Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2008

Tak przynajmniej zadeklarował kilkadziesiąt minut temu trener Muli Katzurin.

Przed Max-Schmeling-Halle doszło do nieprzyjemnej sytuacji. Polacy po zakończonym treningu poszli do specjalnej sali na sesję wideo. Po jej zakończeniu wyszli na zewnątrz i chcieli wejść do autobusu, którym przyjechali (przystosowany dla sportowców pojazd piłkarzy Herthy Berlin), ale okazało się, że teraz obsługuje on już tylko Niemców, którzy właśnie zaczęli trening. Organizatorzy zapewnili, że za chwilę przyjedzie inny autobus.

Zawodnicy usiedli więc na krawężniku, a Katzurin zaczął przechadzać się po parkingu. Po kilku, a może nawet kilkunastu minutach, nie wytrzymał i spokojnym, ale bardzo stanowczym głosem oświadczył jednemu z Niemców, że jeśli za pięć minut autobusu nie będzie, to wieczornego meczu nie ma.

Alternatywny pojazd nie pojawił się przez kolejne kilkanaście minut, a Katzurin powiedział, że zawodnicy dzisiaj nie zagrają. Niemcy nie dali się przekonać, że autobus Herthy spokojnie obróciłby do hotelu (ok. 15 minut jazdy) i z powrotem przed zakończeniem treningu ekipy gospodarzy. Jeden z organizatorów tłumaczył, że mogłoby tak być, gdyby nie sesja wideo. Teraz jednak istnieje niebezpieczeństwo, że będą korki i Niemcy będą musieli czekać na powrót. Czyli: wy czekać możecie, a my nie.

Autobus, który w końcu się pojawił, był pojazdem, który zwykle jeździ berlińskimi ulicami w ramach komunikacji publicznej. Paweł Kikowski znalazł bilet, a kierowca... najzwyczajniej nie wiedział gdzie i którędy ma jechać. Gdyby nie przewodniczka kadry, pewnie krążylibyśmy po Berlinie dłużej.

Nie wiem czy Katzurin się już uspokoił, zakładam że tak. Mecz pewnie się odbędzie, nie wyobrażam sobie aż takiej stanowczości selekcjonera. Ale kierownik drużyny Janusz Kołakowski aż taki pewny przed chwilą nie był...

Co do treningu - Łukasz Koszarek wziął w nim udział i mówił potem, że jest w 80 proc. gotowy do gry. Robert Witka z kolei nie ćwiczył, ale ma zagrać. Zawodnicy przećwiczyli na sucho kilka wariantów obrony przeciwko akcjom Niemców, usprawnili swoje zagrywki w kontekście zachowań defensywnych rywali w sobotę.

Mecz rozpocznie się o 20. Oby.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

niedziela, 29 czerwca 2008

Reprezentacja Polski właśnie dotarła na trening do berlińskiej Max-Schmeling-Halle - także ładny, duży obiekt na ok. 9 tysięcy osób. W poniedziałek pewnie będzie pełny.

Trener Muli Katzurin pokazywał przed chwilą jak modyfikować zagrywki i przenosić piłkę na drugą stronę parkietu, aby nie tracić czasu podczas rozgrywania akcji. W sobotę kilka razy było to problemem.

Z boku ćwiczeniom przyglądają się Łukasz Koszarek i Robert Witka. Pierwszy ma skręconą nogę, chodzi z usztywnieniem, czyli - mówiąc językiem zawodników - jest zatejpowany. Nie wiadomo czy zagra w poniedziałek. Witka doznał lżejszego urazu, ma stłuczone śródstopie po tym, jak na nogę spadł mu jeden z rywali. Też nie jest pewne czy zagra w drugim meczu z Niemcami.

Nie ma potrzeby nadwyrężać tych graczy, tym bardziej, że w sobotę nie zagrali przecież Michał Chyliński i Radosław Hyży. Zastępcy w sam raz dla Koszarka i Witki.

W niemieckiej ekipie pojawił się Ademola Okulaja, ale nie wiadomo czy zagra w poniedziałek. Niemieccy dziennikarze w sobotę mówili, że kontuzja pleców pod znakiem zapytania stawia nawet udział w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk.

