Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
wtorek, 30 czerwca 2009

Oto samochód EcoF3 - w pełni ekologiczny bolid rozwijający prędkość ok. 200 km/h przystosowany do startów w Formule 3. No, prawie przystosowany - szczegóły tutaj.

Czy to jest przyszłość wyścigów samochodowych i Formuły 1? Intuicja podpowiada, że nie, że wielkie koncerny mogące korzystać z najlepszych technologii, nie skierują się raptem ku tworzeniu samochodów happeningowych. Ale to tylko moja nieufna intuicja.

EcoF3 pokazuje jednak pewną drogę do obniżania kosztów w Formule 1 - regularne wprowadzanie tańszych, sprawdzonych elementów pobocznych, które funkcjonują w niższych seriach może dać pewne oszczędności zespołom. Nie takie, aby powrócić do poziomu nakładów z początku lat 90., ale jednak.

Przede wszystkim da jednak wrażenie i sygnał (sponsorom, kandydatom, kibicom), że F1 na cięciu kosztów naprawdę zależy.

 Kto wygra Grand Prix Niemiec? Typuj w bwin.com

Kibice koszykówki dopiero ochłonęli po drafcie do NBA (choć niebawem nowe emocje, bo od 1 lipca oferty zaczną dostawać wolni zawodnicy), a kibice Formuły 1 - korzystając z wakacji kierowców i trzytygodniowej przerwy od wyścigów - mogą przemyśleć sprawę draftu 2010 do ich serii wyścigowej. Na liście zgłoszeń są przecież trzy nowe zespoły - USF1, Campos i Manor. To oznacza sześć miejsc za kierownicami.

Kompromis FOTA i FIA wprowadził aspirantów w konsternację. Nowe zespoły zgosiły akces głównie dlatego, że FIA zapowiadała wprowadzenie tzw. czapy budżetowej, która w najogólniejszym ujęciu miała dać szanse prywatnym zespołom w rywalizacji z producentami. Kilka dni temu szantażowana przez FOTA federacja wycofała się z drastycznych pomysłów w zamian za zapewnienie zespołów, że w komplecie przystąpią do kolejnego zespołu. FOTA natomiast zapowiedziała, że zapewni nowym wsparcie techniczne. Czy to oznacza i czy wystarczy do przyciągnięcia do F1 nowych zespołów? Wciąż nie wiadomo.

Ale skoro mamy sezon ogórkowy w większości lig, a w F1 wakacje, to możemy się bez zobowiązań pozastanawiać nad tym, jakich nowych kierowców zobaczymy w przyszłym sezonie.

Blog F1Fanatic.co.uk ułożył już listę z nazwiskami, z której zapewne wybierać będą nowe zespoły. Są na niej: Giorgio Pantano, Bruno Senna, Christian Klien, Vitantonio Liuzzi, Danica Patrick, Romain Grosjean, Nico Hulkenberg, Anthony Davidson, Takuma Sato i Paul di Resta.

Niektórzy mają wyniki (Pantano), inni doświadczenie (Pantano, Klien, Liuzzi, Davidson, Sato). Jeszcze inni posiadają nazwisko, które zapewni im sponsorów (Senna, Patrick, Sato), a ostatnia grupa to czysty potencjał (Grosjean, Hulkenberg, di Resta).

A to przecież nie koniec listy kandydatów - Juan Pablo Montoya? Scott Speed? Pedro de la Rosa? Lucas di Grassi? Kilka innych nazwisk by się jeszcze znalazło, żeby nie wspomnieć o mistrzu świata z 1997 roku...

I czy przypadkiem David Coulthard nie wspomniał ostatnio, że wycofał się za wcześnie?

Okej, Villeneuve i Coulthard to może przesada. Ale kogo z wymienionych wyżej kierowców widzielibyście w trzech nowych zespołach, jeśli takie na starcie w 2009 roku ostatecznie staną? Może macie innych kandydatów?

Ja, pamiętając o tym, że Formuła 1 skupia nie najlepszych kierowców, ale tych, którzy pasują zespołom pod względem sportowym, marketingowym i narodowościowym, chciałbym widzieć w przyszłym roku na torze Montoyę, Sennę, Patrick, de la Rosę, Davidsona i Pantano.

