Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
niedziela, 29 marca 2009

Mecz Gwiazd PLK zaczął się od mocnego uderzenia. Cheerleaderki z Wrocławia przed prezentacją tańczyły do "Chop Suey" System of a Down. Mocno, nieprawdaż?

Mecze Gwiazd sprawiają mi problem, bo nie wiem jak o nich pisać. Tym razem wymyśliłem więc, że będę liczył wsady. Wyszło mi, że męczenie obręczy odbyło się na Torwarze aż 56 razy. To chyba jakiś rekord, prawda?

Inny rekord, to zaledwie jeden faul w całym meczu. I to tylko dlatego, że Krzysztof Szubarga chciał dać trenerom możliwość przeprowadzenia zmian. Innych przewinień nie było, a to oznacza tylko jedno - w Meczu Gwiazd nie było ani jednego momentu próby gry w defensywie. Akcja, w której Alex McLean położył się na parkiecie, kiedy kosz atakował Quinton Day, była w pewnym sensie symboliczna.

Z tego względu mecz stał się bardzo monotonny i w trzeciej kwarcie zacząłem się nudzić. Ożywiłem się tylko wtedy, kiedy Sefton Barrett pokazywał fajne danki w konkursie wsadów, a cheerleaderki wreszcie zrzuciły ohydne kurtki i dresy.

Myślę jednak, że osobom, które na Torwar trafiły z ciekawości, a nie z kibicowskiego obowiązku, mecz się podobał. Crazy Dunkers, mimo, że w Polsce bywają regularnie, a do prezesa PLK Janusza Wierzbowskiego mogą mówić "wujku", na żywo są niesamowici i skoro mi wciąż się podobają, to przypadkowym kibicom musieli zapierać dech w piersiach. Tak, jak niesamowity Andrzej Pluta. Chylę czoła przed panem Andrzejem! Jest fantastycznym strzelcem.

Co jeszcze zapamiętałem? Bujającego się w rytm hip-hopu Eddiego Millera, biegającego z kamerą Javiera Mojicę, Michaela Ansley'a dyskutującego z Georgiem Reesem, bezsensowną nagrodę dla Davida Logana, którego promowanie na siłę już kilka dni temu słusznie zauważył Patryk Kurkowski, próby obu zespołów gry bez kozła w drugiej kwarcie, żółtą kartkę dla Ansley'a, rzuty lewą ręką Logana, Wojciecha Wysockiego i Michała Listkiewicza na trybunach.

A własną nagrodę MVP przyznałem Filipowi Dylewiczowi. Zero punktów w Meczu Gwiazd bez obrony, to wyczyn większy niż 25 punktów Millera, 24 Michaela Hicksa czy 22 Wójcika. Dylewicz był wielki. Także dlatego, że wystąpił w ciasnej koszulce promującej mistrzostwa Europy.

Ale koniec zabawy, zaczyna się poważna gra. We wtorek rano w Zakopanem ruszają 42. Mistrzostwa Polski Dziennikarzy. Będę miał przyjemność po raz kolejny reprezentować drużynę o nazwie Warszawa. Grafik MPD jest napięty, dlatego prawdopodobnie zawieszę na kilka dni blogowanie na temat niepoważnej koszykówki i fascynującego sezonu Formuły 1.

Postaram się jednak dzielić się z Wami tym, co będzie się działo w pobliżu Wielkiej Krokwii. Polecam też odwiedzanie znakomitej moim zdaniem twórczości autorów Roman, we still believe.

Trzymajcie kciuki!

 Czy Cegliński poprowadzi Warszawę do choćby jednego zwycięstwa? Typuj w bwin.com.

Czy Robert Kubica powinien wyprzedzać Sebastiana Vettela?

Uważam, że decyzja była słuszna. Polak jechał szybciej niż Vettel. Zobaczył, że rywal popełnił błąd na zakręcie i zaatakował przed kolejnym. Kubica był blisko Niemca od kilku okrążeń i widział, że pojawia się okazja. Manewr rozpoczął na dohamowaniu i był bliski sukcesu.

Pojawiają się głosy, że być może Kubica powinien spokojnie jechać do mety, że powinien utrzymać pewną już trzecią pozycję. Gdyby stanął na podium i zdobył sześć punktów w bolidzie bez podwójnego dyfuzora i bez KERS, chwalilibyśmy go za doskonały weekend w Australii.

Ale czy teraz powinniśmy go ganić?

