Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
sobota, 31 maja 2008

Oficjalna strona Roberta Kubicy wizualnie wygląda nieźle:

Miałem napisać, że w zasadzie to już wszystko, ale akurat w ostatnich dniach pojawiła się nowa 'rubryka' - News. W piątek po południu był tam np. link do przetłumaczonego wywiadu z kierowcą na formula1.com, a także - bardzo ciekawa - informacja o aukcji kombinezonu Kubicy.

Strona się zatem rozwija i bardzo dobrze, bo o ile Polak dorównuje najlepszym na torze, to jego strona z serwisami rywali równać się nie może. Merytorycznie kubica.pl zawiera czysto faktograficzny opis kariery kierowcy, a zakładka 'Sezon 2008' pokazuje infografiki z podstawowymi informacjami o torze. Obok (nieklikalne) klasyfikacje indywidualne i konstruktorów. Wyniki wyścigów? Nie. Unikalne zdjęcia Kubicy? Nie. Wywiady z kierowcą? Nie. Akapit wypowiedzi Polaka? Nie.

Oczywiście rozumiem, że zapowiedzi można znaleźć na oficjalnej stronie BMW Sauber, wszelkie wyniki są dostępne na formula1.com, a wywiady, wypowiedzi itp. na dziesiątkach innych serwisów, ze sport.pl włącznie.

Zerknąłem sobie jednak na strony innych kierowców. I tak np. z serwisu Felipe Massy można dowiedzieć się, że np. jego szczęśliwym talizmanem podczas wyścigu jest specific underwear, albo przeczytać słowa kierowcy, który dementuje plotki o swojej rzekomej kolekcji zegarków. Skąd takie szczegóły? Fani zadają Massie pytania, a on na nie odpowiada.

Można też sprawdzić wyniki z obecnego sezonu (aktualizowane każdego dnia weekendu GP) i zobaczyć wczesne zdjęcia:

Kimi Raikkonen mistrzowskiej strony nie ma, brakuje choćby wyników i faktograficznego ujęcia kariery jak w przypadku Kubicy, ale są zapowiedzi wyścigów (po angielsku i po fińsku), możliwość zapisania się do fanklubu i zdjęcia z każdego GP.

Fernando Alonso, Nick Heidfeld, Adrian Sutil, Jarno Trulli, Sebastien Bourdais - kolejni pierwsi z brzegu kierowcy mają o wiele ciekawsze, przynajmniej dwujęzyczne, oficjalne strony internetowe. Przyznaję, całej 20 nie sprawdziłem, bo to naprawdę czasochłonne.

Ale bardziej czasochłonne byłoby chyba przyjrzenie się wszystkim polskim serwisom o Kubicy. Wpisałem w Google Robert Kubica i naliczyłem aż 14 stron, które w adresie mają różnie wpisywane kombinacje Robert i Kubica. I znów przyznaję - nie przeklikałem się przez wszystkie z tych serwisów, ale już pod pierwszym linkiem nie licząc oficjalnego (kubica-robert.net), jest w tej chwili więcej informacji niż na kubica.pl.

I ciekawostka - pomyślałem, że może oficjalna strona Kubicy w języku angielskim na adres www.kubica.com. Wpisałem. Zobaczcie sami...

2.32. Mecz nr 6, do-or-die dla Detroit Pistons. Powtarzam: w tym play-off Pistons zawsze wygrywali po porażkach. Jeśli to się powtórzy dzisiaj - będzie mecz nr 7. Jeśli wygrają Celtics - mamy wielki finał NBA, czyli Boston Celtics - Los Angeles Lakers.

Z różnych względów jestem fanem obu rozwiązań.

W mojej sopcastowej transmisji tuż przed rozpoczęciem prezentacji zawodników, ukazała się czerwona plansza z napisem, że w związku z zagrożeniem tornado, widzowie proszeni są o przełączenie na kanał 44. Jeśli to nie internetowa ściema, to oby wszystko było okej i oby nikomu nic się nie stało.

Ja się koszykarskiego tornado nie spodziewam. W końcu dogrywka?

Kolokwia zaliczone?

Dobry wieczór i niech emocje będą z nami!

2.39. Jeff van Gundy i jego wskazówka dla Pistons: Tayshaun Prince, dotychczas w tej serii słaby. Musi wejść na wyższy poziom.

Mark Jackson i jego wskazówka dla Celtics: wielkie trio musi zagrać NAPRAWDĘ świetnie. Rajon Rondo i Kendrick Perkins także muszą być widoczni. Bitwa będzie wielka.

Chauncey Billups spudłował pierwszego wolnego, ale drugi wpadł. Ray Allen odpowiada trójką. 1:3.

2.47. Statystyki. 10:11, na 5.47 przed końcem pierwszej kwarty. Dużo pudeł, sporo słabych decyzji w ataku, mecz dość siermiężny, nawet jakiejś specjalnej walki na śmierć i życie na razie nie widać.

Prince na razie tylko psuje. Ciekawe czy się przełamie?

2.52. Zwykle bywało odwrotnie, ale w tym sezonie o wiele bardziej interesuje mnie Konferencja Wschodnia niż Konferencja Zachodnia. Sam sobie się dziwię, bo na zachodzie były w tym roku wielkie pojedynki, a mnie jakoś nie ruszyły. Nawet Lakers - Spurs. Być może dlatego, że oglądanie Celtics - Pistons jest tak wyczerpujące, że nie mam siły na inną serię w kolejną noc...

13:17. Gospodarze dużo piłek kierują do Prince'a, ale efekt słaby. Rondo w swoim stylu, choć ostatnio dobry moment.

2.57. C+ nie zazdroszczę. Zrezygnowałem kilka miesięcy temu i z transmisjami internetowymi czuję się wspaniale.

Pistons to na razie Billups, jeśli chodzi o egzekucję - ma już osiem punktów. Celtics bardzo drużynowo - poza Perkinsem każdy z punktami. Paul Pierce pięć zbiórek, Kevin Garnett trzy asysty.

3.02. Rodney Stuckey beat the buzzer i 23:24 po pierwszej kwarcie. W końcówce znakomite momenty Allena i Richarda Hamiltona. Obaj mają po 10 punktów, obaj grają jak klasyczni rzucający.

Zwróciłem uwagę na obronę z obu stron. Pistons aktywniejsi, ale Celtics lepiej trafiają, więc siły się wyrównują.

A jednak sędziowie nie zaliczyli punktów Stuckey'a... Ponoć nie zdążył. Celtics dostali na dzień dziecka 1,5 sekundy i Allen prawie trafił z ośmiu metrów!

3.10. Doc Rivers po pierwszej kwarcie:

I like our ball movement.

Rzeczywiście, ten element ataku Celtics jest w porządku.

3.23. 28:32, 5.07 do przerwy. Allen jest wielki dzisiaj! Trafia (13 punktów), dobrze broni (przechwyt), dzieli się piłką (asysta przy trójce Jamesa Posey'a na 32:25) - naprawdę się odrodził. Z drugiej strony trzyma się Hamilton (też 13 punktów), ale widać, że Pistons nie są w swoim rytmie. W ogóle nie widać Rasheeda Wallace'a, a w zasadzie nikogo, kto jest wzrostu Prince'a lub wyżej.

Z drugiej strony: nie chodzi o to kto będzie Robertem Witką, ale o to, kto będzie Filipem Dylewiczem...

3.31. 33:34. W Pistons naprawdę gra tylko obwód - trójka Billupsa i jego zbiórka w ataku (!). Gospodarze odrobili straty i ciekawy komunikat na ekranie - Pistons wygrali sześć meczów z rzędu u siebie, w których mieli perspektywę odpadnięcia.

Trzeci faul łapie Garnett, a w tej samej akcji Allen i Hamilton szarpią się nawet po gwizdku. To duża rywalizacja tej serii.

Na gg zaczepił mnie młodszy kuzyn, tegoroczny maturzysta. Z klawiaturowego bełkotu wynika, że była dobra impreza. A ja jutro mam wesele szwagra i w drugiej kwarcie meczu nr 6 życzę młodej parze sportowej rywalizacji.

I wracamy do gry.

3.43. 37:40 do przerwy. Wielki Billups - 18 punktów, 3 zbiórki i 4 asysty, ale poza Hamiltonem ma ma nędzne wsparcie. Taki Prince np. - 0/5 z gry. Nędza.

Celtics równo, a na dodatek bez strat. Nadzieja dla Pistons - kłopoty z faulami Garnetta. Ale jak to zrobić, skoro wysocy z Detroit są niewidoczni?

A syn Patricka Ewinga, Patrick Ewing jr, stara się o miejsce w drafcie.

Idę po herbatę.

4.10. Uuu. 4. faul Garnetta, którego nie było... Walka o pozycję z Wallacem i nagle gwizdek. Jak pisałem, to może mieć znaczenie...

O, 4. faul Wallace'a. To się siły wyrównały. I dobrze.

Poza tym wciąż wielki Billups.

4.13. Jeszcze większy Billups! Trójka w kontrze i tylko 53:54. Ale mecz Pana Wielki Rzut!

No i Prince zaczął wreszcie trafiać - w tej kwarcie już dwa razy z gry.

4.23. Zastanawiam się jak wyglądałaby gra Celtics, gdyby zamiast Rondo rozgrywał Stuckey. Wydaje mi się, że lepiej - Stuckey wygląda na zawodnika, który wie co to jest kontrolowanie tempa. No i podejmuje lepsze decyzje.

Prince za trzy i Pistons na prowadzeniu 58:56. Zaczyna się walka, trafia Sam Cassell, ale potem cztery punkty Antonio McDyessa! 14:4 zryw dla Pistons, 2.09 do końca trzeciej kwarty i jest 62:58.

I bardzo ważne - transmisja mi się rwie, więc nie jestem pewny, ale wydaje mi się, że gwizdki przeciwko Celtics dziwne (4. faule Garnetta, Rondo i przed chwilą ofensywny Pierce'a).

4.30. Kolejny faul Pierce'a w walce o pozycję. A Prince szaleje - dziewięć punktów w kwarcie i już 66:58 dla Pistons. To wszystko w momencie, kiedy Billups odpoczywa.

4.33. Gdzie jest Allen? Tzn. widzę, że istnieje, ale gdzie są jego punkty? Typowy mecz Witki - znakomity początek i... koniec. Przynajmniej na razie. Ciekawe czy się odrodzi w czwartej kwarcie.

Powinien, bo Pistons przejmują kontrolę. Trzecia kwarta wygrana aż 31:20 (Celtics nie bronią), a przecież Billups sobie odpoczął. Jeff van Gundy to dla mnie klasa fachowiec - przewidywał, że to Prince może w tym meczu robić różnicę i w trzeciej kwarcie tak właśnie było!

4.44. 8.48 do końca, 70:67. A było już 70:60, ale Celtics wrócili do świetnej obrony, a na dodatek mądrze grają w ataku - Pierce do Perkinsa (wsad i rzut wolny po faulu), Garnett pewny z linii, tu jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte.

5. faul złapał Wallace. Pistons potrzebują punktów od Billupsa, który w ostatnich akcjach jest bardziej rozgrywającym niż egzekutorem. Za późno na takie przesunięcie ciężaru gry - przez cały mecz Billups niósł zespół na swoich barkach, powinien robić to dalej.

4.53. Zaczyna się na dobre! Garnett gra jak lider, Pierce doprowadził do remisu po 70. Pistons grają dwie akcje z rzędu młodymi - Stuckey do Jasona Maxiella i są cztery punkty. Ale odpowiada Garnett i Pierce piękną akcją. Będzie miał jeszcze rzut wolny, ale po czasie wziętym przez Flipa Saundersa. Jest remis po 74. Jest 5.25 minuty do końca.

5.02. RONDO!!! Trafia po koźle ze skrzydła i Celtics prowadzą już 83:76. Blisko, bardzo blisko finału NBA jest zespół z Bostonu. 23:6 zryw w ostatnich minutach. Świetnie gra Garnett (ma już pięć fauli), podobnie Pierce, przydatny jest James Posey. Pistons w ataku grają coś, czego nie robili przez cały mecz - dają piłkę ustawionemu tyłem do kosza Wallace'owi. Nie widać rzutowo Hamiltona i Billupsa. Jeśli nie oni, to nikt.

2.32 minuty do końca.

5.09. Billups podjął wyzwanie i zrobił 2+1, ale potem kluczowa akcja meczu - po nieudanym ataku Pistons Posey zabiera piłkę z rąk Prince'owi. Pierce trafia dwa wolne. Billups mija Garnetta, ale nadziewa się na blok Perkinsa. Obita piłka trafia jeszcze do niego, ale trójka niecelna. 79:85, 65 sekund do końca, rzuty wolne Celtics.

Niektórzy fani wychodzą już z hali.

5.17. Szkoda Pistons, ale nie czas na płacz fanów NBA. Celtics wygrali batalię i po 21 latach wracają do finału NBA! I to z kim! Z Los Angeles Lakers. Finał wszech czasów!

Perkfekcyjna czwarta kwarta Celtics - trafiał Garnett, trafiał Pierce, a cały zespół dobrze bronił. Świetne akcje graczy drugoplanowych - Rondo i Perkinsa w obronie i w ataku, no i kluczowy przechwyt Posey'a. Zasłużone zwycięstwo gości, bo Pistons w najważniejszych momentach nie grali tego, co przez większość meczu. Zresztą, przez całe spotkanie słabi byli Wallace, Prince, McDyess. Billups z Hamiltonem nie byli w stanie wygrać tego meczu we dwójkę.

Dzięki za wspólne oglądanie. To była wspaniała seria. Czytamy się w finale.

5.19. Skończyło się 81:89. Wywiady po meczu: Garnett spokojny, wyważony, trochę wzruszony. Pierce: euforia, uśmiech, podniecenie.

piątek, 30 maja 2008

Przed meczami nr 3 i 4 chodziło o pomysły na grę Prokomu, bo to sopocianie stali pod ścianą.

Teraz pod o wiele bardziej stromą ścianą jest Turów, więc oto moja recepta dla Turowa:

1. Grać swoje! Przez większość sezonu konsekwencja w realizowaniu schematów defensywnych i ofensywnych była wielką zaletą tej drużyny. Teraz nie czas na wielkie zmiany, bo odpowiednia koncentracja i dopracowanie szczegółów powinny pomóc.

2. To powinno zostać napisane w środę: kazać uwierzyć Andresowi Rodriguezowi we własny rzut i namówić go do oddawania setek takich prób na treningach. Prokom będzie go odpuszczał i jeśli Portorykańczyk nie zacznie trafiać, to nie będzie miał nawet szansy mijać. Pół roku temu w wyjazdowym meczu ze Śląskiem Rodriguez miał 3/5 za trzy. Jak to powtórzy w sobotę - Turów może wygrać.

3. Przekazywanie piłki Davidowi Loganowi jak najwcześniej w końcowych akcjach meczu. W ostatnich trzech minutach można już machnąć ręką na dopracowane schematy - należy dać piłkę najlepszemu zawodnikowi w tej serii. To Logan jest tym zawodnikiem Turowa, który umie trafić z każdego miejsca na parkiecie. Nawet pomimo dobrej obrony, np. Donatasa Slaniny w meczu nr 4.

4. Spróbować zdjąć z zawodników presję. Choć będzie ciężko - to dopiero czwarty mecz Turowa w tym sezonie, który zespół Saso Filipovskiego musi wygrać, aby nie zakończyć rozgrywek. Ćwierćfinału Pucharu ULEB z Dynamem Moskwa nie liczę, bo tam rywal był po prostu za mocny. Ale w 1/16 i 1/8 finału tych rozgrywek było już ciężko w tego typu meczach - w rewanżu z BC Kijów Turów niemal roztrwonił 12-punktową zaliczkę z pierwszego meczu, a we wcześniejszej rundzie wysoko przegrał w rewanżu końcówkę i gdyby koszykarze BK Nymburk mieli choć trochę więcej precyzji, to oni awansowaliby dalej.

Dlatego uspokojenie zawodników jest takie ważne. Choć trudne.

5. Wymuszać faule rozgrywających - to prawie się udało w meczu nr 5, który Igor Milicić i Mustafa Shakur kończyli z czterema przewinieniami. Amerykanina czasem nie trzeba do fauli prowokować, bo na te ofensywne nadziewa się sam, ale w sumie warto obu rozgrywających męczyć. Tim Kisner do prowadzenia gry na tym poziomie się raczej nie nadaje, skoro trener Tomas Pacesas z niego nie korzysta. A Slanina jako rozgrywający, to odebranie rywalom strzelca, no i potencjalne przechwyty.

Typowałem w finale 4:3 dla Prokomu i chciałbym, aby ten typ wytrwał do środy - wtedy niech zdarzy się już wszystko. Sobota? Turów stoi przed szalenie trudnym zadaniem, ale skoro Prokom był zdolny wygrać w Zgorzelcu bez Milana Gurovicia, to Turów może zwyciężyć w Sopocie mając przeciwko sobie rywala w najsilniejszym ustawieniu.

12,5 godziny przed meczem nr 6 finału Dominet Bank Ekstraligi, zapraszam do wspólnego oglądania meczu nr 6 finału Konferencji Wschodniej NBA. Pistons - Celtics na żywo. Jak zwykle.

Tak półżartem dzisiaj:

Grand Prix Polski na torze Zakopianka. Jedno okrążenie o długości 204 km. Widoki jak na Nurburgringu, zakręty ciasne jak w Monako, do tego czasem bardziej pod górkę niż na Eau Rouge w Spa. 

Obiekt składa się z dwóch części - pierwsza prowadzi z krakowskiego ronda Matecznego do Lubienia - jest kilka prostych i dużo miejsc do wyprzedzania. Potem tor robi się ciasny, bardziej techniczny, ale w Chabówce i w Nowym Targu są momenty, kiedy wyprzedzać można.

O wyjątkowości toru Zakopianka świadczy aż 27 alei serwisowych, z czego najważniejsza nazywa się Naprawa.

Dodatkowym plusem jest fakt, że prosta start-meta znajduje się w rodzinnym mieście jedynego Polaka w Formule 1.

Tor Zakopianka ma wielki potencjał, bo można na nim rozgrywać mrożące krew w żyłach wyścigi nocne:

Pozwoliłem sobie na żart, bo w piątkowym "Przeglądzie Sportowym" przeczytałem opinie Roberta Kubicy o budowie toru w Polsce. Polak sceptycznie podchodzi do budowy toru w Polsce, zwracając uwagę na to, że możliwość organizacji GP, a jego organizowanie, to dwie zupełnie inne rzeczy. Na dodatek, wykazując ryzyko budowy obiektu, Kubica mówi o obecnej tendencji do organizowania wyścigów F1 na torach ulicznych.

Nic dodać, nic ująć. Może tylko słowa Kubicy, których nie ma w internecie, a są w "Przeglądzie" na papierze:

W Polsce mamy tylko jeden tor wyścigowy. Wieży nie buduje się od góry. Brakuje nam podstaw, obiektów kartingowych, a mówi się już o budowie toru Formuły 1.

O pomyśle budowy toru pod Krakowem pisałem kilka tygodni temu, pokazując kolejkę jaka ustawia się do Berniego Ecclestone'a po organizację Grand Prix. O wyścig F1 trzeba się starać latami!

To kosztowne, trudne, czasochłonne, ale warte zachodu. Naprawdę warto się o tor i o GP postarać - oczywiście robiąc to od podstaw i z głową. Podczas GP Turcji naprawdę dotarło do mnie jak wielka różnica jest między wyścigami w państwach, które nie mają swojego kierowcy, a takimi, które mają kibicować.

I jeszcze w kwestii toru Zakopianka: miałby jeden główny minus - dojazd.

czwartek, 29 maja 2008

Kto będzie górą w meczu nr 5 między Celtics a Pistons? Przeżyjmy to razem. Piszę, więc nie śpię. Początek o 2.30.

0.27. Z bloga Jamie Samuelsena z "Boston Globe":

Can you even begin to predict what will happen in tonight’s Game 5 between the Pistons and Celtics?

No, and to quote a friend of mine, anyone who says they can is lying.

This is why we all can’t wait for this game -- because nobody knows what to expect. It’s like watching an episode of “Lost”. You don’t know what’s going to happen, and in some ways, you don’t know what’s happening while you watch. But you know it’s going to be good.

To trochę tak, jak Turów - Prokom. Nie mogę się doczekać drugiego meczu nr 5 w ciągu doby!

2.30. Sopcast chyba śpi, będę próbował różnych linków, mam nadzieję, że zdążę. A na razie - Pistons we wtorek nie trenowali. Flip Saunders:

The first thing with fatigue, it starts wearing on you emotionally. First thing you start seeing is a change in how teams play a little bit. I thought we looked fatigued in Game 3 at times for some reason, and last night their shot selection was a little more frivolous than what it was in the other games. That happens with fatigue and it happens with pressure.

Wydaje mi się, ale nie jestem pewny, że Celtics mieli dzień wolny przed meczem nr 3 w Detroit. Kto odpoczywa, ten wygrywa? 

2.36. To "Crazy Train" Ozzy'ego już zawsze będzie mi się kojarzyło z Bostonem. Jesteśmy w tej serii blisko parkietu już po raz trzeci. Raz wygrali Pistons, a drugi raz Pistons. Na razie nerwowo - 2:2 i sporo niedokładności. Statystyki.

2.43. 7.57 do końca pierwszej kwarty i mamy za sobą pierwszy zryw - 7:0 dla Celtics i jest 10:5. Trudno, co robić. Kendrick Perkins za dwa, trójka Raya Allena w kontrze i Paul Pierce wkręcił się pod kosz w kolejnej kontrze. Pistons kiepsko - straty, kozłowanie w tłum, niedolot.

Ze względów technicznych reszta relacji w komentarzach do wpisu.

środa, 28 maja 2008

Prokom po pokazie świetnej defensywy i jeszcze lepszego ataku wygrał czwartą kwartę meczu nr 5 20:5, a cały mecz w Zgorzelcu 66:59. Tak słabego Turowa, jak w ostatnich 10 minutach, w tym sezonie jeszcze nie widziałem. Czy bardziej było to spowodowane świetną obroną Prokomu, czy zagadkową zapaścią naczyń połączonych systemu trenera Saso Filipovskiego - tego nie wiem. Słoweniec ma o czym myśleć i przez 67 godzin dzielących spotkania nr 5 i 6 na pewno w Zgorzelcu będzie gorąco. Czy trener przypadkiem wspomniał o obcokrajowcach, którzy mają rezerwować już sobie bilety lotnicze do domów?

Ja wracam do znakomitego Filipa Dylewicza i niewiele mniej spektakularnego Krzysztofa Roszyka oraz Roberta Witki i Iwo Kitzingera. Dwaj pierwsi wygrali mecz dla Prokomu, akcji drugiego duetu zabrakło w końcówce meczu Turowowi. Cała czwórka zdobyła w sumie 56 punktów. Dylewicz 26, Roszyk 15, Witka 13 i Kitzinger 2.

Liczby nie kłamią - tak 'polskiego' meczu w finale nie było od czterech lat. Ani jeśli chodzi o sumę punktów, ani jeśli chodzi o procentowy udział dorobku Polaków spośród wszystkich zawodników. 

Mecz nr 1 finału 2006 - 18 punktów Michała Ignerskiego (Anwil), 14 Adama Wójcika (Prokom) plus dorobek reszty - 54 polskie punkty (34 proc.)

Mecz nr 3 finału 2005 - 23 punkty Wójcika (Prokom), po osiem Dylewicza (Prokom) i Huberta Radke (Anwil) plus reszta - 50 polskich punktów (43 proc.)

W obu spotkaniach Polacy spisywali się solidnie, choć rangę osiągnięcia zmniejsza nieco fakt, że nie było w nich tak zaciętych końcówek jak w tegorocznym meczu nr 5. Poprzedni najlepszy zbiorczy występ polskich koszykarzy w finale, to mecz nr 5 z 2004 roku. 18 punktów Radosława Hyżego (Śląsk) i dwucyfrowy dorobek czwórki innych Polaków dały w sumie aż 73 punkty. Choć udział procentowy (41 proc.) jest nieco niższy niż tegoroczny rekord.

Jeśli chodzi o występy indywidualne, to oczywiście żaden Polak (a nawet obcokrajowiec) nie może równać się z (podaję za blogiem Adama Romańskiego) rekordem Dariusza Zeliga (Śląsk), który w 1991 roku zdobył 45 punktów w meczu nr 3 z Lechem Poznań. Śląsk wygrał wówczas 110:109 po dogrywce i zdobył mistrzostwo, bo grano do trzech zwycięstw. To jest bohater niedościgniony!

Ale potem tak genialnych wybryków już nie było. W 2001 roku w meczu nr 3 Wójcik (Śląsk) zdobył 29 punktów przeciwko Anwilowi, ale to włocławianie wygrali to dramatyczne spotkanie we Wrocławiu 82:80.

Dlatego spokojnie można stwierdzić, że wyczyn Dylewicza jest najlepszym polskim występem w finale od lat!

Pan Filip miewał już jednak bardzo dobre mecze o taką stawkę. Rok temu był bezbłędny (!) w kluczowym wówczas meczu nr 3 w Zgorzelcu. 21 punktów przy 100 proc. skuteczności i zwycięstwo Prokomu 69:66. Rewelacja! Trzy lata temu Dylewicz zdobył z kolei 23 punkty (8/8 za dwa) w meczu nr 1 z Anwilem. Prokom wygrał wówczas 75:72.

Szybki wniosek - Dylewicz w formie w zaciętej końcówce, to skarb Prokomu. Jeśli powtórzy to w sobotę - będziemy mieli polskiego MVP finałów.

Dylewicz jest po prostu zdolny do tego, aby przejąć rolę gwiazdy.

poniedziałek, 26 maja 2008

I went to bed about five o'clock in the morning.

Ray Allen nie mógł usnąć w sobotę z wrażenia, że jego Boston Celtics wygrali pierwszy raz na wyjeździe w tegorocznym play-off. 94:80 w Detroit z Pistons robi wrażenie.

Wystarczająco duże, żeby z poniedziałku na wtorek nie spać samemu. Zapraszam wszystkich, bo znów zamierzam walczyć ze snem opisując to, co zobaczę. Zaczynam ok. 2.30, oczywiście jeśli nie będzie kłopotów technicznych.

22.19. Zacznę trochę wcześniej. Nie wiem czy osiem godzin niedzielnych zabiegów, które miały sprawić, że Chauncey Billups będzie w zadowalającej formie fizycznej, przyniosło efekt. Ale mimo to typuję dziś zwycięstwo Pistons. Trzy lata temu, dokładnie 1091 dni wstecz, zespół z Detroit grał w finale Konferencji Wschodniej z Miami Heat. Mecz nr 4 przy stanie 1:2. Do przerwy było 60:46 i ani jednej straty Pistons.

23.26. Teoretycznie Billups powinien dać radę - słaby mecz nr 1, bardzo dobre spotkanie nr 2. Fatalny mecz nr 3, świetne spotkanie nr 4? Ciekawe, że trener Pistons Flip Saunders mówi wprost, że kontuzja Billupsa może mieć źródło w głowie, a nie w ścięgnie:

Chauncey is maybe struggling a little bit right now mentally, not knowing if he's healthy or not. He's not as sharp as he needs to be, and he's initiating the offense.

Co przemawia za Pistons? W tym play-off po porażce zawsze wygrywali kolejne spotkanie.

2.30. Ubuntu! U mnie tranmisja powoli się zaczyna i widzę, że nie będę sam. Super. W Detroit właśnie buczą na gości, a ja napiszę, o startach Pistons. Media w Detroit wyliczyły, że Pistons przegrali w tym play-off pięć spotkań (dwa z Philadelphia 76ers, jeden z Orlando Magic i dwa z Celtics) - w każdym z nich zaczynali bardzo źle. Sprecyzuję: w meczu nr 1 z 76ers najpierw strat poważnych nie było, ale trzecia kwarta zaczęła się od 0:8; w drugim - 0:6 i 12 strat w pierwszej połowie. Z Magic gorzej: 2:16. Z Celtics też niedobrze: 0:8 i 0:11. Dochodzą jeszcze statystyki z sezonu zasadniczego:

Even in the regular season, the Pistons relied on good starts. They won 45 of 57 games they led after the first quarter and lost only six times in 57 games they led at halftime.

Czyli najważniejsze będzie na początku.

2.40. 8:0! Rasheed Wallace i sześć punktów Antonio McDyessa. Obrona, natężenie, energia, determinacja. Bucks wyglądają... w ogóle nie wyglądają! Bucks... Zaraz, to Celtics...

2.51. Statystyki. 4.25 minuty do końca kwarty, 16:6 dla Pistons. Celtics mają 2/9 z gry, liderów nie widać. Ray Allen miał stratę, Kevinowi Garnettowi trudno oddać rzut, a Paul Pierce niemal w ogóle nie ma miejsca. Pistons łatwiej dochodzą do pozycji, a McDyess jest niesamowity - ma już 10 punktów. Na dodatek gospodarze potrafią zdobywać punkty z ponowienia - Celtics po zbiórkach w ataku mają z tym problem.

I chyba nie ma takiej statystyki, która mówiłaby coś o porażce Pistons w takiej sytuacji...

2.57. Straty - zero Pistons, pięć Celtics. 18:8 na 2.44 przed końcem. Billups w ataku jest aktywny oszczędnie, ale zdecydowanie jest w grze. Próbuje grać jeden na jeden tyłem do kosza, rozsądnie oddaje przy podwajaniu. Z kolei goście stawiają na weteranów - są już P.J. Brown i Sam Cassell.

