Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
czwartek, 16 lipca 2009

So I'm sailin', well I'm sailin' on. Well I'm movin', hey I'm movin' on...

Give thanks and praise/Jah love

I against I

House of Suffering

Attitude

Soul Craft

środa, 15 lipca 2009

W grudniu w ”Gazecie Wyborczej” i na Sport.pl opublikowaliśmy cykl artykułów o sytuacji polskiej koszykówki - wyjaśniliśmy dlaczego tak popularna w latach 90. spadła na dno, zastanawialiśmy się nad tym ze specjalistą od marketingu, pytaliśmy o zdanie fachowców związanych z koszykówką od lat (Mirosława Noculaka, Waltera Jeklina i Adama Romańskiego), przeprowadziliśmy wywiad z prezesem PLK. Zaproponowaliśmy także szereg rozwiązań, które - naszym zdaniem - powinny pomóc w odbudowie koszykówki w Polsce. W tym ostatnim tekście pisaliśmy m.in.:

Konieczna jest reorganizacja ligi. Zamknięcie, czyli granie bez spadków, to pomysł dyskusyjny - kopiowanie rozwiązań z amerykańskich lig zawodowych podważa istotę rywalizacji (także w I lidze) i może doprowadzić do meczów bez stawki - ale być może konieczny. Plusem takiego rozwiązania jest komfort perspektywicznego budowania drużyny, możliwość stawiania na młodzież, wydawanie pieniędzy na widowiska lub promocję zamiast na wzmocnienia w walce o utrzymanie.

Jeśli nie zamknięcie ligi, to może jej zmniejszenie? 10-12 klubów na wyjście z kryzysu wydaje się być liczbą optymalną. Każdy z nich musiałby w 100 proc. i bezwarunkowo spełniać wymagania PLK.

Dobrym kierunkiem jest "oferowanie" poważnej koszykówki dużym miastom. PLK od kilku lat podąża już tą drogą - dzięki temu w ekstraklasie był klub z Bydgoszczy, teraz jest z Poznania. Wielka koszykówka w Krakowie, Szczecinie, Wrocławiu to istotny krok w drodze do odbudowania popularności. Preferencyjne "dzikie karty" sprzedawać można rzecz jasna tylko wtedy, kiedy kandydaci spełniają wyśrubowane wymogi odnośnie budżetów, hal itd. To samo dotyczyłoby zwycięzców rywalizacji w I lidze.

W środę prezes PLK Janusz Wierzbowski nie dał rekomendacji sześciu klubom zgłoszonym do następnego sezonu, a rada nadzorcza (prezes PZKosz Roman Ludwiczuk, prezes Anwilu Włocławek Zbigniew Polatowski, prezes Energii Czarnych Słupsk Andrzej Twardowski, prezes Polpharmy Starogard Jarosław Poziemski oraz - uwaga! - Ryszard Krauze) jego decyzję podtrzymała.

Brawo!

Często nie zgadzam się z prezesem Wierzbowskim, często krytykuję jego opieszałość, brak zdecydowania, przymykanie oczu ma pewne kwestie. Biuro PLK wciąż kuleje, bo brakuje mu fachowców, świeżego spojrzenia, wizji działania.

Ale pod środową decyzją PLK podpisuję się bez wahania. Podobnie jak pod słowami Wierzbowskiego z początku czerwca, kiedy prezes mówił o zamknięciu ligi:

Zmiana będzie trudna i bolesna, ale konieczna. Nadchodzi czas koszykówki: Marcin Gortat gra w finale NBA, zbliżają się mistrzostwa Europy w Polsce. Nadjeżdża koszykarski ekspres i kto do niego nie wsiądzie, ten zostanie daleko w tyle.

Środki, za które wreszcie zabiera się PLK, są drastyczne, ale konieczne.