Nie. Kubica zachował się naturalnie - to kierowca wyścigowy, który żyje tym, że wyprzedza innych. Kubica istnieje po to, żeby być jak najlepszym, żeby wygrywać. Często powtarza, że jego celem jest jazda na 100 proc. - chodzi o wyciśnięcie z bolidu i z siebie wszystkiego, co tylko się da.

Kubica zrobił to, czego oczekujemy od kierowców wyścigowych - walczył do końca o jak najlepsze miejsce. Polak mówił o tym w dyskusji o niedoszłej zmianie zasad w walce o tytuł:

Niektórym wydaje się, że kierowca, który jedzie na czwartej pozycji, czuje się usatysfakcjonowany. Zapewniam, że każdy z nas wykorzysta każdą okazję do wyprzedzenia rywala.

Zrobił zatem to, co było dla niego oczywiste. Co powinno być oczywiste dla każdego kierowcy wyścigowego. Kubica nie walczył zresztą z Vettelem o drugie miejsce. Polak wiedział, że ma szansę na wygraną, bo Jenson Button, zresztą tak jak Vettel, po zmianie opon jechał wolniej niż on.

Kto zawinił w kolizji z Vettelem? Na filmiku widać, że jadący po zewnętrznej Kubica opóźnia hamowanie i wjeżdża w zakręt o pół długości bolidu przed Niemcem. Wydaje się, że w pierwszej fazie skrętu Polak trochę przyciął Vettela. Niemcowi z kolei zabrakło przyczepności i na wyjeździe z wirażu, przyspieszając, pojechał przez moment prosto. Zawadził tył samochodu Kubicy swoim przodem.

Czy Vettel powinien odpuścić widząc, że manewr Kubicy będzie skuteczny? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Był już raczej na straconej pozycji, ale wciąż się ścigał, próbował bronić. Czy gdyby to np. Massa wyprzedzał w analogicznej sytuacji Kubicę, chwalilibyśmy Polaka za odpuszczenie rywalowi? Czy cieszylibyśmy się z jego rozwagi i sześciu punktów za trzecie miejsce? Być może.

Niezależnie od końcówki wyścigu pamiętajmy, że ten sezon rozpoczął się dla Kubicy świetnie.

 Kto wygra kolejny wyścig w Malezji? Typuj w bwin.com.

sobota, 28 marca 2009

Poznaliśmy wagi bolidów z trzeciej sesji kwalifikacji i wiemy już, że Robert Kubica świetne czwarte miejsce wywalczył m.in. dlatego, że miał najlżejszy bolid z czołówki. Wiemy też, że dwie pierwsze pozycje kierowców Brawna nie są zasługą lekkich bolidów. Jest wręcz odwrotnie - Jenson Button i Rubens Barrichello mieli najwięcej paliwa w baku spośród kierowców, którzy jechali w Q3. Poza Timo Glockiem z Toyoty, ale kierowcy tego zespołu zostali przesunięci na koniec stawki ze względu na korzystanie z niedozwolonych ruchomych tylnych skrzydeł.

To bardzo istotne informacje z punktu widzenia wyścigu. Wiadomo, że to Kubica najwcześniej zjedzie do alei serwisowej, więc prawdopodobnie straci względem rywali, którzy po jego tankowaniu będą przez kilkanaście okrążeń jechać znacznie szybciej.

Jasne jest też, że porażająca dyfuzorowa (ale nie tylko!) prędkość Brawna jest tak samo fantastyczna, jak i prawdziwa.

Ale nie zapominajmy, że najlepszym odzwierciedleniem potencjału kierowców w danych samochodach jest Q2. To w niej jeździ się w możliwie najlżejszych bolidach, to w niej nie ma żadnych taktycznych gierek. Wynik Kubicy w Q2 pokazuje, że Polak jest mocny:

1. R. Barrichello 1:24.783

2. J. Button 1:24.855

3. S. Vettel 1:25.121

4. Nico Rosberg 1:25.123

5. R. Kubica 1:25.152

6. M. Webber 1:25.241

7. J. Trulli 1:25.265

8. T. Glock 1:25.281

9. F. Massa 1:25.819

10. K. Raikkonen 1:25.380

Ale czy będzie to miało przełożenie na wyścig?

 Kto wygra wyścig w Melbourne? Typuj w bwin.com i zgarnij bonus!

Wychodzi na to, że w czasówce mogę ze dwie, trzy dziesiąte sekundy jeszcze wyciągnąć z kieszeni – to taki joker.