Montoya to koloryt, latynoska fantazja na torze i niewyparzony język. Senna - wiadomo. Mamy młodego Piqueta, Rosberga - Brazylijczyk z wielu względów w F1 sprawdzony zostać musi. Prędzej czy później.

Patrick nakręciłaby ogromne zainteresowanie F1 i to nie tylko w USA. Sportowo zapewne nie jest warta ścigania się w elicie, ale jak już pisałem - F1 nie skupia najlepszych. De la Rosa? Do hiszpańskiego Camposa jak znalazł!

Davidson w tym sezonie błyszczy w każdym Grand Prix - jako komentator BBC. Kto miał okazję posłuchać, ten wie o czym piszę. Kto nie - niech spróbuje podczas najbliższego weekendu wyścigowego. W Super Aguri Brytyjczyk też radził sobie dobrze.

Wreszcie Pantano, któremu w GP2 kibicował Robert Kubica. Włoch ma 30 lat i kiedyś ścigał się już w F1, ale teraz jest jedynym zwycięzcą GP2, który nie wywalczył sobie awansu do F1. Jego poprzednicy - Nico Rosberg, Lewis Hamilton i Timo Glock - radzą sobie nieźle.

Kogo Wy wybieracie w drafcie do Formuły 1 2010?

 Kto wygra Grand Prix Niemiec? Typuj w bwin.com

piątek, 26 czerwca 2009

Magic (bez Cartera) - Cavaliers (z O'Nealem)

"Orlando Sentinel" poprosił specjalistów z EA Sports (producent serii gier "NBA Live") o przeprowadzenie symulacji w realiach przyszłorocznej gry. Orlando Magic mieli w niej zagrać z Cleveland Cavaliers, których już wzmocnił Shaquille O'Neal.

Magic wygrali 115:114, po dwóch wolnych wykonywanych przez Dwighta Howarda w ostatnich sekundach. O szczegółach możecie przeczytać tutaj.

Symulacja jest już trochę nieaktualna, bo do Magic trafił Vince Carter. To z kolei oznacza prawdopodobny koniec gry na Florydzie Hedo Turkoglu. A to właśnie on miał być naskuteczniejszym strzelcem Magic w symulacji...

Ale niezależnie od komputerowych zabaw klub z Orlando mocno odpowiedział na środowy transfer O'Neala do Cavaliers. Rywalizacja w Konferencji Wschodniej w przyszłym sezonie zapowiada się bardzo ciekawie!

Także dlatego:

 Typuj wyniki największych sportowych imprez w bwin.com

Chad Ford nisko ocenia wybory Timberwolves w drafcie. Źle ocenia pomysł odpowiedzialnego za nie Davida Kahna, który chce, aby Ricky Rubio i Jonny Flynn tworzyli równocześnie obwodowy duet w zespole z Minneapolis. Pisze m.in.:

Ricky Rubio and Jonny Flynn might have been the two best point guards in the draft. But to fall in love with them both and actually take them both amounts to point guard polygamy.

I could see it, I guess, if it had been Stephen Curry they drafted to play alongside Rubio. But Jonny Flynn as a two guard? Really? The Wolves appear to have outsmarted themselves.

In the end I doubt we see Rubio and Flynn on the floor together. Trade proposals will come the Wolves' way and Rubio's camp will push them to accept one that they like.

Jim Soughan ze "Star Tribune" też jest rozdarty, ale mimo wszystko mniej kategoryczny:

Someday we will view his selection of point guards on consecutive picks in his first draft as the Wolves' basketball boss as either innovation, genius or a really bad case of short-term memory loss.

That probably isn't going to work, but Kahn's hyperactivity has grabbed our attention and ensured that the Wolves' next losing season will be more interesting than their last.

At the moment, Rubio is like a diamond-encrusted tie. It's nice to have one, it's flashy, it's expensive, but what do you wear with it?

Mi podoba się szczególnie ten środkowy cytat - nawet jeśli Timberwolves będą przegrywać, to przynajmniej coś będzie się działo.

Kahn za kilka miesięcy (lub lat) może zostać oceniony jako geniusz, ale z drugiej strony jego czerwcowa działalność może sprawić, że o latach 2009-10 kibice Timberwolves będą mówić, jako o straconych. Ale ja, też kibic zespołu z Minneapolis, tysiąc razy bardziej wolę intrygujące, choć ryzykanckie działania Kahna niż bylejakości za ostatnich lat Kevina McHale'a.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że wolałbym już w dniu draftu widzieć kompletny wybór i jasną wizję rozwoju drużyny.

