Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
piątek, 30 listopada 2007

No i stało się. Eugeniusz Kijewski zrezygnował. O kilka, kilkanaście dni, a może nawet kilkanaście miesięcy za późno. Wyniki broniły, ale w końcu zmogły.

Spróbujmy w skrócie podsumować siedem lat Kijewskiego w Prokomie. Co roku miał większe pieniądze, co roku drużynie udawało się coś więcej. Najpierw Puchar Polski, potem medal brązowy, srebrny, wreszcie złoty w 2004 roku. Wymarzona Euroliga, awans do Top 16. I zastój. Zastój, mimo że budżet rósł, do Sopotu przyjeżdżali coraz bardziej utytułowani zawodnicy, aspiracje były coraz większe.

O tym, że największym problemem Prokomu jest osoba trenera, mówiło się co najmniej od dwóch sezonów. Kijewski powtarzał regularnie: bronią mnie wyniki. Mistrzostwo Polski obroniliśmy, a rywale w Eurolidze byli za mocni. Ale chodziło także o styl: wymęczone, mało błyskotliwe wygrane w lidze i żenujące, przykre porażki w Eurolidze, gdzie wynik rozstrzygnięty był przed przerwą.

I nagle Kijewski sam powiedział dość. Nie został zwolniony, tylko sam zrezygnował. Okoliczności były rzeczywiście trudne, chyba najtrudniejsze z dotychczasowych, bo w ostatnich dniach pojawiły się informacje, które pokazały ogrom sprzeczności i konflikt interesów w sztabie trenerskim (to, że podobnie jest w organizacji klubu, wiadomo było wcześniej). Kijewski miał dosyć? Bał się zwolnienia? Nie chciał firmować nazwiskiem ewentualnego buntu w drużynie?

W Black Hills trójka studentów po prostu zginęła. Znaleziono tylko taśmy. Nie wiadomo czy Josh, Heather i Mike zniknęli z powierzchni ziemi z ręki Rustina Parra, ducha Elly Kedward czy może jeszcze kogoś innego. Wiadomo tylko, że ich nie ma i nikt nie ma na to żadnego wytłumaczenia.

Prowadzenie zespołu przejął Tomas Pacesas. Były zawodnik, który nie ma żadnego, ale to żadnego doświadczenia w kierowaniu zespołem. Boiskowy profesor i ławkowy podpowiadacz, który w tym sezonie asystował biernie, bo aktywnie albo nie chciał, albo nie potrafił. I czego nie zrobi, czego nie powie, będzie się za nim ciągnął smród akcji Petrolinvestu, rzekomej znajomości z rosyjskim wicepremierem itd.

A teraz Pacesas musi wyciągnąć zespół z olbrzymiego dołu. I na dzień dobry dostaje prezent w postaci meczu z bardzo mocnym w tej chwili Turowem. Tak, prezent, bo jeśli Prokom wygra, to Pacesas zostanie uznany za cudotwórcę (choć czy kogoś zdziwiłoby +20 dla Prokomu z Kijewskim?). Jeśli przegra, powie, że miał mało czasu, że rywale są na innym etapie itp., itd. W zamęcie zmian niewielu będzie pamiętało, że Pacesas także odpowiada za fatalny początek sezonu. I to jest jego pierwszy, negatywny wpis w trenerskim CV.

Ustalmy - ja wcale nie uważam, że Pacesas jest czy będzie złym trenerem i nie nadaje się do tej pracy. Myślę tylko, że powierzanie mu prowadzenia pierwszego zespołu to duże ryzyko. Bardzo duża niewiadoma i sam fakt podejmowania takiego ryzyka nie świadczy dobrze o decydentach, nawet mimo ich tłumaczeń, że na rynku nie ma dobrych trenerów (na razie słychać plotki o Josipie Vrankoviciu). Możliwe, że Pacesas za trzy lata okaże się rewelacyjnym szkoleniowcem, który wprowadzi Prokom do Final Four. Ale możliwe, że jest tylko podręcznym zapchajdziurą, który ma dotrwać do końca sezonu.

