Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
piątek, 29 czerwca 2007

Kogo wybrałby Górnik Wałbrzych z nr. 1? Basket Kwidzyn z nr. 2? Polonia Warszawa z nr. 3? Gorączka draftowej nocy trwa. Kto byłby polskim Gregiem Odenem i Kevinem Durantem?

Pisanie o drafcie w Polsce nie ma żadnych podstaw poza fantastyką. Uczelniane drużyny to pomieszanie streetballu z koszem drugoligowym, a na najważniejszych imprezach z pierwszoligowym. A czasem jeszcze wyżej. Ważne indeksy, limity wieku, występowanie w związkowych ligach - przepisy się zmieniają. Słowem - nie warto nawet się nad tym zastanawiać.

Draft do PLK spośród zawodników grających poza nią? Czemu nie. Ale tu też proceduralne zagadki - taki np. Jarosław Kalinowski mógłby być w drafcie, czy nie? A poza tym: to chyba byłoby mało ciekawe.

Interesujący byłby za to pomysł zupełnie już fantastyczny. Zastanowić się jak 10 klubów PLK wybierałoby z polskich zawodników grających poza Polską. Pierwsza czwórka (Prokom, Turów, Śląsk i Anwil) nie miałaby prawa wyboru. PLK musi być bardziej wyrównana.

Kolejność wyboru w drafcie:

1. Górnik Wałbrzych

2. Basket Kwidzyn

3. Polonia Warszawa

4. AZS Koszalin

5. Kotwica Kołobrzeg

6. Kager Gdynia

7. Polpharma Starogard

8. Stal Ostrów

9. Polpak Świecie

10. Czarni Słupsk

Zawodnicy do wzięcia? Michał Ignerski, Michał Chyliński, Cezary Trybański, Wojciech Barycz, Maciej Lampe, Szymon Szewczyk, Marcin Gortat, Kamil Pietras, Mateusz Jarmakowicz, Paweł Mróz.

Nie wnikając w szczegóły i analizy tak jak robią to np. eksperci ESPN przedstawiam swoją listę. Analizy nie mają sensu, bo 1) to fantastyka, 2) budżety, a płace to dwie inne bajki, 3) co tu dużo gadać, to przecież bajka.

Draft PLK 2007:

Maciej Lampe

1. Maciej Lampe (środkowy, Górnik)

2. Marcin Gortat (środkowy, Basket)

3. Michał Ignerski (skrzydłowy, Polonia)

4. Cezary Trybański (środkowy, AZS)

5. Szymon Szewczyk (skrzydłowy, Kotwica)

6. Paweł Mróz (środkowy, Kager)

7. Michał Chyliński (rozgrywający, Polpharma)

8. Kamil Pietras (skrzydłowy, Stal)

9. Mateusz Jarmakowicz (skrzydłowy, Polpak)

10. Wojciech Barycz (skrzydłowy, Czarni)

I kto teraz na mistrza? Prokom.

środa, 27 czerwca 2007

Po przeanalizowaniu karier 108 zawodników Polskiej Ligi Koszykówki ogłaszam: najwięcej klubów w ekstraklasie zaliczył Marek Miszczuk. Praca żmudna, źródła podają różne dane, w oczach zaczyna się mienić i gdyby nie pomoc Adama Romańskiego, to zbieranie danych skończyłoby się pewnie na ok. 60 nazwiskach.

Doły zestawienia (czyli zawodnicy z mniej niż pięcioma klubami ekstraklasy) zapewne kryją kilka niezbadanych przez nas niespodzianek typu Mirosław Rajkowski - pięć klubów: (Zagłębie, Zastal, Pogoń, Cersanit, Koszalin). Ale górę, czyli minimum sześć klubów można podać z 90 proc. pewnością, że nikogo nie brakuje. Furtka jednak jest.