Robert Kubica w świetnym stylu zajął czwarte miejsce w kwalifikacjach do Grand Prix Australii. I znów wyszło na jego - Polak pokazał, że niezależnie od okoliczności, w kwalifikacjach jest kierowcą wybitnym. Udowodnił, że zawsze znajdzie sposób, aby zyskać ułamek sekundy. Mówi o tym w powyższym cytacie, mówił także tuż po wyjściu z samochodu, kiedy przed kamerą BBC stwierdził:

W trzeciej sesji, na swoim ostatnim okrążeniu byłoby lepiej, ale Nico Rosberg pojechał za szeroko i wzburzył pył z pobocza. Ja w niego wjechałem i trochę straciłem.

W pewnym sensie powtarza się zatem historia z zeszłorocznego weekendu w Melbourne, kiedy Kubica niemrawo zaczął treningi, choć w sobotnim błysnął. W kwalifikacjach był już drugi, choć mógł być pierwszy. Wyścig... No tak, lepiej żeby tutaj historia się nie powtarzała.

Kubica w sobotę triumfował. Polak rzadko okazuje emocje przed kamerami, ale poniższą wypowiedź traktuję jako swoistą kubicową radość - patrzcie, nie mam w bolidzie tego, co inni (podwójny dyfuzor, KERS), ale i tak jestem w czołówce:

[Jestem zadowolony] Patrząc na silną grupę z przodu i całą sytuację z dyfuzorami. Niektóre ekipy są tu bardzo mocne: Brawn GP, Toyota i Williams. Nie mam też KERS, więc nie dysponuję żadną z przewag, które mają niektórzy kierowcy.

Polak nigdy tego nie przyzna, ale humor musiał mu poprawić wynik Nicka Heidfelda. Niemiec, w bmw z prądem, był dopiero 11. Biorąc pod uwagę różnice w wyposażeniu samochodów i efekty, które miały dawać, jest to deklasacja, jeśli chodzi o wynik. Z drugiej strony pamiętajmy, że Heidfeld mistrzem kwalifikacji nie jest i w wyścigu może być skuteczniejszy. Tak często bywało w poprzednim sezonie.

Ale dobre miejsce Kubicy to także triumf BMW Sauber, które nie dało się zaślepić własnej idei dopalacza, jako źródła sukcesu i zrobiło wszystko, aby obaj kierowcy mieli do dyspozycji jak najlepsze bolidy. Kto wie czy w niedzielę po wyścigu humory w garażu BMW Sauber będą dużo lepsze - Heidfeld ma przecież dowolność w doborze taktyki. I wciąż KERS, o którym Kubica mówi, że gdyby ważył 15 kg mniej, to chciałby go używać.

Co będzie w wyścigu? Ile paliwa będzie miała czołówka na starcie? Jakąś odpowiedź na to pytanie - zanim zostanie to oficjalnie ujawnione (tegoroczna nowość) - może dać porównanie czasów z Q2 i Q3.

Najmniejszy przyrost czasu (w domyśle: najmniejsza dolewka paliwa, czyli bolid lżejszy od rywali) miał zwycięski Jenson Button (+1,35 sekundy w zaokrągleniu). Potem różnice były dość równe: Sebastian Vettel, Timo Glock i Felipe Massa (+1,7), Rubens Barrichello i Kubica (+1,75), Kimi Raikkonen (+1,8), Nico Rosberg i Jarno Trulli (+1,85) i Mark Webber (+2).

To oczywiście nie oznacza, że Button jechał najlżejszym, a Webber najcięższym bolidem. To zaledwie spekulacja - przecież Kubica miałby lepszy czas, gdyby nie pył rozrzucony przez Rosberga. Na czasy innych kierowców też wpływ miały zapewne kwestie inne niż paliwo.

Ewentualna lekkość Brawna nie zmienia też faktu, że Button i Barrichello zdominowali kwalifikacje. Wygrywali każdą sesję. Massa powiedział nawet, że jeśli utrzymają taką formę, to tytuł może się rozstrzygnąć już w połowie sezonu! Kubica też przyznał, że Brawn był nieosiągalny. Niedługo zresztą Brawna nazywać być może będziemy nazywać Virgin, bo Richard Branson dość zdecydowanie zaangażował się w finansowanie formułowego objawienia pierwszego kwartału 2009 roku.