Uczestnicy wycieczki szlakiem bohaterów "Blair Witch Project" zdają sobie sprawę, że ściągnęli na siebie zło. Podejrzliwość, halucynacje i strach doprowadzają do wydarzeń, których nie mogą wytłumaczyć. A taśmy - ich zdaniem - kłamią. Nic nie jest jasne, nic nie jest wyjaśnione. Wszystko jest otwarte i czeka na kolejny obraz.

Część trzecia ma się ponoć pojawić w internecie 25 grudnia 2007 roku.

czwartek, 29 listopada 2007

Słyszeliście o takiej zasadzie? Że koszykarz nie kopie piłki do koszykówki? Nie dla jakiejś praktycznej właściwości, tak po prostu, z szacunku. Nie słyszeliście?

Ja też nie. Chociaż coś mi świta, że bardzo dawno temu jednak mogłem coś takiego usłyszeć.

A to dlatego, że odkąd pamiętam zwracałem uwagę na to, żeby piłki nie kopać. To po prostu nie pasowało - piłka do koszykówki, to piłka do koszykówki. Skoro nie wolno odbijać nogą w trakcie meczu, to już na pewno nie można ewidentnie bezcześcić piłki w każdej sytuacji. Oczywiście, jak człowieka szlag trafi i na niesprawiedliwość meczową na boisku narzeka, to i zdarzy się wyekspediować piłkę w przeciwległą ścianę... Ale potem wstyd i żal.

Przypomniałem sobie tą nie wiadomo jak wpojoną mi zasadę, bo myślałem o szczegółach scen z filmu 'Sztuczki'. Obejrzałem to dzieło niedawno i - podobnie jak 'Zmruż oczy', debiut Andrzeja Jakimowskiego - bardzo mi się spodobało.

Spokój, dźwięk, piękny, letni Wałbrzych - to mi najbardziej w pamięci zostało. Zwłaszcza ten spokój...

O czym pisałem? A, kopanie piłki do koszykówki. Jest taka scena kiedy główny bohater dorosły "wyjątkowo" dostaje w prezencie dzień wolny i odnajduje swoje korzenie. Idzie przez wałbrzyskie ulice i w pewnym momencie odkopuje dzieciakom piłkę do koszykówki.

Ta niewinna scena podczas sentymentalnego powrotu bohatera do małej ojczyzny, niektórych jednak zraniła...

Zwiastun 'Sztuczek'. Moim zdaniem on kompletnie, całkowicie, agresywnie nie oddaje istoty filmu.

środa, 28 listopada 2007

Legendarny zawodnik Stinger wyczerpał moim zdaniem blogową formułę opisu kolejnych-klęsk-Prokomu-w-Eurolidze (najnowsza 59:84 z Montepaschi). Jego 'Tylko Basket' poraził kilka dni temu moje oczy miliardowym zastosowaniem terminu 'żenada', co zapewne oznacza: Żałuję Ewidentnie Nihilistycznej Ambicji Dawnych Asów. Przygotujcie się na ból w oczach, jeśli jeszcze twórczości Stingera nie znacie. A jeśli nie możecie otworzyć linka, bo nie jesteście zarejestrowani, to pretensje zgłaszajcie do Dominet Banku.

Przejdę więc od razu do kwestii: co dalej? Trener Kijewski ponoć bliski zwolnienia, jako następcę wymienia się Tomasa Pacesasa w okolicznościach mało sportowych. Być może dla niektórych to naturalne. Dla mnie - dziwne.

Dlaczego Ryszard Krauze wydając masę pieniędzy na dobrych zawodników, nie postawi na dobrego trenera? Dlaczego miałby ryzykować z Pacesasem, który trenerem jest nie wiadomo jakim? Jako podpowiadacz się sprawdzał, ale... jakoś w tym sezonie nie widać jego wpływu na zespół. Pozytywnego wpływu. Ale z drugiej strony - może nie chce, żeby ktoś firmował nazwiskiem jego pracę? Tak czy inaczej - Pacesas to trener-duża zagadka.

A może Krauze spisał już ten sezon (w Eurolidze) na straty? I chce trenera tymczasowego, który - być może - udowodni, że warto postawić na niego w przyszłym sezonie? Sam nie jestem przekonany do tego co piszę.

