Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
czwartek, 31 lipca 2008

Artykuł o takim tytule można przeczytać w "Rzeczpospolitej". Bardzo to wszystko ciekawe. I niepokojące:

Na przygotowanie oferty promocji ME oraz wsparcia związku w organizacji firmy miały zaledwie dwa tygodnie. A zakres przetargu jest potężny m.in. kampanie telewizyjne, radiowe, prasowe, outdoor, działania PR oraz organizacja widowisk i eventów.[...] Zwycięskie konsorcjum twierdzi, że poradzi sobie z tym zadaniem, choć imprezy sportowe nie są domeną Effectiki. – Na co dzień nie zajmujemy się sportem i sami nie wystartowalibyśmy do przetargu – przyznaje Waśniewski. – Naszą rolą jest wkład koncepcyjny, a projekt poprowadzi Sport Media – zaznacza. Sport Media reklamuje się głównie jako firma wynajmująca ekrany i telebimy na imprezy sportowe i rozrywkowe. – To główne źródło dochodu – mówi Pszczołowski. – To młoda firma, ale pracują w niej ludzie, którzy zbudowali wizerunek koszykarskiego Śląska. Mamy doświadczenie m.in. w organizacji meczów Euroligi.

Znaków zapytania jest więc mnóstwo. Wieczny optymista, nadprezes* PZKosz Roman Ludwiczuk, uważa, że jak ktoś zna się na koszykówce, to poradzi sobie z promocją. Śmiem wątpić czy to takie proste...

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy - Sport Media to także Michał Lizak. Redaktor naczelny "Basketu" i dziennikarz "Polska The Times Gazeta Wrocławska". Czy to oznacza, że ta gazeta będzie od teraz organem PR mistrzostw Europy koszykarzy?

Ogromnie żałuję, że nie mogłem być na czwartkowej konferencji prasowej z udziałem nadprezesa Ludwiczuka i przedstawicieli Sport Media. Z drugiej strony - zdecydowanie przyjemniejszym przeżyciem jest dla mnie ogladanie reprezentacji Polski.

*– Sprawa przetargu i wyboru komisji przetargowej nie była omawiana na zarządzie. To były decyzje prezesa, do których ma prawo – mówi Wojciech Chomicz, wiceprezes PZKosz.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

środa, 30 lipca 2008

Obejrzałem mecz z Włochami po raz drugi i zrobiłem statystyki. Tak jak podejrzewałem, dość znacznie odbiegają one od oficjalnych. A zatem:

Marcin Gortat zdobył 28 punktów, miał 13 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty, blok i 3 straty. Trafił 14 z 21 rzutów z gry (6/10 spod kosza, 4/7 z półdystansu i 4/4 z kontry). I znów pudłował wolne - miał 0/3. W trzech meczach w tym roku - 4/15...

Łukasz Koszarek rzucił 4 punkty (0/2 za trzy, 4/6 z wolnych - ostatni spudłowany celowo), miał 5 asyst, ale i 4 straty. Dwa błędy wynikały ze zmęczenia - Koszarek sam przyznaje, że do biegania przez cały mecz nie ma jeszcze zdrowia. Ale pozytywny mecz - napędzał grę i bardzo dobrze rozumiał się z Gortatem i Michałem Ignerskim.

Michał Ignerski miał 19 punktów (2/4 za dwa, 4/9 za trzy, 3/4 wolne). Do tego pięć zbiórek, asysta, przechwyt i dwie straty.

Iwo Kitzinger zdobył 5 punktów (1/1 za dwa, 1/4 za trzy). Miał też 4 asysty, 3 przechwyty, ale i 6 strat. Te straty do problem Kitzingera - we wtorek dwa razy zrobił kroki, raz wyszedł poza linię, trzykrotnie źle podawał. W ośmiu tegorocznych meczach miał aż 23 straty.