Polak powiedział po kwalifikacjach, że jemu w wyścigu bardziej będzie chodziło o obronę niż o atak. I rzeczywiście, jeśli nie wyrwie do przodu na starcie, to ciężko będzie mu zyskać pozycje. Brawn jest nieosiągalny, a Red Bull... Pamiętajmy, że Vettel ma w środku silnik renault - Kubica przyznawał w poprzednich sezonach, że w jeździe za takimi maszynami akurat on ma trudności. Chociaż wobec takiej zmiany przepisów...

Jeśli stawką nie wstrząśnie karambol na pierwszych zakrętach, to za Polakiem będą Rosberg i Glock, czyli dyfuzoryści, którzy w pewnych miejscach toru, głównie na szybkich zakrętach, powinni być szybsi. Zapewne dlatego Kubica mówił o obronie. Potem będą Massa (KERS), Trulli (dyfuzor) i Raikkonen (KERS). Co dopalacze zadziałają? Jeśli rywale wykorzystają technologiczne przewagi, to każdy punkt Kubicy powinniśmy uznać za dobry wynik. No, chyba że Polak ma jeszcze jakiegoś jokera w kieszeni - bardzo ważnym atutem byłoby umiejętne korzystanie z opon, które w Melbourne będą kluczowe. Niełatwo dopasować bolid do obu bardzo różnych mieszanek.

Zakończę banalnie: wyścig zapowiada się szalenie interesująco. I to pomimo tego, że walka o punkty odbędzie się prawdopodobnie bez udziału mistrza świata Lewisa Hamiltona, który po wymianie skrzyni biegów wystartuje z ostatniego miejsca.

 Kto wygra w Melbourne? Typuj w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

piątek, 27 marca 2009

W niedzielę na warszawskim Torwarze odbędzie się tzw. Mecz Gwiazd Polskiej Ligi Koszykówki. Tak zwany, bo to co zobaczymy 29 marca nie będzie Meczem Gwiazd. Będzie meczem, na który przyjadą czołowi zawodnicy PLK. Gwiazdy? Tych zabraknie.

Zabraknie, bo czołowe kluby nie puściły na to spotkanie zawodników, których obecność w Meczu Gwiazd była oczywista. Asseco Prokom Sopot zatrzymał Pata Burke'a, Qyntela Woodsa i Przemysława Zamojskiego, a PGE Turów Zgorzelec - Tyusa Edney'a. Trójka koszykarzy z USA oficjalnie jest kontuzjowana, ale w przypadku każdego z nich chodzi o zwykły odpoczynek. Zamojski - najbardziej efektowny zawodnik młodego pokolenia, który miał startować w konkursie wsadów - jest potrzebny rezerwom Prokomu w walce o utrzymanie w I lidze.

 

Burke, Woods i Edney to gracze z bogatą przeszłością w NBA i Eurolidze. Oni, czyli koszykarze znani na całym świecie, mogli zapewnić wyjątkowe atrakcje kibicom, a nie anonimowi Alex McLean, Chad Timberlake czy George Reese, którego akurat bardzo szanuję. To wreszcie ta trójka koszykarzy będzie prawdopodobnie decydować o mistrzostwie Polski - doświadczony i niezwykle silny podkoszowy Burke, niewiarygodnie szybki i inteligentny Edney i nierówny, nieco zmanierowany, ale mający wspaniałe przebłyski Woods. A Zamojski to jeden z nielicznych zawodników, który w najbliższych latach przyciągnie na koszykarskie hale tych, którzy chcą oglądać świetnych Polaków.

 

Moim zdaniem spotkanie bez tych zawodników nie zasługuje na miano Meczu Gwiazd.

 

Koszykarzy wycofały kluby, które, korzystając z przerwy w rozgrywkach, przygotowują się do ostatniego etapu walki o mistrzostwo. Z jednej strony Prokom i Turów można zrozumieć, bo to złoto, a nie widowiskowe akcje ich koszykarzy w meczu bez stawki, jest celem obu klubów. Z drugiej strony oba kluby zasługują na czerwoną kartkę, bo nie rozumieją sytuacji PLK i koszykówki w Polsce. Dyscyplina w kraju stacza się w dół w rozklekotanym wózku, a udziałowcy PLK, czyli kluby, proces katastrofy przyspieszają. Zatrzymując największe gwiazdy w klubach, Prokom i Turów zmniejszają prestiż Mecz Gwiazd, który bywa praktycznie jedynym oknem wystawowym ligi. One zamieniają go wręcz w farsę. A same siebie wystawiają na pośmiewisko. Tacy mocarze, a tak się boją?