Dla Apcomi - odbieram przez Sopcast wykorzystując link z tej strony. NBA play-off, najniższy llink, czyli ESPN.

3.10. 22:17 po pierwszej kwarcie. Pierce się rozpunktował. Najpierw tylko z linii (7/7), ale w ostatniej minucie z kilku metrów. Pistons już z gorszą skutecznością, bo i lepsza defensywa gości. Ale obronna akcja meczu to blok Jasona Maxiella! Garnett dostał podanie w kontrze i miał tylko kosz przed sobą, składał się do dwuręcznego wsadu, a Maxiell z tyłu, z impetem, idealnie w piłkę! Garnett tylko tak sobie z rozpędu zawisł na obręczy... Znów zdałem sobie sprawę, że naprawdę nie narzekałem, kiedy on odchodził z Minnesota Timberwolves.

3.20. 33:19 po znakomitym zrywie Pistons. Szaleje Maxiell - najpierw wsad z kontry (po przechwycie i asyście Lindsey'a Huntera), potem celny po obrocie, wreszcie alley-oop z podania Rodney'a Stuckey'a. Do tego Wallace pięknie ograł Garnetta. Celtics znów w kłopotach, bo Allen i Garnett razem zdobyli zero punktów, a zmiennicy (James Posey, Glen Davis, Cassell) mało przydatni. Już siedem strat gości, jedna gospodarzy.

3.26. Ale sześć punktów z rzędu (wreszcie dwa Garnetta z linii) i goście zmniejszają straty. Mało widoczny jest Rajon Rondo i ja się z tego cieszę.

3.36. Znakomita akcja... Rondo, który wyjął piłkę z kozła Stuckey'owi, a potem wypadając za linię końcową zaliczył asystę do Posey'a. Bardzo zły moment miał Garnett - dwa faule ofensywne z rzędu i strata. Potem niepotrzebne moim zdaniem podanie z pozycji rzutowej do Kendricka Perkinsa pod kosz. 10 strat Celtics przy zaledwie trzech Pistons. Ponadto godne odnotowania były blok Pierce'a na Richardzie Hamiltonie oraz trzeci faul McDyessa.

3.48. 43:39 do przerwy. Dwie dobre akcje z rzędu Allena i alley-oop Rondo - Garnett zmniejszyły straty Celtics. A po stracie Prince'a Rondo wykonał błyskawiczny i sprytny wjazd, dzięki któremu strata gości wynosi już tylko cztery punkty. Czyli praktycznie jej nie ma. Zaryzykuję stwierdzenie, że Rondo nie jest w tym meczu gorszy niż Billups. A może nieznacznie lepszy? Billups ma 1/6 z gry, tylko dwie asysty i nie spełnia roli lidera tak, jak powinien.

Idę zaparzyć mocną herbatę. A Was tak samo mocno zachęcam do do ciekawej lektury artykułu Steve'a Aschburnera, który szuka podobieństw i różnic między Garnettem, a Wallacem. Warto!

4.10. Wracam. A Billups zaczyna od niedolota z sześciu metrów.

4.16. Było już tylko 43:41, ale jest 51:43. McDyess wciąż w dobrej formie, co jakiś czas daje o sobie znać Hamilton. A Rondo jak zwykle - dwa razy dobrze, dwa razy źle. Jak Celtics odpadną, to dla mnie głównym tego powodem będzie brak dobrego rozgrywającego. Billups, Tony Parker, Derek Fisher - oni wszyscy w play-off widzieli już wszystko. Rondo - nic. Cassell? Czy on potrafi zrobić cokolwiek pod presją obrony?

I tak pomyślałem jeszcze nad wyborami w drafcie Pistons - Joe Dumarsa wyśmiali wszyscy za wzięcie Darko Milicicia przed Dwyanem Wadem, Chrisem Boshem itd. Ale spójrzmy: rok 2002 - Prince z nr. 23. 2005 - Maxiell z nr. 26. 2007 - Stuckey z nr. 15. Nie jest źle, prawda?

4.32. 61:50. McDyess jest wielki! 19 punktów, 13 zbiórek i w trzeciej kwarcie trzymanie Pistons na swoich barkach. Po zamieszaniu z faulami (czwarte Wallace'a, Hamiltona, a także Perkinsa) gospodarze grają właśnie bez dwóch swoich pierwszopiątkowych graczy. Billups rzuca raz w obręcz, raz obok, ale przynajmniej dobrze podaje. McDyess zbija piłki w ataku. A Celtics znów trafiają tylko z wolnych - 26 z 50 punktów zdobyli właśnie z linii. Ale przynajmniej trafiają (26/29)...

U mnie za oknem pieją koguty. I chyba padł Sopcast...

4.42. Nie mam wizji, nie mam fonii. Mam tylko tą relację live... Czytam, że McDyess znów trafił i jest 65:58 dla Pistons po trzech kwartach.

4.49. Piąty faul popełnił Wallace, po cztery mają Hamilton i Prince, czuję smród, bo Celtics odrabiają starty, a nie mogę tego zobaczyć!

4.55. Apoooocomiiii!!! Baaaasketbaaall!!! Dzięki na link. Widziałem dwie ostatnie akcje Maxiella - Pistons prowadzą 74:67. Godne podkreślenia jest siedem asyst Hamiltona - on albo trafia w ważnych momentach, albo podaje w tempo. Jest w znakomitej formie w ostatnich dniach.

5.02. I właśnie zdobywa kosza na 76:67. Hamilton wielki, ale tak samo świetni wysocy Pistons w obronie - McDyess, Wallace, a także Maxiell wywierają na Garnetta dużą presję. Skrzydłowy Celtics wychodzi w górę, ale jest zmuszony odrzucać piłki na obwód, bo nie może złożyć się do rzutu.

A z drugiej strony - Celtics grają słabo, a mimo to wciąż są w grze... To też umiejętność.

