Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
sobota, 29 grudnia 2007

Taka mała zmiana w hierarchi wydarzeń sportowych. Przynajmniej na dwa miesiące, bo 20 stycznia w Ghanie rusza Puchar Narodów Afryki.

Dla mnie to wydarzenie co najmniej tak samo ważne jak Euro 2008. Nigeria jak zwykle gra i jak zwykle ambicje ma medalowe (chociaż realnie patrząc będzie to trudne). Mi, jako kibicowi Super Eagles, bardziej zależy więc teraz na golach Nwankwo Kanu (uwierzycie, że w 24 meczach na PNA nie strzelił żadnej bramki?!) niż na punktach Emeki Okafora, którego mam w swoim składzie fantasy NBA.

Dlatego proszę się nie dziwić, że aktywność na "A SKULL FULL OF MAGGOTS" nieco spadnie w najbliższych dniach (choć mam nadzieję, że nie), a większość zapału twórczego przeniesie się na Nigeria.pl.

Oczywiście zapraszam. I namawiam do kibicowania Super Eagles!

czwartek, 27 grudnia 2007

Inspiracją to poniższych poszukiwań był przypadek Krzysztofa Roszyka, a także wrześniowy artykuł Adroma podsumowujący mistrzostwa Europy. A konkretnie ten fragment:

"We Włoszech nikt nie skreślał Mattea Soragna dlatego, że mając 26 lat, ciągle grał w II lidze. Nikt nie uznawał Fabia di Belli za nieudacznika, choć do 22. roku życia dotarł najwyżej do czwartej ligi, a w ekstraklasie zadebiutował dopiero trzy lata później. Obaj są teraz w reprezentacji Włoch, a Soragna gra w pierwszej piątce."

W miejsce Soragni albo di Belli wstaw Roszyk i (prawie) wszystko się zgadza.

Ale Roszyk na pewno nie jest jedynym zawodnikiem, który - nieskreślany - mógłby zrobić poważną karierę w ekstralidze, być może walczyć o miejsce w reprezentacji. Przejrzałem składy zespołów pierwszoligowych w poszukiwaniu 'Roszykarzy', czyli wyróżniających się (ale bez przesady), minimum 24 letnich, niegrających dotychczas w ekstraklasie zawodników.

Wymieniam słabiaków, którzy nie zbawią polskiej koszykówki? Być może, ale wcale nie miałem zamiaru wymieniać zbawicieli. Taki mały przegląd kadr - kto zagwarantuje, że ci zawodnicy odpowiednio prowadzeni, motywowani, z jasnymi perspektywami przed sobą, nie byliby w stanie robić ogromnych postępów? Możliwości mają. Poza tym: ręka do góry kto stawiał kilka lat temu na Roszyka?

Jakub Dłoniak (BT Wózki Pruszków, 24 lata, 192 cm wzrostu, rzucający/skrzydłowy) - fizycznie znakomity. Motorycznie znakomity. Rzutowo uzdolniony. Świetny materiał na egzekutora, ale nie tylko rzucającego z dystansu - potrafi wbić się pod kosz i skończyć akcję wsadem. Po serii sparingów się nim zachwycałem.

W lidze... No właśnie. Niby nie rozczarowuje, ale w Pruszkowie spodziewano się po nim więcej. Nie jest liderem, chyba spala się psychicznie. Ambitny jest bardzo, ale po nieudanej akcji od razu patrzy na ławkę, szuka wzrokiem trenera i jego zachęty do dalszej gry. Być może nie nadaje się jeszcze do roli lidera, ale na drugoplanowego gracza byłby świetny. Z drugiej strony - snajper nie może się chować...

Stanisław Prus (Politechnika Poznańska, 25 lat, 199 cm, skrzydłowy) - parametry idealne na zawodnika 'roszykopodobnego'. Swego czasu niezły strzelec, zresztą nawet w poprzednim sezonie w Spójni Stargard zdobywał po 14,5 punktu na mecz i miał 6,8 zbiórki. Teraz w dużo mocniejszej Politechnice gra przyzwoicie. Rzuca, zbiera, podaje.

Ma za sobą występy w reprezentacjach młodzieżowych, co może sugerować, że możliwości miał większe niż miejsce, w którym się teraz znajduje. Ale może nie znalazł na swojej drodze dobrych trenerów?

Mariusz Wójcik (Resovia, 28 lat, 196 cm, skrzydłowy) - w I lidze gra jako silny skrzydłowy, ale w ataku lepiej czuje się daleko od kosza, potrafi znakomicie rzucać za trzy punkty (8/11 w tym sezonie z Wózkami). Chudy (w Lidze Akademickiej Koszykówki mówiono na niego 'Chudini'), w obronie trudno byłoby mu grać przeciwko silniejszym graczom.

Wychowanek Piotrcovii, w Rzeszowie od trzech sezonów, w każdym wykonuje postęp. Nieco wyższy, ale podobnie grający Michał Wołoszyn miał grać w tym sezonie w Kagerze. Kto wie jakie są maksymalne możliwości Wójcika?