Pozostaje jeszcze kwestia Rubio, który niepokojąco często wspomina, że w Minnesocie jest za zimno. Chłód połączony z Timberwolves jest moim przekleństwem, jako kibica tego klubu, od kilkunastu lat. Najpierw Dikembe Mutombo powiedział, że w Minneapolis byłoby za zimno dla jego psa, potem - o ile się nie mylę - na niewielkie i nieciekawe miasto narzekał też Stephon Marbury.

No, ale na razie jest lato. Czekamy.

 Typuj wyniki największych sportowych imprez w bwin.com

Minnesota Timberwolves wybrali z nr. 5 draftu Ricky'ego Rubio. Na razie nie wiadomo jednak, co z tego wyniknie. Wymiana? A może Rubio w tym roku do NBA jeszcze nie przejdzie?

Ja się jednak cieszę bardzo, bo nowy dyrektor generalny Timberwolves David Kahn sprawia wrażenie człowieka, który dużo ryzykuje, ale nie traci głowy. Mając dwóch młodych, perspektywicznych rozgrywających (z nr. 6 trafił do Minneapolis Jonny Flynn), niewątpliwie zachował pole manewru.

Meanwhile, do Orlando Magic trafił Vince Carter. Wyścig zbrojeń na wschodzie trwa - najpierw Shaquille O'Neal w Cleveland Cavaliers, teraz Carter u siebie w domu... Na szybko, bez wielkich analiz - Magic wciąż są dla mnie wyżej niż Cavaliers w tym momencie. Niezależnie od tego, co będzie w najbliższych dniach.

A co będzie? Komplikuje się nieco kwestia nowego kontraktu Hedo Turkoglu - czy Turek jest aż tak potrzebny przy Carterze? A jeśli - tu już wybiegam bardzo w przyszłość - Turkoglu niepotrzebny, to może przyda się nowa umowa z Marcinem Gortatem? No, niekoniecznie. Wraz z Carterem z New Jersey Nets przechodzi do Magic 21-letni podkoszowy Ryan Anderson, który w swoim pierwszym sezonie zagrał w 66 meczach, z czego 30 zaczynał w pierwszej piątce. Jego 7,4 punktu oraz 4,7 zbiórki w połączeniu z wiekiem tworzy kombinację atrakcyjniejszą niż na dodatek droższy Gortat.

Ale kto wie?

Szykuje nam się najciekawszy transferowy okres w NBA od lat. Najciekawszy, bo dzięki 25-letniemu łodzianinowi, jesteśmy w jego środku. Ale nie tylko dlatego.

 Typuj wyniki największych sportowych imprez w bwin.com

czwartek, 25 czerwca 2009

A więc jednak! Sześć miesięcy temu Cleveland Cavaliers bali się podjąć ryzyko i w dużej mierze dzięki temu nie awansowali do finału NBA - Dwight Howard i Orlando Magic okazali się za silni pod koszem.

Dlatego teraz wahania się nie było - do Cavaliers przechodzi Shaquille O'Neal.

Cleveland LeBrons dla mnie automatycznie stają się kandydatem do mistrzostwa Konferencji Wschodniej. LeBron James zdobył je sam w 2007 roku, a w minionym sezonie zabrakło mu dwóch wygranych z Magic. Przyjście O'Neala oznacza dwóch doświadczonych środkowych w play-off, którzy - z racji tego, że będą dzielić minuty między siebie - nie będą się podpierać nosem tak, jak Zydrunas Ilgauskas w serii z Magic.

Shaq i Big Z podparci Andersonem Varejao (jeśli Cavaliers przedłużą z nim kontrakt), to już bardzo poważni rywale dla Howarda. Środkowy Magic w ostatnich sześciu spotkaniach przeciwko O'Nealowi tylko raz zdobył ponad 20 punktów, a średnio oddawał niespełna dziewięć rzutów z gry.