Oto zestawienie czołówki rekordzistów (dzięki za podsunięcie kilku istotnych nazwisk w komentarzach!):

Marek Miszczuk

9 - Marek Miszczuk (AZS Lublin, Pruszków, Toruń, Spójnia, Start, Stal Ostrów Wlkp., Anwil, Koszalin, Śląsk)

8 - Paweł Szcześniak (Zastal, Bobry, Pruszków, Anwil, Pogoń, Stal Ostrów, Unia-Wisła, Polpak)

8 - Krzysztof Wilangowski (Gwardia, AZS Toruń, Spójnia, Prokom, Śląsk, Bobry, Czarni, Astoria)

7 - Robert Kościuk (Gwardia, Bobry, Śląsk, Spójnia, Anwil, Noteć, Czarni)

7 - Andrzej Pluta (Pogoń, Bobry, Czarni, Pruszków, Anwil, Prokom, Turów)

7 - Piotr Szczotka (Anwil, Noteć, Astoria, Stal Ostrów, Unia, Znicz, Czarni)

6 - Piotr Szybilski (Pruszków, Śląsk, Prokom, Unia-Wisła, Koszalin, Polonia)

6 - Wojciech Żurawski (Pogoń, Cersanit, Unia, Legia, Unia-Wisła, Stal Ostrów)

6 - Brandun Hughes (Unia, Unia-Wisła, Turów, Polonia, Kotwica, Śląsk)

6 - Wiktor Grudziński (Spójnia, Polonia, Stal Ostrów, Czarni, Turów, Anwil)

6 - Mirosław Łopatka (Śląsk, Pogoń, Bobry, Legia, Unia, Turów)

6 - Tomasz Cielebąk (Śląsk, Stal Ostrów, Legia, Czarni, Polpharma, Kager)

6 - Marcin Sroka (Unia, Pogoń, Stal Ostrów, Koszalin, Anwil, Polpak)

6 - Jarosław Darnikowski (Stal, Spartakus, Toruń, Prokom, Stal Ostrów, Spójnia)

6 - Roman Olszewski (Zagłębie, Śląsk, Astoria, Anwil, Prokom, Polpharma)

6 - Roman Rutkowski (Hutnik, AZS Lublin, Śnieżka-Aspro (Górnik), Przemyśl, Czarni, Unia)

6 - Marek Sobczyński (Legia, Wisła, Polonia, Pruszków, Spójnia, Unia)

6 - Marcin Kuzian (Śląsk, Cersanit, Bobry, Pogoń, Stal Ostrów, Noteć)

Suplement do klubów:

Victoria = Zagłębie = Pogoń Sosnowiec

Pogoń = PKK = SKK

Górnik = Śnieżka Aspro Świebodzice

Aspro Wrocław = Gwardia Wrocław

Unia-Wisła = Platinum Wisła, ale nie to samo co Unia Tarnów

AgroFar Kraśnik = AZS Lublin

wtorek, 26 czerwca 2007

Strasznie się cieszę, że Milan Gurović będzie grał w Prokomie. Ciekawostka: to pierwszy mistrz świata jaki zagra w polskiej lidze. Nie chodzi tylko o koszykówkę, ale także siatkówkę i - co bardziej oczywiste - piłkę nożną.

Po szybkiej konsultacji z kolegami doprecyzowanie: pierwszy zagraniczny mistrz świata, bo przecież siatkarze Huberta Wagnera, złoci medaliści MŚ w 1974 roku, w lidze siatkarskiej oczywiście grali. Ale przyjmijmy, że bierzemy pod uwagę tylko ligi mniej lub bardziej zawodowe, czyli liczymy od 1989 roku. I ograniczmy się do koszykówki, piłki nożnej i siatkówki - przecież w ekstralidze żużlowej mistrzowie świata jeżdżą od lat...

Gurović cieszy mnie jednak nie tylko ze względu na to, że jest mistrzem świata. Cieszę się, bo to jest Ktoś. Nie tylko z racji wysokiego poziomu gry, bo oczywiście rozgłos dały mu także wybryki niekoszykarskie. Ale jest to zawodnik kojarzony w każdym europejskim kraju, a pewnie także w USA. Szczególnie dobrze pamięta go pewnie Paul Pierce, któremu Gurović trafił za trzy punkty sprzed nosa w ćwierćfinale MŚ w 2002 roku. I na minutę do końca Serbia objęła prowadzenie 77:73. Wygrała 81:78.