Obie reprezentacje mieszkają w hotelu przy Axel Springer Strasse. Z okien wyraźnie widać pozostawiony na ulicy i chodniku ślad muru berlińskiego.

Chaotyczny ten wpis, ale w tej hali nie ma tak swobodnego dostępu do internetu i muszę korzystać z uprzejmości i kabla użyczonego przez gospodarzy w jakimś pomieszczeniu technicznym.

Podstawowe pytanie dnia brzmi: gdzie oglądać finał Euro? Większość polskiej kadry kibicuje Hiszpanom, ale nie ma jeszcze decyzji o pozostaniu w hotelu, przyjrzeniu się strefie kibica w pobliżu Bramy Brandenburskiej (ponoć ma tam być co namniej pół miliona osób) czy szukaniu miejsca w jakiejś restauracji. Niektórzy pytali się nawet przewodniczki o knajpy hiszpańskie.

Kończę, bo chyba kogoś podsiadłem. Zapraszam do relacji z sobotniego meczu, rozmów z Katzurinem, Michałem Ignerskim, a także koszykarskim Lukasem Podolskim, czyli Konradem Wysockim. Nie mam zdania czy to gracz, którego warto było kaperować kilka lat temu do polskiej reprezentacji, może wyrobię sobie punkt widzenia po drugim meczu.

Po drugim meczu i pewnie po powrocie do Polski, postaram się także skrobnąć kilka zdań stricte koszykarskiego podsumowania wyjazdu. Na razie brakuje możliwości sieciowych. Nie przewiduję także poniedziałkowej relacji na żywo, gdyż będzie mnie gonił deadline 'Gazety Wyborczej'.

Zakończę tylko małym spostrzeżeniem - z graczy teoretycznie drugoplanowych, podobał mi się w sobotę Bartłomiej Wołoszyn. Naprawdę wielkie chęci, solidna walka i kilka niezłych akcji.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

sobota, 28 czerwca 2008

19.06. Kilka minut po rozpoczęciu pierwszej notki od zdań chwalących działanie bezprzewodowej sieci, straciłem połączenie. Więc teraz w skrócie i z zastrzeżeniem, że relacja może być rwana:

Gerry Weber Stadium powoli się wypełnia. Jest jeszcze sporo wolnych miejsc, ale będzie głośno. Już jest! Właśnie wybiegli Niemcy. Jest też maskotka Siggi. Na trybunach niemieckie flagi, bo organizatorzy przygotowali małe egzemplarze przy większości z 12,3 tys. miejsc.

Polacy byli na parkiecie jakiś kwadrans temu, ale po kilku minutach rzutów, wrócili do szatni (dwa piętra w górę krętymi schodami) na pierwszą meczową odprawę Mulego Katzurina.

19.10. Wrócili. I mieli trochę pecha, bo wbiegli na parkiet w momencie, kiedy spiker wyczytał nazwisko Dirka Nowitzkiego. Było głośno!

19.13. W niektórych miejscach parkietu zawodników oślepia jeszcze słońce. Raz, że dzień tu nieco dłuższy, a dwa, że ten obiekt nie ma tradycyjnego dachu. Nad trybunami jest rozciągnięty jasny brezent (lub coś w tym stylu), a funkcję dachu zasuwana powierzchnia z przezroczystej pleksji (lub czegoś w tym stylu).

Niemcy dzisiaj na biało (na razie w ciemnych koszulkach od dresu), a Polacy na czerwono (w czerwonych koszulkach od dresu) - z przedu mają napis 'Polska', a pod nim nieco mniejszy 'Prokom', z tyłu tylko ten drugi. Niemcy z przodu mają reklamówkę ING, a z tyłu 'Deutschland'.

Z głośników leci Metallica, a dokładnie 'Enter Sandman'. Rany, ale chciałoby się urwać obręcz!