Znakomity ruch Cavaliers. Fachowcy zauważają, że jeśli eksperyment nie wypali, to Shaq może zostać opchnięty przed zamknięciem lutowego okna transferowego (wielkie wygasające kontrakty są w NBA w cenie), albo po prostu sam odejdzie ze swoją nieaktualną już po najbliższym sezonie umową. Cavaliers wciąż będą mieć pieniądze na np. Chrisa Bosha.

Shaq w Cleveland oznacza więc prawdopodobnie lepsze czasy, jako wstęp do naprawdę dobrych czasów. Nawet jeśli jest to w pewnym sensie ryzyko ze względu na wiek i kondycję O'Neala. Oczywiście wszystko przy założeniu, że James nie przeniesie się na atlantyckie wybrzeże...

Najbliższe dni to zapewne dziesiątki analiz na ten temat. Ale ciekawe, że lokalne media w Cleveland już kilka dni temu zastanawiały się nad tym, jak wielki Shaq wpasuje się do amerykańskiego Wąchocka:

What would O'Neal call himself here? Among other things, he has referred to himself as the Big Diesel, the Big Aristotle and the Big Cactus. What's next? The Big Pierogi?

Po tym wstępie następuje wyliczanka: gdzie Shaq będzie się ubierał, gdzie będzie jadał, gdzie zamieszka? Na wypadek ostrych zim, których O'Neal nie doświadczał w Orlando, Los Angeles, Miami i Phoenix, dziennikarze wyszukali mu już nawet solarium...

Taki właśnie jest Shaq - gdzie nie pójdzie, tam się dzieje.

 Typuj wyniki największych sportowych imprez w bwin.com

środa, 24 czerwca 2009

Bill Simmons, tuż przed draftem, napisał dramatyczny list do tegorocznego nr. 1 Blake'a Griffina:

Run. Just start running. Run for your life. Run like the star of a horror movie. Don't turn around. Run and keep running. I think you should play in Greece. Or Italy. Or Spain. Or anywhere else. You should play anywhere but for the Clippers.

Tekst jest świetny - zarówno w formie, jak i w treści. Po akapicie, w którym przypomniany jest draft z 1984 roku, kiedy Clippers wybrali Lancastera Gordona i Michaela Cage'a zamiast np. Kevina Willisa, Otisa Thorpe'a czy Johna Stocktona, Simmon pisze do Griffina:

Blake, please tell me your sneakers are on. As soon as you hit the last line of the column, start running.

Zresztą, dość cytatów, to trzeba przeczytać! Historia Clippers jako pasmo złych decyzji, chybionych transferów, pechowych kontuzji i kompletnych nieporozumień. Wiecie, że w 1988 roku Clippers podpisali 10-dniowy kontrakt z Michaelem Phelpsem? Tym innym Michaelem Phelpsem.

Enjoy! To znaczy, ekhm, zapłaczcie nad losem Griffina...

 Typuj wyniki największych sportowych imprez w bwin.com

1. Magic Johnson

2. Bill russell

3. Michael Jordan

4. Dave Cowens

5. Kevin Garnett

6. Larry Bird

7. John Havlicek

8. Sam Jones

9. Dirk Nowitzki

10. Paul Pierce

11. reggie Miller

12. Julius Erving

13. Kobe Bryant

14. Clyde Drexler

15. Steve Nash

16. John Stockton

17. Shawn Kemp

18. Joe Dumars

19. Nate Archibald

20. Gus Williams

21. Michael Finley

22. reggie Lewis

23. Alex English

24. Sam Cassell

25. Mark Price

26. Vlade Divac

27. Dennis rodman

28. Tony Parker

29. Denis Johnson

30. Gilbert Arenas

Świetna robota Iana Thomsena ze Sports Illustrated. Warto się zapoznać przed draftem 2009. Podobnie jak z listą najbardziej nieoczekiwanych przechwytów w draftach. Nie należy także zapominać o kumplach Sama Bowie.

 Typuj wyniki największych sportowych imprez na świecie w bwin.com

Szef Międzynarodowej Federacji Samochodowej Max Mosley zmienił front i zamiast iść w zaparte zaogniając konflikt ze Stowarzyszeniem Zespołów Formuły 1 (FOTA), porozumiał się w środę w Paryżu w przedstawicielem zespołów Lucą di Montezemolo z Ferrari. Upieranie się przy swoich stanowiskach zakończyłoby się rozłamem najsłynniejszej serii wyścigowej. Teraz tworzy się szansa na wspólne wypracowanie antykryzysowych mechanizmów ochronnych. Z tym, że oszczędzanie jest konieczne, zgadzają się w Formule 1 wszyscy.