Ilu takich wyjątkowych zawodników grało dotychczas w Polsce? Martin Egglestone, Keith Williams, Daryl Thomas czy Frazier Johnson na boisku i poza nim potrafili być "ciekawi". Ale w koszykarskim świecie to anonimy. Co innego Oliver Miller, Richard Dumas, nawet LaBradford Smith (czy to on jest ciągle zawodnikiem, który rzucił najwięcej punktów Michaelowi Jordanowi - 37?). Jiżi Zidek, Duane Cooper, Ed O'Bannon, Aleksander Radojević, Gintaras Einikis...

Wielu ich nie było (choć oczywiście o kimś zapomniałem). Dlatego jeszcze raz: fajnie, że Gurović zagra w Polsce.

Milan Gurović

niedziela, 24 czerwca 2007

Brak swobodnego przepływu informacji na linii PZKosz/kadra - Cezary Trybański zastanawia. PZKosz chce zawodnika wykluczać z gry w kadrze za to, że ten nie stawił się na zgrupowaniu, a tymczasem sam (nie)zainteresowany w ogóle nie wiedział o powołaniu. Sytuacja nieprawdopodobna, bo znaków zapytania i niedomówień sporo, a większość z nich wynika... No właśnie, z czego?

Po pierwsze: PZKosz wysłał powołanie mailem na jakiś adres Trybańskiego. Dokładnie adres z zeszłego roku. Zawodnik twierdzi, że nic nie dostał, ale adresu nie zmieniał od kiedy zostawił go komuś ze sztabu reprezentacji. Znak zapytania nr 1.

Po drugie: PZKosz nie dostał od zawodnika żadnej odpowiedzi, co zresztą przyznają prezes, kierownik i trener. Ale uznał, że skoro mail wysłany, to zawodnik powołany. Czy to profesjonalne działanie? Znak zapytania nr 2.

Po trzecie: w PZKosz tłumaczą, że z Trybańskim skontaktować się nie sposób, że nikt nic o nim nie wie. Tymczasem dodzwonienie się do MTA - biura agenta zawodnika Marka Terminiego w Cleveland nie jest żadnym problemem. W piątek rano Terminiego nie było, ale miła pani telefon mój zanotowała i oto ok. 23 czasu polskiego agent zadzwonił do mnie i konkretnie zapytał co mnie interesuje. Wiadomo, piątek, godzina późnowieczorna, więc rozmowa z mojej strony nie kleiła się tak, jak powinna, ale jedno zrozumiałem: Trybański ma plany związane z ligą letnią (Sacramento Kings) i kampem (Cleveland Cavaliers). W kwestii wrześniowych mistrzostw plany można jeszcze uzgadniać, ale nie ma możliwości, żeby przyjechał do Europy w lipcu. Czy ktokolwiek ze strony PZKosz próbował ustalić to wcześniej z Trybańskim lub jego agentem? Z Marcinem Gortatem i Maciejem Lampe się udało. A z Trybańskim? Znak zapytania nr 3.

Po czwarte: dodzwonienie się do Trybańskiego wcale nie jest takie trudne. Wystarczy trochę cierpliwości i zrozumienie tego, co mówi operator jednej z amerykańskich sieci. Udowodnił to Paweł Rzekanowski, który zrobił z Trybańskim rozmowę. Ile razy próbowano w PZKosz? Znak zapytania nr 4.

Po piąte: Trybański to człowiek światowy, na pewno ma w domu internet i rozmawia przez Skype'a z rodziną, która mieszka w Warszawie. Czy to możliwe, żeby - jak sam mówi - nic nie wiedział o zgrupowaniu? O tym, że dostał powołanie? Moim zdaniem niemożliwe, choć np. Artur Boruc nie zna żadnego piłkarza Milanu... O co konkretnie chodzi Trybańskiemu? Znak zapytania nr 5.