Daniel Wall (Siarka Tarnobrzeg, 24 lata, 194 cm, podkoszowy) - prawdziwy żarłacz. Silny, walczący, lubiący koszykarskie bijatyki i wsady. W ekstralidze ciężko byłoby mu sobie radzić pod koszami, ale tylko trochę wyższym Marcinowi Sroce i Wojciechowi Żurawskiemu się udało.

W I lidze gra od czterech sezonów na solidnym poziomie 14 punktów i sześciu zbiórek. Ciągle w zespołach raczej kiepskich. Ciekawe jak odnalazłby się w lepszym towarzystwie.

Krzysztof Zych (Siarka Tarnobrzeg, 29 lat, 203 cm, podkoszowy) - kolejny zawodnik Siarki, który (zdarza się) sieje spustoszenie pod pierwszoligowymi koszami. Skuteczny w trumnie, potrafi rzucić za trzy punkty, dobry zbierający. Silny, ale nie zwalisty. Ze słabymi Wózkami i Tarnovią miał odpowiednio 16 i 19 zbiórek (ten drugi wynik przeciwko Adamowi Metelskiemu, który zbiórkami się w lidze akurat wyróżnia).

Zych od kilku lat jest jednym z najlepszym podkoszowych w I lidze, choć akurat w aspirujących do awansu Turowie Zgorzelec i Baskecie Kwidzyn sobie nie radził. To minus, ale czy dyskwalifikacja?

Jerzy Koszuta (Sokół Łańcut, 25 lat, 192 cm, skrzydłow) - gość skacze. Gość skacze skacze. Wsady z naskoku, rzuty z odejścia z wysokości takiej, że zablokować go trudno. Materiał na solidnego obrońcę i zaskakująco dobrego zbierającego.

Wychowanek Sokoła (w tym zestawieniu akurat z obecnej drużyny tego klubu jest najwięcej zawodników) z roku na rok gra minimalnie słabiej (drużyna lepiej), ale utrzymuje poziom 10 punktów i czterech zbiórek.

Łukasz Pacocha (Sokół Łańcut, 25 lat, 182 cm, rozgrywający) - od trzech sezonów regularnie gra w I lidze. I robi postępy. W tych rozgrywkach zdobywa przeciętnie 17,5 punktów i ma 3,7 asysty. Widać, że zmienia trochę orientację z podającego na rzucającego - dwa lata temu w Spójnii miał 12,2 punktów i 4,9 asysty.

Imponuje spokojem. Czeka na dobre zasłony, świetnie dogrywa piłkę pod kosz. I trafia - Zniczowi Jarosław rzucił 31 punktów, Politechnice - 28. Ogromnie jestem ciekawy jak poradziłby sobie w ekstralidze. Moim zdaniem w Polonii, której jest wychowankiem, byłby niemniej produktywny niż przez ostatnie dwa sezony Tomasz Ochońko.

Bartosz Krupa (Sokół Łańcut, 27 lat, 180 cm, rozgrywający) - razem z Pacochą tworzy w tym sezonie jeden z najgroźniejszych duetów na obwodzie w I lidze.

W każdym z pięciu ostatnich sezonów w I lidze zdobywa przeciętnie ponad 10 punktów, ma w granicach pięciu asyst na mecz. Niepokoi trochę liczba strat (często ponad trzy w meczu), ale akurat w tym sezonie stosunek asyst do strat ma najlepszy w karierze.

Marcin Salamonik (Sokół Łańcut, 24 lata, 202 cm, skrzydłowy) - przez pięć sezonów w I lidze utrzymuje się na poziomie 10 punktów i pięciu zbiórek. Parametry dobre na wysokiego skrzydłowego. Nierówny, ale przydatny. Niegdyś wyróżniający się junior Spójnii.

Maciej Klima (Sokół Łańcut, 25 lat, 205 cm, środkowy) - solidny poziom utrzymuje od kilku sezonów. Zbiera, blokuje. Wychowanek Korony Kraków, w Sokole od trzech lat.

Adam Lisewski (Stal Stalowa Wola, 27 lat, 206 cm, podkoszowy) - bardzo wszechstronny zawodnik. Rzuca punkty, blokuje, zbiera, ma asysty. Szalenie produktywny, także dlatego, że ma bardzo wysoką skuteczność rzutów.

Nawet dziwię się, że nie miał okazji zagrać w ekstraklasie. Polpharma, Basket, Znicz - każdy z tych zespołów mógłby kto w swoim czasie sprawdzić. Moim zdaniem Lisewski na to zasługuje.

Adam Metelski (Tarnovia Tarnowo Podgórne, 24 lata, 206 cm, środkowy) - wychowanek klubów poznańskich, kilka lat spędził w USA, teraz jest czołowym zbierającym ligi w słabej Tarnovii. Metelski nie powala zasobem manewrów w ataku, nie ma wielkiego wyczucia w obronie, ale fizycznie jest dość mocny i to akurat potrafi wykorzystać. 14,3 punktu, 10,1 zbiórki oraz 1,1 bloku, choć w słabej drużynie, mogą dać powód do zastanowienia się nad tym graczem.