Ewentualne zwolnienie Kijewskiego (natychmiastowe) odbyłoby się tuż przed prestiżowym meczem z Turowem. I to też ważne, bo jeśli Krauze poczeka, to Prokom Kijewskiego rozgromi Turów 91:69 i... No właśnie, co wtedy?

OK, zostawmy to. Miało być krótko i na temat, a znów jakieś przedpółnocne wynurzenia się tworzą. Konkretnie: znów wkurzyło mnie to, że w ogóle nie zagrał Adam Łapeta! Prokom do przerwy przegrywał 21:43, po 30 minutach - 41:66. Nie można było dać mu 5-6 minut? Symbolicznych, bo przecież w przegranym meczu dużo się nie nauczy. Ale poczuje atmosferę, zostanie poobijany, straci dech, coś zbierze, coś rzuci. I każdy kolejny epizod będzie łatwiejszy.

Może upieram się na wyrost, ale uważam, że Łapeta ma jeszcze ogromną szansę na grę na poziomie europejskim. Warunki: dobre szkolenie, gra i jeszcze raz gra oraz poczucie pewności, że ktoś czuwa nad jego karierą. Kolejne 40 minut na ławce w sromotnie przegranym meczu tylko tą pewność zabiera.

Zapraszam na czwarty odcinek 'Czterech cegieł o NBA'. A poniżej obiecane popisy Josha Smitha:

Wow! To naprawdę jest mocne...

Wracając do połączenia koszykówki z metalem - nie pytałem trenera Wojciecha Kamińskiego o pozwolenie, ale samowolnie dopisuję go do listy znanych osób ze świata koszykówki, które pojawiają się na poważnych koncertach. W przypadku Kamińskiego była to Metallica w Pradze.

Przy okazji spytam trenera Polonii o ulubiony numer.

W AZS UW karierę zrobiła niegdyś piosenka pod tytułem 'Escape':

Feed my brain with your so-called standards

Who says that I ain't right?

Break away from your common fashion

See through your blurry sight

Wyobraźmy sobie, że jest koniec listopada, PZKosz w cudowny sposób dokonał wyboru trenera kadry, w danej lidze europejskiej jest przerwa i nowy Selekcjoner reprezentacji Polski przyjeżdża do Warszawy na pierwsze obserwacje zawodników - kandydatów do kadry na mistrzostwa Europy w 2009 roku. Na początek chce się zająć rozgrywającymi.

Selekcjoner to fachowiec nieuwikłany w polskie układy, niezorientowany w możliwościach zawodników. Oczywiście wie, że na ME w Hiszpanii rozgrywającymi byli Łukasz Koszarek i Robert Skibniewski, być może pamięta, że o miejsce w składzie rywalizował z nimi Krzysztof Szubarga, kto wie, może ktoś mu wspomniał o Michale Chylińskim, którego z walki o ME wyeliminowała kontuzja.

Ale Selekcjoner sam chce dokonać selekcji. Ma swoją wizję, wie czego wymaga od rozgrywającego. A nuż jego poprzednik kogoś przeoczył? A nuż o poprzednich powołaniach decydowały jakieś niuanse, uprzedzenia sprzed kilku lat. Selekcjoner prosi Wydział Szkolenia PZKosz o składy, statystyki, opinie. W miarę możliwości ogląda kilka, kilkanaście meczów. Czego się dowiaduje? Oto jego wnioski:

Łukasz Koszarek (Anwil Włocławek) to według wszystkich pewniak do pierwszej piątki reprezentacji. 23-letni rozgrywający w ekstraklasie gra już od kilku sezonów, w kadrze swoje już zobaczył, zagrał trzy mecze na ME. A w ostatni, z Włochami, zdobył 10 punktów, miał 11 asyst i tylko jedną stratę w ciągu 34 minut. Grał naprawdę dobrze.

A jak się spisuje w sezonie? W Anwilu gra sporo, przeciętnie po 29 minut w meczu. Czasem jako rozgrywający, czasem jako rzucający - to dobrze, nie jest jednostronny. Ma najwięcej asyst w lidze z Polaków (4,6), mało strat (1,2). Mankament? Słaba skuteczność - tylko 33 proc. z gry.