Po szóste: czy Trybański chce grać w reprezentacji? W trakcie ostatnich trzech lat nie chciał. Teraz zapewnia, że tego chce, bo "od zawsze chciał w niej występować". Za dużo tego chciał/nie chciał. Jak jest naprawdę? Znak zapytania nr 6.

Po siódme: czy Trybański jest reprezentacji potrzebny? Gortat, Lampe, Adam Wójcik, Szymon Szewczyk, Wiktor Grudziński - lepszy czy gorszy, ale wybór wśród środkowych jest (a są jeszcze np. Rafał Bigus i Kordian Korytek). Kierownik reprezentacji Polski Arkadiusz Lewandowski mówi, że "Czarek nie jest w kadrze gwoździem programu". Sam zawodnik pewnie chciałby nim być (asekuracyjne "przydałbym się") - może tu jest problem (trochę podobny do zeszłorocznego z Gortatem)? Znak zapytania nr 7.

wtorek, 19 czerwca 2007

Shrek 3, Szklana Pułapka 4.0, to i Bagatskis 2000. Na ekrany wchodzą dwie kontynuacje znanych filmów, a my pasjonujemy się dogrywką drugiego meczu półfinału play-off z 2000 roku: Hoop Pekaes Pruszków grał z Anwilem Włocławek.

 

Mariusz Bacik najpierw oskarżył swoich dwóch byłych kolegów z Hoopu Pekaes Pruszków, że sprzedali drugi mecz tej serii. Hoop po dominacji w meczu nr 1 (80:60), przegrał drugie spotkanie u siebie 82:87. Całą serię Anwil wygrał 3:1.

 

Bacik przeprosił, swoje słowa nazwał żartem. Główni pomówieni, czyli - jak nie trudno dociec - Ainars Bagatskis i Walter Jeklin mniej lub bardziej kwieciście zaprzeczyli, jakoby spotkanie sprzedali.

 

Grzebanie w pamięci i przejrzenie statystyk z pierwszych dwóch meczów pokazują, że:

 

- Bagatskis w pierwszym meczu zagrał fantastycznie: 5/5 z gry (4/4 za trzy), 2/3 z linii dało 16 punktów

 

- w drugim meczu Bagatskis - w końcu naturalny snajper - nie oddał rzutu! W ciągu 27 minut miał za to pięć strat. 2 mecz, 0 punktów, 0/0 z gry.

 

- Jeklin w meczu nr 1 miał dziewięć punktów (3/7 z gry), trzy asysty, żadnej straty

 

- w drugim spotkaniu Jeklin zdobył trzy punkty (1/3 z gry), asysta, żadnej straty, ale pięć fauli

 

Sięgnąłem do źródeł i mecz obejrzałem. Najpierw wnioski ogólne, potem oceny zawodników:

 

- Anwil zagrał znakomicie: przede wszystkim bardzo skutecznie z dystansu (11/21 za trzy) - trafiali Dainius Adomaitis, Igor Griszczuk, Edgars Sneps, Raimondas Miglinieks. Z czystych pozycji, a nie wymuszonych rzutów pod presją

 

- Anwil dominował także w ataku pod koszem. Ivan Grgat, Tomasz Jankowski i Bartłomiej Tomaszewski wydzierali piłki podkoszowym Hoopu, trafiali po tradycyjnych dograniach Miglinieksa.

 

- Anwil Daniela Jusupa w meczu nr 2 także świetnie bronił. Szczególnie na obwodzie. Ale kiedy gospodarze pierwsze zasieki już mijali, to na ogół trafiali (Adrian Małecki). Całkiem skutecznie grali też w trumnie (Jeffrey Stern, Bacik)

 

- Hoop w obronie natomiast gorzej, szczególnie pod koszem

 

W Hoopie walczyli najbardziej Bacik i Stern. Trochę bezproduktywnie biegał Paweł Szcześniak, na deskach walczył Krzysztof Dryja, ale zdarzyło mu się nie trafić w obręcz z wolnego. Małecki wykonał jednoosobową pogoń. Dominik Tomczyk i Tyrice Walker mieli dobre momenty.

 

Bagatskis i Jeklin? Bardzo słabe mecze. Sprzedali? Ewidentnych śladów nie zauważyłem.

