Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
sobota, 29 maja 2010

Wielki mecz wielkiego gracza.


Moje prognozy sprzed play-off wzięły w łeb, tylko nie wiem, czy w większym stopniu przeceniłem Orlando Magic czy nie doceniłem Boston Celtics? Pisałem wówczas:

Rozkład sił w NBA wygląda tak, że na wschodzie grają najlepsze w tej chwili w całej lidze Cavaliers i Magic, a reszta rywali - łącznie z Celtics - notowana jest znacznie niżej. Zachód ma co najmniej pięć bardzo silnych zespołów (Lakers, Dallas Mavericks, Phoenix Suns, Denver Nuggets, San Antonio Spurs), ale każdy z nich ma swoje problemy, których u Cavaliers i Magic nie widać.

Okazało się jednak, że Celtics te słabe punkty faworytów znaleźli i potrafili je świetnie wykorzystać.

Boston czeka na finał z Los Angeles Lakers lub Phoenix Suns, a Orlando... No właśnie, co czeka Orlando Magic? Koncepcja drużyny ze świetnym atletą pod koszem i snajperami na obwodzie sprawdziła się do pewnego momentu, ale i rok temu, i teraz doświadczone zespoły obnażyły jej braki. Czy Magic dadzą sobie jeszcze jedną szansę w myśl powiedzenia do trzech razy sztuka, czy będą budować nową drużynę?

No i co z Marcinem Gortatem?

piątek, 28 maja 2010

Czytając wypowiedzi koszykarzy i trenerów Orlando Magic, którzy nieustannie pytani są o słynne już 0-93 drużyn zaczynających serię best-of-seven od trzech porażek, przychodzi mi do głowy ten kawałek:

It has to start somewhere It has to start sometime
What better place than here, what better time than now?

All hell can't stop us now
All hell can't stop us now
All hell can't stop us now
All hell can't stop us now
All hell can't stop us now
All hell can't stop us now

No, chyba, że Boston Celtics.

Spiskowe teorie play-off pojawiły się w NBA trzy lata temu wraz z Timem Donaghym, który przyznając się do manipulowania wynikami meczów, oskarżył ligę o wpływanie na długość serii play-off. Jego zdaniem NBA miała namawiać sędziów, aby swoimi decyzjami przedłużali serie, bo więcej meczów, to większe wpływy.

Spiskowe teorie play-off słychać tu i ówdzie także w tym roku - np. wśród komentujących poprzednią notkę na tym blogu.

W związku z tym polecam ciekawe wyliczenie - Larry Coon, specjalista od finansów w NBA, na łamach bloga Off the Dribble:

How do so many short playoff series affect the league’s salary cap outlook? The revenue generated by a single playoff game varies widely, depending on the playoff round and the city in which the game is played. One playoff game can take in as little as $500,000 or as much as $2.5 million, according to one league executive, who also noted that “Milwaukee couldn’t charge as much for a finals game as the Lakers charge in the regular season.”

If we assume this year’s playoffs will finish in 80 games, then we will have about five fewer games than average. Taking the worst-case loss of $2.5 million per game, it means the league will have to contend with $12.5 million less coming in than Stern might originally have expected.

How will this affect next year’s salary cap? $12.5 million less revenue means the 2010-11 cap will be about $212,000 lower. In other words, instead of a $56.1 million cap, we might have one that is about $55.89 million.

That’s not enough of a difference to get too excited about.

czwartek, 27 maja 2010

Orlando Magic - Boston Celtics 113:92.

Supergigant opisał i zilustrował wydarzenia meczu nr 5, szersza relacja na Sport.pl.

Ja odnotuję świetną grę zawodnika, na którego niewielu zwraca uwagę - J.J. Redick w serii z Celtics zdobywa średnio po 12 punktów na mecz. Trafił 15 z 33 rzutów za dwa, ma 9/16 za trzy i 21/22 z linii.

Redick w tak dobrej formie w tym sezonie jeszcze nie był. Jego wkład w dwa ostatnie zwycięstwa Magic był nie do przecenienia. W środę Redicks rzucił 14 punktów w 22 minuty i sprawił, że Vince Carter wyglądał przy nim na średniego zmiennika.

Jest 3-2 dla Celtics, seria wraca do Bostonu.

Trener Magic Stan Van Gundy mówi:

I don't know if you can say you have momentum when you're down 3-2 going into their place. I still look at it like we're climbing a huge mountain here. But we are playing better.

Trzy dni temu wydawało się, że wszystko zmierza w kierunku finału Los Angeles Lakers - Boston Celtics. Teraz nie jest to wcale takie pewne.

Co dalej?

wtorek, 25 maja 2010

Nie ma co popadać w hurraoptymizm i ogłaszać wielki powrót Orlando Magic, skoro zaledwie dwa dni temu życzyło się im sweep dreams, ale wygląda na to, że przynajmniej na mecz nr 4 Dwight Howard i spółka znaleźli plan na Boston Celtics.


