

Aby na pierwsze, załóżmy że czerwcowe, zgrupowanie kadra stawiła się w komplecie, to już teraz trzeba zacząć... powoływać zawodników. Oczywiście nie w sensie dosłownym, ale poważne rozmowy nowego selekcjonera z kandydatami powinny zacząć się jak najszybciej. Oczywiście - Obradović, Katzurin, Filipovski, Pianigiani czy inny trener, który zapewne pojawi się na liście PZKosz, nie są w stanie polecieć na Florydę do Marcina Gortata, skoczyć do Hiszpanii do Michała Ignerskiego, a w końcu polecieć do Rosji do Macieja Lampego. Ale kontrolny, poważny telefon raz na tydzień z pytaniem o formę i samopoczucie, rozmowa przez Skype'a (w końcu mamy XXI wiek), moim zdaniem jest koniecznym początkiem tworzenia czegoś, co da Polsce minimum awans z grupy na ME 2009.

Na razie utrzymywaniem kontaktów z zawodnikami zajmuje się prezes Ludwiczuk - trzeba to docenić, ale jednocześnie dodać, że to absolutnie nie wystarczy. Żaden prezes nie przekona zawodnika do gry w zespole, który nie ma jeszcze trenera. Na czym stoimy w tej chwili? Maciej Lampe - nie wie, nie zastanawiał się. Marcin Gortat - sygnały z Orlando są takie, że raczej zostanie na Florydzie przez całe lato (ale warto o niego wciąż walczyć!). Adam Wójcik - nie wie, zobaczy. Wojciech Szawarski - ostatnio od kadry odsuwał się sam, albo był pomijany, ale przecież w formie jest świetnej i warto go do reprezentacji przywrócić. Cezary Trybański - w drugiej lidze greckiej gra regularnie, wciąż ma 218 cm wzrostu i gdy ewentualnie zabraknie Gortata, Lampego i Wójcika (to wszystko jest niestety możliwe), to może się przydać. Wreszcie Dan Dickau - Amerykanin wciąż się zastanawia.

Jasne, że tegoroczna absencja na zgrupowaniach i podczas turniejów nie wyklucza nikogo z udziału w ME 2009. Ale oczywiste jest także, że obecność już w te wakacje wszystkich najlepszych może drużynie tylko pomóc. Ze względu na kalendarz międzynarodowy, czasu na selekcję (także charakterologiczną) wcale nie jest dużo.

Dlatego martwię się, że po sześciu miesiącach od zakończenia (wciąż nie ma pewności czy definitywnej) współpracy z Andrejem Urlepem, nadal nic w temacie selekcjonera nie wiadomo. I wcale nie zależy mi na szybkim podjęciu łatwej decyzji przez PZKosz, bo to zapewne oznaczałoby podpisanie kontraktu z Filipovskim, a przecież warto szukać lepszych. Zależy mi (teraz powinienem już chyba pisać "zależało") na spójnym i konkretnym planie poszukiwań selekcjonera.

Tymczasem jesteśmy świadkami dość rozlazłego terminarza kolejnych konsultacji, które - mam wrażenie - do niczego nas nie przybliżają. A jeśli nawet, to ten etap powinien być już dawno zakończony.

Ja osobiście mam przeczucie, że selekcjonerem będzie Filipovski. Innych PZKosz przekonać nie zdoła (Obradović), nie zdąży (Katzurin). A najciekawsze obecnie nazwisko Pianigianiego prawdopodobnie nigdy na szczycie listy się nie znajdzie.

środa, 06 lutego 2008

Przy okazji niemożliwie nieprawdopodobnego transferu przypomniałem sobie tą akcję: