Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
środa, 28 kwietnia 2010

Po wtorkowej konferencji prasowej, na której prezes PLK Jacek Jakubowski oficjalnie poinformował o podpisaniu przez ligę dwumiesięcznej umowy sponsorskiej z Tauronem, nie miałem ani siły, ani ochoty po raz kolejny opisywać organizacyjnych meandrów w biurach przy warszawskiej ulicy Ciołka. Robiłem to kilka razy, ostatnio dzień przed konferencją - nic się nie zmieniło, wystarczy już tych słów.

Świeżą refleksję na temat stosunków na szczycie władzy w polskiej koszykówce ma za to Piotr Szeleszczuk ze Sportandmore.pl, który tym razem - wyjątkowo i gościnnie - podzieli się nią na tym blogu:

Piotr Szeleszczuk: Pamiętajcie, kto wciąż tu rządzi

Tak jak pisałem kilka miesięcy temu, nowym sponsorem PLK został koncern energetyczny Tauron. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie, ale jeśli się temu przyjrzeć z bliska, to rzeczywistość wcale nie jest taka różowa.

Najpierw fakty. Ogłoszony we wtorek nowy sponsor ligi to jeden z koncernów energetycznych, aktywny zwłaszcza na południu Polski. Wkrótce wchodzi na giełdę, więc koszykówka jest mu potrzebna do promocji marki. Umowę zawarto na dwa miesiące. W kuluarach mówi się, że Tauron zapłaci za wszystkie świadczenia ze strony PLK (nie tylko nazwa Tauron Basket Liga, ale też reklama w halach i na stronie internetowej) nie więcej niż pół miliona złotych. Prezes Jakubowski zapewnia, że firma jest chętna do współpracy także w przyszłym sezonie.

Wydawać by się mogło, że nowy szef ligi złapał byka za rogi – państwowe firmy energetyczne nie narzekają na brak środków. Czy w końcu doczekamy się obiecywanej od kilku miesięcy marketingowo-piarowej rewolucji? Raczej nie. Pieniądze od Taurona pójdą przede wszystkim na spłatę długów i bieżące funkcjonowanie PLK w tym sezonie. A co z następnym?

Niestety, na razie nie widzę wielkich powodów do optymizmu. Dlaczego? Na konferencji prasowej w Warszawie obecni byli Jakubowski i Roman Ludwiczuk, który też brał udział w rozmowach z Tauronem. Łukasz Cegliński postanowił zapytać prezesa PZKosz o pieniądze, które związek miał zapłacić lidze za pakiet akcji PLK, który przejął kilka miesięcy temu. - Nie mogę panu odpowiedzieć na to pytanie, bo tym zajmuje się sekretarz generalny. Mogę natomiast powiedzieć, ile zapłaci nam PLK w przyszłym sezonie za prawo do organizacji ligi. Dużo – zripostował Ludwiczuk.

Mina Jacka Jakubowskiego po takim dictum skwaśniała. Uśmiech nie wrócił szybko, bo potem prezes Ludwiczuk szczegółowo wyłożył sprawę. PZKosz w ostatnich miesiącach prezesury Janusza Wierzbowskiego uratował ligę przed bankructwem swoimi pożyczkami. Potem PZKosz objął pakiet udziałów w spółce PLK, zwiększając tym samym swój wpływ na ligę. Nie zapłacił za nie jednak fizycznie ani grosza, 170 z 500 tys. należnych PLK poszło na spłatę długów. Jeśli doliczymy do tego opłatę za organizację rozgrywek (bieżących i przyszłorocznych), wniosek może być tylko jeden – liga znów wpadnie do kieszeni Ludwiczuka. Co to oznacza dla reformatorskich pomysłów Jakubowskiego każdy w miarę rozsądny kibic koszykówki może sobie wyobrazić.