Krzysztof Szubarga nie trafił do kosza ani razu, ale miał 3 asysty, 2 przechwyty i tylko jedną stratę (faul ofensywny). Ale szybko wpadł w kłopoty z faulami, z których większość była niepotrzebna. To zaważyło na tym, że Szubargę w tym meczu ocenić należy słabo.

Reszta specjalnie się nie wyróżniła - można tylko wspomnieć 2 asysty Szymona Szewczyka (grał niewiele), 100 proc. skuteczności Pawła Kikowskiego (3/3), choć on akurat miał dwie bardzo rażące straty. Wojciech Szawarski znów pudłował z wolnych (1/4!), ale miał 2 zbiórki, 2 przechwyty i asystę.

Problem drużyny - fatalna skuteczność rzutów wolnych (8/19!). W trzech ostatnich meczach Polacy trafili z linii tylko 41 z 85 rzutów...

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Świetnie oglądało się spotkanie z Argentyną, no ale Polska przegrała 86:88. Równie emocjonujący i niezły był mecz z Włochami. I, co ważne, tym razem to Polska była górą - we wtorek w Bormio było 75:74.

Na szersze wnioski będzie czas po turnieju, który potrwa tu od czwartku do soboty. Drugi mecz z Włochami, potem Francja i Izrael - będzie dobry materiał do oceny zespołu jako całości i zawodników jako jego elementów składowych. Po tym wstępie do turnieju mogę jednak napisać kilka zdań.

Marcin Gortat we wtorek był w Bormio prawdziwą gwiazdą. Bez dwóch zdań i nie chodzi tylko o punkty. Chodzi o sposoby ich zdobywania (kontry!), opanowanie deski w czwartej kwarcie, popularność (tłumek kibiców przez kilka minut po meczu), ale także życie zespołem. Trening, autobus, obiad, parkiet - Gortata słychać ciągle. Mówi dużo, na różne tematy, ale - co ważne - na boisku umie przeprosić i przyznać się do błędu. Widać po nim, że to gracz z innej ligi - np. po samym sposobie zastawiania rywali po rzutach wolnych.

Łukasz Koszarek grał dużo z konieczności (szybkie faule Krzysztofa Szubargi). I grał bardzo dobrze. Miał kilka strat wynikających z braku siły, ale kilka podań w tempo do Gortata i Michała Ignerskiego - klasa. Jestem w trakcie robienia statystyk z tego meczu (oficjalne już w przerwie wydawały mi się podejrzane) - w połowie trzeciej kwarty Koszarek miał pięć asyst. Muli Katzurin: - To dobry zawodnik. Nie jest tu jako ostatnie odkrycie.

Ignerski znów wszedł z ławki i znów zdobył sporo punktów. Grał aktywnie - miał trochę zbiórek, przechwyty. Gdyby może czasem wszedł na wyższy poziom waleczności... Ale nie ma co narzekać - zawodnik o wzroście 205 cm, który regularnie trafia za trzy i biega do kontry, to duży atut.

Paweł Kikowski trafił dwa ważne rzuty w czwartej kwarcie. Powoli nabiera pewności siebie. Widać to z meczu na mecz i widać to w pojedynczym spotkaniu. W drugiej kwarcie we wtorek niepotrzebnie szukał podaniem Roberta Tomaszka, który świetnie zastawił mu rywali. Potem już się nie zastanawiał - rzucał. Choć popełnił też stratę pod własnym koszem, która mogła być kluczowa dla wyniku.

Cały zespół biegał i walczył w obronie. Odrobił stratę 10 punktów w pierwszej kwarcie, nie dał się przełamać w końcówce, kiedy Włosi doprowadzili do remisu. Było sporo fajnej walki. Ciekawe jak będzie w czwartek, kiedy Włosi będą chcieli się zrewanżować.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

wtorek, 29 lipca 2008

Taki baner zapewne na oficjalnej stronie PZKosz przez jakiś czas jeszcze będzie trwał, ale umowa Prokomu ze związkiem jest już nieaktualna. Kolejna zła wiadomość dla koszykówki w Polsce, bo kto jak kto, ale Ryszard Krauze był chyba ostatnim filantropem w kraju. Dawał sporą kasę na koszykówkę, choć nie musiał tego robić. PZKosz spłacił długi, Prokom grał w Eurolidze i inwestował w szkolenie młodzieży. Nowi właściciele z ekstraklasowej drużyny się nie wycofali, ale ze szkolenia już tak. Szkoda.

Wracając do PZKosz - oby młoda armia zaciężna prezesa Romana Ludwiczuka mogła się niebawem pochwalić przyciągnięciem do reprezentacji nowego sponsora strategicznego. Oby, bo może być kiepsko.

Inne ważne wiadomości wtorku - PLK odrzuciła propozycję nowej umowy ze strony Polsatu. Stacja chciała podobno kontynuacji na warunkach z poprzedniego sezonu, ale liga ich nie przyjęła. Z perspektywy wielu, wielu kilometrów (oglądam właśnie rozgrzewkę reprezentacji przed sparingiem z Włochami w Bormio) nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego. Brak nowej umowy z Polsatem przesądza o współpracy z TVP. A właściwie TVP Sport. Cóż, ja, ani nikt z mojej rodziny w różnych miejscach Polski, bez dekoderu ligi sobie nie poogląda.

Kolejna wiadomość: Śląsk Wrocław SSA nie zagra w PLK. Co nie oznacza, że koszykówki na poziomie ekstraklasy we Wrocławiu nie będzie - WKS Śląsk Wrocław, zgodnie z obowiązującym regulaminem, może skorzystać z zaproszenia do ligi. Rozumiem, że tak jak Politechnika Poznań i Polpharma Starogard, za 300 tys. złotych?

300 tys. (a nawet 500 tys.), to mniej niż 1,5 mln, których za Śląsk SSA chciał Waldemar Siemiński. Właściciel zespołu nie chciał w niego dalej inwestować, nie znalazł kupca, więc może już zakończyć działalność koszykarską. A koszykówka we Wrocławiu, dzięki organizacyjnym obejściom i po zmianie podmiotu, może przetrwać bez wzbogacania jego kieszeni.

Różnie to można oceniać. Ja, z perspektywy Bormio, napiszę na razie tylko tyle: mam wielką, ogromną nadzieję, że Śląsk wystąpi w ekstraklasie! Jakikolwiek Śląsk, jakikolwiek zespół z Wrocławia. Nie wyobrażam sobie, że miasto, które za rok ma być dla reprezentacji domem i kibice, czyli szósty zawodnik Polski na mistrzostwach Europy, przez rok nie oglądają ekstraklasowej koszykówki.

Poza tym, jeśli prestiż dyscypliny i będąca dobrym produktem liga mają być odbudowywane bez Wrocławia, to ja nie wierzę w powodzenie tego przedsięwzięcia. Wrocław, Poznań, Warszawa, Trójmiasto - jeśli coś ma się w polskiej koszykówce ruszyć, to te ośrodki muszą mieć ekstraklasowe zespoły!

No chyba, że 12 koszykarzy, trzech trenerów, kierownik i masażysta na których teraz patrzę, za rok będą wygrywać i zajmą miejsce w najlepszej czwórce mistrzostw Europy...

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

You'll take my life but I'll take yours too
You'll fire your musket but I'll run you through
So when you're waiting for the next attack
You'd better stand there's no turning back.

The bugle sounds and the charge begins
But on this battlefield no one wins
The smell of acrid smoke and horses breath
As I plunge on into certain death.

The horse he sweats with fear we break to run
The mighty roar of the Russian guns
And as we race towards the human wall
The screams of pain as my comrades fall

We hurdle bodies that lay on the ground
And the Russians fire another round
We get so near yet so far away
We won't live to fight another day.