Ale i PLK jest winna takiej sytuacji. Niezależnie od deklarowanej bezwzględności jej prezesa Janusza Wierzbowskiego, kluby regularnie robią to, co im się podoba. Są praktycznie bezkarne. Przekraczanie terminu rejestracji spółki, kłopoty z uzyskaniem licencji, wojna z mediami, zaleganie z pensjami dla zawodników, brak opłat za sędziów, upadające kluby, dążenie do jak najwyższej porażki - to przypadki obniżające prestiż rozgrywek z ostatnich dwóch sezonów. Na większość z nich Wierzbowski przymknął oko.

Przymknął także dlatego, że musiał. Prezes chodzi na pasku udziałowców PLK S.A., czyli klubów. Nieformalne ciało doradcze, jaką jest rada prezesów klubów, może go zaszachować i nakłonić do pobłażliwości. Wierzbowski, nawet jeśli na każdym kroku zapowiada brak skrupułów w karaniu, wyrzucanie klubów z ligi itd., w gruncie rzeczy może niewiele więcej niż zgrzytać zębami w warszawskim biurze PLK przy ulicy Erazma Ciołka. Zdecydowania, charyzmy, przebojowości, wizjonerstwa - tego u prezesa PLK nie znajdziesz.

Teraz, przed Meczem Gwiazd, Wierzbowski mówi też - co za zaskoczenie! - o ewentualnych karach dla klubów. - Wysłałem do klubów prośby o przedstawienie zwolnień lekarskich. Jeśli powołani, a nieobecni na Meczu Gwiazd będą w tym czasie trenować, to klub dostanie 200 tys. złotych kary.

Zamiast wzorem innego prezesa od koszykówki bujać w obłokach, Wierzbowski powinien raz, a dobrze sformułować regulamin rozgrywek. A wzorce czerpać z NBA. W poprzednim sezonie kontuzję przed Meczem Gwiazd zgłosił wybrany przez kibiców do pierwszej piątki Kobe Bryant, ale liga nalegała, żeby gwiazdor jednak się pojawił. I Bryant do Nowego Orleanu przyjechał, ale nie dlatego, że komisarz NBA David Stern pogroził Los Angeles Lakers karą finansową. Zagrał w epizodzie, bo przepisy NBA są jasne - jeśli zawodnik wystąpił w ostatnim meczu ligowym poprzedzającym Weekend Gwiazd, to w razie niestawienia się na wydarzenie, musi opuścić pierwszy mecz ligowy. Proste?

Ja tymczasem idę o zakład, że Burke, Woods i Edney w następnych spotkaniach swoich klubów zagrają. Chętni? Nie widzę...

 Typuj wyniki NBA, Euroligi i PLK w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

No i pojechali. Na razie na treningach. W pierwszej sesji naszybszy był Nico Rosberg w Williamsie, a w drugiej Nico Rosberg w Williamsie. Niespodzianka, co?

No, może nie jakaś wielka, bo Williams w zimowych testach należał do czołówki. Ale rywalizacja Brawna z Ferrari i polska chęć przyspieszenia BMW Sauber sprawiły, że Williams (a także Toyota) zostały niedocenione.

A przecież to właśnie oni mają Dyfuzory. Dyfuzory przez duże "D". Konkurenci szacują, że - ich zdaniem nielegalnie skonstruowane urządzenia - pozwalają zaoszczędzić nawet 0,5 sekundy na okrążeniu. To bardzo dużo.

Stewardzi Dyfuzory dopuścili, protest zespołów zostanie rozpatrzony dopiero po kolejnym Grand Prix Malezji. Do tego czasu wyniki Brawna, Toyoty i Williamsa będą w pewnym sensie zawieszone, a reszta będzie miała zagadkę: kopiować te rozwiązania czy czekać do ostatecznej decyzji?

Żeby przekonać się jak ważne mogą być Dyfuzory, spójrzmy na piątkowe miejsca ich kierowców. Pierwszy trening: 1. Rosberg, 2, Rubens Barrichello (Brawn), 3. Jarno Trulli (Toyota), 5. Jenson Button (Brawn), 6. Timo Glock (Toyota), 7. Kazuki Nakajima (Williams). Drugi trening: 1. Rosberg, 2. Nakajima, 4. Barrichello, 6. Button, 8. Glock, 12. Trulli.

Czołówka, nie ma dwóch zdań.

Robert Kubica? Miał ciężkie popołudnie w Melbourne:

W ogóle nie czuję samochodu. Czuję się jakbym prowadził inne auto. Bolid ślizga się w zakrętach.

BMW Sauber pomyliło samochody i Polak wsiadł to heidfeldowego wyposażonego w KERS? A na poważnie: 13. i 15. miejsce Polaka to wyniki dużo poniżej oczekiwań, ale aby spokojnie przetrwać do kwalifikacji możemy użyć stwierdzenia-wytrychu: to tylko treningi.

Tylko czy to nas uspokaja?

 Kto wygra kwalifikacje? Typuj w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

czwartek, 26 marca 2009

W środę zastanawiałem się czy w tym sezonie Lewis Hamilton da sobie radę. Ed Gorman z "The Times" poszedł dalej i podsunął Lewisowi 10 sposobów na radzenie sobie ze słabym samochodem.

Nazwijmy je 10 przykazaniami Hamiltona:

1. Nie panikuj.

2. Współpracuj z kolegą z zespołu.

3. Współpracuj z zespołem.

4. Bądź tak samo dobrym kierowcą testowym, jak jesteś wyścigowym.

5. Nie próbuj być inżynierem.

6. Bądź jak Ayrton Senna podczas omawiania jazd z zespołem.

7. Uważaj na pierwszym zakręcie.

8. Doprowadź samochód do mety.

9. Módl się o deszcz.

10. Nie czytaj gazet.

To tylko telegraficzny skrót, ale polecam cały dekalog obrońcy tytułu. Większość punktów odnosi się do niemal wszystkich kierowców - może tylko dwa ostatnie nie pasowałyby każdemu.

Przy okazji - 86 proc. czytelników mojego bloga, którzy wzięli udział w sondzie dotyczącej zestawu "Lewis Hamilton - słaby bolid", uważa, że Brytyjczyk w kiepskiej maszynie będzie tylko przeciętniakiem. Ja głosowałem za drugim wariantem, bo myślę, że Hamilton udowodni, że - mimo wszystko - ma mistrzowskie umiejętności.

 Kto zostanie mistrzem świata Formuły 1? Typuj w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Ostatnie godziny przed startem inauguracyjnego weekendu Grand Prix Australii najlepiej spędzić w miły sposób. Dać sobie chwilę wytchnienia, odpocząć od dyfuzorów, protestów, KERS...

Ale czy można się w takim momencie oderwać od Formuły 1? Ja nie mogę.

Spędziłem właśnie kilka przyjemnych minut na czytaniu dyskusji fachowców, którzy podzielili się refleksjami na temat kierowców, którzy za kilkadziesiąt godzin staną na starcie w Melbourne.

Prowadzący dyskusję Christopher Clarey podsumował w pewnym momencie:

Listening to you guys, sounds like just about everybody has a chance this year.

Ale ten pierwszy weekend będzie ciekawy!

 Kto wygra w Melbourne? Typuj w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

BMW Sauber podjęło decyzję: w Grand Prix Australii Nick Heidfeld pojedzie bolidem z KERS, a Robert Kubica bez tego urządzenia. Moim zdaniem to jest najlepsza decyzja, jaką mógł podjąć szef zespołu Mario Theissen.

Co ona oznacza? Heidfeld będzie miał w samochodzie ważący 30 kilogramów KERS, który wykorzystując energię wytwarzaną podczas hamowania, działa jak dodatkowe źródło napędu - na każdym okrążeniu kierowca może wcisnąć specjalny guzik na kierownicy, który przez 6,6 sekundy da mu dodatkowe 80 koni mechanicznych. Największe zyski KERS przynosi na długich prostych - najlepiej, jeśli poprzedzone są one wolnymi zakrętami. Bolid wpada na prostą, kierowca uruchamia KERS i jedzie szybciej niż rywale. Takie jest przynajmniej założenie.

Działający i bezpieczny KERS - podkreślam oba przymiotniki, bo nie zapominajmy, że w warunkach wyścigowych nikt nigdy tego urządzenia nie przetestował - to jednak także wady. Ciężar urządzenia sprawia, że kierowca ma mniejsze pole manewru w wyważeniu samochodu. Im kierowca cięższy - to jest właśnie przypadek Kubicy - tym mniejsze. Ale zyski z używania KERS zostają obniżone także w przypadku kierowców lżejszych.

Wyważenie bolidu ma wpływ na opony, czyli na często pomijany, a być może najistotniejszy czynnik w tym sezonie. Po ograniczeniu docisku aerodynamicznego, gładkie gumy będą najważniejszym elementem budowania przyczepności. No, poza zadziwiającymi dyfuzorami Brawna, Toyoty i Williamsa, które to zresztą dyfuzory zostały oprotestowane przez kilku rywali i nie wiadomo, czy będą mogły być używane w wyścigu.

