Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
środa, 26 listopada 2008

McLaren dopytuje się o Roberta Kubicę. Nie ma podstaw, aby wiarygodnemu magazynowi "Autosport" nie wierzyć, ale z drugiej strony nie należy wyolbrzymiać faktu rozmowy z menedżerem kierowcy do rozmiarów zaawansowanych negocjacji. Gdyby tak było, ekscytowalibyśmy się zapewne przejściem Lewisa Hamiltona do Ferrari.

Ale wyobrażenie Kubicy obok Lewisa Hamiltona jest na tyle prowokujące, że pospekulować można.

Warto też zapoznać się z opiniami fachowców, bo każdy z nich patrzy na ewentualny transfer pod różnym kątem.

 A czy Lech Poznań wygra w Moskwie? Typuj na bwin.com. Są bonusy!

Słaby nie jest, a punkty zdobywać potrafi.

PZKosz powinien także namówić do przyjęcia polskiego obywatelstwa Grega Harringtona.

Nikt w federacji nie powinien się dłużej wahać nad sondowaniem Donalda Copelanda.

Erick Barkley, Chris Daniels, Courtney Eldridge, a może Oliver Stević? Grają w Polsce nie od wczoraj, w PLK się wyróżniają...

Nabijam się, nawet trochę na wyrost (podkoszowych reprezentacja nie potrzebuje), ale to tylko ze względu na wieści dochodzące z PZKosz. Prezes Ludwiczuk od stycznia do kwietnia ekscytuje się Danem Dickau, potem znacząco wspomina o Chrisie Thomasie, niektórym w międzyczasie wspomina o Bobbym Dixonie, nie wyklucza Miaha Davisa, na czoło listy kandydatów wpycha Andrewa Wiśniewskiego, spotyka się z Davidem Loganem... Więc dlaczego nie Daniels lub Harrington?

Gdzie obwodowych sześciu, tam nie ma kto grać... Czy PZKosz, czy selekcjoner Muli Katzurin wiedzą kogo szukają? Rozgrywającego, który będzie organizował grę (Dickau, Thomas, Davis)? Rozgrywającego, który będzie zdobywał punkty (Wiśniewski)? Rzucającego (Logan)? Kogokolwiek na obwód? Czasem mam wrażenie, że i federacji, i selekcjonerowi chodzi o to ostatnie - znaleźć dodatkowego gracza. Skoro mają go inni, to dlaczego nie my?

Ja nie jestem zwolennikiem naturalizowania zawodników na potrzeby reprezentacji, ale rozumiem taką tendencję. Szczególnie w polskim, obecnym przypadku - nie stać nas, nie mamy czasu na budowanie reprezentacji, w której miejsce już teraz mogliby mieć Adam Waczyński, Dardan Berisha, Kamil Łączyński, Przemysław Zamojski czy Damian Kulig. Polska musi mieć 12 możliwie najlepszych graczy na 7-20 września 2009. Nie liczy się wiek, miejsce urodzenia czy stosunek do służby wojskowej. Mają grać, wygrywać, przypomnieć koszykówkę Kowalskim i spowodować wzrost popularności dyscypliny. I ja to rozumiem.

Kogo więc potrzebujemy? Graczy obwodowych. Na skrzydłach i pod koszem są: Marcin Gortat, Filip Dylewicz, Michał Ignerski, Szymon Szewczyk, Adam Wójcik, Maciej Lampe (liczymy na niego, on mówi, że będzie na ME) i kilku innych graczy zdolnych do gry na tym poziomie. Chodzi więc o zabezpieczenie tyłów.

Konkretnie? No właśnie... Rozgrywających mamy dwóch: Łukasza Koszarka i Krzysztofa Szubagrę (świetnie porównał ich ostatnio Wojczyn). Kłopot w tym, że poza nimi nie mamy zawodników gotowych na Eurobasket. Wyjście ewakuacyjne to Robert Skibniewski, który po miesiącu przerwy podpisał kontrakt w lidze czeskiej (chce być bliżej Katzurina?). Utalentowani gracze z roczników 1988-90 jeszcze nie są gotowi.