19.22. Zawodnicy się rozciągają, a Katzurin przechadza między nimi i wyznacza pewnie pierwszą piątkę. Rozmawiał z Łukaszem Koszarkiem, Adamem Wójcikiem, Michałem Ignerskim oraz dwoma graczami, których zasłoniła mi konstrukcja. Stawiam na Filipa Dylewicza i... No właśnie, kto będzie rzucającym?

19.34. Będzie nim chyba Bartłomiej Wołoszyn.

Niemcy dzisiaj bez dwóch ważnych zawodników. Ademola Okulaja doznał kontuzji pleców i pojechał do Bamberga na konsultację lekarską. W poniedziałek w Berlinie nie zagra na pewno. Dzisiaj brakuje też Patricka Femerlinga, który dopiero 10 dni temu zagrał ostatni mecz finału z Albą Berlin i jeszcze odpoczywa. Na poniedziałek ma być gotowy.

Na trybunach wypatrzyłem dwie polskie flagi. Rozpoczyna się prezentacja. Muzyka sprzed meczów Chicago Bulls.

19.40. Co tu się dzieje! Podczas prezentacji Niemców kilka tysięcy osób wstało z miejsc, z głośników poleciał motyw z Euro, czyli 'Seven nations army' White Stripes. Dym, wybieganie z tunelu i ogromna wrzawa w momencie pojawienia się Nowitzkiego. Show, naprawdę.

Hymny odśpiewała profesjonalna śpiewaczka. No, ale czas zacząć grać w kosza!

19.52. Koszarek, Wołoszyn, Ignerski, Dylewicz, Wójcik vs Steffen Hamann, Demond Greene, Robert Garrett, Sven Schultze, Nowitzki.

I dobry początek! Ignerski ładny manewr pod koszem, potem pick n' roll Koszarka z Wójcikiem. Wołoszyn i Dylewicz dobrze atakują deskę. Jest niezła obrona, nie ma strachu. Po trzech minutach 2:5 (czyli Polska prowadzi).

19.56. Czas dla Niemiec, jest 2:7, bo spod kosza trafił Wójcik. Bardzo dobra gra na deskach Polaków, skaczą nad rywalami. Do tego szukają mocnych punktów w ataku, czyli Ignerskiego i Wójcika. Solidna obrona, tak trzymać.

20.09. 9:14 po pierwszej kwarcie. Niemcy szybko wzmocnili obronę, ale Polacy wciąż radzą sobie nieźle - także zmiennicy, bo Katzurin robi częste zmiany. Nieźle rozgrywa Iwo Kitzinger - po jego świetnym wjeździe i asyście do Wojciecha Szawarskiego (trójka) było nawet 5:12.

To naprawdę ma ręce i nogi, wygląda na razie bardzo dobrze. A że Niemcy na potęgę pudłują z rzutów wolnych? To ich problem.

20.18. Przed chwilą było 18:16, ale Dylewicz zebrał po swoim niecelnym rzucie i wyrównał. Poziom przeciętny, ale to także przez różne fazy przygotowań i dużą ilość zmian z obu stron. Polacy, albo są już zmęczeni, albo po prostu zaczynają się gubić w obronie, bo Niemcy coraz częściej rzucają z dobrych pozycji. Inna sprawa, że gospodarze grają coraz składniej.

20.25. Dirk zaczyna rządzić! I to nawet nie w ataku (Niemcy prowadzą 26:18), ale  w obronie. Nie można go minąć, supermocno wybija piłki (Dylewicz), straszy w kontrze (Ignerski). Polacy grają nieskutecznie i coraz częściej zderzają się z mocną obroną. Niemcy się rozkręcają - coraz bardziej zróżnicowana gra, punktują praktycznie wszyscy.

20.30. 29:23 do przerwy.

Druga kwarta słabsza (Polska przegrała aż 9:20), problemy w ataku momentami spore, ale i skuteczność słaba. Katzurin próbuje różnych wariantów - Kitzinger grał już jako rozgrywający i jako rzucający. Lepszy na tej pierwszej pozycji.

Widać zmęczenie i trudności z przełamaniem coraz lepiej grających Niemców...