Marcin Chodkiewicz (Zastal Zielona Góra, 25 lat, 200 cm, skrzydłowy) - może grać pod koszem, może bliżej linii rzutów za trzy. W tym sezonie waleczny skrzydłowy jest trochę w cieniu Roberta Morkowskiego, Tomasza Briegmanna i Pawła Kowalczuka, ale w poprzednich pokazywał, że możliwości ma duże.

Trzy lata temu zdobywał średnio po 16,6 punktu i miał 9,6 zbiórki na mecz. Wydawało się, że kwestią czasu jest przejście do ekstraklasy, ale zawodnik pozostał w Zielonej Górze. Teraz zanosi się, że awansuje na szczyt z Zastalem. Oby w niej zagrał.

Marcin Ecka (Znicz Jarosław, 29 lat, 188 cm, rozgrywający) - jeden z najlepiej podających, a także najbardziej efektownych rozgrywających ostatnich lat w I lidze. Ma błysk, lubi wchodzić pod kosz i kończyć akcje niekonwencjonalnie.

Sam zbiera piłki i wyprowadza kontry. Dwa sezony temu miał trzy triple-double. Szkoda, że nie dostał wtedy szansy w ekstraklasie.

Jakub Dryjański (Znicz Jarosław, 25 lat, 201 cm, podkoszowy) - grał w reprezentacjach kadetów i juniorów, czyli możliwości ma, ale w seniorskiej koszykówce do poważnych klubów się nie przebił. Wygląda jakby miał wszystkie cechy to bycia podkoszowym walczakiem, ale... No właśnie, ale co?

Koniec wyliczanki. Warunki braku gry w ekstraklasie i dolna granica wieku zabrały mi wielu kandydatów - wśród nich są np. Marcin Kałowski, Andrzej Misiewicz, Grzegorz Kordas, Tomasz Świętoński, Przemysław Szymański, Łukasz Wilczek, Piotr Stelmach, Paweł Kowalczuk, Grzegorz Kukiełka, Bartłomiej Szczepaniak itd. Nie wgłębiałem się także w rejony drugoligowe, ale tam przecież też można znaleźć ciekawych zawodników.

Tylko trzeba ich szukać, a potem trenować...

środa, 26 grudnia 2007

Przepraszam za idiotyczne 'życzenia' dla Śląska Wrocław. Już kilka chwil po wysłaniu notki zdałem sobie sprawę, że po pierwsze (i najważniejsze) kompletnie zapomniałem o idei świąt. Mogłem edytować i kasować, ale nie o to przecież chodzi. Po drugie... w sumie nie ma żadnego 'po drugie'. No excuses. Wpis był idiotyczny.

Przepraszam. Życzę sobie, żeby w Nowym Roku było lepiej. Ze mną.

niedziela, 23 grudnia 2007

1. Prokom Trefl Sopot - aby końcówkę przegranego sezonu w Eurolidze i drugą część rundy zasadniczej w istotnym stopniu przeznaczyć na konsekwentne ogrywanie Adama Łapety, Adama Waczyńskiego i Przemysława Zamojskiego. Dzięki nim, być może, za dwa lata Prokom nie będzie musiał sprowadzać irytujących momentami Harissisów i Stanojeviców. Wymierne cele - życzę oczywiście mistrzostwa Polski. Ale po mękach w play-off, bo to wszystkim wyjdzie na dobre. A w szerszej perspektywie - lepszego zarządzania klubem.

2. Anwil Włocławek - żeby trener Ales Pipan miał do dyspozycji zdrowego Zbigniewa Białka i umiał rozsądnie korzystać z szerokiego (najszerszego w lidze?), dziesięcioosobowego składu. I przewagi własnego parkietu w półfinale, bo jeśli tego zabraknie, to znów będzie tylko walka o brąz. A konkretnie, niezależnie od wyniku, kolejnej pasjonującej rywalizacji z Prokomem. One są, a niech tam, jak Gran Derbi!

3. Turów Zgorzelec - utrzymania świetnej formy w Pucharze ULEB i trzymania się - słusznej moim zdaniem - koncepcji, że teraz najważniejsza jest gra w Europie i można sobie trochę w lidze poprzegrywać. Zwyciężać trzeba będzie w play-off, do których jeszcze daleko. Chociaż - tak jak w przypadku Anwilu - co najmniej drugie miejsce przed play-off mile widziane...

4. Stal Ostrów Wlkp. - żeby trener Andrzej Kowalczyk znalazł optymalne ustawienie na obwodzie, bo to tylko drużynie pomoże. I przełamania serii porażek na wyjazdach - szczególnie przed meczami w Starogardzie, Kołobrzegu i Warszawie. Walcząc o przewagę parkietu w I rundzie play-off lepiej nie gubić punktów w miastach, gdzie grają słabsze zespoły.

5. Polpak Świecie - utrzymania pozycji zespołu, który (poza dwoma wyjątkami: Basket i Prokom) bije słabszych i przegrywa z mocniejszymi. A w rozwiązywaniu dylematu: aspirować do czwórki, czy rozpłynąć się w średniactwie - tego pierwszego.

6. Śląsk Wrocław - tak w ramach bojkotu - niech widowiskowy Torrell Martin (i nie tylko on) z ligi białoruskiej przejdzie do fajniejszej.