Rzucający? Wojciech Szawarski, Iwo Kitzinger, Paweł Kikowski, Bartłomiej Wołoszyn, Kamil Chanas, Adam Waczyński, Przemysław Zamojski - pierwszy rozgrywki zaczął dobrze, ostatnio nieco obniżył poziom. Trzej następni grają najwyżej przeciętnie, co do trójki pozostałych (grają nierówno) można mieć wątpliwości czy już są gotowi na poziom mistrzowski (choć Waczyński rozgrywki rozpoczął świetnie). Andrzej Pluta (wciąż będę się upierał, że to niezbędny element reprezentacji na kilkanaście minut) mówi, że jego rezygnacja jest ostateczna. Wybór jest, pewniaka nie ma.

Gdyby to zależało ode mnie, to szukałbym rozgrywającego. Na pozycji nr 2 ewentualne dziury można łatać nieocenionym Krzysztofem Roszykiem. Na jedynce, tfu tfu, w niemalowane odpukać, w razie kontuzji Koszarka lub Szubargi, reprezentacja Katzurina będzie w ciężkiej sytuacji. Bardzo ciężkiej.

Dlatego - moim zdaniem - kandydatem nr 1 do nadania polskiego obywatelstwa powinien być Thomas. Gra w mocnej hiszpańskiej ACB, w klubie (Murcia, dół tabeli) dostaje po 30 minut na mecz. Jest trzecim strzelcem, drugim zbierającym i pierwszym podającym zespołu. Przed ME w Hiszpanii trenował z kadrą Andreja Urlepa, więc większość zawodników zna. Rozsądny gracz, który na dodatek ma żonę Polkę.

PZKosz i Katzurin wydają się mieć inną koncepcję (nr 1, o ile dobrze rozumiem, to teraz Wiśniewski lub Logan). Ale jeśli chcą mieć naturalizowanego zawodnika w kadrze, to niech sprecyzują priorytety: pozycja, nazwisko. A potem niech konsekwentnie rozmawiają od A do Z (akceptuję - zrezygnuję) z kolejnymi według listy. Bo rozszerzanie jej o kolejne nazwiska traktuję jako bezradność.

Czas ucieka, a na dodatek prezydent nie wygląda na kibica koszykówki. No i na pewno nie reprezentuje tej samej opcji, co Ludwiczuk. Kiedy będą decyzje?

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

wtorek, 25 listopada 2008

Rzadko zdarza się okazja, aby obejrzeć w telewizji mecz Chimki Moskwa z Maciejem Lampe. Ale we wtorek zasiadłem przed redakcyjnym ekranem większym, aby spojrzeć za pośrednictwem Eurosport2 na naszą reprezentacyjną nadzieję w meczu 1. kolejki Pucharu Europy z STB Le Havre.

Wcześniej co prawda musiałem zapewnić kolegów z redakcji, że owszem, po przełączeniu kabli będzie można obejrzeć mecz piłkarskiego Pucharu Ekstraklasy Legia Warszawa - Jagiellonia Białystok. Obiecałem też, że postaram się jak najszybciej wyłączyć koszykówkę, jeśli zacznie się spotkanie Ligi Mistrzów Zenit St Petersburg - Juventus Turyn. Do tego musiałem tłumaczyć kilku osobom dlaczego oglądam mecz drużyny rosyjskiej z francuską oraz przetrawić pytanie jednego z kolegów, który chciał wiedzieć co to za siatkówka.

Udało mi się jednak obejrzeć cały mecz, nie licząc momentu, kiedy większość działu sportowego zleciała się przed telewizory, aby zobaczyć jak piłkarz Mikel Arruabarrena trafił w boczną siatkę. Telewizor pokazujący mecz Lampego na kilkanaście sekund został zasłonięty.