O rany! Crazy Dunkers (tacy jak na ostatnim Meczu Gwiazd w Polsce) właśnie złamali obręcz! Konsternacja Niemców, potrzebna będzie wymiana, pewnie wszystko sie przedłuży. Chodzi o kosz, na który mają atakować Polacy.

20.43. Garść statystyk po pierwszej połowie (Niemcy - Polska) - skuteczność rzutów: 38 proc. (10/26) vs 26 proc. (9/34). Wolne: 46 proc. (6/13) vs 75 proc. (3/4). Zbiórki: 19 (5 w ataku) vs 21 (9 w ataku). Asysty: 6 - 2. Straty: 4 - 7.

Najwięcej punktów - Niemcy: Philip Zwiener 7 (1), Greene 5 (1). Polska: Wójcik 7 (1), Ignerski 4. Dylewicz, Wójcik i Ignerski mają po cztery zbiórki.

Montaż obręczy zajął 10 minut. Polacy musieli poczekać tylko chwilę. A 'Crazy Dunkers' przenieśli się na drugi kosz - cały ten show przypomina marcowy Mecz Gwiazd we Wrocławiu. Nie potrafię jeszcze powiedzieć, które widowisko lepsze, ale publiczność w Halle bawi sie o wiele lepiej niż tamtej we Wrocławiu.

20.56. 40:25. Niemcy zaczęli od czteropunktowej akcji Nowitzkiego, potem dwukrotnie znaleźli w narożnikach Greene'a (dwie trójki) i kontrolują mecz. Polska broni strefą 2-3, ale są w niej dziury. Ignerskiemu brakuje pewności w rzutach, mają Kitzinger, ale przed chwilą miał prostą stratę przy podaniu.

21.02. Świetny moment Polaków i już 40:33. Punkty Dylewicza z wolnych, trójka Wójcika i Pawła Kikowskiego, który posłuchał rad Katzurina - rzucaj jak masz pozycję. Kitzinger dobrze napędza grę.

21.11. 49:45 po trzech kwartach. Świetna druga część kwarty i wciąż jest szansa na wygraną! Było już nawet tylko 40:38 po kolejnych koszach Dylewicza, ale Niemcy trochę odskoczyli. Debiut w reprezentacji zaliczył Adam Łapeta i po 30 sekundach trafił spod kosza po dobrym podaniu Wołoszyna.

Na ławce widać uśmiechy, ale i determinację. Katzurin spokojny, dużo tłumaczy, zawodnicy raczej wyciągają wnioski. Najbardziej zmęczony chyba Koszarek.

21.21. Jednak Niemcy odskoczyli. 64:52 na 5.26 minuty przed końcem. Nowitzki wykonuje swoje klasyczne akcje, przy jednej z nich piąty faul złapał Dylewicz. Pascal Roller dwa razy uciekł po zasłonach i zdobył pięć punktów z rzędu. Polacy dobrą akcję wykonują raz na dwie-trzy Niemców. Ale wstydu absolutnie nie ma!

21.37. Po siedmiu punktach z rzędu zszedł Wójcik. Katzurin po jego kolejnym koszu, tylko z uśmiechem kręcił głową...

Koniec. 76:62. W ostatnich fragmentach masę punktów zdobył mający polskie korzenie Konrad Wysocki. Koszarek po celnej trójce skręcił nogę. Ale to chyba niegroźne.

Nie było źle. Wielkie dzięki za koszykarskie godziny przed komputerem. Po relację i wypowiedzi klikajcie na na sport.pl, ale także na koszkadra.pl i oczywiście tutaj.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj sie i zgarnij bonus!

Po porannym treningu (truchtanie, rozciąganie, potem zawody strzeleckie w grupach) koszykarze urządzili sobie konkurs rzutów z połowy. Wpisowe - 50 zł. Udział wzięło 14 zawodników. Jako jedyny trafił Paweł Mróz.