Koszykówka rzeczywiście staje przed szansą powrotu do świadomości przeciętnego kibica. Mocna liga bez klubów-widm to warunek tej podróży, bo reprezentacja Polski po ME zapadnie w zimowy sen, a sam Gortat - szczególnie na ławce Orlando Magic - może nie podtrzymać tej wakacyjnej choroby na kosza.

Dlatego gratuluję prezesowi i radzie nadzorczej PLK środowej decyzji. Wymagania licencyjne wreszcie okazały się prawdziwymi wymaganiami, a nie slalomowymi tyczkami.

Kluby mają siedem dni na odwołanie się do Komisji Odwoławczej przy PZKosz i większość zapewne to zrobi. Jeśli uda im się zaprezentować podpisane umowy sponsorskie, to w PLK prawdopodobnie zagrają.

Ale mam nadzieję, że komisja nie będzie pobłażliwa, że Wierzbowski i rada nadzorcza nie ugną się presji prezesów, że nie będą przedłużać terminów na odwoływanie się, że nie wprowadzą nagle licencji warunkowych.

Polska Liga Koszykówki bankrutów i grających na kredyt nie potrzebuje. I kropka.

 Kto zostanie mistrzem Europy koszykarzy? Typuj w bwin.com

wtorek, 14 lipca 2009

W ostatnich miesiącach Marcin Gortat cztery razy zderzył się z prawdziwym NBA. Najpierw znakomicie zagrał w meczu nr 6 z Philadelphia 76ers - zastąpił w pierwszej piątce Dwighta Howarda, zdobył 11 punktów, miał 15 zbiórek. Orlando Magic wygrali wysoko i awansowali do drugiej rundy play-off - to była wielka koszykówka.

W czerwcu Polak grał w finale NBA - miał niezłe epizody na boisku, błyszczał poza parkietem opowiadając o swoim BMW M5 czy prezentując tatuaż z Michaelem Jordanem, którego zakrycia żądał sponsorujący go Reebok. To był wielki show na oczach całego świata.

Tydzień temu Gortat podpisał wielomilionowy kontrakt z Dallas Mavericks - 34 mln za pięć lat to w NBA umowa przeciętna, ale w polskim sporcie wyjątkowa. To wielkie pieniądze.

Teraz Gortat zderzył się z wielkim biznesem.

Polak nie jest pierwszym koszykarzem, który może poczuć się zawiedziony - kluby NBA podpisują kontrakty z zawodnikami kierując się interesem drużyny. Decydują argumenty sportowe lub ekonomiczne, ale bardzo rzadko te, które przedstawia zawodnik. Nawet, jeśli dotyczą one tylko i wyłącznie chęci rozwoju.

Ambitny Gortat od kilku lat ciężko pracuje na regularne postępy i za to należą mu się wielkie brawa. 25-letni koszykarz przyzwyczaił nas do profesjonalizmu - w chwilach niepowodzeń zagryza wargi i podwaja wysiłki, dba o ciało i zawsze jest przygotowany do gry, nie unika kontaktów z mediami, a teraz, kiedy mógłby odpoczywać na najładniejszych plażach świata, jeździ po Polsce zachęcając dzieci do gry w koszykówkę.

Ale reakcja na decyzję Magic nie jest w porządku, nawet jeśli pamiętamy, że zawodnikiem kieruje tylko i wyłącznie sportowa ambicja. W ostatnich dniach Gortatowi zdarzało się regularnie zestawiać w jednym zdaniu słowa „Orlando” oraz „złe przeczucia”, „zdołowany”, „niestety”. Światowe agencje cytują słowa jego agenta, który mówi, że zawodnik jest „bardzo rozczarowany”.

Krytykowanie własnego klubu w NBA zdarzało się dotychczas gwiazdom (Kobe Bryant, Scottie Pippen) lub koszykarzom kojarzonym z szaleństwem (Ron Artest, Stephon Marbury). Gortat, który żalu wobec Magic nie ukrywa, nie jest ani gwiazdą, ani szaleńcem, a żeby być 100 proc. profesjonalistą, musi nauczyć się kontrolować emocje i język. W karierze w NBA to mu nie pomoże, ale na pewno nie zaszkodzi.