Zdeterminowany byłem jednak bardzo i widziałem prawie wszystkie akcje łodzianina. I teraz spróbuję jego grę opisać z nieodłącznym zatrzeżeniem, że to tylko wrażenia z jednego meczu, i to z nienajlepszą drużyną. Dość powiedzieć, że - po zaskoczeniu gospodarzy w pierwszych 10 minutach - drugą kwartę goście z La Havre przegrali 4:28. A cały mecz 55:79.

Lampe zaczął od dyskusji z arbitrem, co częściowo potwierdziło słowa mojego rosyjskiego kolegi, który kilka tygodni mówił, że Polak na boisku bywa bardzo nerwowy. Częściowo, bo potem taka sytuacja się nie potwarzała.

Lampe grał przez 23 minuty - ciągle jako środkowy. Dobrze potrafił zająć pozycję tyłem do kosza (przeważnie z lewej strony kosza) i dostawał sporo podań od kolegów. Po otrzymaniu piłki grał manewry typowe dla środkowych - dwa, trzy kozły i obrót. Przeważnie na lewą rękę. Najczęściej po takich akcjach rzucał lewym półhakiem. W pierwszej kwarcie te akcje mu się nie udawały - miałem wrażenie, że Lampe ma problem z rzutem pod presją obrońcy, kiedy rywal naciska na niego fizycznie. Polak tracił stabilną pozycję i te półhaki (raz prawą ręką) były niecelne. Ale trzeba przyznać, że gra Chimki w pierwszych 10 minutach była bardzo nerwowa. Straty, pasywna gra obwodowych, dużo bezcelowego biegania. Polak - uzależniony od podań kolegów - grał tak, jak cały zespół.

Jedyne punkty w pierwszej kwarcie to rzut z sześciu metrów, kiedy dostał piłkę stojąc przodem do kosza.

W drugiej kwarcie Chimki wzmocniły obronę i zagrały zdecydowanie w ataku. Świetnie spisywał się Carlos Delfino, trzy trójki w 10 minut trafił Jorge Garbajosa. Ale Lampe też punktował - najpierw mądrze otworzył się po zasłonie i po podaniu Delfino trafił spod obręczy. Potem wykorzystał jeden rzut wolny po faulu (podpychanie po zajęciu pozycji tyłem do kosza).

Lampe potrafi też ładnie podawać - stojąc tyłem do kosza dwukrotnie oddawał piłkę do wbiegających w pole trzech sekund. Raz - z podobnej pozycji - podał na skrzydło i ściął pod kosz. Od razu dostał tam podanie i zdobył łatwe punkty. Te odegrania Polaka trochę mnie zaskoczyły, bo spodziewałem się raczej oglądać koszykarza forsującego rzuty. Ale w Lampem nie widać było we wtorek zawodnika z parciem na rzuty. Miał kilka rozsądnych odegrań w momentach, kiedy rzut byłby głupstwem.

Ostatniego kosza w kwarcie zdobył po udanym manewrze i skutecznym półhaku lewą ręką - trafił o tablicę.

Lampe nie pokazał ani jednego wsadu, choć trzykrotnie mógł. Wybierał rzuty o tablicę, ewentualnie położenie piłki na obręczy. W trzeciej kwarcie Polak dobrze pobiegł do kontry, dostał piłkę na dwutakt i zakończył akcję zwykłym kelnerem. Sędziowie chyba gwizdnęli kroki (nie wiem - Arruabarrena) i punktów nie zaliczyli.

W trzeciej kwarcie Lampe pierwsze punkty zdobył swoją firmówką - lewy półhak po dobrym manewrze. Potem - po akcji z prawej strony - został faulowany i wykorzystał jeden rzut z linii. Ostatni kosz Polaka to trójka. Lampe próbował jeszcze rzucać z dystansu w końcówce kolejnej akcji, ale po krótkim, udanym dryblingu, rzut z rogu był niecelny. W czwartej kwarcie Polak już nie zagrał. W sumie zdobył 15 punktów - 6/12 z gry, 2/4 z wolnych, 5 zbiórek, asysta, strata i faul.

W ataku było zatem dobrze - grając jako środkowy Lampe dobrze zajmuje pozycję i, co ważne, często dostaje piłki od kolegów. Manewry ma opanowane, choć skuteczność pod presją - na podstawie jednego meczu - do poprawy. Zaskoczyło mnie to, że Lampe tak mało gra przodem do kosza.

W obronie było jednak gorzej. Lampe, zgodnie z zaleceniami trenera, przy zasłonach dla rozgrywających, za każdym razem na 1-2 sekundy robił tzw. show, czyli wychodził metr za linię trójek blokując drogę małemu graczowi z piłką, a potem szybko wracał do swojego gracza. Tu jednak często dochodziło już do rotacji i Lampe trochę spóźniał się z dojściem do nowego atakującego. Ale nie nawalał w tym elemencie.

Dał się jednak dwukrotnie ograć od linii końcowej - raz padły z tego łatwe punkty. Lampe nie straszył pod koszem obecnością - co w Europie czyni Marcin Gortat - był raczej nieruchawy i mało skoczny. Raz dał się także dość łatwo nabrać na manewry a la Mariusz Bacik. Ospałość, niemrawość? Szukam dobrego słowa na określenie Lampego w obronie. W porównaniu z ofensywą wypadł tu dużo gorzej.

Lampe nie dominował też na desce, choć rywale nie mieli wielkoludów. Polak kilka razy dał się zastawić przeciwnikowi w obronie i parę zbiórek mu uciekło. W ataku nie przepychał się w walce o zbiórki, nie pokazał ciągu na kosz.

Niezależnie jednak od mankamentów w jego grze, Lampe (chętny do gry ma się rozumieć) byłby dużym wzmocnieniem reprezentacji. Podkoszowy duet Gortat-Lampe, gdzie pierwszy rozumie, że jego rolą jest defensywa, a drugi ma łatwość gry w ataku, a na dodatek obaj umieją podawać - to może być główny atut reprezentacji Mulego Katzurina.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

niedziela, 23 listopada 2008

No i dostałem kubeł zimnej wody na klawiaturę. Tydzień po zachwytach nad wszechstronnym Dardanem Berishą muszę napisać coś odwrotnego - w sobotnim meczu Polonii 2011 z pruszkowskim Zniczem Berisha wypadł bardzo źle. Grał jednostronnie, seryjnie pudłował, nie radził sobie z organizacją ataku jako rozgrywający - po prostu zawiódł.

Nierówna forma, to przywilej młodości, choć taka różnica poziomów w ciągu tygodnia jest wielce niepożądana. Z drugiej strony - to już z mojego punktu widzenia - dobrze jest czasem uświadomić sobie, że lepiej zachować powściągliwość w zachwytach. 23 listopada 2008 roku napiszę więc tylko tyle, że Berisha ma duży talent rzutowy, spore możliwości rozwoju, ale dużo pracy przed nim.

Grę Polonii 2011 tym razem pominę, skoncentruję się na Zniczu. Na Zniczu, który w pierwszej połowie nie istniał. Zagrał tragicznie. Straty na własnej połowie (niecelne podania na trzech metrach!), dziurawa obrona, kompletny brak wykorzystywania mocnych stron w ataku (Jakub Dłoniak, Tomasz Briegmann). Gdyby nie przebojowy i skuteczny Robert Pacocha (znakomity początek, potem pechowa kontuzja), Znicz przegrywałby zapewne w pierwszej kwarcie 4:30.

Dziwiła mnie także postawa trenera Bartłomieja Przelazły. Nie wiem czy miała na to wpływ obecność na ławce Romana Skrzecza (wzmocnienie sztabu szkoleniowego czy przyszły pierwszy trener?), ale bardzo żywy, grający z zespołem trener, pierwszą połowę przesiedział na krześle. Oczywiście, aby dobrze prowadzić zespół nie trzeba zachowywać się tak, jak niektórzy słoweńscy trenerzy, ale przyzwyczajonym do energetyczności Przelazły zawodnikom Znicza, spokój szkoleniowca mógł przeszkadzać. Pruszkowianie grali bardzo źle, a z ławki reakcji nie było. Żadnej.