Koszarek wygląda na gościa, który w ważnych meczach gra dobrze. Superpuchar z Prokomem? 24 punkty i 11 asyst w 38 minut. I tylko dwie straty... To był naprawdę świetny mecz! Ale z drugiej strony nie wytrzymał presji w meczu ze swoim byłym klubem w Warszawie...

Ale zaraz - jak mu idzie w Pucharze ULEB? Też gra sporo, to bardzo ważne, bo w ME stanie naprzeciw co najmniej tak dobrych rywali. Przeciętnie po 25 minut - 3,3 asysty, 1,3 straty. Ale tylko 5,5 punktu przy skuteczności z gry 7/27 w czterech meczach! Problem z selekcją rzutów? Złe decyzje? Przetrzymywanie piłki do momentu, kiedy nic już się nie da zrobić?

No, ale przynajmniej gra...

Robert Skibniewski (Turów Zgorzelec) na ME był drugim rozgrywającym, ale w trakcie niespełna 10 minut w meczu był co najwyżej poprawny. Ostatnio zmienił klub - zastąpił Koszarka w Turowie, gdzie rezerwowi rozgrywający mają ciężko, bo w systemie Saso Filipovskiego Andres Rodriguez pozycję ma niepodważalną. Ale 24-letni Skibniewski - w odróżnieniu od Koszarka - pobyt w Zgorzelcu sobie chwali. Mimo, że nie gra.

Popatrzmy - na razie dostaje nędzne 10 minut na mecz. Ślady asyst, ślady punktów, rzutów, czegokolwiek (ale i niemal bez strat). Jak go oceniać? Nadaje się czy nie? Trzeba wykonać telefon do Filipovskiego. Dobrze, że to solidny trener po dobrej szkole, można mu zaufać. Jeśli Skibniewski trenuje dobrze, to chyba się nada.

A, jeszcze Puchar ULEB. Turów wygrywa na potęgę - czy Skibniewski ma w to swój wkład? Trzy rzuty, asysta i strata w czterech meczach? 19 minut? Well, muszę poważnie porozmawiać z Saso.

Michał Chyliński (Unicaja Malaga) gdzieś zniknął. Unicaja to mocny klub, ale on tam zagrał tylko w trzech z dziewięciu meczów, średnio po cztery minuty, oddał trzy rzuty, miał dwie zbiórki... Euroliga? 52 sekundy w dwóch meczach... Jego niezłe występy w trzecioligowych rezerwach Clinicas Rincon Axarquia, to małe pocieszenie...

Muszę zadzwonić do Sergio Scariolo. Mam nadzieję, że Michał przynajmniej na treningach robi postępy... Ile on ma lat? 22. Dobrze.

Krzysztof Szubarga (Polonia Warszawa) gra. I to całkiem sporo, po 27 minut w meczu. Tylko te głupie, niepotrzebne faule. Albo brakuje mu doświadczenia (choć 23 lata to nie tak mało), albo ma nieokiełznany temperament. A pewnie jedno i drugie. Ale podoba mi się.

Sprawia wrażenie walecznego (ciekawe jak by wyglądał np. w Pucharze ULEB?), potrafi wejść pod kosz, nie boi się odpowiedzialności. Ale rzutem z dystansu (16 proc.) to on nikogo nie postraszy... Mądry obrońca zostawi mu tyle miejsca, żeby maksymalnie utrudnić wejście pod kosz. O ile spadnie wówczas średnia punktowa (9,4)? Asyst ma jeszcze w miarę (3,4), ale strat nieco za dużo (2,5). No i te faule...

No, koledzy z Wydziału Szkolenia, dalej, dalej! Kogo wy tam jeszcze mi pokażecie? Co?! To wszyscy poważni kandydaci? Nie wierzę! Pokażcie kogo macie w kadrach młodzieżowych! Co?! Żadna nie gra w Dywizji A? Kadeci właśnie awansowali? Znakomicie... Już mi lepiej...