Nie znamy jeszcze szczegółów porozumienia FIA i FOTA, poza tym, że w 2010 roku będzie jedna seria, a w ciągu dwóch lat wszyscy zainteresowani będą dążyć do ograniczenia wydatków do poziomu - jak powiedział Mosley - z początku lat 90. Pomysł natychmiastowego narzucenia zespołom tzw. czapy budżetowej, został wycofany.

Dlaczego ze swoich postanowień wycofał się Mosley? Czy zdał sobie sprawę z tego, że jego seria z Williamsem, Force India, Lolą i USF1 będzie mniej popularna niż rywalizacja Ferrari, McLarena, Renault i BMW? Na porozumienie nalegał Bernie Ecclestone, właściciel praw komercyjnych do F1, od którego wiele kwestii w tej serii zależy? A może Mosley nie chciał kończyć swojej działalności w FIA jako ten, do którego na zawsze zostanie przypięta łatka człowieka, który zniszczył coś wielkiego?

Szef FIA kierował się prawdopodobnie każdą z tych kwestii po trochu. A FOTA została przekonana zapewnieniem Mosley'a, że ten nie będzie się ubiegał w październiku o reelekcję na obecne stanowisko.

Nie można ocenić środowych decyzji inaczej niż jako jedynych słusznych. F1 wciąż stanowić będą czołowi kierowcy ścigający się w samochodach najsłynniejszych i najbogatszych zespołów, z których część finansowana będzie przez największe koncerny. Ale czwartkowa zgoda to dopiero początek. Teraz FIA i FOTA muszą wypracować nowe zasady - takie, które z jednej strony zachęcą do rywalizacji prywatne zespoły, a z drugiej nie odstraszą wielkich koncernów. Formuła 1 musi być tańsza, ale z drugiej strony nie może zostać sprowadzona do poziomu GP2. A przynajmniej nie z miesiąca na miesiąc. Ograniczanie wydatków i zmienianie zasad musi być planowane w kilkuletnim wyprzedzeniem.

 Typuj wyniki najważniejszych sportowych imprez w bwin.com

wtorek, 23 czerwca 2009

Wielu kibiców koszykówki i Formuły 1 zapewne obruszy się na poniższy wywód, większość z nich potraktuje go być może jako kolejny nieuprawniony podmuch w balon czerwcowej gortatomanii. Zgoda, zatwardziałych fanów koszykówki bardziej interesuje w tym momencie draft, transfer Igora Rakocevicia do Efesu Pilsen lub przynajmniej przejście Macieja Lampego do Maccabi Tel Awiw, a i wielbiciele Formuły 1 większość czasu poświęcają na debaty dotyczące przyszłości serii, dyskusje nad sensownością porównywania Sebastiana Vettela do Michaela Schumachera lub roztrząsanie jakości zmian w pakiecie BMW Sauber przed Grand Prix Niemiec na Nurburgringu.

 

Ale nikt nie zaprzeczy twierdzeniu, że w Polsce synonimem koszykówki jest od niedawna Marcin Gortat, a Formuła 1 to w nadwiślańskim kraju Robert Kubica. Kropka.

Temat porównania obu sportowców i ich karier chodził za mną od dłuższego czasu. Od nieco ponad dwóch lat mam przyjemność relacjonować – nawet z pierwszej ręki – osiągnięcia obu sportowców. Ich sukcesy, ich porażki. Czas na ich podobieństwa.

Najpierw te przypadkowe, które nie mają znaczenia: Gortat i Kubica urodzili się w 1984 roku, ich imiona i nazwiska składają się z sześciu liter każde, obaj jeżdżą bmw, bezpośredni przełożony ma wąsy, a najbliższy partner w zespole ma nazwisko zaczynające się na literę "H".

A teraz na poważnie: obaj sportowcy wyjechali z Polski, bo na poważny rozwój w ojczyźnie nie mieli co liczyć. Ich ojczyzna, to brak infrastruktury, brak kompleksowych programów dla młodych sportowców, brak kultury organizacji klubów czy federacji, wreszcie - poza nielicznymi wyjątkami - brak fachowców, którzy poznaliby się na ich potencjale. W przypadku Kubicy to oczywiste, w przypadku Gortata tylko trochę mniej - trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że wyjazd za granicę był kluczowym momentem na ścieżce ich karier.