Co powinien robić teraz Marcin Gortat? To, co do tej pory. Po powrocie z mistrzostw Europy (na których Polska będzie w ósemce?) powinien postawić sobie za cel wygryzienie z pierwszej piątki Howarda. Brzmi to nieprawdopodobnie, jest praktycznie niemożliwe, ale tylko przy takim podejściu Gortat może wciąż robić postępy w Orlando Magic.

 Kto zostanie mistrzem Europy w koszykówce? Typuj w bwin.com

Gortat zostaje Orlando! Dobrze czy źle?
poniedziałek, 13 lipca 2009

Patrzyłem jak Marcin Gortat poskramia w Arenie Łódź setkę dzieciaków - jak ich przekrzykuje i uspokaja, jak pokazuje i tłumaczy, jak rozwesela i uszczęśliwia.

Potem siedziałem na konferencji prasowej i patrzyłem na Gortata-gadułę. Pieniądze, samochody, posesja Marka Cubana, sentyment do Łodzi - pytajcie, o co chcecie.

Swoją Łódź Gortat już odwiedził. Teraz czekają go kolejno Poznań, Wrocław, Katowice, Warszawę, Bydgoszcz i Gdańsk. Podróże, dzieci, te same pytania, dziennikarze, kamery, a w międzyczasie rozmowy z agentem w sprawie przyszłości w NBA.

Gortat ma wiele zapału i duże plany. Podziwiam takie podejście w wakacje i to tuż przed zgrupowaniem, w trakcie którego urlopów już nie będzie. Podziwiam, wręcz niedowierzam i pewnie szukam dziury w całym pytając: czy to nie za dużo? Czy Gortatowi starczy sił?

Ale pewnie będzie tak, że wymęczony Gortat przyjedzie do Spały z nową energią oraz pewnego rodzaju zadowoleniem, że skończyło się gadanie i pora na prawdziwą koszykówkę.

 Typuj wyniki największych sportowych imprez w bwin.com

niedziela, 12 lipca 2009

Wyczuwacie nerwowość w zespole Brawn GP? Zresztą, nie trzeba jej wyczuwać podskórnie, wystarczy posłuchać, poczytać...

Pamiętam, jak po kwalifikacjach do Grand Prix Bahrajnu wracałem z toru Sakhir do Manamy z Dieterem Renckenem z ”Autosportu”. Doświadczony dziennikarz mówił, że trzeba poczekać na nowy dyfuzor Red Bulla. Kiedy Adrian Newey go zamontuje, red bulle zrobią fiuuuuuuu.

Odjadą. Odlecą.

Dieter miał rację. Samochód skonstruowany przez Adriana Newey'a jest na tyle świetny, że Mark Webber i Sebastian Vettel drugi wyścig z rzędu kończą podwójnym zwycięstwem, choć początki wyścigu o Grand Prix Niemiec wcale nie były udane.

Red Bull zdominował wyścig na Nurburgringu. Rubens Barrichello może się denerwować, zwalać winę na zespół, ale Ross Brawn ma rację, kiedy zwraca uwagę na fakt, że nie można wygrać wyścigu z 11. czasem najlepszego okrążenia.

If you get out of the car thinking you should have won the race and you haven't got all the facts, then that can happen. Now he has the facts and understands what happens, he is fine.

Brawn zapowiada wytężenie wysiłków, Red Bull też nie spocznie, bo zwąchał szansę na mistrzostwo - na pewno konstruktorów, a może coś więcej?

GP Niemiec miało także innych bohaterów - Nico Rosberg wjechał na czwarte miejsce z 15. miejsca na starcie. Timo Glock zaczynał z ostatniego miejsca, skończył prawie na punktowanym. Fernando Alonso w końcówce pokazał rewelacyjną szybkość i znów liczy na udaną drugą połowę sezonu. Adrian Sutil zasłużył na punkty, ale stracił je w kolizji z Kimim Raikkonenem. Znów Raikkonenem, choć zetknięcie na pierwszym zakręcie było typowym racing accident.