7. AZS Koszalin - aby radosna drużyna z Koszalina przegoniła Polpak, Stal i Prokom i została najskuteczniejszą drużyną ligi (przy okazji atakiem wygrywając). Głównie dzięki wykorzystywaniu fantastycznej ostatnio formy Grzegorza Arabasa. On chyba najbardziej żałuje, że aż przez 16 dni nie zagra w żadnym meczu.

8. Kotwica Kołobrzeg - żeby do równej (i wysokiej) formy Chrisa Danielsa dostroił się także nierówny Alvin Snow. I w ogóle wstąpienia na wyższy poziom, bo w rundzie rewanżowej o pięć wygranych będzie niezwykle trudno (może nawet sześć, bo jeszcze przecież mecz z Prokomem u siebie). Kotwica w drugiej połowie sezonu zasadniczego ma moim zdaniem bardzo trudny terminarz.

9. Basket Kwidzyn - 100 lat dla Mike'a Ansley'a, który 8 lutego skończy 41 lat! Niesamowite... Niech Wieczny Mike utrzyma ligę dla Kwidzyna. Może wcale nie będzie tak trudno, jak się wydawało przed sezonem? Kto wie, czy nie wystarczy wygrana u siebie z Polpharmą 6 lutego - idealna okazja dla Ansley'a na zdobycie 41 punktów.

10. Polonia Warszawa - zdrowia, bo jego brak (Tyrone Riley, Carlos Rivera) pokazał jak krótką ławkę ma ta drużyna. I awansu do play-off - będzie ciężko (nawet w pełnym składzie), ale jeśli się uda, to kolejny krok na odbijaniu się od dna będzie wykonany.

11. Górnik Wałbrzych - przerwania serii porażek (może 4 stycznia z AZS?), bo piąta, szósta, czy siódma z rzędu, może wpędzić beniaminka w tarapaty. I żeby Turów i Anwil nie mściły się za mocno. Bo jeśli tak się stanie, to możliwe, że Górnik będzie za kilka tygodni w ogromnym dołku.

12. Polpharma Starogard - uratowania się przed spadkiem i kontynuacji promowania ciekawych zawodników - w różnym wymiarze i różnych latach byli to np. Iwo Kitzinger, David Logan, George Reese, Paweł Leończyk i Dawid Witos. Uratować ligę będzie jednak niełatwo, mimo że bardzo ważny (ale na pewno nie kluczowy) mecz z Czarnymi odbędzie się w Starogardzie.

13. Czarni Słupsk - bycia czarnym koniem drugiej fazy sezonu zasadniczego. Bo kto, jak nie Czarni? Aż osiem z pozostałych 13 spotkań zespół Igora Griszczuka zagra u siebie. Od dwóch meczów na fali wznoszącej jest Przemysław Frasunkiewicz. Kontuzje wyglądają na wyleczone... Trenerowi Griszczukowi życzę, żeby zamienił to na bilans 8-5 i siania popłochu w preplay-off (może nie tylko?). Ale jeśli coach nie wyciśnie ze zdrowego zespołu pięciu wygranych, to powinien zrezygnować.

Prezes PZKosz Roman Ludwiczuk - pomyślnych rozmów z kandydatami na selekcjonera (Ettore Messina, Svetislav Pesić, Kiestutis Kemzura - każdy bardzo ciekawy), ale przede wszystkim organizacji silnie obsadzonego turnieju w Polsce, na którym reprezentacja zagrałaby w najsilniejszym składzie - z Maciejem Lampem, Marcinem Gortatem i Michałem Ignerskim. To byłoby wydarzenie, które bardzo pomogłoby koszykówkce między Odrą, a Bugiem.

Prezes PLK Janusz Wierzbowski - aby kierowana przez niego liga (naprawdę barwna, ciekawa i coraz lepsza) potrafiła wykorzystać swoje atuty. Rada Nadzorcza PLK się ostatnio odchudziła, więc o decyzje powinno być łatwiej. Życzę decyzji zdecydowanych i oczywiście trafnych.

Reprezentacja Polski - brania przykładu (organizacja, marketing, trener, poziom sportowy) z siatkarskiej. To zresztą życzenia (i prośba) do PZKosz, PLK i kadry wszystkich razem - warto wypróbować te działania, które zdały egzamin w siatkówce. Nawet, jeśli zaczyna się z dużo niższego pułapu.

Wszystkim koszykarzom na całym świecie, także amatorom ze Szkoły Podstawowej nr 8, życzę mocnych kości, ścięgien, włókien i stawów.

Mnóstwo, mnóstwo zdrowia. I optymizmu, radości. Nawet po porażkach.

sobota, 22 grudnia 2007

Szybko i krótko, bo trwa przerwa meczu Prokomu ze Stalą (54:34 dla mistrzów, a entuzjazm taki, że żal byłoby stracić choćby sekundę) - kilkanaście dni temu w Eurolidze zadebiutował 22. Polak.