Nie startowali Radosław Hyży (technika jego rzutu to temat na osobny tekst) oraz Michał Ignerski (udzielał wywiadu dla TVP). W tym samym czasie na halę wchodzili niemieccy koszykarze. Ich środkowy Patrick Femerling kilkakrotnie próbował rozśmieszyć Ignerskiego, z którym dwa sezony temu grał w Sewilli. "Igi! Igi!" - huczało w pustej przed południem hali.

Wieczorem na meczu Niemcy - Polska będzie tłum. Organizatorzy spodziewają się nawet 7,5 tysiąca kibiców. Ja zamierzam nadawać na żywo. Zapraszam.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

piątek, 27 czerwca 2008

Ciekawą statystykę przekazali mi niemieccy dziennikarze, którzy w liczbie kilkunastu zjechali do Halle na konferencję prasową z udziałem Dirka Nowitzkiego. Otóż okazuje się, że Polska nigdy nie przegrała z Niemcami w Gerry Weber Stadium, czyli hali w Halle. Dwukrotnie w ciągu roku naszych zachodnich sąsiadów zwyciężyli tu piłkarze ręczni (przegrany finał mistrzostw świata odbył się w Kolonii), a kilka miesięcy temu, w turnieju kontynentalnym o awans do igrzysk, lepsze od gospodyń okazały się siatkarki.

Statystyka optymistyczna, tak samo jak tytuł tej notki. Gdyby jednak rzeczywiście udało się wygrać w sobotę z Niemcami, to byłaby to sensacja. Polacy zaczynają dopiero budować zespół w nowej konfiguracji z selekcjonerem Mulim Katzurinem. Ćwiczą ze sobą od tygodnia, a na dodatek w kościach czują długą piątkową podróż z Zamku Książ do Halle - odwołano samolot z Wrocławia, więc koszykarze, po pobudce o 3.45, przyjechali autokarem do Poznania, stamtąd 70 minut zajęła im lotnicza podróż do Dortmundu, a potem kolejne dwie godziny przejazd autobusem do Halle. Paweł Kikowski coraz mocniej zaczynał domagać się dokarmienia swojego tasiemca.

Niemcy tymczasem są w trakcie zaawansowanych przygotowań do kwalifikacji olimpijskich. W dniach 14-20 lipca czeka ich ciężka przeprawa w Atenach - w drodze do Pekinu Nowitzki i spółka prawdopodobnie będą musieli uporać się m.in. albo z Grecją, albo z Brazylią. Niemieccy dziennikarze już zapowiedzieli, że z Grekami w Grecji wygrać się nie da. I trudno się z nimi nie zgodzić... Tak, czy inaczej, Niemcy w sobotę zagrają swój pierwszy sparing, ale że są na zupełnie innym etapie przygotowań, to ich potknięcie się z raczkującą w sensie jakiegokolwiek budowania zespołu Polską, będzie sensacją.

Katzurin i spółka do znudzenia powtarzają, że w tym roku wyniki się nie liczą, że najważniejsza będzie obserwacja graczy. Z tym też trudno się nie zgodzić. W sobotę będę zatem obserwował zawodników, a spotrzeżeniami zapewne podzielę się tutaj, albo na sport.pl. Możliwe, że popiszę na żywo w trakcie meczu, ale ze względów technicznych nie obiecuję. Na razie zapraszam do ogólnego wprowadzenia w pierwszy sparing oraz na rozmowę z Pawłem Kikowskim.

No i jeszcze ten nieszczęsny draft... Był O.J. Mayo i się zmył. A raczej zmył go Kevin McHale. Trudno nie zauważyć plusów wymiany z Memphis Grizzlies (wyrzucenie albo bezproduktywnych, albo drogich Antoine Walkera, Grega Bucknera i Marko Jaricia, pozyskanie strzelca Mike'a Millera), ale trudno nie widzieć minusów (Mayo ma o wiele większy potencjał niż Kevin Love, a na dodatek przy nazwisku tego drugiego można postawić wiele znaków zapytania). I ciekawe spostrzeżenie Jima Souhana ze 'Star Tribune':

Give McHale this -- if he hasn't proven he knows how to acquire great players, at least he's getting better at dumping bad ones.