W poniedziałek Magic wygrali w Bostonie 96:92 po dogrywce. Fragment relacji ze Sport.pl:

Magic wygrali i przywrócili sobie nadzieję – choć wciąż nikłą - na awans do finału, bo wreszcie mieli dobry plan gry. W pierwszych trzech spotkaniach Celtics pozbawili ich fundamentu taktyki, czyli powrotnych podań na obwód od podwajanego Howarda. Koszykarze z Bostonu pilnowali środkowego Magic indywidualnie, przez co drużyna z Orlando nie tworzyła przewag na obwodzie. Strzelcom brakowało miejsca, a oddawane pod presją rzuty były przeważnie niecelne.

 

W poniedziałek Magic zdołali znaleźć na to sposób – rozgrywający Nelson od pierwszych minut zamiast podawać do Howarda próbował mijać swojego obrońcę i wchodzić pod kosz. Kiedy to mu się udało, miał trzy wyjścia – rzucić do kosza, jeśli Celtics pokpili rotację w obronie, podać na wsad z powietrza do Howarda, jeśli wysoki obrońca przesunął się w kierunku gracza z piłką lub wreszcie odrzucić piłkę na obwód, jeśli pomoc przyszła właśnie stamtąd.

 

Od pierwszych minut działało to dobrze. Najpierw miejsce na obwodzie wykorzystali skrzydłowi Matt Barnes i Rashard Lewis. Obaj słabo grali w trzech pierwszych spotkaniach, a w poniedziałek się odblokowali – pierwszy miał 10 punktów i siedem zbiórek (trzy w ataku), a drugi zdobył 13 punktów i trzy asysty.

 

Udawały się też akcje Nelsona – rzuty na kosz i podania nad obręcz do Howarda (większość z dziewięciu asyst). W pierwszej połowie pierwszy rzucił 13, a drugi 17 punktów, po przerwie liderzy Magic wciąż punktowali regularnie.

 

Goście nie pozwolili – tak jak w poprzednich spotkaniach – na mocny początek Celtics. To oni prowadzili od pierwszych minut. W 9. minucie Magic wygrywali nawet 23:15. Koszykarze z Florydy ograniczyli straty, a także aktywniej bronili.

Mecz nr 5 w środę w Orlando i ciekawe jak zareagują Celtics. Tzw. momentum może być w tej chwili po stronie Magic, a koszykarze z Bostonu wyglądali w końcówce czwartego spotkania na trochę zmęczonych. Wydaje się też, że jakiegoś drobnego urazu nabawił się Rajon Rondo.

Celtics w serii do czterech zwycięstw prowadzą 3:1 i wciąż są w tej rywalizacji drużyną lepszą. Ale chyba zrobiło się ciekawie, prawda?

niedziela, 23 maja 2010

Moja droga z domu do redakcji trwa dokładnie całą "Use Your Illusion I" Guns N' Roses. Od "Right Next Door to Hell" do "Coma".

Płyta znakomita.

Poniżej dwa kawałki, które najlepiej trafiają do mnie w trakcie tegorocznego play-off:

Orlando Magic? Sweep dreams, że użyję koszykarsko-muzycznego kolażu z tekstu Mike'a Bianchiego z "Orlando Sentinel":

Forget about those "Blue and White Ignite" T-shirts the Magic have been giving away before home playoff games. With the Magic trailing this series by an historically insurmountable 3-0, the only thing left to say now is this: Blue and White, good night.

Sweep dreams, Magic.

piątek, 21 maja 2010

Boston Celtics byli wyraźnie lepsi od Orlando Magic w dwóch pierwszych meczach finału Konferencji Wschodniej. Mecz nr 3 w sobotę w Bostonie - transmisja w Orange Sport o 2.30.

Co muszą zrobić Magic, żeby spróbować odrobić straty? Próbka analizy Wayne'a Winstona - profesora decision sciences z Uniwersytetu Indiany:

When Matt Barnes is on the court for Magic and Celtics have Ray Allen. Rajon Rondo and Paul Pierce on the court the Magic has done poorly: Down 25 points in 31 minutes. The other five minutes Barnes is on the court the Magic is plus-5 points, so Barnes seems to do O.K. in other situations.

Reszta na blogu "Off the Dribble".

Wasze wskazówki dla Magic?

Pisząc artykuł o awansie FC St. Pauli do Bundesligi, przypomniałem sobie ten kawałek:

To z płyty "Demokracja", którą Psy Wojny nagrały w 1992 roku. O historii punkowego zespołu z Jastrzębia można poczytać na ich bardzo fajnej stronie internetowej.