W przerwie w szatni Znicza wymyślono jednak (Przelazły? Skrzecz? Burza mózgów?) agresywną strefę 3-2, która działała świetnie. Goście zaczęli grać z kontry, atak stał się swobodniejszy. Punktować zaczęli Briegmann (co za pasja w pobliżu obręczy!) i Dłoniak, kilka mądrych akcji wykonał Grzegorz Malewski. Znicz zmniejszył stratę do 9 punktów, ale nic więcej nie dał rady zrobić. Także dlatego, że za faule spadli z boiska Dłoniak i Dominik Czubek. Bez nich pruszkowianie wygrać po prostu nie mogli.

Znicz ma mniejszy potencjał niż Polonia 2011, ale mógł w Warszawie powalczyć. Gospodarze, mimo prowadzenia 56:30 do przerwy, nie grali rewelacyjnie. Po prostu mądrze wykorzystywali seryjne błędy Znicza. Szkoda, że trenerzy gości przespali pierwszą połowę (dlaczego nie spróbowali strefy w drugiej kwarcie, kiedy stracili 22 punkty z rzędu?), zobaczymy jak będzie z całym sezonem. Znicz jest przedostatni, ale w rundzie rewanżowej aż 10 z 15 meczów gra u siebie, gdzie odniósł dwa z trzech dotychczasowych zwycięstw - m.in. z Big Starem Tychy. Możliwości są, tylko trzeba je wykorzystać.

Trzy godziny po małych derbach Mazowsza zaczął się mecz Polonii Warszawa z Energą Czarni Słupsk. Dawno nie widziałem tak wyrównanego spotkania. Pierwsza przewaga, której nie dałoby się zniwelować jednym koszem, miała miejsce w 19. minucie - było 38:34 dla Polonii. Po przerwie Czarni zdobyli przewagę większą, ale końcówka to wielkie szczęście (ale i dobra obrona) Polonii. Niebywałe rzeczy działy się w minutach 38-50, ale to już opisałem.

Ciekawe dokąd doprowadzi Polonię mądrość, doświadczenie, ale i dobra gra pod koszem, co zauważył po meczu dyrektor sportowy Czarnych Adam Romański. Szanse na czwórkę są, a mówiąc słowami Przemysława Frasunkiewicza (świetna forma!) - Polonia jest w dobrej sytuacji, aby wejść do gry o tą mityczną czwórkę. I jeszcze skrzydłowy "Czarnych Koszul"

W drugiej rundzie wszystko może się zmienić. Większość meczów mamy u siebie, ale spotkania decydujące o kolejności w czołówce, czyli ostatnie cztery, będą trudne. U siebie Prokom i Turów oraz wyjazdy z Czarnymi i Stalą. To arcytrudne mecze. Może się zdarzyć tak, że nie wygramy żadnego z nich. I z wysokiego miejsca możemy spaść.

Warto jeszcze odnotować występ 19-letniego Marcina Nowakowskiego, wychowanka UMKS Kielce, który pod nieobecność kontuzjowanego Kamila Łączyńskiego tak dobrze wykorzystuje 10 minut w drugiej kwarcie, że w sobotę wszedł na parkiet nawet w drugiej połowie. Dobra technika, spokój, próby gry kreatywnej, niezła obrona - drugi Łączyński? Tak, jeśli poprawi rzut.

Co u Czarnych? Świetny debiut Mateo Kedzo, dobre momenty Marcina Dutkiewicza w pierwszej dogrywce, znów słabe spotkanie Pawła Leończyka (zupełnie niewidoczny), przebłyski Rolando Howella (bloki, po których piłka leci w trybuny albo na obwód!), Marcin Sroka, który powoli staje się zawodnikiem rzucającym głównie z dystansu i zupełnie bezbarwna gra Jay'a Straighta, Demetrica Bennetta i Mantasa Cesnauskisa.

Choć pewnie gdyby nie szczęśliwe punkty Frasunkiewicza i Tommy'ego Adamsa, to oba zespoły ocenialibyśmy nieco inaczej.