5.11. OJ Mayo in Minnesota? Ja już pisałem, że byłoby super. Ale wracamy do Detroit, bo tam 78:73.

5.16. Mr. Big Shot! Billups przez większość meczu pod względem rzutowym był fatalny, ale 2.53 przed końcem trafia za trzy i Pistons prowadzą 83:73. Jeśli to przegrają, będą frajerami, bo Celtics dzisiaj nie są zwycięskim zespołem. Przy stanie 78:73 dwukrotnie mieli piłkę przy obręczy, ale nie zakończyli akcji punktami.

5.21. Po meczu. Allen pudłuje dwa wolne (to chyba jego trzecie i czwarte pudło z linii w całym play-off), a Hamilton zdobywa cztery punkty z rzędu. Dla mnie to on jest najlepszym zawodnikiem tego meczu, z całym szacunkiem dla McDyessa. Jest 89:75, 1.18 minuty do końca i powoli zwijam się do snu.

5.25. Kończy się niemal pogromem - 94:75. Wyszło na to, że kluczowa akcja to rzut Billupsa... W środę kolejny mecz i chyba znów spróbujemy przetrwać noc przy komputerze.

Dzięki za wspólne oglądanie i linki!

I pamiętajcie, że w Dominet Bank Ekstralidze też jest 2:2. I to w finale. W środę transmisja z meczu nr 5 - Polsat Sport, chyba od 17.50. To też warto oglądać!

Miłego wtorku. I'm going to bed about five o'clock in the morning...

Przeciętnie 15,4 punktu na mecz (44 proc. za dwa, w tym 34 proc. za trzy i 82 proc. z wolnych), 3,2 zbiórki, 1,3 asysty, 0,71 przechwytu, 0,13 bloku, 4,29 wymuszonego faulu.

Ale i 1,39 straty i 1,81 faulu.

Tyle mówią liczby.

Świadomość posiadania wysokiej klasy strzelca, który fizycznie i psychicznie jest zdolny do oddawania rzutów w każdym momencie meczu; rzucającego, który może trafiać seriami, co w połączeniu z całowaniem przedramienia jeszcze bardziej zachęca własną publiczność do dopingu i porywa zespół; wysokiego gracza na pozycji nr 3, co teoretycznie pozwala na dogrywanie większej ilości piłek pod kosz, gdzie jest przewaga wzrostu oraz może dawać pewne plusy w obronie.

Ale i nieodgadnięty charakter serbskiego wojownika, który nie wiadomo kiedy i dlaczego zmienia się w bandytę. Mistrza świata, którego bierność i beznamiętny wzrok mogą wprowadzać w konsternację kolegów z drużyny.

Tyle mówią mecze.

W sobotę Gurović był gwiazdą, w niedzielę - bandytą. Prezes PLK Janusz Wierzbowski mówi: jeden. Jeden mecz kary za celne machanie pięściami i trzykrotne inicjowanie bójki. Mało. Adam Romański dokładnie analizuje dlaczego Serb powinien dostać wyższą karę.

A ja trochę o Guroviciu w Prokomie - kiedy w czerwcu okazało się, że Prokom podpisał kontrakt z 33-letnim Serbem, cieszyłem się ogromnie. Oczami wyobraźni oglądałem już te spotkania, w których Gurović zdobywa 46 punktów, mając skuteczność 9/14 za trzy. Te kwarty, kiedy Serb zdobywa w pojedynkę 21 punktów nie myląc się z gry. Ale, pamiętając o niekoszykarskich wybrykach gwiazdy, pytałem prezesa Prokomu Kazimierza Wierzbickiego o to, czy nie obawiał się sprowadzać tak 'trudnego' zawodnika.

Nad pozyskaniem Gurovicia zastanawialiśmy się przez dwa lata. Właśnie ze względu na jego osobowość. Trenerzy wzięli jednak na siebie odpowiedzialność, a Milan podobno się ustabilizował, założył rodzinę i ma dzieci. Poza tym jest to jeden z najlepszych zawodników w Europie i ma więcej zalet niż wad.

Tyle powiedział wówczas Wierzbicki. Kluczowe w tym fragmencie słowo 'podobno' przez większość sezonu można było traktować jako zwykłą asekurację. Celowo nie piszę, że przez całe rozgrywki, bo w połowie sezonu Gurović miał dziwne załamanie formy, które próbowano tłumaczyć na różne sposoby.

Przed play-off zapowiedział jednak, że koniec z brakiem koncentracji, bo zaczyna się walka o mistrzostwo Polski, które on bardzo chce zdobyć. Rzucił 22, 28 i 33 punkty AZS Koszalin, 27 i 23 Polpakowi Świecie, a w meczu nr 3 z Turowem pobił rekord finałów XXI wieku zdobywając aż 34 punkty. Jeśli przymknąć oko na bokserskie pozycje w zamieszaniu przed meczem nr 2, można uznać, że wielki Milan wrócił. Jego średnia punktowa wzrosła z 13,5 do 17,5 punktu na mecz.

I teraz pytanie: czy brak Gurovicia w meczu nr 5 oznacza brak szans Prokomu na wygraną? Oczywiście, że nie. Czy zmniejsza je znacznie? Ja również odpowiem, że nie.

Adam Romański pod koniec wpisu wstukał w klawiaturę zdania, w których przewiduje duże problemy Prokomu w środę, bo Gurović to jedyny zawodnik, na którego zgorzelecki system nie znajduje odpowiedzi. Być może tak jest.

Ale brak akcji ofensywnych Gurovicia (w kolejnych meczach było ich 10, 16, 23 i 5 - to suma rzutów z gry plus wymuszonych fauli) oznacza więcej piłek dla Jovo Stanojevicia, Donatasa Slaniny i Filipa Dylewicza, którzy potrafili uciec systemowi Turowa i być zawodnikami, którzy robią różnicę. Dotychczas udawało im się to w kwartach, nawet kilku, ale nie w całym meczu w finale. Teraz powinno trwać to dłużej.