We get so close near enough to fight
When a Russian gets me in his sights
He pulls the trigger and I feel the blow
A burst of rounds take my horse below.

And as I lay there gazing at the sky
My body's numb and my throat is dry
And as I lay forgotten and alone
Without a tear I draw my parting groan

Łukasz Szydłak (1980-2008)

08:48, cegieu , Maggots
Link
niedziela, 27 lipca 2008

Uporządkujmy dwa mecze na Torwarze:

Polacy rozegrali jedno złe i jedno dobre spotkanie. W pierwszym nie potrafili poradzić sobie z obroną strefową rywali, zatrzymać szybkiego i skutecznego Ibrahima Jaabera, a także zabrać miejsce i ograniczyć rzuty Bułgarów z dystansu. Sami w ataku grali dość wolno, praktycznie w ogóle nie wyprowadzali kontrataków, byli bardzo nieskuteczni. Niektóre niedobory brały się z wad parkietu, ale nie wszystkie. Bułgarzy grali na takim samym parkiecie i byli na nim lepsi.

W drugim meczu, już na normalnym parkiecie, który nadawał się do biegania i skakania bez obaw o mięśnie, ścięgna i kości, Polacy biegali. Wyprowadzali kontry po przechwytach, stosowali zorganizowane przeniesienie piłki na połowę rywali i szybkie schematy je kontynuujące. Byli skuteczniejsi (tylko wolne znów katastrofalne!), waleczniejsi, mądrzejsi w ataku. I należy wspomnieć o obronie, którą momentami zachwycał się siedzący obok mnie trener-dziennikarz (a może odwrotnie?) Michał Pacuda. Chodziło o to, że po dwójkowych akcjach rywali, kiedy wysoki robił zasłonę małemu, wysoki Polak wychodził za linię rzutów za trzy punkty i tam przeszkadzał graczowi z piłką, a za jego plecami odbywała się rotacja w obronie. W piątek jej nie było, w niedzielę tak. I choć błędy w obronie tej i innych się Polakom zdarzały, to jednak defensywa w drugim meczu była znacznie lepsza. Także ta zorganizowana na całym parkiecie - w sumie sporo sekund Bułgarom uciekło.

A Bułgarzy grali słabiej, nie ulega wątpliwości. Marcin Gortat powiedział nawet, że rywale ewidentnie Polaków zlekceważyli.

Trener Muli Katzurin poszukiwał odpowiedzi na swoje pytania stosując różne konfiguracje na parkiecie. Nie wiem czego się Izraelczyk dowiedział w ten upalny i parny weekend w Warszawie, ale ja kilka rzeczy widziałem. Łukasza Koszarka wciąż bez formy (co się dzieje?) - rozgrywający, czasem rzucający, bez pewności gry i czucia piłki, traci wiele ze swojej wartości. Widziałem Roberta Tomaszka, który jak zacznie trafiać spod kosza to, co powinien, to dla mnie jest ważnym kandydatem do miejsca w składzie na mistrzostwa Europy. Zbierać, ustawiać się pod koszem i bronić potrafi dobrze.

Widziałem i słyszałem też Gortata, który zdobywał punkty, ale potem nie był zadowolony z tego meczu. Na konferencji mówił o tym i zaskakująco, i ciekawie. Na razie Gortat rzeczywiście nie wygląda na zawodnika, który ma gwiazdorskie zapędy. Po dwóch meczach widać, że jest dla tej kadry wzmocnieniem. To, czy będze wzmocnieniem dużym czy ogromnym zależy od zawodnika i trenera - słuchając Gortata po niedzielnym meczu mam wrażenie, że jemu bardziej odpowiada bycie zawodnikiem zadaniowym specjalizującym się w defensywie, czyli takim, jakim w gruncie rzeczy był przez całą karierę.