Adam Łapeta zagrał w Moskwie z CSKA już w pierwszej kwarcie, bo Tomas Pacesas prawdopodobnie uznał, że mecz jest przegrany. Zresztą mniejsza z usadanieniem tej decyzji - Łapeta zaliczył w sumie aż 16 minut, zdobył pięć punktów. Brawo. Czekam na więcej.

20-letni środkowy (217 cm wzrostu) moim zdaniem za dwa lata powinien być poważnym kandydatem do gry w reprezentacji Polski. Podobnie jak 18-letni obecnie obwodowy Adam Waczyński. Jeśli obaj ci zawodnicy w ostatnich pięciu meczach Euroligi dostaną po kilka, kilkanaście minut w każdym meczu, to być może tegorocznych występów Prokomu w Europie nie będziemy musieli całkowicie spisywać na straty.

Lista Polaków, którzy zagrali w Eurolidze - Pawła Podgalskiego zamienić na Michała Chylińskiego, dopisać Łapetę i akutalny wykaz gotowy. 22 zawodników na 22 grudnia.

wtorek, 18 grudnia 2007

Najpierw zagadka - w ostatnich czterech meczach ligowych zagrał w sumie 69 minut. Zdobył 15 punktów. Skuteczność - 3/19 z gry. Osiem zbiórek, cztery asysty.

Nie, nie jest to Mariusz Bacik. I nie jest to Piotr Dąbrowski. Oni są ostatnio sporo lepsi niż bohater tego wpisu.

Wskazówka - w ostatnich czterech meczach Euroligi zagrał w sumie 66 minut. Zdobył pięć punktów. Skuteczność - 2/20 z gry. 12 zbiórek, dwie asysty.

Nie, nie jest to Krzysztof Roszyk. On jest ostatnio sporo lepszy niż bohater tego wpisu.

OMG? Albo 'Oh, my God'. Albo 'O Milanie Guroviciu'. W tym przypadku jedno i drugie.

W czerwcu ekscytowałem się kiedy stało się jasne, że Gurović zagra w Polsce. Zanosiło się na to, że gracz światowego formatu, postać szalenie barwna, będzie przyciagał kibiców do hal w Polsce seriami zdobywając punkty, a w Eurolidze jego charyzma będzie tym dodatkiem, który wzniesie grę Prokomu (a przynajmniej walkę zespołu) o stopień wyżej.

Gurović zaczął tak, jak się można było spodziewać. 24, 19, 19, 22 - w pierwszych czterech z pięciu meczów Serb był najlepszym strzelcem Prokomu. Spotkania ze Śląskiem nie liczę, bo w tym pogromie Gurović zagrał tylko 23 minuty. Punkty zdobywała cała zgłoszona dwunastka, Gurović uzbierał ich 11.

W Eurolidze Prokom zaczął fatalnie, ale Gurović swoje robił. Skuteczność nie powalała, ale 25, 20 i 17 punktów to oczywiście najlepsze wyniki w zespole. Serb był pierwszą, najlepszą, najbardziej oczywistą i najbardziej zdeterminowaną opcją w ataku Prokomu.

I wreszcie nadszedł 14 listopada 2007 roku. 25 lat wcześniej Trójmiasto świętowało zwolnienie z więzienia Lecha Wałęsy, teraz było pośrednim świadkiem początku depresji Gurovicia. W jesienną środę, tuż przed wyjazdowym meczem z VidiVici Bolonia, Serb się przeziębił. Podobno naprawdę paskudnie. Oczywiście w związku z tym, że Prokom w Bolonii tego samego dnia wygrał, nikt nie pomyślał o chorobie Gurovicia jako o czymś poważnym.

Ale to wtedy Serb stracił formę. Właśnie od tamtego momentu policzyłem statystyki do zagadek zadanych na początku tego wpisu. Do 14 listopada Gurović był najlepszym strzelcem Prokomu w PLK i w Eurolidze. Od tamtego czasu jego pozycja zredukowana do - jak to ładnie określił Adrom - 'niesamowicie drogiego, za to mało solidnego zmiennika dla Krzysztofa Roszyka'.

Taka sytuacja jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Gurović kojarzył mi się z bestią, która gryzie, szczypie, pluje i zawsze - nawet niekoniecznie w sportowy sposób - walczy o zwycięstwo. Może nie zawsze wygrywa, nie zawsze potrafi pogodzić się z porażką, ale na pewno nie chowa się na boisku za plecy Filipa Dylewicza.

Problem musi być głębszy, bo nawet największe przeziębienie (wiem: podleczone, a nie wyleczone i z antybiotykami, a nie bez) pewnych rzeczy nie pozbawia. Zabiera ogień, siłę, ale nie desperacką walkę. A po Guroviciu z wyrazu twarzy można wyczytać, że dużo jest nie w porządku. To człowiek zniechęcony.

Pojawia się wątek o kontuzji łokcia, ale to jakaś dziwna sprawa. Jeden Człowiek Z Klubu mówi, że to poważny uraz, który w przypadku strzelca może mieć duże znaczenie. Drugi Człowiek Z Klubu twierdzi, że o takiej kontuzji nie słyszał. A w to ogóle zdrowie ma mieć wpływ na psychikę, która objawia się tym, że Serb zamyka się w sobie, nie chce rozmawiać, ma jakiś duży problem wewnętrzny.