No to zobaczymy, co z tego wyniknie.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

wtorek, 24 czerwca 2008

Przynajmniej tak to oceniam własnymi oczami i uszami po kilku godzinach na Zamku Książ.

Nie byłem co prawda na żadnym treningu, więc nie wiem jak 15 koszykarzy (16., Filip Dylewicz po urlopie na Malediwach dojechał we wtorek po południu) haruje na treningach, ale po rozmowach z Łukaszem Koszarkiem i Adamem Wójcikiem usłyszałem, że to na razie takie wstępne przygotowania taktyczne, bez specjalnych obciążeń. Mecze z Niemcami co prawda tuż-tuż, ale Muli Katzurin doskonale wie co robi. Nie ma sensu 'zajeżdżać' koszykarzy już na początku współpracy. W młodzieżowej reprezentacji u-20 prowadzonej przez Jacka Winnickiego, czterech graczy jest już ponoć 'zajechanych'...

Pierwsi członkowie ekipy jakich zobaczyłem po przyjeździe, to Wójcik i Katzurin, którzy rozmawiali sobie przyjacielsko i na luzie pod chroniącymi od słońca parasolami. Nie o koszykówce, ale tak po prostu, o różnych sprawach - mówił potem Wójcik. I chyba taka swoboda poza boiskiem jest na razie tym, co odróżnia kadrę Katzurina od kadry Urlepa. Słoweniec wrogo łypał ponoć oczami za każdym dziennikarzem podchodzącym zbyt blisko. Izraelczyk sympatycznie się przywitał i nie miał nic przeciwko rozmowom z zawodnikami, mimo że trening otwarty dla mediów odbędzie się dopiero w środę rano.

Ale żeby było jasne - wolałbym znosić groźnego Andreja niż przyjaznego Mulego, o ile byłoby to gwarancją postępu wyników, jeśli chodzi o mistrzostwa Europy. Jednak z racji tego, że z wyników Izraelczyka rozliczać dopiero będziemy, to na razie doceniajmy luz i przystępność, na jaką pozwala.

Między piętrami hotelu mignął mi Adam Łapeta, między drzewami widziałem Iwo Kitzingera, słyszałem drugiego trenera Radosława Czerniaka. I rozmawiałem chwilę z Robertem Witką, który tuż po finale ligi narzekał trochę, że jest przemęczony i przydałby się mu odpoczynek. We wtorek zapytałem go o to zmęczenie i powiedział, że nie czuje głodu koszykówki. Rozumieć należy to chyba w ten sposób, że jest jeszcze znużony sezonem, że jeszcze ma trochę dosyć sportu.

Panie Robercie, głowa do góry! W urlepowskim kieracie i klimacie mogło być chyba gorzej, prawda?

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

niedziela, 22 czerwca 2008

To był ciekawy wyścig o Grand Prix Francji. Wiem, można narzekać, że walki o zwycięstwo praktycznie nie było (Ferrari supermocne, a Kimi Raikkonen przepuścił Felipe Massę tylko dlatego, że kawałek pewnej rury niszczył mu bolid i aerodynamikę), że Jarno Trulli zablokował walkę o trzecie miejsce, że Robert Kubica w kiepsko spisującym się bolidzie nie był w stanie nawiązać walki ze średniakami, no i że Lewis Hamilton nie powtórzył wyczynu Raikkonena z 2005 roku (awans z 13. na drugie miejsce).

Ale było kilka wyprzedzeń, były gonitwy przez kilka okrążeń, wreszcie było trzech bohaterów, o których ostatnio mówiło się źle, albo wcale.

Nelson Piquet jr. Udany weekend Brazylijczyka. Błysnął w sobotnim treningu, w kwalifikacjach był o mały włos od trzeciej sesji, a w wyścigu zaskoczył świetną jazdą. Zdobył swoje pierwsze punkty w karierze i to w jak ważnym momencie! Przecież od kilku tygodni mówiło się, że kolejne niepowodzenie Nelsinho (np. szósty nieukończony wyścig) może skończyć się utratą wyścigowego fotela w Renault.