Widziałem też pewnie rzucającego… Pawła Kikowskiego. Wygląda na to, że ten zawodnik przekonał się do filozofii Katzurina – masz pozycję, dostajesz piłkę, rzucasz. Kikowski niedzielny pobyt na parkiecie spędził też pracowicie w obronie, bo pilnował snajpera Todora Stojkowa. Pożyteczny czas dla tego gracza, widać postęp. Kamil Chanas? Tak naprawdę nie było okazji na niego popatrzeć. Podobnie jak na Pawła Mroza i Wojciecha Szawarskiego.

Widziałem jeszcze dwóch różnych skrzydłowych – Michała Ignerskiego i Przemysława Frasunkiewicza. Sprowadzając grę obu do ogólnych stwierdzeń można chyba się zgodzić, że to specjaliści od rzutów z dystansu (choć obaj zawodnicy zapewne się z tym nie zgodzą) – ale to jednak zupełnie inni gracze. Ignerski ma w sobie coś z lidera – jeśli dostaje piłkę, to lubi rzucać. Podaje rzadko. Frasunkiewicz nie ma takiego przebicia jako strzelec, ale częściej zagra dla zespołu, częściej mocniej przyłoży się do obrony. I jeden, i drugi typ gracza jest przydatny. Ciekawe jak ta rywalizacja o minuty będzie wyglądała w kolejnych meczach.

Patrząc na Szymona Szewczyka, Krzysztofa Szubargę i Iwo Kitzingera widziałem to, co w poprzednich tegorocznych sparingach w Niemczech i w Argentynie – to solidni zawodnicy o określonej roli na parkiecie, którzy poniżej pewnego poziomu nie schodzą, choć równej dyspozycji (nawet w trakcie jednego meczu) nie utrzymują. Szczególnie zadziwiający jest Szubarga, który raz potrafi wywieźć w pole dryblasów pod obręczą, a potem ładuje się niepotrzebnie w tłum małych i traci piłkę.

Mecze na Torwarze odbierałem także uszami. I w niedzielę nie słyszałem niestety minuty ciszy pamięci redaktora Wojciecha Zielińskiego, którego nie ma wśród nas od sobotniego wieczoru. Pamiętają go - i pamiętać będą! - zawodnicy, trenerzy, kibice i dziennikarze. To duża strata. I wielka szkoda, że pamięć Pana Wojciecha nie została uczczona przed meczem reprezentacji. Szkoda, bo to postać, która akurat w stołecznej koszykówce swego czasu była bardzo ważna. Mistrzostwa Polski drużyny z Pruszkowa i mecze w Pucharze Koracza nie byłyby takie wyjątkowe, przynajmniej dla mnie, gdyby nie Pan Wojciech.

Słyszałem za to (w sobotę i w niedzielę) muzykę otwarcia z Muppet Show podczas prezentacji Bułgarii. To fajny motyw, rozważałem zaprezentowanie go na swoim weselu. Ale nie przy okazji prezentacji gości, tylko raczej wejścia swojego i uroczej małżonki. Taka autoironia i dystans mi pasuje. Ale słuchając muzyczki z Muppet Show podczas prezentacji drużyny bułgarskiej, byłem trochę zażenowany. Zresztą nie tylko ja.

Słyszałem też doping, który za moimi plecami inicjowała – sama z siebie – grupa kibiców. Okazało się, że przełożenie: dobra gra – dobra zabawa, zadziałało. Fajnie, tym bardziej, że w niedzielę kibiców było trochę więcej. Ustaliliśmy, że 2 tysiące.

Słyszałem jeszcze pomagające momentami z taśmy werble i oklaski.

Podsumowując to wszystko: tak jak w piątek mi się na Torwarze nie podobało, tak w niedzielę mi się podobało. Zauważyłem ostatnio, że wolę koncentrować się na pozytywach (za dużo rozmów z Katzurinem?), ale przecież była i dobra gra, i chęci, i kilka ładnych akcji, i Gortat z NBA, który zdobył sporo punktówg i wreszcie głośna muzyka (momentami świetnie dobrana, momentami dziwna). Szkoda tylko, że to nie trzydniowy turniej weekendowy. Gdyby ta niedziela była turniejową sobotą, to może jutro przyszłoby jeszcze więcej kibiców?