Trzeci Człowiek z Klubu sugeruje, że resztki zapału zgasiły w Guroviciu warunki pracy w Prokomie, czyli ewolucyjna rewolucja, która na razie prowadzi do nikąd. Podobno w Trójmieście słychać już różne plotki, także takie że Serb z premedytacją gra słabo, bo liczy, że jeszcze znajdzie w tym sezonie klub, który w ogóle będzie się liczył w walce o europejskie trofea. Oby tak nie było.

Na szybko przejrzałem jednak statystyki Gurovicia z poprzedniego sezonu - tak dramatycznej serii złych meczów nie miał. W Lidze Adriatyckiej 12 razy na 25 meczów rzucał powyżej 30 punktów, raz zszedł poniżej 10. W lidze serbskiej zagrał 17 razy - trzy razy nie przekroczył 10 punktów, czterokrotnie miał więcej niż 30. Punkty to nie wszystko, ale tendencję można zaobserwować.

W środę mecz z Żalgirisem w Eurolidze. Możliwe, że dla Gurovicia kluczowy, cokolwiek to oznacza w kontekście jego przyszłości. - To świetny koszykarz, ale się zablokował. Chciałem, aby przez kilka dni potrenował indywidualnie. Musiałem coś zmienić, nie mogłem go zabrać do Moskwy, bo kiedy coś nie idzie, trzeba szukać nowych rozwiązań - mówił przed meczem z CSKA Tomas Pacesas. Gurović to także test dla Litwina - ewentualne odblokowanie się Serba zostanie mu przypisane jako zasługa. Ale kontunuacja depresji - jako porażka młodego trenera.

Chyba, że problem rozwiążą święta.

I na koniec mniej świąteczny (ale jak zwykle ciekawy) cytat z Milana. Kontekst: Biljana Srbljanović, serbska dramaturg, w lipcu napisała na swoim blogu tekst odnoszący się polityki. Wpis rozpętał dyskusję i - nie wchodząc w szczegóły (po serbsku czytam ledwo ledwo) - odpowiadając na komentarz czytelnika Srbljanović użyła przykładu Gurovicia pisząc o nim 'wytatuowany idiota'.

A Milan na to (tłumaczenie by Wikipedia, oryginał by 'Kurir'):

"For her information, that 'tattooed fool' speaks, besides Serbian, three foreign languages. I know who this writer is and feel very sorry for her. Women in her age can be foolish sometimes if they don't get their portion of cock in the morning. She must've awoken unfucked."

Ostro. I co, może przeziębienie i zagadkowa kontuzja łokcia zrobiła z tego twardziela zmiennika dla Roszyka?

Wideo miało być w środę (12.12), ale nie dałem rady. Przepraszam. Zdaję sobie sprawę, że pisemne cegły to nie to samo, bo ani cegły, ani 'yyyyy' nie uświadczysz, ale wpisuję, żeby nie było, że kompletnie zignorowałem (ale oczywiście trochę to już nieaktualne). 

W tym roku 'Czterech cegieł' nie będzie, z różnych względów. Ale obiecuję powrót w 2008 roku z nowymi siłami i pomysłami. I oświetleniem.

I

14, 15, 17, 18, 19, 15, 14 - tyle asyst w kolejnych siedmiu meczach miał na przełomie listopada i grudnia Steve Nash. Suns wygrali pięć z siedmiu tych spotkań, nieoczekiwanie polegli w Minneapolis i u siebie z Heat. Indywidualne osiągnięcia Nasha są tym bardziej imponujące, kiedy spojrzy się na jego straty - 2, 1, 3, 3, 3, 2, 4. Porównanie asyst do strat: 112 do 18, czyli na jedna strata przypada co sześć asyst. Niebywałe.

 Nash jest liderem NBA pod względem przeciętnej asyst - 12,3 na mecz. Ale najlepszy przeciętny stosunek asyst do strat spośród zawodników grających regularnie ma Hiszpan Jose Calderon - 5,9.

II

Corey Brewer to zawodnik, którego trudno scharakteryzować jeśli chodzi o pozycję na boisku. Nie pomaga też w tym jego przydomek, czyli „Drunken Dribbler”- pijany drybler. Nadali mu go koledzy z drużyny uniwersyteckiej, bo grał w nieodpowiedzialny sposób i miał dużo strat. Przyjmijmy, że Corey jest szerokopojętym skrzydłowym.

 Teraz Brewer gra w Timberwolves i ostatnio dostaje na parkiecie więcej minut, bo zespół z Minnesoty dziurawią kontuzje. Brewer szansę wykorzystuje, ale nie do końca. Przede wszystkim bardzo dobrze zbiera - 18 zbiórek z Hawks, 11 z Suns to wyniki świetne, ale i fatalnie rzuca - w obu tych meczach trafił tylko sześć z 25 rzutów.

 Ciekawe czy w Minneapolis mówią na niego teraz „Drunken Shooter”.