A skoro Psy Wojny są z Jastrzębia, to i lokalne przeróbki tego kawałka powstawały:

wtorek, 18 maja 2010

Dardan Berisha w przyszłym sezonie będzie zawodnikiem Anwilu Włocławek - dowiedziałem się z kilku niezależnych źródeł. To jeden z pierwszych, ale już wiadomo, że najciekawszych i najważniejszych transferów przed sezonem 2010/2011 w Tauron Basket Lidze.

Berisha to jeden z najlepszych polskich koszykarzy ligi, być może rzucający reprezentacji w sierpniowych eliminacjach do mistrzostw Europy. Skończył mu się kontrakt z Polonią 2011 Warszawa, więc interesowały się nim najlepsze kluby w Polsce, w których gronie były ponoć także Asseco Prokom Gdynia i Polpharma Starogard.

Rywalizację wygrał Anwil. Czy to dobry klub dla Berishy? Po spadku Polonii 2011 wiadomo było, że 22-letni zawodnik zmieni otoczenie, bo powrót do I ligi byłby dla niego degradacją. Przejście do klubu walczącego o play-off byłoby staniem w miejscu. Transfer do Anwilu sprawi, że Berisha będzie musiał walczyć o pozycję w silniejszej drużynie, stawić czoła wymagającym kibicom w gorącej Hali Mistrzów, a także radzić sobie z presją w play-off i - prawdopodobnie - w walce o medale.

Motywację Berishy do podpisania umowy z Anwilem zrozumieć łatwo także dlatego, że trenerem tego zespołu jest selekcjoner reprezentacji Polski Igor Griszczuk. Nie ulega wątpliwości, że bezpośrednia współpraca obu panów może dać korzyści i klubowi, i reprezentacji, i zawodnikowi, i trenerowi. Griszczuk i Berisha mogą znaleźć wspólny język, bo szukając w polskiej lidze pierwowzoru Berishy zawsze doszłoby się do znakomitego, impulsywnego strzelca z Mińska, który był twarzą ligi w latach 90.

Dlaczego jednak Berisha podpisał aż trzyletni kontrakt? Dlaczego młody zawodnik, który w ciągu ostatnich dwóch lat wchodził na wyższy poziom i robił postępy, zamknął sobie furtkę do ewentualnego wykonania podobnego kroku za rok? Potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której Berisha przebija się do pierwszej piątki Anwilu, ale mistrzem Polski zostaje Prokom. Włocławianie nie zgłaszają się do europejskich pucharów, a Berisha spędza kolejny sezon w Anwilu. Potrafię sobie wyobrazić, że to będzie dla niego stracony czas.

A jeśli błyśnie w reprezentacji? Jeśli zainteresuje się nim klub z zagranicy? Teoretycznie każdy kontrakt można rozwiązać za porozumieniem stron, ale mimo to uważam, że trzyletnia umowa to zła decyzja Berishy i jego agenta Gorana Gramatikowa. Roczny kontrakt dałby im pole manewru po sezonie i przecież wcale nie wykluczałby przedłużenia umowy z Anwilem.

Po dwóch latach w życie ma wejść klauzula wykupu Berishy, którą - według moich informacji - będzie można zrealizować za 150 tys. dolarów. W koszykówce transfery gotówkowe są jednak rzadkie i trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś zapłacił takie pieniądze za 24-letniego Dardana Berishę, czołowego strzelca polskiej ekstraklasy.

No chyba, że będzie to Barcelona szukająca następcy dla starzejącego się Juana Carlosa Navarro...

Skoro przy pieniądzach i Tauron Basket Lidze jesteśmy - w środę rada nadzorcza PLK będzie głosowała nad projektem zmian w regulaminie przygotowanym przez zarząd ligi. Na tapecie będzie m.in. proces przyznawania licencji na grę w TBL, w którym zarząd - tak jak sugerowano to kilkanaście dni temu - odstąpił od wymaganych minimum budżetowych w wysokości 2 mln złotych.

W nowym projekcie jest mowa o wymaganych 600 tys. na rozegranie sezonu (organizacja spotkań, wyjazdy, sędziowie itp.), więc w TBL będzie można zagrać za np. 800 tys. złotych mając w składzie juniorów. Głównym sitem dla klubów ma być rzetelne rozliczenie się za przyszły sezon.

Pożyjemy, zobaczymy.

niedziela, 16 maja 2010

20 maja minie 10 lat od śmierci Malika Sealy. Niedawno wspominałem tutaj jego ostatni mecz, teraz o przyjacielu opowiada Kevin Garnett:

W jego słowach jest wiele emocji...

Piotr Szeleszczuk ze Sport & More podsumował nasze dotychczasowe typy na play-off. Z przewidywaniami na finały konferencji możecie zapoznać się na Sport.pl.

Moje typy w skrócie: Orlando Magic - Boston Celtics 4:2, Los Angeles Lakers - Phoenix Suns 2:4.

 
1 , 2