Kamil Michalski (BIG STAR Tychy) nie znalazł miejsca w AZS Koszalin? Ciekawe dlaczego - słaby był, czy trener wolał Amerykanina? Zresztą, nieważne. Dobrze, że przynajmniej w Tychach gra. W jego wieku (20 lat) to najważniejsze. 27 minut, 8,2 punktu, 2,7 asysty. I znów ta słaba skuteczność z dystansu (12 proc.), no i z wolnych (52 proc.)! 2,5 straty... I podobno jakiś taki chimeryczny, niepewny był na młodzieżowych ME dywizji B w lecie... Cholera.

Karol Szpyrka (Resovia) ma średnio 15 minut w meczu... Nie ma o czym mówić? To kto następny? Piotr Hałas gdzie gra? Nie ma go nawet w I lidze? Dariusz Kalinowski (Zastal) dostaje 10 minut w meczu i ma szczątkowe osiągi... Słabi ci młodzieżowcy...

Co z juniorami? Tomasz Śnieg (Polonia 2011) gra i to dużo?! No wreszcie! 18 lat i 25 minut w I lidze to jest to! Z dystansu rzuca niechętnie, ale asysty zbiera (3), punkty zdobywa (8,3). Mówicie, że coraz pewniej gra? Ale bez rewelacji? Ma jeszcze sezon, zobaczymy, może wykorzysta go jakoś wyjątkowo.

Piotr Pamuła (Polonia 2011) ma 17 lat? 11 minut w pierwszej lidze, widzę, że wkład w wynik jakiś tam ma... Lubi rzucać z dystansu? Taki raczej rzucający? Rozgrywać też potrafi. Widać, że rozumie grę. Wygląda na inteligentnego.

Dobra, dawajcie tych kadetów. Marek Szumełda-Krzycki? Trudne nazwisko... 16 lat. Gdzie on gra na codzień? Basket Kraków, czyli w lidze nie występuje. Ponoć na tych ME dywizji B kadetów radził sobie naprawdę dobrze. Wybiorę się na turnieje półfinałowe i finałowe na wiosnę. Ale to jeszcze dziecko... ME seniorów to raczej tylko z trybun obejrzy...

Sebastian Szymański (Turów), jego kolega z kadetów, na razie niech zastanawia się jak oszukać Skibniewskiego jeden na jeden na treningu. Może jakieś minuty na parkiecie w meczu z Polpharmą?

Dobra, mamy kadry, co dalej? Kto tam jeszcze rozgrywa u was w ekstraklasie? Bartosz Potulski, Grzegorz Mordzak, Rafał Glapiński, Marcin Kowalski, Kamil Łączyński, Tomasz Prostak, Jakub Chmielewski, Dawid Bręk, Aleksander Krauze... Większość nie gra? Nie nadają się? Skonsultuję to z moimi asystentami.

Ale w I lidze musi być ktoś wartościowy, tam często pewnie przepadają jacyś wartościowi zawodnicy. Wiem! Słyszałem kilka takich nazwisk: Tomasz Ochońko, Tomasz Świętoński, Marcin Ecka, Łukasz Pacocha, Bartosz Krupa, Łukasz Żytko, Paweł Szcześniak, Jarosław Kalinowski. Który z nich najlepszy? Pacocha albo Kalinowski? Na ekstraklasę się nie nadają? Nie znacie się. Ja ich sobie obejrzę!

Dobra, mam tu zanotowanych 29 rozgrywających, wybiorę dwóch, może trzech. Pierwsze selekcje w lecie, zaproszę pewnie z ośmiu, może więcej. A co mi tu jeszcze podsuwacie? Dan Dickau? Chris Thomas? Rashid Atkins? Brandun Hughes? Nie mają paszportów? To nie zawracajcie mi głowy.

Jadę do klubu. Wracam za tydzień. Poszukamy rzucających. Tylko macie się przygotować!

wtorek, 27 listopada 2007

Stereotyp jest prosty - kto gra w kosza, ten słucha hip hopu. Klipy do najlepszych akcji, rozgrzewki w ligach bardziej i mniej poważnych - wszystko w czarnych rytmach.