Podczas konferencji nowy szef PLK snuł piękne wizje reorganizacji biura ligi, zapowiadał zatrudnienie specjalistów i dynamiczny rozwój strony internetowej. Mimowolnie przypomniały mi się wtedy schyłkowe lata rządów Janusza Wierzbowskiego. Były prezes PLK też najczęściej występował na konferencjach ramię w ramię z Ludwiczukiem i czarował dziennikarzy okrągłymi słówkami. Prezes PZKosz słuchał tych opowieści i uśmiechał się pod wąsem. Teraz władze PLK się zmieniły, ale Ludwiczuk wciąż jest na tym samym miejscu. I znów uśmiecha się pod wąsem…

PS. Sztandarowym hasłem nowego prezesa PLK jest dokładna weryfikacja klubowych finansów. Rok temu Janusz Wierzbowski też zaczął ten temat ostro, ale potem do akcji wkroczył PZKosz i skończyło się znacznie łagodniej. Teraz ma już nie być litości. Chyba, że… Jesienią nowe wybory w PZKosz. Każdy wyrzucony z ekstraklasy klub to kilka głosów mniej dla obecnych władz. Wyobrażacie sobie ostre cięcia w okresie przedwyborczym? To wykluczone, przed wyborami się obiecuje, a nie tnie. Nie wierzycie? Zapytajcie senatora.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

We wtorek rusza play-off PLK - razem z kolegami z "Gazety Wyborczej" zabawiliśmy się w typowanie ćwierćfinałów. Moje typy w skrócie: Prokom - Czarni 3:0, Anwil - Polonia 3:0, Polpharma - AZS 1:3, Trefl - Turów 3:2.

Zapraszam do dyskusji, ale nie tylko na temat typów.

W jeszcze szerszym gronie dziennikarzy "Gazety Wyborczej" przeprowadziliśmy głosowanie na najlepszych sezonu zasadniczego w PLK. Wybieraliśmy w sześciu kategoriach oraz po dwie piątki rozgrywek.

Walka o tytuł MVP między Michaelem Wrightem i Qyntelem Woodsem była zacięta i toczyła się do ostatniego głosu. Zwyciężył Wright, jednym punktem.

Ja głosowałem na Woodsa. Poniżej moje typy:

MVP

1. Qyntel Woods, 2. Michael Wright, 3. David Logan, 4. Patrick Okafor, 5. Jeremy Chappell.

Statystyki przemawiają za Wrightem, wynik drużyny za Woodsem. Wright był dla Turowa ważniejszy niż Woods dla Prokomu, ale o ile Wrighta da się ograniczyć (vide mecz Turów - Prokom), tak z Woodsem jest o wiele trudniej.

Dla mnie Woods jest zdecydowanie najbardziej dominującym zawodnikiem, jaki grał w PLK od lat. A być może w całej historii ligi. Amerykanin sprawia często wrażenie, że jak włączy drugi bieg, to może robić na boisku to, co chce. Nie zawsze chce i nie zawsze musi, ale końcówka ostatniego meczu we Włocławku pokazała co mam na myśli.

Statystyki Woodsa podzieliłem na dwie części - sprawdziłem jak Amerykanin grał z drużynami z miejsc 1-8, a jak wypadał w meczach z zespołami z pozycji 9-14. W tych pierwszych Woods zdobywał średnio po 18,3 punktu w ciągu 29 minut. W drugich średnia spadała do 12,1 punktu w trakcie niespełna 18 minut na boisku. Woods jest po prostu zawodnikiem na ważne mecze. Jak musi, to dostarcza.

Wright też był skuteczniejszy z lepszymi - 21,5 punktu wobec 19,4 - ale podkoszowy Turowa nie jest zawodnikiem, który w aż takim stopniu jak Woods może decydować o losach meczu. Z drugiej strony w tego typu plebiscytach traci tak, jak Dwight Howard w NBA - koszykarze dokarmiani przez obwodowych nie wyglądają tak spektakularnie jak zawodnicy grający z piłką.

W wyborze Woodsa pomogła mi też jedna z rad Billa Simmonsa, który w "The Book of Basketball" podał swój wzór na MVP składający się z pięciu pytań. Drugie brzmi mniej więcej tak:

Gdyby dwaj fani koszykówki mogli wybierać zawodników do dwóch piątek, które zagrają o ich życie, kto zostałby wybrany jako pierwszy?

Ja wybrałbym Woodsa. I kropka.

Najlepszy rezerwowy

1. Michael Kuebler, 2. Rashard Sullivan, 3. Michał Wołoszyn.

Kuebler dał wielką ofensywną siłę AZS, Sullivan dostarczał energii, ale też zbiórek i bloków Anwilowi, a Wołoszyn sprawiał, że Stali nie można było lekceważyć w żadnym momencie meczu.

Najlepszy Polak do lat 23

1. Dardan Berisha, 2. Tomasz Śnieg, 3. Adam Waczyński.

Zastanawiałem się czy nie dać Śniega na pierwszym miejscu, ale jak sobie przypomniałem sposób, w jaki Berisha podrywał czasem Polonię 2011...

Najlepszy obrońca

1. Łukasz Majewski, 2. Krzysztof Szubarga, 3. Leszek Karwowski.

Najtrudniejsza kategoria, bo widziałem zbyt mało meczów, aby wychwycić indywidualne niuanse defensywne. Wyróżniam Majewskiego, bo w najlepiej broniącej w lidze Polpharmie był najlepszym plastrem na skrzydłowych - w pewnym sensie wszedł w rolę Krzysztofa Roszyka z poprzednich lat. Karwowski wysoko za imponujące bloki i pomimo tego, że Polonia 2011 broniła słabo.

Najlepszy import

1. Jeremy Chappell, 2. Saulius Kuzminskas, 3. Jarryd Loyd.

Chappell w zasadzie bez konkurencji, choć Kuzminskas to też kawał gracza. Loyd - zapomniany po przejściu do Turowa - zrobił bardzo dużo dla utrzymania w lidze Stali.

Najlepszy trener

1. Milija Bogicević, 2. Karlis Muiznieks, 3. Dariusz Szczubiał.

Bogicević zaczął wcześnie pracować z młodym zespołem przygotowywanym pod kątem przepisu o młodzieżowcu. Wykluł się z tego ładnie grający i zdyscyplinowany zespół. Muiznieks po cichu - ale solidnie - zajął czwarte miejsce. Szczubiał? Tak, trochę mi głupio, że pominąłem Tomasa Pacesasa i Igora Griszczuka, ale doceniam nos Szczubiała, który prawie wprowadził skazywany na pożarcie Znicz do play-off.

Pierwsza piątka: Krzysztof Szubarga, David Logan, Jeremy Chappell, Qyntel Woods, Michael Wright.

Druga piątka: Dante Swanson, Eddie Miller, Nikola Jovanović, George Reese, Patrick Okafor.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Faulować czy nie?

According to an analysis provided by Synergy Sports Technology, the situation presented itself 165 times in the last two N.B.A. seasons with 10 seconds or less left on the game clock. The conclusion? Although coaches debate the strategy of fouling intentionally, most rarely do. Teams deliberately fouled in only 19 of those instances. (One team tried to foul but was unable to because of ball movement.) No team fouled with a second or less remaining.

Teams that deliberately fouled won 17 of the 19 games in regulation and lost once. Teams won all 14 of the games in which they purposefully fouled with five seconds or less to play. One game went to overtime, and the team that fouled when leading in regulation won.

When teams chose not to foul, they won 128 games and lost 4 in regulation, according to Synergy, which logs every N.B.A. game and provides data to teams. Fourteen games went to overtime, and the teams split the victories.

Ciekawy artykuł w "New York Times".

wtorek, 20 kwietnia 2010

20-letni Tomasz Nowakowski zgłosił się do draftu NBA. Jego agent Kenneth Grant, który ma m.in. Krzysztofa i Dariusza Ławrynowiczów w Eurolidze oraz Matta Bonnera i Davida Andersena w NBA, wyjaśnił przyczynę takiej decyzji:

Tomasz ostatnio gra bardzo dobrze, więc chcemy wykorzystać moment i przekonać się czy wzbudzi jakiekolwiek zainteresowanie.

Na polskim koszykarskim bezrybiu zainteresowanie wzbudza każda taka informacja, choć jej znaczenia nie należy przeceniać - samo zgłoszenie w żadnym wypadku nie oznacza wyboru, Nowakowski prawdopodobnie się z tegorocznego draftu wycofa. To powszechne zachowanie w przypadku młodych koszykarzy.

Poniżej kilka cytatów z rozmów z Jonathanem Givonym (naczelny serwisu Draftexpress.com, który jako pierwszy poinformował o zgłoszeniu Nowakowskiego) i trenerem Tomaszem Jankowskim (miał tego zawodnika w kadrze do lat 20 w 2009 roku).

Givony:

Agent wykonuje dobrą robotę i to trzeba podkreślić. Kluby NBA dostrzegą nazwisko zawodnika na liście i zaczną szukać informacji na jego temat, bo będą chciały mieć pewność, że nikogo nie przeoczą.

Jankowski:

Pamiętam jak w 2004 roku zgłosił się do niego Paweł Mróz. Znając możliwości Pawła spytałem jego agenta skąd taki ruch. Usłyszałem: "Po to, aby mieć to w papierach". Podobnie jak w przypadku Pawła Mroza wątpię czy Nowakowski zagra w NBA. Raczej nie ma na to szans.

Jankowski i obecny trener klubowy Nowakowskiego Saso Sekulić, mają odmienne zdania na temat zawodnika. Możecie się z nimi zapoznać czytając artykuł na Sport.pl.

Ja nie znam Nowakowskiego. Nigdy nie miałem okazji z nim rozmawiać, ani oglądać go w akcji, dlatego wszystkich opinii na jego temat słucham z zainteresowaniem. Wydaje mi się, że słowa Sekulicia wcale nie kłócą się z tym, co mówi Jankowski - 20-letni koszykarz być może właśnie rozgrywa swój przełomowy sezon. Pierwszy pełny w koszykówce seniorskiej z solidnymi minutami na boisku. Statystyk i kolejnych double-double przeceniać nie należy, bo słabeusze ligi słoweńskiej nie grają zapewne na najwyższym poziomie, ale nie sposób nie docenić postępu, jaki Nowakowski wykonał.

Cieszę się, że agent zgłosił się do draftu. To dobra decyzja, która nic nie kosztuje, a młodemu zawodnikowi - jeśli jest chętny do pracy - może umożliwić owocne zaprezentowanie się ważnym osobom, a także dać impuls do jeszcze cięższej harówki.

I tego życzę Nowakowskiemu, który 21 kwietnia obchodzi swoje 20. urodziny.

Adam Wójcik skończył 20 kwietnia 40 lat!

Panie Adamie - dużo zdrowia, 100 lat życia, tyle sezonów na boisku, ile uzna pan za stosowne.

A do tego - 118 punktów na boiskach PLK. Tyle brakuje panu do 10 tysięcy i mam nadzieję, że nie spocznie pan dopóki tej granicy nie osiągnie.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Wcale nie czuję się, jak niepoprawny optymista i "gortatofil". Ale uważam, że Orlando Magic zdobędą mistrzostwo NBA. Bo są świetnym zespołem.

To mój typ na mistrzostwo NBA. Zbyt odważny?

sobota, 17 kwietnia 2010

Na Sport.pl są już typy moje i Michała Owczarka na rozstrzygnięcia w I rundzie play-off. Na pojedynek wyzwali nas eksperci Sportandmore.pl - Piotr Szeleszczuk i Michał Tomasik. Poniżej przypominam swoje typy w skróconej formie i zapraszam do dyskusji.

KONFERENCJA WSCHODNIA: Cleveland - Chicago 4:1, Orlando - Charlotte 4:0, Atlanta - Milwaukee 4:1, Boston - Miami 4:3.

KONFERENCJA ZACHODNIA: LA Lakers - Oklahoma City 4:2, Dallas - San Antonio 4:3, Phoenix - Portland 4:2, Denver - Utah 4:3.

Króciutko przedstawię też swoje nominacje dla najlepszych w NBA.

MVP: 1. LeBron James, 2. Kevin Durant, 3. Kobe Bryant. Trener Orlando Magic Stan Van Gundy powiedział to zgryźliwie i pół żartem, pół serio, a ja powtórzę zupełnie na poważnie - James będzie MVP tej ligi na kolejne kilka lat z rzędu.

Rezerwowy: 1. Manu Ginobili, 2. Jamal Crawford, 3. Lamar Odom. Ginobili to rezerwowy nietypowy, bo błyszczeć zaczął jako pierwszopiątkowy, ale warunki spełnia. Wymarzony zmiennik.

Obrońca: 1. Dwight Howard, 2. Gerald Wallace, 3. LeBron James. Howard nie tylko zbiera i blokuje, ale i pozwala Magic na organizację defensywy pod niego.

Debiutant: 1. Tyreke Evans, 2. Brandon Jennings, 3. Stephen Curry. Very close na szczycie, ale jednak zdecydowałem się na Evansa. Być może niesłusznie.

Trener: 1. Scott Brooks, 2. Scott Skiles, 3. Larry Brown. Tu dyskusji raczej nie ma, choć Szczepan Radzki - słusznie! - docenia Jerry'ego Sloana.

Postęp: 1. Corey Brewer, 2. Joakim Noah, 3. Danilo Gallinari. Nie mogłem się powstrzymać od prywaty, bo Brewer był największym pozytywem sezonu w Minnesota Timberwolves. Ale Noah też mnie oczarował.

Pierwsze piątki (u mnie z podziałem na pięć, a nie trzy pozycje jak w NBA). Pierwsza: Deron Williams, Kobe Bryant, LeBron James, Dirk Nowitzki, Dwight Howard. Druga: Steve Nash, Dwyane Wade, Kevin Durant, Chris Bosh, Tim Duncan. Trzecia: Chauncey Billups, Brandon Roy, Carmelo Anthony, Amare Stoudemire, David Lee.

Typy powstały na potrzeby kolejnego odcinka "Przerwy na Żądanie".


piątek, 16 kwietnia 2010

Oh god I miss you, I really miss you.

Peter Steele, wokalista i basista Type O Negative, zmarł w środę we śnie. Miał 48 lat.

Everything Dies - śpiewał.

Chciałem dać wybrany link do jakiegoś kawałka, który najlepiej tłumaczyłby to, co - jako fan - czuję. Ale co wybrać? "Are you afraid?", "Black no. 1", "Too Late: Frozen"?

A może - trochę mniej na temat - "Summer Girl", "In Praise of Bacchus", "Christian Woman", "Love You to Death", "We Hate Everyone", "My Girlfriend's Girlfriend", "Cinnamon Girl"... Słucham tych kawałków i każdy tekst mogę wyrecytować. I pewnie mógłbym tak wymieniać długo.

Do jasnej cholery, tacy goście przecież nie umierają... To ja zasłabłem na koncercie w Stodole w dwa tysiące którymś i "Black no. 1" musiałem przesiedzieć pod ścianą...

Załóżcie gdzieś zespół razem.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Pamiętacie październikowe przepowiednie Sport.pl przed sezonem zasadniczym NBA?

KONFERENCJA WSCHODNIA - tak typowałem (dużymi literami udane strzały, w nawiasach pozycja drużyn w końcowej tabeli):

1. CLEVELAND CAVALIERS
2. ORLANDO MAGIC
3. Boston Celtics (4)
4. Atlanta Hawks (3)
5. Washington Wizards (14)
6. Chicago Bulls (8)
7. Detroit Pistons (12)
8. Toronto Raptors (9)
9. Miami Heat (5)
10. Philadelphia 76ers (13)
11. Charlotte Bobcats (7)
12. New Jersey Nets (15)
13. New York Knicks (11)
14. Indiana Pacers (10)
15. Milwaukee Bucks (6)

Najbardziej pomyliłem się w stosunku do Milwaukee Bucks, których umieściłem na ostatnim miejscu. Nie doceniłem – choć chyba nie tylko ja – talentu i możliwości Brandona Jenningsa, nie wziąłem pod uwagę, że trener Scott Skiles pomoże rozwinąć się Andrewowi Bogutowi, a supporting cast da poważne wsparcie liderom. Bucks okazali się zespołem silnym, choć praktycznie cały sezon grali bez swojej pierwszej strzelby, czyli Michaela Redda.

Wyraźnie przeceniłem za to Washington Wizards, którzy niezależnie od kowbojskiej historii w szatni, słabo grali od początku sezonu. Ja widziałem w nich czarnego konia wschodu, bo cenię Flipa Saundersa i wydawało mi się, że zdrowe trio Gilbert Arenas, Caron Butler i Antwan Jamison stać na rajd w play-off. Butler szykuje się do gry o tytuł w Dallas, Jamison w Cleveland, a Arenasa po prostu nie ma.

Inne pomyłki to umieszczenie w play-off Detroit Pistons i Toronto Raptors przy jednoczesnym zlekceważeniu Charlotte Bobcats. Pamiętajmy jednak, że Bobcats już po rozpoczęciu sezonu wzmocnili się Stephenem Jacksonem, a Raptors do końca walczyli o miejsce w ósemce. Pistons? Ich transfery okazały się nietrafione, a na dodatek zespół gnębiły kontuzje.