 

Łotysz był znakomicie - naprawdę - pilnowany przez Snepsa. Gracz Anwilu ciągle był do Bagatskisa przyklejony, wymusił kilka strat, faul ofensywny. Czasem Bagatskisa podwajał Griszczuk, pomagał Miglinieks. Gracz Hoopu często miał piłkę w ataku i - będąc pod ciągłą presją - przytomnie ją oddawał albo pod kosz, albo rozrzucał po obwodzie. Ale nie podjął żadnej akcji rzutowej. Żadnej. Stojąc na obwodzie z piłką nawet nie patrzył na kosz, dwa-trzy razy próbował mijać - bez żadnych efektów. To naprawdę dziwne, żadnej, nawet siłowej próby. Strzelcom takie mecze się po prostu nie zdarzają.

 

W obronie Bagatskis się starał, ale że dobrym defensorem nie był, to błędy popełniał. Ale powtórzę: jak większość zawodników Hoopu.

 

Aha. Bagatskis oddał jeden rzut. Małecki odegrał mu przy wejściu, ale w tym samym momencie sfaulował go Griszczuk (Małeckiego). Bagatskis rzucił po gwizdku za trzy. Trafił czysto.

 

Jeklin zaczął dobrze - trafił trójkę po zasłonie, spudłował z wejścia, starał się mijać, ale zatrzymywał się na obrońcach Anwilu. Zapał indywidualny osłabł po kilku minutach. Jeklin grał normalnie, czyli starał się rozgrywać - trochę biegając, trochę podskakując w miejscu. Wypadał źle, tak jak cały Hoop przez większość pierwszej połowy. Na dodatek Jeklin do przerwy miał już cztery faule. Ale nie łapane na siłę - drugi przy zawziętym powstrzymywaniu Griszczuka, trzeci po zamianie w obronie, kiedy stał przy Tomaszewskim i po prostu złapał go za rękę nie mając szans pod koszem. Czwarty to ofens na Miglinieksie przy próbie minięcia. Jeklin przesiedział większą część drugiej połowy, wszedł w końcówce. Miał ładną asystę do Sterna, złapał piąty faul.

 

Zatem - znając styl gry Bagatskisa i Jeklina - można się dziwić ich indolencji w ataku. Szczególnie w przypadku tego pierwszego. Ale patrząc tylko i wyłącznie na ten mecz, nie widać było ewidentnych śladów handlu. Nie było bezczelnych prób zaniechania, rezygnacji z rozpoczętej akcji. Tomczyk momentami grał równie bezbarwnie jak Bagatskis, Szcześniak był niewiele lepszy od Jeklina. Spodziewałem się w powtórce zobaczyć przynajmniej kilka ewidentnych szwindli, ale ich nie zobaczyłem.

 

I jeszcze jedno: trener Hoopu Andrzej Nowak konsekwentnie trzymał na parkiecie Bagatskisa przez 27 minut. Po co, skoro ten od początku był bezproduktywny? Dlaczego Walker, który trafiał z półdystansu, wymuszał faule i wyszarpał coś na desce w ataku, grał tylko przez 14 minut? Bagatskis w drugiej połowie zszedł dopiero, kiedy Anwil prowadził ponad 10 punktów. Hoop z Walkerem te straty trochę zmniejszył.

 

I jeszcze drugie: Małecki! Co za przyjemność przypomnieć sobie jak ten zawodnik grał...

niedziela, 17 czerwca 2007

Łukasz Koszarek, Andrzej Pluta, Dominik Tomczyk, Radosław Hyży, Adam Wójcik. Teoretyczna piątka Śląska Wrocław w przyszłym sezonie. Mniejsza z tym, czy jest to możliwe, czy nie (choć o wszystkich zawodnikach mówi się w kontekście Śląska mniej lub bardziej głośno) - kiedy po raz ostatni zdarzyło się, że w zespole walczącym o medale na parkiecie było jednocześnie pięciu polskich zawodników?

Odpowiedzieć na to pytanie prezycyjnie - tego się nie podejmuję. Ale pokombinować - mam nadzieję, że razem z czytelnikami - można.