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

sobota, 26 lipca 2008

... po temacie meczu reprezentacji Polski z Bułgarią (66:75). Niestety dosłownie.

Jak ktoś jest szczęśliwym odbieraczem TVP Sport to widział na ekranie, jak ktoś się wybrał na Torwar osobiście, to widział na żywo - na tym parkiecie grać się nie dało! Skandal, który trzeba wyjaśnić, bo wynajęcie tej hali kosztuje grube dziesiątki tysięcy złotych. A źle ponoć było już od czwartkowych treningów. Koniec końców należy się cieszyć, że nikomu nic się nie stało - było kilka upadków, ale na szczęście nikt sobie mięśnia nie zerwał.

Stan parkietu miał ogromny wpływ na grę - Bułgarzy bronili strefą, o jakichkolwiek zrywach na jednej z połów można było zapomnieć, a zamiast myśleć o efektownej kontrze zawodnicy nastawiali się na bezpieczne przedostanie się pod drugą obręcz. I słusznie. Momentami można było narzekać na brak walki, ale ja się w sumie nie dziwię, że w meczu bez stawki większość wolała oszczędzać mięśnie i ścięgna. Szkoda, że wydarzyło się to podczas głównego punktu programu tegorocznej promocji koszykówki w Polsce.

Kto zawinił? Parkiet przygotowywał zapewne organizator, czyli COS zarządzający Torwarem. Ale po nieudanych treningach w czwartek nikt z tym nic nie zrobił, albo może zrobił, tylko ktoś o tym nie wiedział i makijaż boiska zepsuł. Ewidentne niedopatrzenie z dwóch stron - gospodarza i odbiorców hali. Tłumaczenia, że się nie dało przyjmowane nie będą.

Zawodnicy nie zawinili, ale swoją cegiełkę do nieudanego widowiska dołożyli. Niby ślisko, niby rozbijanie strefy ćwiczone nie było, ale po miesiącu treningów można było spodziewać się dużo więcej. Czy to był najgorszy mecz kadry Mulego Katzurina? Chyba tak, choć z Urugwajem też było kiepsko.

I wyniki obserwacji, które zapowiadałem wcześniej:

1. mało było tych ofensywnych manewrów Gortata. Polski środkowy jakoś tak jednostajnie walczył o pozycję, mam wrażenie, że ciągle z jednej tylko strony kosza. Oczywiście, taktykę zepsuła trochę strefa Bułgarów, ale Gortat jako siła ofensywna na razie mnie nie przekonał.

2. z dogrywaniem z obwodu też było ciężko. Trochę było w tym gry na siłę, trochę konieczności. Precyzji mało, zrozumienia obustronnego też. Po pierwszym meczu można to chyba zamknąć stwierdzeniem, że na zgranie przyjdzie jeszcze czas. Rozgrywający (Krzysztof Szubarga, Iwo Kitzinger, Łukasz Koszarek) Gortata szukać próbowali. Ale taki np. Michał Ignerski piłkę oddawał w ogóle tylko wtedy, kiedy rzucić już nijak się nie dało.

3. Kamil Chanas był na boisku przez 13 sekund. Nic nie zdążył zrobić.

4. Przemysław Frasunkiewicz tradycyjnie raził z dystansu i... nic poza tym. Nie wiem czy to kwestia wejścia z ławki czy momentami nielubianej pozycji (grał jako czwórka obok Ignerskiego), czy w końcu fakt, że wszechstronnego i grającego dla zespołu Filipa Dylewicza, przy którym akurat Frasunkiewicz gra lepiej, zastąpił snajper Ignerski.