Czołówkę wytypowałem niemal bezbłędnie, co jednak trudne nie było - jeden błąd dotyczył umieszczenia Boston Celtics przed Atlanta Hawks. Słabeuszy (Philadelphia 76ers, Indiana Pacers, New York Knicks, New Jersey Nets) umieściłem tam, gdzie ich miejsce, choć niektórych (Nets) przeceniłem.

Liczba zespołów wytypowanych dobrze: 2. Skuteczność play-off: 5/8.

KONFERENCJA ZACHODNIA – tak typowałem
(dużymi literami udane strzały, w nawiasach pozycja drużyn w końcowej tabeli):

1. LOS ANGELES LAKERS
2. Portland Trail Blazers (6)
3. San Antonio Spurs (7)
4. Utah Jazz (5)
5. Dallas Mavericks (2)
6. Denver Nuggets (4)
7. Houston Rockets (9)
8. Phoenix Suns (3)
9. New Orleans Hornets (11)
10. Los Angeles Clippers (12)
11. Oklahoma City Thunder (8)
12. Golden State Warriors (13)
13. Memphis Grizzlies (10)
14. SACRAMENTO KINGS
15. MINNESOTA TIMBERWOLVES

Zachód, a szczególnie pierwsza ósemka, był tak wyrównany, że trudno uznać za wpadkę umieszczenie Portland Trail Blazers na drugiej pozycji – rozbity kontuzjami zespół zajął ostatecznie szóste miejsce, ale do pozycji wicelidera miał blisko jeszcze tydzień przed zakończeniem sezonu. Podobnie sytuacja ma się z San Antonio Spurs.

Wpadki w Konferencji Zachodniej miałem dwie – zupełnie nie doceniłem Phoenix Suns, których ledwie „awansowałem” do play-off, podczas gdy szybki zespół przez długie momenty sezonu był very hot, szczególnie we własnej hali.

Nie umieściłem też w play-off Oklahoma City Thunder, ale nie postrzegam tego jako wielkiej pomyłki. Typowałem Thunder na 11. pozycji, ale pisałem wyraźnie, że „drużyna przyszłości powinna mieć lepszy sezon niż ostatnio”. Miała znacznie lepszy, gratulacje. Thunder wypchnęli z mojej ósemki Houston Rockets, w których wierzyłem ze względu na Ricka Adelmana. Świetny Aaron Brooks nie wystarczył na play-off, ale czy można powiedzieć, że Rockets mieli słaby sezon?

Przeszacowałem Los Angeles Clippers, ale usprawiedliwia mnie kontuzja Blake’a Griffina, o której podczas typowania nie wiedziałem. Nie doceniłem Memphis Grizzlies, ale tam też odejście Allena Iversona zmieniło sytuację na korzyść drużyny.

Najbardziej dumny jestem jednak z akapitu o Minnesota Timberwolves: „Zanosi się na powrót do przeszłości, czyli do sezonu 1991/92, kiedy Timberwolves z bilansem 15-67 byli najgorszym zespołem w lidze.” Minnesota nie była ostatecznie najgorsza, ale wrażenie pozostawiła fatalne. No i miała bilans 15-67.

Liczba zespołów wytypowanych dobrze: 3. Skuteczność play-off: 7/8.


Odpowiadam od razu tak, jak odpowiedziałaby większość kibiców NBA - z różnych względów nie osiągnęliby takich sukcesów. Z okazji najgorszego sezonu od lat Minnesota Timberwolves warto jednak przeczytać tekst Patricka Reusse ze "Star Tribune".

Kareem Abdul Jabbar (as Lew Alcindor) landed in Milwaukee as the first selection in the 1969 draft. He led the upstart Bucks to an NBA title in 1971. Before the 1975-76 season, he requested a trade to the Lakers or the Knicks, saying Milwaukee did not fit his "cultural needs.'' The Bucks traded him to the Lakers for Elmore Smith, Brian Winters, Dave Meyers and Junior Bridgeman. The guess here is Minneapolis had the same cultural shortcomings as did Milwaukee.


 
1 , 2