III

W tegorocznym drafcie Brewer został wybrany z numerem siedem, a jego kolega z uniwersytetu Floryda, Joakim Noah - z dziewiątym. Bardziej produktywny niż Brewer wielmożny Noah nie jest. Wielmożny, bo taki przydomek Noah dostał grając na boiskach Nowego Jorku - wystarczyło, że ktoś się dowiedział, że jego ojciec jest tenisistą.

 Silny skrzydłowy Bulls gra nierówno jeśli chodzi o czas na parkiecie, a także o efektywność. W tym sezonie miał w zasadzie tylko dwa mecze, o których można powiedzieć, że były w jego wykonaniu niezłe. Wychodzi więc na to, że Noah i Brewer rozczarowują, a przecież obaj byli najbardziej wartościowymi zawodnikami Final Four ligi uczelnianej w ostatnich latach.

IV

Równiejszy i bardziej produktywny jest Al Horford, czyli trzeci numer draftu i trzeci zawodnik Florydy, który trafił w tym sezonie do NBA. Nie wiem jaką ksywę ma Horford, ale z racji narodowości można na niego mówić Dominikanin. W Hawks gra dużo, zbiera bardzo dużo, a rzuca wystarczająco. Może dlatego wyróżnia się z trójki z Florydy, że jego ojciec grał w NBA?

poniedziałek, 10 grudnia 2007

Takim ogłoszeniem zaskoczył w niedzielę dział sportowy "Gazety Wyborczej" Ryszard Krauze. - Koniecznie musi iść obok koszykówki - usłyszałem od kierownika, ale na porannym zebraniu nikt jeszcze nie wiedział, co to za ogłoszenie. Najpierw zbladłem, bo stanęło mi przed oczami widmo zrobienia koszykarskiej kolumny na tzw. ogryzku - reklama jest naprawdę duża, zajmuje ok. pół strony.

Potem okazało się, że dzięki temu ogłoszeniu, koszykówka po prostu dostanie pół strony więcej.

A jak się kolumny wydrukowały, to zobaczyliśmy o co chodzi.

Cóż można dodać?

piątek, 07 grudnia 2007

Pomysł zatrudnienia Eugeniusza Kijewskiego jako selekcjonera reprezentacji Polski jest zły. Nikt nie przekona mnie, że jest inaczej. I zapewnie nie tylko mnie.

Ale prezes PZKosz Roman Ludwiczuk mówi o tym poważnie. - Jest taka możliwość i musimy się nad tą ewentualnością pochylić. Zastanowimy się nad kandydaturą trenera Kijewskiego razem z Kazimierzem Mikołajcem - mówił mi dzisiaj. I z ręką na sercu zapewniał, że ostatnio się w tej sprawie z Kijewskim nie kontaktował. Ostatni raz obaj panowie rozmawiali o tym dwa lata temu i wówczas Kijewski odmówił.

Spytałem prezesa Ludwiczuka o atuty Kijewskiego, które włączają go do grona kandydatów na trenera reprezentacji. Prezes wymienił rozeznanie wśród polskich graczy, doświadczenie w Eurolidze, obecność na największych imprezach (także jako trener) oraz cztery tytuły mistrza Polski, czyli wyniki.

Pozwolę sobie omówić te atuty.

Rozeznanie wśród polskich graczy. Sprawdziłem ilu kandydatom do reprezentacji Kijewski otwierał drogę do gry w Prokomie. Przez ostatnie siedem sezonów w Sopocie grali (zaznaczam: grali, a nie siedzieli na ławce): Piotr Szybilski, Jacek Krzykała, Tomasz Wilczek, Daniel Blumczyński, Tomasz Jankowski, Andrzej Pluta, Mariusz Bacik, Jeff Nordgaard, Joseph McNaull, Adam Wójcik, Filip Dylewicz i Krzysztof Roszyk. Żaden z nich, może z wyjątkiem Dylewicza, nie został wypromowany w tym sensie, że dzięki zaufaniu i pracy Kijewskiego trafił do kadry lub do czołówki polskich koszykarzy. Większość z nich przychodząc do Prokomu debiut w kadrze miała już za sobą.

Zmarnowane talenty? O Tomaszu Świętońskim, Januszu Mysłowieckim, Jakubie Boguszu, Adamie Łapecie, Przemysławie Zamojskim czy ostatnio Piotrze Stelmachu trudno mówić w komplecie, jako o talentach najczystszej wody. Ale istotniejsze jest to, że żaden z nich nie dostał prawdziwej szansy.

W tym sezonie Iwo Kitzinger i Łukasz Koszarek muszą patrzeć na męki Christosa Harissisa - Kijewski uznał, że są słabsi od Greka. A przecież mógł ich wziąć do zespołu w roli drugiego rozgrywającego lub drugiego rzucającego.

Rozeznanie wśród Polaków? Na pewno nie większe niż większość trenerów pracujących w ekstraklasie.

Doświadczenie w Eurolidze. Kijewski niewątpliwie je ma: kilka sezonów, kilkadziesiąt spotkań, kilka tysięcy minut. Ale co z tego? W grze Prokomu nie widać było na przestrzeni czasu postępów. Nie widać było wyciągania wniosków z kolejnych klęsk, nie zauważyłem zmian w podejściu zespołu do meczów z potęgami. Nie zmieniały się też koncepcje budowania drużyny, choć po każdym sezonie wydawało się, że pewne rozwiązania się wyczerpały.