Śląsk 2003/04? Możliwe, że grali czasem tak: Skibniewski, Zieliński, Ignerski, Hyży, Wójcik. Albo: Kościuk, Zieliński, Tomczyk, Hyży, Wójcik.

Albo Polonia 2003/04. Koszarek, Sidor, Roszyk, Hlebowicki, Karwowski. Erica Elliotta i Jeffa Nordgaarda jako urodzonych w USA nie biorę pod uwagę.

I jeszcze znów Polonia - 2002/03: Sidor, Pacocha, Prawica, Karwowski, Dryja (w rezerwie jeszcze np. Hlebowicki).

Inna sprawa, że taki Śląsk z pierwszej linijki tej notki, to wcale nie tak odległa urlepowska wizja ustawienia reprezentacji Polski. Jasne, że nie pierwszopiątkowa, ale jeśli Urlep przekona Wójcika (to się pewnie uda), nakłoni Tomczyka (to dużo trudniejsze) i postawi na Hyżego (dla mnie to prawie pewne)...

DT

Tak, to jest Dominik Tomczyk.

A w sprawie poszukiwań klubowych rekordzistów: Marek Miszczuk! Odkrycie czytelników! Zresztą już drugie, po Krzysztofie "Smoku" Wilangowskim. Za kilka dni przygotuję zestawienie solidne, postaram się uwzględnić zawodników już nieaktywnych.

Unia Tarnów, Unia-Wisła Kraków - dwa różne kluby. Wniosek oczywisty, ale musiałem to przetrawić.

piątek, 15 czerwca 2007

Krzysztof Wilangowski. On także - obok Pawła Szcześniaka - zaliczył osiem klubów w polskiej ekstralidze. Gwardia Wrocław, AZS Toruń, Komfort Stargard, Prokom Trefl, Idea Śląsk, Bobry Bytom, Brok Słupsk, Astoria Bydgoszcz. Wielkie dzięki dla jednego z czytelników za przypomnienie!

I pojawił się kłopot w przypadku kilku zawodników - jak traktować nieszczęsne kluby Unia Tarnów, Wisła Kraków, Unia/Wisła Kraków? Nie chce mi się taplać w błocie organizacyjno-nominalnym, więc napiszę tylko, że cieszę, że potencjalni rekordziści (Wilangowski, Andrzej Pluta, Szcześniak) nie kręcili się w tych rejonach. Szcześniak co prawda przez sezon grał w Unii/Wiśle, ale to liczy się jako jeden klub w moim zestawieniu i kropka.

Wiluś

Smok

A co będzie jak Znicz Basket Pruszków awansuje do ekstraklasy? Czy Dominik Czubek - jeśli zostanie w drużynie po ewentualnym awansie - będzie miał w tej sytuacji dwa kluby w ekstraklasie, czy jeden?

 

czwartek, 14 czerwca 2007

Załóżmy, że Andrzej Pluta podpisałby kontrakt ze Śląskiem Wrocław. Podobno jest na to szansa. Który byłby to zespół w karierze Pluty? Ósmy. Liczę kluby w polskiej ekstralidze. Kolejno: Pogoń Ruda Śląska, Bobry Bytom, Czarni Słupsk, MKS Pruszków, Anwil Włocławek, Prokom Trefl Sopot, Turów Zgorzelec... I powiedzmy, że będzie Śląsk. Osiem.

Czy będzie to rekord polskiej ekstraligi? Nie.

Ta notka to wyzwanie. Głowa pracuje czasem nietęgo, archiwa pełne są dziur. Jeśli ktoś pamięta, albo nawet wie lepiej, poproszę o kontakt.

Osiem klubów w ekstralidze zaliczył już Paweł Szcześniak. Zastal Zielona Góra, Bobry Bytom, Hoop Pekaes Pruszków, Anwil Włocławek, Pogoń Ruda Śląska, Gipsar Stal Ostrów Wlkp, Unia/Wisła Kraków/Tarnów, Polpak Świecie. Ostatnio Szcześniak grał w pierwszoligowym Zastalu.