Obaj sportowy pięli się do góry stopniowo - dla Kubicy istotny był kontrakt z włoskim producentem silników kartingowych, dzięki czemu młody kierowca miał okazję przejechać mnóstwo kilometrów i poznać techniczne zagadnienia sportu. Gortat trafił pod skrzydła trenerów z byłej Jugosławii, którzy pokazali mu jak powinna wyglądać jego droga do NBA. Kubica z czasem jeździł w coraz lepszych seriach, aby w końcu wygrać World Series by renault, które stało się furtką do Formuły 1. Gortat piął się do góry z rheinEnergie Kolonia - mistrzostwo i puchar w Niemczech, a w końcu gra w Eurolidze, dały mu szansę na szersze zaprezentowanie swoich możliwości i w konsekwencji - wybór w drafcie.

Ale i Kubica, i Gortat mieli chwile zwątpienia - pierwszy był już o krok od przesiadki do rajdówek, kiedy po słabszym roku perspektywy kolejnych startów rysowały się nieciekawie. Drugiego trafiał szlag, kiedy po kolejnych ciężkich, wakacyjnych treningach i grze w lidze letniej, odsyłano go do Europy na następny sezon.

Kiedy już trafili w wymarzone miejsca (Kubica do Formuły 1, Gortat do NBA), zaczynali w rezerwie. Ciężko pracowali na treningach, zdarzało im się błyszczeć. Czuli się gotowi i starali się być gotowi na szansę, która - w obu przypadkach - przyszła niespodziewanie. Kubicy pomógł wypadek w GP Niemiec Jacquesa Villeneuve'a (choć także słabsza forma byłego mistrza świata), a Gortata na parkiet na dobre wprowadził uraz kolana Dwighta Howarda.

Tutaj trochę nagnę fakty i trzecie miejsce Kubicy w GP Włoch w 2006 roku potraktuję na równi z double-double Gortata w ostatnim meczu sezonu zasadniczego 2007/08. Nagnę w tym sensie, że większą wartość miało oczywiście to pierwsze, ale ogólnie rzecz biorąc pierwsze półtora roku i dla Kubicy, i dla Gortata w ich wymarzonych miejscach było trudne. Kierowca zmagał się z awaryjnym bolidem i przegrywał rywalizację z Nickiem Heidfeldem, a koszykarz zaliczał epizody w rozstrzygniętych spotkaniach. Powtarzam: upraszczam, bo Gortat regularnie grał w play-off już w swoim pierwszym sezonie, a i słabsze wyniki Kubicy nie zależały tylko od niego.

Drugie pełne mistrzostwa dla każdego z obecnych 25-latków były świetne. Kubica zdobył pole position, a potem wygrał wyścig i przez moment był liderem klasyfikacji kierowców. Sezon skończył na czwartym miejscu, choć gdyby zespół miał inną politykę i w większym stopniu próbował wykorzystać szansę na sukces, wynik Kubicy byłby lepszy. Gortat po urazie Howarda udowodnił, że jest gotowy na grę w NBA - momentami pokazywał, że to jest już gotowość na pierwszą piątkę. Potrafił pomóc zespołowi w obronie, a gdyby taktyka drużyny zakładała większe wykorzystanie go w ofensywie, to efekty i tam byłyby widoczne.

Podobieństwo obu 25-latków widoczne jest także w tym, o czym wspomniałem w punkcie wyjścia - Kubica i Gortat są lokalnym uosobieniem dyscyplin, które reprezentują. Prawdopodobnie każdy odbiorca polskich mediów wie, kto to jest Kubica, chociaż nie pamięta ile zespołów rywalizuje w Formule 1 i kto jest kolegą Lewisa Hamiltona w McLarenie. Większość Polaków wie także kim jest Gortat, choć zapytana o innego polskiego koszykarza, wymieni zapewne Macieja Zielińskiego i tylko dzięki żywotności Adam Wójcika trafi drugi, bezradny, strzał.