Dobra, pora kończyć chaotyczny wpis, bo Alan Daniels zemścił się na Anwilu Włocławek... 38 punktów! 38 punktów... Unbelievable!

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Wreszcie. Po 15 latach przerwy Guns n' Roses wracają z nowym albumem! Długo wyczekiwany "Chinese democracy" w piątek, 21 listopada 2008 roku, pojawił się w sklepach w Polsce (choć podobno w niektórych warszawskich można było kupić go dzień wcześniej).

Jakie jest nowe dzieło Gunsów? Po pierwszym przesłuchaniu stwierdziłem, że albo trudne, albo słabe. Po kolejnych uważam, że niezły.

Pierwsze trzy numery to solidne rockowe granie - najlepszy z nich to trzeci "Better". Potem mamy przypominający "Estranged" "Street of dreams", a następnie - "If the world", który kojarzy się z Faith no More okresu "King for a day". Fajny numer.

Potem rozkręcający się "There was a time" - to raczej spokojne tempo, ale w końcówce fajnie się zapętla. O numerze 7 spokojnie można zapomnieć. Kolejny ("Scraped") ma potencjał, ale nie powala. Może także dlatego, że od kilkunastu minut jest jednostajnie - to chyba największa wada tej płyty. Jakoś tak monotonnie. Kawałek nr 9 również można pominąć.

Ballada "Sorry" nic nie wnosi. Czy ja tam słyszę trochę Audioslave?

Niemrawy początek "I.R.S." jest mylący - to solidny numer z fajnym wokalem. Zwolnienia i te lżejsze przejścia momentami przeszkadzają, ale utwór zostaje w głowie. Refren ma potencjał. Jeden z najlepszych kawałków na płycie.

"Madagascar" zaczyna się znów niemrawo, potem jest trochę mocniej, ale najciekawsze są wmontowane elementy przemówień Martina Luthera Kinga oraz początek z "Civil War".

Nr 13 to "This I love". Ballada. Mnie ten numer powala, głównie ze względu na wokal Axla. Szczególnie wtedy, kiedy śpiewa emocjonalnie. Kończący album "Prostitute" po pierwszych taktach skojarzył mi się z "A day in the life" The Beatles, ale potem idzie w innym kierunku. Całkiem dobrym. Choć szału na zakończenie płyty nie ma.

Można mieć zastrzeżenia, można narzekać, ale nie można zaprzeczyć: Guns n' Roses are back! I to jest - być może na razie - największa zaleta tej płyty.

Jeszcze tylko dodam, że bardzo brakuje mi na tym albumie dat powstawania poszczególnych numerów. Odsłuchanie utworów chronologicznie, dałoby z pewnością fajny pokaz ewolucji.

Co "Chinese democracy" ma wspólnego z Kimim Raikkonenem? Ano to, że Axl wymienia Fina w podziękowaniach. Obaj panowie spotkali się w 2006 roku przed wyścigiem na Silverstone.

piątek, 21 listopada 2008

PZKosz - chyba jako pierwsza z polskich federacji - stworzył własny kanał na Youtube. Na razie jest ubogo, ale niebawem ma być lepiej.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

czwartek, 20 listopada 2008

Turów niemal od początku meczu gonił, gonił, wreszcie dogonił i nawet przegonił Anwil. W połowie czwartej kwarty zespół Saso Filipovskiego miał punkt przewagi, ale ostatecznie przegrał - znów - u siebie z Anwilem. 72:75.

W końcówce bardzo ważne rzuty trafiał Łukasz Koszarek, który zresztą - to warte podkreślenia - zdecydowanie napędzał Anwil, zamiast zwalniać akcje i liczyć sekundy. Swoje trzy grosze dołożyli Andrzej Pluta (podania), Oliver Stević (dobitki), Ian Boylan (wszystko to, czego nie widać). Nawet Brian Brown zdobył w ostatnich minutach ważne punkty.