Paweł Szcześniak

Właśnie sobie przypomniałem, że podczas Meczu Gwiazd w Poznaniu w 1996 roku, nabyłem w licytacji koszulkę Pawła Szcześniaka... Teraz na pewno jej wartość wzrośnie.

Inni rekordziści to grający w sześciu klubach: Piotr Szybilski, Hubert Radke, Wiktor Grudziński, Tomasz Cielebąk, Mirosław Łopatka. Pięć klubów odwiedził np. Amerykanin Jeffrey Stern.

Powtarzam: prawdopodobnie kogoś pominąłem.

Maciej Zieliński całą karierę spędził w jednym klubie. Śląsku Wrocław.

poniedziałek, 11 czerwca 2007

Eric Snow? Żarty. San Antonio – Cleveland? Nuda. Prokom Trefl Sopot zdobył drugi złoty medal w tym miesiącu. Tym razem w mistrzostwach Polski juniorów. W finale w Sopocie Prokom pokonał 94:47 MCKiS Jaworzno.

 

Baty ogroooooomne. 24:12, 25:15, 29:6, 16:14 to wyniki kwart. Jest takie jedno słowo na określenie takiego wyniku, zaczyna się na „w”, ale powszechnie uważa się je za niecenzuralne. Zostawmy to.

 

MVP turnieju finałowego został wybrany Mateusz Kostrzewski z Prokomu. Niestety, nigdy nie widziałem go na żywo, ale kibice na forach donoszą, że to młody Andrei Kirilenko. Wysoki, chudy gość, który nieźle skacze, a gorzej rzuca z dystansu. Pająk. Średnie z pięciu meczów finału: 17,0 punktu, 73 proc. za dwa, 4,4 zbiórki, 2,2 asysty, 1,8 przechwytu, 1,4 bloku. Gratulacje.

 

Ja tam jestem zasypany Śniegiem z Jaworzna. Oczywiście, super zawodnik nie powinien pozwolić przegrać swojej drużynie aż tak wysoko, ale pamiętajmy – Prokom = kasa nie tylko dla seniorów = najlepsi młodzi z najlepszych = turniej u siebie = itd., itp.

 

Tomasz Śnieg. Rocznik ’89. Rozgrywający, prowadzący grę. W finale akurat zagrał słabo – sześć punktów, sześć zbiórek, dwie asysty, trzy przechwyty, trzy straty w ciągu 34 minut. Nothing special, wręcz słabizna.

 

Ale wcześniej! 18 punktów, dziewięć zbiórek i siedem asyst w półfinale z Kotwicą Kołobrzeg (69:68). 17 punktów, 11 zbiórek, sześć asyst ze Stalą Stalowa Wola. 28, 13, 5 i pięć przechwytów z Polonią Warszawa. 19, 8, 7 z Junakiem Włocławek. Średnie z turnieju finałowego: 17,6 punktu, 9,4 zbiórki, 5,4 asysty na mecz.

 

Tomasz Śnieg

 

Mi ZaŚnieżyło przed oczami, kiedy widziałem MCKiS Jaworzno w zeszłorocznym półfinale MP. Zrobił wrażenie, zresztą nie tylko na mnie. Trener Znicza Pruszków Jacek Gembal kilkanaście minut po meczu Jaworzna przydybał Tomasza z boku trybun i coś mu klarował. Okazało się jednak, że Śnieg niekoniecznie chce się przenosić z Jaworzna. Został, gra w drugiej lidze, zdobył srebro MP juniorów.

 

Świetne czytanie gry, niezłe wbijanie się pod kosz, dobre wyczucie ataku – wie, kiedy wchodzić w pole trzech sekund, wie, kiedy próbować rzutu z półdystansu. Nie wchodząc w szczegóły – na szczeblu juniorskim przyjemnie był patrzeć. Bardzo przyjemnie. Jedyny mankament – nie potrafi rzucać za trzy punkty. W żadnym z pięciu meczów finału nie podjął takiej próby. Nie szukając prostych analogii – Andres Rodriguez?