Ale zwycięzca zabrał wszystko.

Moja relacja z wyścigu do Sport.pl i ”Gazety Wyborczej”.

 Kto wygra wyścig na Hungaroringu? Już dzisiaj typuj w bwin.com

piątek, 10 lipca 2009

Tak jak trzy tygodnie temu na Silverstone pod presją był Jenson Button z Brawn GP, tak teraz, na Nurburgringu, najwięcej do udowodnienia ma Sebastian Vettel z Red Bulla.

I nie chodzi tylko o prostą analogię - Brytyjczyk w Wielkiej Brytanii, Niemiec w Niemczech.

Nie, Vettel jest pod presją, bo o ile w Grand Prix Wlk. Brytanii do zwycięstwa był typowany, to jednak nie wyznaczany. W deszczowym GP Chin mógł być mocny, ale triumfu nikt od niego nie oczekiwał. Nie mówiąc już w zeszłorocznym GP Włoch, gdzie zwycięstwo Vettela było kompletną niespodzianką.

Teraz Vettel jest faworytem. Ma wygrać przed własną publicznością, ma zbliżyć się do Buttona, ma podtrzymać szanse Red Bulla i pewnie całych Niemiec na - tak, tak - mistrzostwo świata. Nawet jeśli jest ono mało realne.

Mało tego - Vettel przywrócić Niemcom pasję, z jaką nasi sąsiedzi interesowali się F1, kiedy tytuł za tytułem zdobywał Michael Schumacher. Dlatego musi wygrać.

W walce o tytuły liczą się tylko dwa zespoły - Red Bull i Brawn. Po ostatnich poprawkach w samochodach przewagę mają ci pierwsi. Po dominacji na Silverstone to oni są w gazie. Przed chłodnym wyścigiem na Nurburgringu to oni są faworytami, bo red bulle lepiej rozgrzewają w takich warunkach opony niż brawny.

Ktoś powie - a co z Markiem Webberem, drugim kierowcą Red Bulla, który w klasyfikacji generalnej jest tuż za Vettelem? Tak, jego presję Niemiec też będzie musiał wytrzymać. Ale to on konkretnie, a nie Webber będzie pod lupą, bo to w końcu Vettel wygrał w tym sezonie dwa wyścigi. Australijczyk jest szybki, ale czegoś mu brakuje (szczęścia? poparcia zespołu? zdecydowania?). W całej karierze na szczycie podium nie stanął ani razu.

Wyścigowy świat patrzy więc na Vettela, a presja rośnie.

Ale nawet jeśli Vettel na Nurburgringu wygra, to jednak niektórym nie da jeszcze dowodu wielkości bezwzględnej. Niemcowi wciąż będzie brakowało triumfu w sytuacji, kiedy ma do dyspozycji najszybszy samochód, ale coś idzie nie po jego myśli. Na razie zwycięża wtedy, kiedy nikt mu nie przeszkadza, o czym mówił w Magazynie F1 Czarek Gutowski z ”Przeglądu Sportowego”.

Vettel odniesie na Nurburgringu zwycięstwo absolutne, kiedy po nieudanych kwalifikacjach i starcie z np. czwartej pozycji wyprzedzi Buttona, Webbera i Felipe Massę. To będzie coś, choć Niemiec z pewnością będzie chciał pole position. 