Ja jednak mam wrażenie, że w tej emocjonującej końcówce bardzo pomógł Anwilowi Saso Filipovski, który brał przerwy na żądanie trzykrotnie w ciągu ostatnich pięciu (?) minut czwartej kwarty. Igor Griszczuk miał już za sobą trzy wykorzystane czasy w drugiej połowie.

Po trzeciej przerwie dla Anwilu zespół wrócił na parkiet bez wyraźnej poprawy stylu gry. Wciąż aktualne było długie kozłowanie (Koszarek, Pluta, Brown), straty na obwodzie, kiepski powrót do obrony. Turów przeciwnie - mozolne odrabianie strat dodawało gospodarzom polotu, Damir Miljković nie tylko trafiał z dystansu, ale i wchodził pod kosz, a nawet mądrze podawał. Przyzwoicie grali Donald Copeland i Gorjan Radonjić i wydawało się także, że Chris Daniels seriami ogrywał będzie Stevicia, który miał cztery faule.

A jednak. Przerwy Filipovskiego zakłóciły grę Turowa, który przestawił się głównie na indywidualne akcje ze szczytu obwodu. Te były przeważnie nieudane (Copeland, Witka, Bailey) i kończyły się stratami, po których kontry zaczynał Koszarek i padały punkty dla Anwilu. Filipovski chyba nie popełnił błędów - jeden czas wziął na 7 sekund do końca akcji - ale wyszło na to, że goście skorzystali z "prezentów" gospodarzy.

W tabeli zrobiło się ciekawie, aż cztery zespoły (Turów, Prokom, Polonia, Anwil) mają po trzy porażki, a Polpharma wciąż z zaledwie dwoma. Na dodatek zespół Mariusza Karola w weekend podejmuje Kotwicę (cztery porażki), a Polonia Czarnych (też cztery). Będzie ciekawie.

Mecz Turowa z Anwilem przyćmił środowe zwycięstwo Polonii w Sopocie. Do czego zdolna jest w tym sezonie Polonia - nie wiem. Ale z doświadczoną drużyną doświadczonego trenera trzeba się liczyć. Prawda?

I jeszcze słowo o czwartkowej transmisji - bez regularnych powtórek było dobrze. Jeszcze tylko plansze ze statystykami (kto ma ile fauli? ile trójek trafił Miljković? historia meczów Turów - Anwil w Zgorzelcu?) i będzie jeszcze lepiej.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

środa, 19 listopada 2008

Zapowiadany wywiad z jubilatem Andrzejem Plutą pojawił się na Piątej Kwarcie. Fajny, warto posłuchać pana Andrzeja. I w ogóle pogratulować chłopakom z Piątej Kwarty podejścia do tematu.

Zdjęcie z przedmeczowej uroczystości też fajne:

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

wtorek, 18 listopada 2008

Porównanie trochę na wzór tego Ferrari, ale tym razem wyprodukowane przez "Gazetę Wyborczą". I tekst o tym dlaczego rewolucja w przepisach ma ułatwić wyprzedzanie.

 Typuj wyniki w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

poniedziałek, 17 listopada 2008

Wyjechało BMW na Circuit de Catalunya i świat Formuły 1 przeżył wstrząs:

Nie chodzi tylko o slicki, o nowe skrzydła, ale także o bezpieczeństwo:

Rękawice ochronne, znaczek "Uwaga, wysokie napięcie!"...

Bolidy zespołu Roberta Kubicy były w poniedziałek jedynymi tak zaawansowanymi, jeśli chodzi o wprowadzanie przyszłorocznych elementów. Ale różnice z bolidami na rok 2008 najlepiej pokazać na infografice Ferrari z "Autosportu" (znalezione na forum f1ultra.pl):

Po co te zmiany? Aby umożliwić wyprzedzanie. Chociaż Pedro de la Rosa uważa, że rewolucji nie będzie.

Jak ograniczenie aerodynamiki wpłynie na bolidy? Właśnie piszemy o tym artykuł do jutrzejszej "Gazety Wyborczej".

 Typuj wyniki w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 
1 , 2 , 3 , 4