 

Juniorzy to tylko juniorzy. Nie widziałem żadnego meczu z tegorocznych finałów. Ale gdyby ktoś miał okazję – zwróćcie uwagę na Śniega.

 

I cały MCKiS Jaworzno. Ciekawy zespół.

 

W drużynie mistrzów Polski grał Aleksander Krauze. Średnie z turnieju finałowego: 0, 0, 0, 0, 0, 0, 0, 0, 0, 0. Minuty gry: 0.

niedziela, 10 czerwca 2007

Czasem dobrze jest się powygrzewać w słońcu, nawet jeśli nad głową co kilkanaście minut przelatuje helikopter osłaniający wizytę prezydenta USA. Ale te kilka dni i kilkanaście helikopterów urlopu sprawiły, że kiedy po rajdzie o długości 447 km włączyłem komputer, czytałem z wielkim zainteresowaniem, że:

1) doszło do reform w ekstralidze. Zlikwidowano ograniczenia dla zawodników z USA. - Kto jest dobry, może grać w naszej lidze - mówi prezes PLK Janusz Wierzbowski i mi się to bardzo podoba. Ale w kwestii limitów jestem radykalny - zlikwidować przepis mówiący o konieczności gry Polaka w każdym momencie meczu i niech wtedy grają najlepsi!

Druga zmiana dotyczy systemu rozgrywek. Wstępny play-off dla zespołów z miejsc 5-12, czyli prawie wszyscy grają o wszystko do końca i finał Pucharu Polski dla najlepszych w tym czasie. Czemu nie, ale... Jakoś mnie te wstępny play-off nie przekonuje. Ja w każdym razie nie będę go traktował poważnie w wyliczeniach na temat serii itp. Play-off, to play-off.

Osobiście wolałbym podział na szóstkę i ósemkę - lepsi grają między sobą mecz i rewanż o najlepsze miejsca, słabsi walczą o dwa ostatnie w ósemce, a najsłabsi o uniknięcie spadku. Liczba potencjalnych meczów o coś byłaby sporo większa, choć może za duża?

2) Kelati zostaje w Zgorzelcu. Rozmawiałem z zawodnikiem przed piątym meczem finału. O nowym kontrakcie nie chciał mówić - wiadomo. Wspominał coś o lidze letniej itp. I cieszył się, że ma szczęście do dobrych trenerów - Saso Filipovskiego określił mianem najlepszego w jego karierze. Kelati mówił np. że to Słoweniec nauczył go grać akcje dwójkowe w obronie i w ataku, chwalił jego podejście do zawodników.

To jest super. Super, że w naszej ekstralidze pracują trenerzy, którzy swoim autorytetem, warsztatem, nazwiskiem, potrafią przyciągnąć - i zatrzymać - świetnych zawodników. Przyjemnie będzie obserwować rozwój Kelatiego u Filipovskiego. Czy będzie się zmieniał? I jak? Nie mogę się doczekać.

3) Okafor we Włocławku. Kolejna dobra wiadomość. Najlepsi będą - mam nadzieję - co najmniej tak mocni jak w poprzednim sezonie. Okafor to solidny podkoszowy i dobry początek na zbudowanie mocniejszego Anwilu. Niech mocny Turów zachowuje kluczowych zawodników, niech Anwil wzmacnia się na pozycjach, gdzie miał akurat dziury - niech grupa pościgowa Prokomu będzie coraz silniejsza!

4) metanabol wykryto u Stefańskiego. Dziwna sprawa. Prawdopodobnie skończy się to dyskwalifikacją, tylko jaką? Zresztą, jaka by ona nie była - Stefański ma mistrzostwa Europy z głowy. Poczekamy na wyjaśnienia.

Próbkę pobrano po pierwszym meczu półfinału w Zgorzelcu. Śląsk przegrał wysoko. Dwa dni później, Śląsk wygrał jedyny mecz w tej serii, a Stefański rzucił 17 punktów nie myląc się z gry. To był jedyny mecz, w którym ten zawodnik przekroczył w tym sezonie 10 punktów i 20 evalu.   

 
1 , 2