Wracając do opon - ich nadmierna degradacja w obciążonym KERS bolidzie może powodować, że kierowcy będzie bardziej przeszkadzał brak przyczepności niż pomagał dodatkowy napęd. Tego m.in. obawiał się Patrick Head z Williamsa:

Należy pamiętać, że KERS może dać pomiędzy 0.1 a 0.3 sekundy na okrążeniu - maksymalnie 0.35 sekundy. Pomijam fakt, że KERS może pomóc podczas wyprzedzania. Jednakże zły rozkład masy może cię kosztować zdecydowanie więcej niż wspomniane 0.1-0.2 sekundy.

Jaki będzie więc bilans strat i zysków Kubicy związany z KERS?

Polak nie będzie miał dopalacza, czyli teoretycznie będzie wolniejszy o kilka setnych sekundy na okrążeniu. Teoretycznie, bo - jak wykazał Head - dokładnie nie wiadomo jaki będzie całkowity wpływ KERS na czas jednego okrążenia. Ale jasne jest, że jeśli u konkurencji (Renault, Ferrari, McLaren, Heidfeld) system będzie działał bez zarzutu, to Kubica będzie narażony na wyprzedzenia przez tych siedmiu kierowców. Narażony tak, że praktycznie nie będzie miał możliwości obrony. To może być dla niego irytujące, to może mu popsuć wyścig.

Plusem jazdy bez KERS będzie wspomniane optymalne wyważenie, czyli teoretycznie mniejsze zużycie opon. Ważny może się także okazać fakt, że w samochodzie Kubicy jest mniej elementów, które mogą się zepsuć. Powtórzę: KERS to wciąż wielka zagadka. Przecież jeszcze nikt nie przejechał z nim dystansu całego Grand Prix bez przerwy.

Czy działający KERS będzie przydatny w Melbourne? Patrząc na konfigurację toru, widzę w zasadzie tylko jedno miejsce, w którym użycie systemu byłoby uzasadnione - to wyjście z zakrętu przed prostą startową:

Z drugiej strony miejsca i momenty użycia KERS będą jednak kolejną zagadką dla obserwatorów wyścigu, bo nie będą one ani pokazywane podczas transmisji, ani odnotowywane w inny sposób.

Podsumowując: w odróżnieniu od Bartka Raja wcale nie jestem przekonany, że brak KERS oznacza koniec szans na dobry wynik Kubicy. Uważam też, że BMW Sauber podjęło decyzję najlepszą z możliwych - to zespół, w którym różnica wagi między kierowcami jest największa, a więc i efekty użycia KERS byłyby najbardziej zróżnicowany. Pamiętam, jak jeszcze w grudniu na testach w Jerez, rozmawiałem z Kubicą o KERS i kierowca przyznał wówczas, że bolid bez systemu spisuje się jego zdaniem lepiej niż ten z dopalaczem. Mam wrażenie, że Polak nie zmienił zdania.

Moim zdaniem nie ma mowy o mydleniu oczu i jakiejkolwiek porażce, o których pisze Bartek. W BMW zawsze przyznawali, że są zwolennikami tej technologii, że chcą z niej korzystać, ale nikt nigdy nie powiedział, że za wszelką cenę i na każdym torze. Poza tym to właśnie BMW Sauber przyznało ostatnio, że zamierza apelować o podwyższenie wagi minimalnej bolidu - nie sprawi to, że szanse ciężkich kierowców (Kubica) zostaną zrównane z ich lekkimi kolegami. Ale w tej sytuacji byłby to chyba jedyny słuszny krok. Pokazujący, że zespół nie jest zaślepiony technologią, ale rzeczowo analizuje sytuację kierowców.

BMW Sauber nigdy nie ryzykowało. Każda ich decyzja jest wyważona, przemyślana, wręcz przeciągnięta. Na razie ich posunięcia okazywały się słuszne.

Na koniec kolejne odniesienie do blogu Bartka, który pisze, że będzie Kubica za ósemką, bez punktów. Ja podtrzymuję swój typ jeszcze sprzed decyzji BMW Sauber o KERS - stawiam na czwarte miejsce Polaka.

To byłby sukces, choć w zasadzie to nawet przewidywana przez Bartka pozycja poza ósemką będzie sukcesem Kubicy. Pamiętacie dwa poprzednie wyścigi w Melbourne? Polak ani razu nie dojechał tam do mety...