Oczywiście, klub funkcjonuje w innej rzeczywistości niż reprezentacja. Ale skoro w ciągu tych kilku tysięcy minut zmieniło się niewiele, to skąd wiara, że doświadczenia z Euroligli dadzą efekty w reprezentacji?

Obecność na największych imprezach. Ogromne, tu nie ma dyskusji. Trenerskie Kijewski ma jednak o wiele mniejsze niż zawodnicze, na dodatek sprzed 10 lat. Ówczesne mistrzostwa Europy zakończyły się dla Polski wynikiem bardzo dobrym, ale ćwierćfinał z Grecją pokazał, że mogło być lepiej. Cała wina na Kijewskiego nie spada, ale część - na pewno. Swoją drogą podobną historię w ćwierćfinale tegorocznych ME - też z Grecją - przeżył Ales Pipan. Moim zdaniem Słoweniec, podobnie jak Kijewski, nie ma trenerskiego instynktu zabójcy.

Przez 10 lat koszykówka się zmieniła, równolegle zmieniała się rola trenera. A zawodnicy Prokomu regularnie powtarzają, że trener Kijewski raczej się nie zmienił.

Cztery mistrzostwa, czyli wyniki. Ja najbardziej trenera Kijewskiego cenię za pracę w latach 90. i za początki w Prokomie - Puchar Polski, pierwsze medale. Seria mistrzostw trwająca niemal pół dekady jest imponująca, ale... Mój teść mówi, że nawet ja mógłbym osiągnąć to samo. Oczywiście przesadza, ale czy kilku innych solidnych polskich trenerów nie wygrałoby z Prokomem tyle, co Kijewski?

Na koniec powtórzę to, co napisałem pod tym adresem kilka miesięcy temu: marzę, żeby zobaczyć trenera Kijewskiego pracującego w Baskecie Kwidzyn lub Czarnych Słupsk.

Reprezentacja? Już nie.

czwartek, 06 grudnia 2007

Przed meczem Olimpija - Prokom miałem takie niemerytoryczne przeczucie, że w klubie mistrzów Polski wszystko idzie ku lepszemu. Skamieniałego już nieco Eugeniusza Kijewskiego zastąpił Tomas Pacesas. Posunięcie od początku wydawało mi się ryzykowne, ale faktem jest, że ożywienie do zespołu wprowadził i widać to było momentami w meczu z Turowem.

Na dodatek stołeczna prokuratura cofnęła nakaz zatrzymania Ryszarda Krauzego, co umożliwia właścicielowi Prokomu spokojniejszy powrót do kraju. W kontekście klubu oznacza to poprawę, bo wiadomo, że pańskie oko konia tuczy.

Na taką informację błyskawicznie zareagowała giełda - w górę poszły akcje spółek Krauzego - Biotonu o 8,6 proc., a Petrolinvestu - aż o 24,3 proc. Pacesas musiał być bardzo zadowolony.

I przyszedł czwartkowy wieczór. 49:68 w Lubljanie.

Żaden z zawodników nie zaskoczył ani na plus, ani na minus w kontekście tego, co obserwowaliśmy przez ostatnie tygodnie. Milan Gurović - w opasce na słynnym tatuażu Dragoljuba Mihajlovicia - w 21 minut oddał pięć rzutów, z czego kilka bardzo złych. Christoss Harissis i Mustafa Shakur mnie osobiście doprowadzają do walenia pięścią w stół. I nie ma znaczenia to, że Harissis trafi ileś tam trójek, bo i tak ma problemy z przejściem przez połowę. Nie ma znaczenia sprint i wsad Shakura, bo w ataku pozycyjnym miota się dramatycznie. O zawodnikach można tak długo.

Pomysły Pacesasa? Próbował z Wagnerem jako rozgrywającym i przez moment był efekt. Rezygnował z Donatasa Slaniny i Gurovicia na rzecz Roszyka i Wagnera żeby przyśpieszyć grę i to też - przez moment - wychodziło.

Ale do wielkiej bitwy, czyli klucza do wygrania w Lubljanie swoich zawodników nie zmobilizował.

A akcje Gorana Dragicia zapamiętam. Walka do ostatnich sekund i celny zabijacz syreny zza połowy. Wyjęcie piłki z kozła Tomasowi Masiulisowi i kontra z bolącą kostką. Przechwyt przy linii bocznej i wygarnięcie piłki zza linii końcowej, co było idealną asystą. A ta akcja z trzeciej kwarty, kiedy dwóch graczy Olimpiji wypadało na twarz za boisko, żeby uratować piłkę i gospodarze zdobyli z tego punkty? Nie pamiętam czy w tej dwójce był Dragic. Ale zapamiętam co to jest walka.

PS. Selekcjoner rzeczywiście zapomniał o Kamilu Chanasie. Na szczęście jego polscy asystenci, którzy na codzień pracują w lidze, szybko mu o tym przypomnieli. Dzięki.

 
1 , 2