Szczególnie myślę tu o Slaninie - jego finałowe występy pamiętaliśmy głównie przez pryzmat fatalnych strat w końcówkach meczów nr 1 i 3. Ale kiedy zabrakło Gurovicia, Slanina był już liderem. O ile we wcześniejszych spotkaniach Litwin pokazywał świetne podania (niekoniecznie asysty), przyzwoitą ilość zbiórek i niezłą obronę (Davida Logana czasem po prostu nie da się zatrzymać), ale brakowało kontrolowania egzekucji zespołu, to w ostatnim meczu Slanina był Slaniną z zeszłorocznego finału.

Powtórka jest możliwa.

Ale możliwe jest także to, że nawet jak Prokom wzniesie się bez Gurovicia na wyżyny, to Turów będzie o punkt lepszy. Bo na razie to właśnie Turów jest w tym finale lepszy.

Pamiętacie zawodnika? Człowiek, który zdobył 100 punktów w jednym meczu w szkole średniej, mógł być największą gwiazdą Prokomu 2007/08, ostatecznie zagrał w zaledwie sześciu meczach w Dominet Bank Ekstralidze, a najwięcej, 21 punktów, zdobył na inaugurację z Polonią Warszawa (95:91 dla Prokomu w Warszawie). Ja z tego meczu zapamiętałem spojrzenia Wagnera - to na parkiet, to na trenera Eugeniusza Kijewskiego. Wyglądał na gościa, który znalazł się w innej bajce i nie za bardzo wie kto tu jest dobrym, a kto złym charakterem...

W Eurolidze Wagner też zagrał w zaledwie sześciu meczach, a rekordem były 22 punkty w wyjazdowym (też wygranym) spotkaniu z Virtusem. Kontuzje, badania, spóźniony powrót z USA - Prokom rozwiązał umowę z Amerykaninem na początku lutego.

Prokom zaciekle walczy o piąty z rzędu tytuł, a Wagner o... powrót do NBA. I to gdzie! W słynnym na całe USA, a może i świat A.T.T.A.C.K. Athletics w Chicago. Jak pisze Jonathan Givony z draftexpress.com:

Players at the spanking new A.T.T.A.C.K. Athletics Training Center have everything you could possibly ask for to help them get better as basketball players, starting from the moment they enter the gym in the morning to the time they leave at night. An incredible 10,000 square foot weight room, an underwater treadmill, a beautiful locker room, car detailing, a kitchen to prepare nutritious meals, a video room powered by Synergy Sports technology, bedrooms for a quick nap, a room where players can bring their barber and get their hair cut, massage tables, hot and cold tubs, a lounge with computers, internet access, a 110 inch high-definition TV, Playstations, and comfortable couches—the goal is to not give players any reason not to stick around all day and work with the phenomenal staff of trainers—Tim Grover, Mike Procopio, Greg Ryan and Rod Baker, or in their words, create a “total basketball factory.”

Gwoździem programu jest tam obecnie O.J. Mayo (choć jego gra w moich Timberwolves nieco się oddala: I would love to play in Chicago, Miami, anywhere - mówi zawodnik. Minneapolis, czyli anywhere?), ale i Wagner próbuje odbudować się fizycznie i koszykarsko.

Ciekawe gdzie teraz trafi Wagner. Na razie jego nazwisko pojawia się w artykułach na temat najgorszych wyborów w drafcie w historii...

niedziela, 25 maja 2008

Nieco ponad rok temu, z pewnym niezadowoleniem pisałem przed finałem Prokom - Turów, że to spóźniony półfinał, dużo mniej ekscytująca rywalizacja niż boje Prokomu z Anwilem.

Teraz nie ulega wątpliwości, że spotkania Turów - Prokom można stawiać obok pojedynków Śląska z Anwilem czy wspomnianych bojów na linii Sopot - Włocławek. Zeszłoroczny finał był fundamentem pod rywalizację, której świadkiem jesteśmy od 17 maja. W czterech meczach finału 2008 mieliśmy już wszystko. Zwycięski powrót, deklasację, indywidualne popisy gwiazd, powrót niewiarygodny, wreszcie niedzielny, znakomity zwycięski rzut niemal z końcową syreną. Prokom wyrównał na 2:2.

Mieliśmy więc wszystko, a nawet więcej. Zadymę przed meczem nr 2, kiedy pięść Milana Gurovicia zawisła w powietrzu, ale cios ostatecznie nie padł i w końcu wyprowadzone ciosy przez Serba w meczu nr 4. Niektórzy powiedzą, że takie sytuacje psują widowisko, inni, że wręcz odwrotnie: powodują, że emocje są jeszcze większe, a siekiera wisząca w powietrzu dodaje meczowi wyjątkowego smaku. Ja usytuuję się w tym temacie gdzieś pośrodku dodając, że obie te pozakoszykarskie akcje na pewno sprawiają, że każdy kolejny mecz Turowa z Prokomem zdecydowanie będzie miał już to 'coś'.

Na razie czekamy na kary, zastanawiamy się czy - wzorem NBA - nie powinno karać się zawodników wbiegających na parkiet z ławki dyskwalifikacją i próbujemy przeniknąć umysł Gurovicia, który po podpisaniu kontraktu wydawał się być tykającą bombą, w trakcie sezonu był aż za spokojny, ale w finale eksplodował. Ja na dodatek uważam, że istotną rolę miał w tym zamieszaniu Iwo Kitzinger, który zdecydowanym ruchem pchnął Gurovicia na Thomasa Kelatiego i być może właśnie tym ruchem poderwał ławkę Prokomu. Ale to tylko impresje z powtórek TV, całego obrazu zajścia w Hali Stulecia nie widziałem, nie będę się wymądrzał, czekam na analizy decydentów.

Ale wideo można sobie obejrzeć. A po seansie do głowy przychodzi jedno - decyzje sędziowskie były zaskakująco łagodne.

I na koniec: w zeszłorocznym wpisie typowałem 4:1 dla Prokomu i udało się trafić. Teraz stawiałem 4:3 dla obrońców tytułu. I znów jest szansa na trafienie.

Ale to Turów wciąż rozdaje karty. Filip Dylewicz mówi, że niedzielna wygrana ich bardzo wzmocni, ale nie ma wątpliwości - to wciąż ekipa Saso Filipovskiego jest na górze.

 
1 , 2 , 3 , 4