 Kto wygra Grand Prix Australii? Typuj w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus! 

Nie wierzę, że Orlando Magic powalczy w tym sezonie o mistrzostwo. Nie wierzę, choć w środę Dwight Howard i spółka pokonali 84:82 Boston Celtics i wyprzedzili obrońców tytułu w rywalizacji o drugie miejsce w Konferencji Wschodniej.

Nie wierzę, chociaż Magic wygrali dziewięć z ostatnich 11 spotkań i w tym okresie pokonali Celtics dwukrotnie. Mi jednak w pamięci pozostanie irytujące rozgrywanie przypadkowych akcji w najważniejszych momentach kluczowych spotkań.

17 marca, Cleveland. Porażka 93:97. Pamiętam oczywiście, że Cavaliers wygraną zawdzięczają znakomitej grze LeBrona Jamesa, że na dodatek sędziowie odgwizdali bardzo dyskusyjny błąd trzech sekund Howardowi w końcówce. Ale pamiętam też, że w ważnych momentach czwartej kwarty, przy prowadzeniu 91:89, Magic grali bezmyślnie. A jeśli to za mocne słowo, to po prostu nie potrafili - znów! - doprowadzić do sytuacji, w której wykorzystują swoje najmocniejsze punkty. Otóż rzuty z dystansu wykonywał wówczas Rashard Lewis, który miał w tamtym spotkaniu najgorszą skuteczność w drużynie - 3/15 z gry, w tym 0/8 za trzy.

25 marca, Orlando. Zwycięstwo 84:82 z Celtics. Ważna wygrana teoretycznie powinna zamknąć usta krytykom, ale nie mogę się powstrzymać. Patrząc na kolejne złe rozwiązania Magic w najważniejszych akcjach, zacząłem życzyć wygranej Celtics. Wyglądało to tak: minuta do końca, 83:82 dla gospodarzy. Dziewięć sekund na dogranie akcji, Stan Van Gundy prosi o czas, czyli będzie zaplanowany atak. Piłkę dostaje Hedo Turkoglu (najgorsza skuteczność i najwięcej strat w drużynie w tym meczu), który po kilku kozłach oddaje ją do Courtney'a Lee. Ten rzuca z dystansu, pudłuje.

Lee akurat rozgrywał niezły mecz, a Celtics są jedną z najlepiej broniących drużyn NBA (podobnie jak Cavaliers), ale jeśli pretendent do finału potrafi zagrać tylko coś takiego w ważnym momencie, to ja w niego nie wierzę. W play-off będzie przecież jeszcze trudniej.

Ale jeszcze gorsza była kolejna akcja po spudłowanym rzucie Paula Pierce'a (logiczna izolacja dla najlepszego zawodnika drużyny, gra jeden na jeden, ale pudło) - ciągle 83:82, około 20 sekund do końca. Turkoglu, który do tego momentu miał 3/17 z gry (2/6 za trzy) rzuca nagle za trzy. Nagle, bo nie było ani zasłony, ani odrzucenia. Stał i oddał rzut. A kilka metrów dalej miotał się Lewis, który akurat w tym meczu był bardzo skuteczny (6/10 z gry w tym 4/7 za trzy).

Gdyby nie Howard i jego blok przy rzucie Pierce'a, Magic pewnie by ten mecz przegrali.

Wciąż, mimo tylu zwycięstw, nie ma w tym zespole mądrości - już w styczniu pisałem o tym, że Magic brakuje doświadczenia w play-off. Widać to właśnie teraz - w ważnych meczach sezonu zasadniczego. W Magic nie ma na dodatek zawodnika pokroju Pierce'a, który potrafi wziąć piłkę, zagrać jeden na jeden, wykreować pozycję rzutową. Co potrafi Turkoglu - widziałem w środę.  Wiem, że kontuzja Jameera Nelsona spowodowała duże zamieszanie, że ten rozgrywający aspirował do roli lidera, że zastępujący go Rafer Alston to zupełnie inny gracz. Ale szczerze mówiąc po Nelsonie też nie spodziewałem się za wiele, jeśli chodzi o naprawdę ważny crunch time.

Pozostaje jeszcze jeden problem, czyli Detroit Pistons - bardzo możliwy rywal w pierwszej rundzie play-off. Klątwa drużyny z Orlando. W trzech ostatnich sezonach Magic mają z Pistons bilans 3-17. Gdzie szukać nadziei dla Howarda i spółki? 

 Typuj wyniki Orlando Magic w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 
1 , 2 , 3