Ale nie jest tak, że na koncertach rockowych i metalowych koszykarzy nie uświadczysz. Pamiętam, że w starych skarbach kibica do słuchania Metalliki przyznawali się Maciej Zieliński i Dominik Tomczyk. Ja na poważnych koncertach (m.in. Soulfly) widywałem Krzysztofa Dryję, wiem, że Leszek Karwowski był na Pearl Jam.

I pewnie nie oni jedyni poruszają się w ostrzejszych klimatach.

Rozgrzewki przedmeczowe? Polonia 2011 Warszawa zaczyna czasem od Limp Bizkit, gdzie indziej dominują bardzo dowolne remiksy.

Najdziwniejsza rozgrzewka? Pod względem muzycznym to na pewno ta, gdzie koszykarze AZS UW mobilizowali się przy...

Kiryjelejzon. Prawie jak Kirilenko. I nie pamiętam, czy pomogło.

Czy ktoś z czytelników był świadkiem ciekawych muzycznych improwizacji związanych z koszykówką?

Uwielbiam podróże komunikacją miejską. Szczególnie te regularne, poranne, na granicy nocy i dnia.

Nie nabijam się, to naprawdę fajne. Wsiadasz do autobusu, który za chwilę stworzy zamknięte zjawisko - szybko rozpoznajesz kierowcę. Dzisiaj był akurat ten, który jest fanem polskiej muzyki przełomu lat 80. i 90. Często puszcza (głośno!) Manaam, dzisiaj Daab. Nie sposób się nie śmiać pod nosem, kiedy błogie 'W moim ogrodzie' kontrastuje z syfem Smoczej Utopii (Dworzec Centralny).

Dosiadają się panie, które pracują chyba gdzieś na Bobrowieckiej. Jedna zawsze zaraża śmiechem, inna (tej dzisiaj nie było) zawsze czyta 'Dziennik' na którego pierwszą stronę i ja zerkam przez ramię. Na przystanku drugim zawsze wsiada jakiś znajomo wyglądający gość z długimi włosami, często pojawia się dwumetrowy chyba dryblas, który kiedyś musiał gdzieś grać w kosza.

Aż się nie chce wysiadać...

Jaki to ma związek z koszykówką i tym blogiem. No właśnie, żaden. Historię regularnych podróży wykorzystuję do tego, żeby uświadomić (głównie sobie), że ten blog ze statystycznych impresji zmienił się w niewiadomoco.

Dlatego wymyśliłem sobie, że czas na zmiany. Nazwa 'Statystycznie rzecz biorąc' była fajna, ale już nie pasuje. Mam nową.

A SKULL FULL OF MAGGOTS.

Numer Cannibal Corpse opowiada o sprawach 'nieczystych', niekoniecznie warto tu o tym wspominać. Na własny użytek wyjaśnię, że mi w tym tytule chodzi o larwy pomysłów w mojej głowie, które czasem prowadzą do czegoś fajnego, a czasem... nie.

Oczywiście nie mam zamiaru przestać pisać o koszykówce. Tym bardziej, że zaczyna się coś dziać w sprawie trenera reprezentacji. Pojawił się nawet potwierdzony przez prezesa Ludwiczuka kandydat. Czy Kestutis Kemzura to dobry pomysł? Niezły, ale chyba warto powalczyć o innych. Ciekawe co z tego wyniknie...

Kończąc wywody różne - Corpsegrinder zapowiada mój nowy blog (tak, wiem, że to już było). 31 sekunda:

Wieczorową porą koszykówka schodzi na plan B (w końcu mecze NBA zaczynają się w tygodniu o 1 w nocy czasu polskiego). Na plan A wychodzi szeroko pojęta 'Headbanger's journey'

Nie jest to film mojego życia. Ale polecam, naprawdę polecam. Fanom metalu. Szczególnie polecam wypowiedzi gościa z Gorgototh.

A żeby nie odbiegać od tematu - jeden z redaktorów Sport.pl zaraził mnie ostatnio fantastycznym teledyskiem. Parafrazując tytuł albumu jednego z ulubionych zespołów owego redaktora - to jest 'Teledysk of the year':

To jest sztuka.

 A Sport.pl - przynajmniej część części północno-zachodniej - to całkiem heavy paczka.