Piquet na Magny-Cours podobał mi się bardzo. W pierwszej fazie wyścigu potrafił utrzymać za sobą mclareny, choć Hamilton w lekkim bolidzie skakał mu z tyłu to z jednej, to z drugiej strony. Piquet raz, może dwa razy pojechał na ciasnych zakrętach za szeroko, ale nie popełnił żadnego błędu, z których słynął na poczatku sezonu - nie wypadał z toru, nie kręcił się bezradnie po asfalcie. Pod dużą presją był bardzo solidny. A w punkcie pomiaru prędkości miał trzeci wynik - 304,9 km/h. Więcej wycisnęli tylko kierowcy Ferrari.

Oczywiście, Piquet nie był bezbłędny. Dał się wyprzedzić Heikki Kovalainenowi podczas wyjazdu z alei serwisowej. Dziwna sytuacja, spora strata Brazylijczyka. Ale w końcówce debiutant wykorzystał błąd Fernando Alonso i to jednak on zajął siódme miejsce. Brawo!

Heikki Kovalainen. Najpierw był w cieniu szarżującego Hamiltona (jeździec bez głowy, prawda?), ale stopniowo przebijał się do przodu. Wyprzedził Marka Webbera, Nelsinho, dzięki późniejszemu drugiemu postojowi wyjechał przed Kubicą... W końcówce był szalenie blisko podium, bo przecież na ostatnim okrążeniu zrównał się z Trullim. Wydawało mi się, że Jarno lekko zepchnął na pobocze Fina, ale jakoś na razie nie słychać protestów ze strony McLarena.

Kovalainen pojechał świetnie i można się tylko zastanawiać co mógłby osiągnąć, gdyby nie został cofnięty na starcie. Może próbowałby złapać zwalniającego Raikkonena?

Jarno Trulli. Last but not least. Włoch wyprzedził na starcie o wiele lżejszego Alonso, a potem poprowadził ten swój pociąg do końca wyścigu. Były momenty, że był pod naprawdę dużą presją - najpierw Kubicy, potem Kovalainena. Bronił się jednak skutecznie, choć w końcówce dość dramatycznie. Ale na trzecie miejsce zasłużył, bo w kwalifikacjach był bardzo mocny - w drugiej sesji był przecież czwarty.

Na prostej start-meta stoją teraz ciężarówki, do których mechanicy pakują dziesiątki skrzyń. Cyrk przenosi się na Silverstone, gdzie za dwa tygodnie wyścig, ale wcześniej testy. BMW Sauber, które w ciągu dwóch tygodni spadło ze szczytu na dno, powalczy o powrót na swoje, czyli trzecie miejsce w stawce.

I na koniec: za rok Grand Prix Francji prawdopodobnie znów zostanie rozegrane na torze w Magny-Cours.

 F1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Krótka chwila radości dla kibica Minnesota Timberwolves:

As Thursday's draft approaches, Mayo and UCLA forward Kevin Love appear to be the most probable choices to become the third overall pick if the Wolves don't trade that pick to move down a few or several slots.

Przedstawiciele Timberwolves oglądali w sobotę O.J. Mayo w Chicago. I bardzo długo z nim rozmawiali. Wrażenia podobno dobre.

Oby Kevin Love zszedł na dalszy plan, oby Bulls i Heat nie zrobili niespodzianki wybierając z numerami 1 i 2, oby Timberwolves nie przyszło do głowy wymieniać nr 3 na cokolwiek.

Ten zespół potrzebuje gwiazdy. Takiej jak Mayo.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Dzień pełen wrażeń. Fete de la Musique. Nie wiem jak w innych krajach, ale we Francji, gdzie powstała ta idea, to naprawdę jest święto. Grają orkiestry w małych miasteczkach, w większych aranżowane są dyskoteki pod gołym niebem, a gdzie indziej do późnej nocy trwają po prostu muzyczne pikniki.