Obaj panowie z rocznika '84 starają się pomagać młodym rodakom - Kubica ściągnął do swojego kartingowego rK Team Karola Basza, a Gortat od roku organizuje kampy dla dzieciaków z Łodzi i całej Polski.

Kubica i Gortat to w końcu sportowcy światowi, którzy przed kamerami i mikrofonami zagranicznych mediów czują się nawet lepiej niż wśród polskich dziennikarzy. Obaj znają po kilka języków - Kubica mówi po włosku i po angielsku, a Gortat poza angielskim radzi sobie z niemieckim i serbskim. Są elokwentni, wygadani i cenieni przez dziennikarzy za to, że mają do powiedzenia ciekawe rzeczy.

Ale czas na różnice, bo i takie istnieją. Kubica karierę zaczął bardzo wcześnie i bardzo szybko ujawnił swój nieprzeciętny talent. Jest szybki, bo ma duszę kierowcy wyścigowego, intuicję i niezbyt powszechną umiejętność urywania sekund tam, gdzie inni tego nie potrafią - np. na torach ulicznych. Gortat w koszykówkę zaczął natomiast grać bardzo późno i - jak mawiają trenerzy - pewnych podstawowych ruchów musiał się uczyć, pewnych naturalnych zachowań na parkiecie mu brakuje. Jeśli miał talent, to do pracy. Jeśli osiągnął sukces, to dzięki zamiłowaniu do ciężkiej roboty. Talent? Sam Gortat przyznaje, że typowo koszykarskiego obycia na początku kariery mu brakowało.

I to prawdopodobnie właśnie dlatego Kubica już jest kandydatem na mistrza świata. Jest uznawany za kierowcę zdolnego do seryjnego wygrywania, jeśli oczywiście będzie miał dobry samochód. Gortat to wciąż zagadka. To kompletny materiał na dobrego koszykarza, który musi się sprawdzić w roli zawodnika decydującego o losie drużyny w każdym meczu.

Inne różnice? Kubica z wyjazdem do Włoch w pewnym sensie ryzykował. Miał 13 lat i dorosłe życie zaczął jako dziecko. Gortat wyemigrował w wieku 19 lat i to na zaproszenie dyrektora sportowego z Kolonii, który dostrzegł potencjał Polaka na młodzieżowym turnieju we Francji. Gortat był chciany. Było mu łatwiej. Choć, jak pisałem, w swój rozwój musiał włożyć mnóstwo pracy.

Obaj sportowcy mają pretensje do polskich mediów za to, że w przeszłości, kiedy w Europie ich talent dostrzegano, w kraju byli notorycznie pomijani. Ale inaczej na to reagują - Gortat często wspomina o tym w rozmowach, ale wywiadu nie odmawia nikomu - "Playboy'owi", "CKM", "Basketowi", "TVP Sport"... W lipcu będzie nawet gościem mało sportowego programu telewizyjnego "Kawa czy herbata".

W przypadku Kubicy zadra siedzi głębiej, choć w jego przypadku dostępność dla mediów wynika z bardziej zamkniętego charakteru Formuły 1 i jego własnej pozycji w elicie. Kierowca może nie tyle rozmówców wybiera, co dozuje informacje dla konkretnych osób.

Czynnikiem w tej kwestii jest także chęć promocji własnej osoby. Gortat chce być w Polsce kimś więcej niż tylko sportowcem, Kubicy na tym nie zależy, albo przynajmniej kierowca nie pokazuje, że tego chce. Koszykarz przyjeżdżając do Polski pokazuje się w wielu miejscach, rzadko odmawia komukolwiek. Kubica w trakcie rzadkich pobytów w kraju dostępny jest tylko w ramach ściśle określonego czasu. Nie dziwię mu się - odpoczynku potrzebuje każdy. Ale różnica w podejściu obu sportowców do promocji własnej osoby jest warta odnotowania, nawet jeśli nie powinna być oceniana.

Co jeszcze różni Kubicę i Gortata? 293 dni życia, ok. 30 centymetrów wzrostu i zapewne wiele cech charakteru, których jeszcze nie znamy i pewnie nigdy nie poznamy. Ale z pewnej perspektywy są do siebie bardzo podobni - to przedstawiciele młodego pokolenia polskich sportowców, które zaistniało w elicie światowych dyscyplin.

 Typuj wyniki najważniejszych wydarzeń sportowych w bwin.com

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5