Koszykówka? Kiedy indziej.

 

środa, 21 listopada 2007

Zani (Zaniowi?) dziękuję za linka w komentarzu. Super! Zawsze dobrze zobaczyć taką akcję.

Tym bardziej, jeśli sześć punktów w minutę zdobywa Andrzej Misiewicz - snajper raczej mierny. Te dwa rzuty to jego druga i trzecia trójka w tym sezonie (10 meczów).

Misiewicz to waleczny, skaczący zawodnik z fajnym ciągiem na obręcz. Na przedsezonowych testach w Pruszkowie świetnie rozumiał się z Jakubem Dłoniakiem (mój bohater początku rozgrywek, okazało się jednak, że bez wybitnych cech lidera), ale wybrał Żubry. Kto wie, może gdyby został w Pruszkowie to lokalny trener-legenda Jacek Gembal nie musiałby rezygnować?

Na filmie Misiewicz uratował Żubry w meczu z MKKS Rybnik (80:78). Miał 15 punktów, osiem zbiórek i dwa bloki.

Ten pan z prawej zabrał Marcinowi Gortatowi miejsce w składzie Orlando Magic. Polak został odesłany do NBDL.

 To oczywiście nadużycie semantyczne - to Gortat przegrał rywalizację z Jamesem Augustinem. 23-letni podkoszowy, równieśnik Polaka, w realiach przepastnej NBA jest nikim. W ciągu dwóch lat dostał 40 minut w trakcie dziewięciu meczów. Typowy podkoszowy. Wielu takich na świecie. Ale w ocenie Stana van Gundy'ego okazał się lepszy.

 - Myślę, że James zasłużył na więcej minut - mówił mi zresztą sam Gortat po jednym ze sparingów. - Nie jest pierwszoroczniakiem, lepiej znajduje się w grze - dodawał. Gortat słowa pierwszoroczniak używa ponoć często. To rzeczywiście może być kluczowe. Magic wolą mieć na ławce gościa, który - nawet jeśli nie grał - opatrzył się z ligą podczas meczów, a obijał z Dwightem Howardem podczas treningów. Kwestia doświadczenia jest zatem bezdyskusyjna - Augustine ma niewielkie, Gortat nie ma żadnego.

 Ale jeśli Augustine jest po prostu lepszy od Gortata? Silniejszy, szybszy, ma lepsze manewry, skakanie w tempo do zbiórek i instynkt do blokowania? Tego wykluczyć nie można. I to byłaby dopiero zła wiadomość dla Gortata. Bo patrząc z perspektywy tych nędzynych przecież 32 minut Augustine'a w tym sezonie, oznacza to, że droga Polaka na boisko jest dużo dłuższa niż - także mi - się wydawało.

 - Marcin jest postrzegany jako zawodnik, który ma wszystko czego potrzeba, żeby stać się zawodnikiem NBA - mówił przed sezonem dziennikarz "Orlando Sentinel". I wyliczał chęć do przepychania się i walki pod koszem oraz sposób biegania. Ale dodawał, że Polakowi brakuje siły fizycznej. Augustine także zapewne walczy i przepycha się pod koszem. Czy jest silniejszy? - Jeśli będzie się rozwijał na treningach, to dostanie szansę gry - kontynuował dziennikarz. - Lepiej stoją szanse Augustine'a, ale to Marcin ma większy potencjał. I może wyprzedzić Jamesa na początku sezonu.

 Wygląda na to, że nie wyprzedził.

 O Howardzie, Adonalu Foyle'u i nowym Brianie Cooku nie wspominam - to inna półka. Pat Garrity potrafi rzucić za trzy, więc też nie ma co porównywać go z Gortatem. Weteran Bo Outlaw został zwolniony z kontraktu mniej więcej tego samego dnia, co Polak zesłany do NBDL. Ale czy to pocieszenie dla Gortata?

 Cóż, pozostaje zacisnąć zęby i w NBDL, gdzie parcie na autoprezentację jest zapewne ogromne, wyrywać piłki, łamać kosze, blokować rzuty. I wrócić do składu Magic.

 
1 , 2 , 3