Ja od rana emocjonowałem się wydarzeniami na Magny-Cours, a szczególnie kwalifikacjami. I to nie trzecią sesją, ale pierwszą, kiedy Robert Kubica, ale przede wszystkim Nick Hedifeld, naprawdę walczyli z czasem. Działo się dużo, skończyło się ciekawie, a jeszcze bardziej interesujące jest to, czy w niedzielę z peronu czwartego ruszy słynny pociąg Jarno Trullego. Walka o zwycięstwo, a raczej o podwójne zwycięstwo, jest już chyba rozstrzygnięta. Kimi Raikkonen czy Felipe Massa? Wolę Massę, stawiam na Raikkonena. Ale najciekawsze rzeczy będą się pewnie działy na miejscach 3-13.

Wieczorem Rosja pokonała Holandię 3:1. Ja typowałem 2:1, ale trzeci gol dla Rosjan wcale mnie nie zasmucił - grali ładnie, odważnie, skutecznie. Po prostu lepiej niż trochę stetryczała Holandia. I potwierdziła się prawidłowość, że bezbłędne i niemal tylko zwycięskie w fazie grupowej zespoły jadą do domu (Portugalia, Chorwacja, teraz Holandia). W niedzielę pożegnamy więc z Euro Hiszpanię. Nawet pomimo tego, że Fernando Alonso odgraża się i mówił coś na Magny-Cours o półfinałach.

Kubica zapytany o swojego faworyta na Euro powiedział, że nie ma. Ale chwilę później dodał, że gdyby miał postawić na kogoś pieniądze, to postawiłby na Rosję. Dobry typ.

Mi nie szkoda ani słabych pozycji Kubicy i Heidfelda, ani przegranych Holendrów, ani opuszczonego Fete de la Musique. Najbardziej mi szkoda Khalida Boulahrouza i jego rodziny. Żółta kartka i cofnięcie o 10 miejsc dla świata.

My name it means nothing
My fortune is less
My future is shrouded in dark wilderness
Sunshine is far away, clouds linger on
Everything I possessed - now they are gone

O, where can I go to and what can I do?
Nothing can please me only thoughts are of you
You just laughted when I begged you to stay
I've not stopped crying since you went away

The world is a lonely place - you're on your own
Guess I will go home - sit down and moan
Crying and thinking is all that I do
Memories I have remind me of you

 F1 i Euro 2008 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

piątek, 20 czerwca 2008

... aby niezależnie od wyników rywali utrzymać prowadzenie w klasyfikacji mistrzostw świata. W tej chwili wygląda ona tak:

To jest ścisła czołówka i możliwe jest, że czwarty Kimi Raikkonen w niedzielę po południu awansuje na pierwsze miejsce. Piąty Nick Heidfeld (28 punktów) nie ma na to szans. Dlatego ograniczam się do tej czwórki.

Punktuje ośmiu kierowców (10, 8, 6, 5, 4, 3, 2, 1). Kubicy pierwsze miejsce w klasyfikacji MŚ zapewni osiem punktów za drugie miejsce. Polak będzie miał wówczas 50 punktów i nawet jeśli pierwsi na mecie będą Felipe Massa lub Lewis Hamilton (mało prawdopodobne), to z 48 punktami będą za Kubicą.

Wariantów jest jednak mnóstwo i w części z nich Polak też może utrzymać prowadzenie. Biorąc pod uwagę formę zespołów (Ferrari faworytem) i okoliczności (cofnięcie o 10 miejsc Hamiltona na starcie) najbardziej prawdopodobny wydaje się być ten wariant, w którym wygrywa Raikkonen, za nim przyjeżdża Massa, a potem Kubica. W takiej sytuacji Polak pozostanie liderem - będzie miał 48 punktów (+6), Massa 46 (+8), a Raikkonen 45 (+10).

W najgorszej sytuacji Kubica może spaść nawet na czwarte miejsce. W skrajnej sytuacji będzie tak wówczas, jeśli Polak zdobędzie dwa punkty za siódme miejsce (44), ale wygra Raikkonen (45), drugi będzie Hamilton (46), a trzeci Massa (44). Brazylijczyk będzie wyżej niż Kubica, bo wygrał w tym sezonie więcej wyścigów.

 F1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 
1 , 2 , 3