5. tylko 141 sekund Roberta Tomaszka, ale jakże mocne wejście! Solidna zasłona, dobre podanie od Kitzingera i szkoda, że pudło. Potem znów niecelnie po podaniu Szymona Szewczyka. Grał mało, ale widać, że może być przydatny.

6. Szubarga statystycznie źle nie wypadł (6 punktów, 5 zbiórek, 4 asysty i tylko jedna strata), ale nie można też powiedzieć, że zagrał dobrze. Sam przyznał, że za dużo pudłował z czystych pozycji. Kilka razy za wcześnie przerywał także kozioł i podawał do wysokich - np. na siódmy metr do Gortata, po którym ten zrobił kroki. Takiego podania w ogóle nie powinno być...

7. Michał Pacuda podjął się w końcówce pierwszej połowy liczenia kibiców i upierał się, że było nieco ponad tysiąc. Na moje oko było mniej niż dwa tysiące (wahałem się nad użyciem jeszcze słowa 'sporo'). Trudno mówić o sukcesie, choć totalnego rozczarowania też nie było.

8. atrakcje poboczne. Maskotki były (choć tylko klubowe: Prokomu, Anwilu i Śląska). Były biało-czerwone balony do klaskania rozdawane przy wejściu. Był krzykliwy jegomość, który próbował poderwać publiczność (z takim sobie skutkiem). Było rozrzucanie koszulek i piłek, konkurs 'Rzut za 1000 zł', cheerleaderki - bardzo fajne i potrzebne inicjatywy. Ale był też doping z taśmy (może i konieczność, ale jakiś niesmak jest), brakowało koszulek reprezentacji i było trochę takiego małego bałaganu, którego w TVP Sport widać zapewne nie było.

Czy mi się to całe widowisko podobało? Muszę napisać, że nie. Po pierwszej akcji widać było, że pod jednym koszem będzie parodia koszykówki. Gdyby mecz rozgrywany był w normalnych warunkach, to i gra byłaby inna, wynik pewnie też, a kibice zaangażowaliby się bardziej.

Oby w niedzielę było lepiej...

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

piątek, 25 lipca 2008

Jeśli dobrze policzyłem, to reprezentacja Polski zagra dzisiaj w kraju po 685 dniach przerwy (styczniowego spotkania ze Słowacją bez selekcjonera w Katowicach nie liczę). Kawał czasu. W przypadku Warszawy nawet większy. Ale ponawiam prośbę o pomoc: kiedy po raz ostatni reprezentacja Polski zagrała oficjalny mecz międzypaństwowy w stolicy?

Są Marcin Gortat, są Michał Ignerski i Szymon Szewczyk, jest Robert Tomaszek, jest Adam Łapeta, a także najlepsi polscy rozgrywający. Na co zwrócę szczególną uwagę?

1. pozycja Gortata w ataku - czy to będzie zawodnik, który poza niewątpliwymi walorami defensywnymi (obrona, zbiórki, bloki) da reprezentacji atut w ofensywie? Czy będzie zawodnikiem, który mocno ustawiony tyłem do kosza będzie zdobywał kosze po typowych manewrach?

2. dogrywanie piłek pod kosz - z kim najlepiej będzie się rozumiał Gortat? W drużynie może brakować Filipa Dylewicza, który nie tylko pomaga środkowym w walce pod koszami, ale także często i dobrze im podaje w ataku. Drużyna także z Dylewiczem grać dotychczas lubiła. Jeśli Muli Katzurin zamierza jednak zrobić z Gortata główną broń w ataku, to Krzysztof Szubarga, Iwo Kitzinger i Łukasz Koszarek muszą w tempo dogrywać piłki do walczącego o piłkę Gortata.

3. decyzje rzutowe Kamila Chanasa - czy rzucający Śląska będzie w tym elemencie lepszy niż Paweł Kikowski i Bartłomiej Wołoszyn? Wojciech Szawarski z decyzjami nie ma problemu, ale na razie u Katzurina nie trafiał. Izraelczyk szuka rzucającego, Chanas ma dużą szansę, żeby pokazać się z dobrej strony.

4. gra Przemysława Frasunkiewicza z ławki - wrócił Ignerski, który do piątki jest pewniakiem. Jak to wpływnie na Frasunkiewicza? Nowy skrzydłowy Polonii wydaje się dużo lepszy, kiedy zaczyna od początku. Jak wypadnie w Warszawie, przed swoją nową domową publicznością?

5. Robert Tomaszek - zawodnik, którego dotychczas praktycznie nie było szans zobaczyć na żywo. Silny, ambitny, waleczny - to wiadomo. Co jeszcze?

6. kontrolowanie gry przez Szubargę - mam nadzieję, że pierwszy obecnie rozgrywający reprezentacji utrzyma poziom z tournee po Argentynie (konkretnie pierwszy i trzeci mecz). W Polsce jest wielu niedowiarków, którzy nie widzą Szubargi na pozycji pierwszopiątkowego rozgrywającego. Ja natomiast jestem niedowiarkiem w kwestii przyznania paszportu graczowi z USA, więc obecną rywalizację rozgrywających oglądam na poważnie. Na razie wygrywa Szubarga.

7. trybuny - ile osób przyjdzie zobaczyć na warszawskim Torwarze reprezentację koszykarzy? Organizatorzy z PZKosz ostrożnie liczą na ok. 2 tys. kibiców. Sporą część biletów rozdano (całe szczęście!) - oby zostały one wykorzystane.

8. atrakcje poboczne - maskotka, wykonanie hymnów, prezentacja, spiker, rozrywki dla kibiców, stoiska z pamiątkowymi koszulkami... Jeśli poważnie myśli się o promocji koszykówki w Polsce, to takich elementów nie może zabraknąć.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

czwartek, 24 lipca 2008

Poznajecie? Pewnie tak. 19-letni Michał Ignerski podczas gry w SMS Warka. Natknąłem się przypadkiem, a że miałem dzisiaj okazję z Michałem porozmawiać, to przy okazji dodaję zdjęcie.

O pierwszym meczu z Bułgarią niebawem.

I jeszcze tylko prośba o pomoc: czy ktoś pamięta kiedy po raz ostatni reprezentacja Polski rozegrała oficjalny międzypaństwowy mecz w Warszawie? W PZKosz tego nie pamiętają, ja też nie.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

środa, 23 lipca 2008

Byłem na Okęciu wśród grupy dziennikarzy, która witała Marcina Gortata. Kandydat na pierwszego środkowego reprezentacji wylądował po 17, odebrał bagaż, a potem cierpliwie z nami rozmawiał. - Chcę pomóc reprezentacji w wygrywaniu - mówił Gortat.

To tylko słowa, ale jednak bardzo ważna deklaracja. Jeśli ktoś miał obawy, że Gortat wysiądzie z samolotu i będzie dawał do zrozumienia, że jest gwiazdą z NBA, która przyjechała zbawić reprezentację, to się mylił. Bardzo podobało mi się to, w jaki sposób 24-letni zawodnik mówił o kadrze z szacunkiem i zaznaczał, że na treningach u Mulego Katzurina i w ćwiczeniach z innymi zawodnikami chce się uczyć. Jego osiągnięcia się nie liczą, bo najważniejsze jest zwycięstwo drużyny.

Ktoś powie, że to frazesy i banały. Może i tak. Najważniejsze będzie czy Gortat będzie się poświęcał na treningu, jak wkomponuje się w zespół po trzyletniej przerwie i wreszcie czy rzeczywiście da to efekty w postaci lepszej gry i zwycięstw reprezentacji.

O tym dopiero się przekonamy, ale ja mam przeczucie, że Gortat w tej kadrze może zrobić dużo dobrego.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 
1 , 2 , 3