Z drugiej strony Formuła 1 jest sportem, w którym tak dużo zależy od maszyny, że o bardzo wielu kierowcach można mówić, że są materiałami na mistrza. David Coulthard powiedział mi w Bahrajnie bardzo ważne słowa:

Moglibyśmy debatować do końca życia i w żadnym momencie nie bylibyśmy w 100 proc. pewni, kto jest najlepszy, bo każdy jeździ innym samochodem. Ale jest grupa, którą można wyróżnić: Robert Kubica, Sebastian Vettel, Mark Webber, Alonso, Lewis Hamilton, także Felipe Massa. Niekoniecznie teraz, ale w przeszłości na pewno, był w niej Kimi Räikkönen. To świetni kierowcy, którzy w dobrym samochodzie mogą zdobyć mistrzostwo. Ale nie wiem, kto jest najlepszy.

Dlaczego nie Vettel?

Miał swoje mistrzowskie momenty Robert Kubica, ma je Niemiec. Obaj pokazali potencjał, obaj muszą wykonać kolejne kroki. Teraz szansę ma Vettel.

Ale czy wykorzysta ją na Nurburgringu?

 Czy Vettel wygra na Nurburgringu? Typuj w bwin.com

czwartek, 09 lipca 2009

"Five years, $34 million," Gortat said, so happy with the Mavs' offer that he broke an unwritten rule among players who never divulge the count and the amount.

 Chcesz wygrać tyle, ile będzie zarabiać Gortat? Typuj wyniki w bwin.com

środa, 08 lipca 2009

Reprezentacja Polski czeka na Davida Logana i chce go mieć w składzie na wrześniowe mistrzostwa Europy.

Nie jestem pewny czy rzucający Asseco Prokomu Gdynia jest najlepszym z możliwych kandydatów. Dan Dickau, Andrew Wiśniewski, Chris Thomas czy Thomas Kelati, o których - głośniej lub ciszej - mówiło się w kontekście gry dla Polski, również są dobrymi koszykarzami. Każdy z nich gra nieco inaczej, ale każdy ma mocne strony, które reprezentacji mogłyby się bardzo przydać. Czy Logan jest najlepszy z nich? Niekoniecznie.

Ale to już nie ma znaczenia, bo sprawa jest prosta - w kadrze z naturalizowanych zawodników będzie Logan, albo nikt. Ja nie mam wątpliwości - kadra Mulego Katzurina Logana potrzebuje.

Wśród powołanych przez Izraelczyka Polaków jest pięciu zawodników, którzy mogą grać jako rzucający - Michał Chyliński, Iwo Kitzinger, Paweł Kikowski, Krzysztof Roszyk i Wojciech Szawarski. Sześciu, jeśli liczyć Łukasza Koszarka, któremu w ostatnich sezonach zdarzało się grywać na tej pozycji.

Załóżmy, że Logana nie ma - co dadzą reprezentacji wyżej wymienieni zawodnicy? Prawdopodobnie ambicję, pracę, poświęcenie i walkę w obronie. Ale w ataku?

Chyliński to gracz w Polsce nieznany, bo od kilku lat gra w II lidze hiszpańskiej. To mocna liga, ale 22-letni zawodnik jakoś nie zachwycił Katzurina na zeszłorocznym zgrupowaniu. W zasadzie nie dostał nawet szansy.

Kitzinger dwa lata temu był największą nadzieją na obwodzie reprezentacji, lecz po przejściu do Turowa Zgorzelec zwolnił. Trudny pod względem charakterologicznym zawodnik miał różne przejścia, zmieniał kluby i ligi, gdzieś po drodze stracił pewną rękę. Zaufalibyście mu w zaciętej końcówce istotnego meczu?

Kikowski miał świetny sezon, a czerwiec przepracował w Miami pod okiem Tima Hardaway'a. W PLK zdarzyło mu się wygrywać zacięty mecz trójką w ostatniej sekundzie, albo zdobyć 20 punktów z rzędu. Jednak w poprzednim sezonie w reprezentacji grał niedojrzale. To, czy przez rok zrobił aż taki postęp, aby swoją grą nie wprowadzać do kadry niepokoju, wciąż pozostaje zagadką.

Roszyk, jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) polskich obrońców, może być dla Katzurina pewniakiem do pierwszej piątki. Ofensywnej pierwszej piątki z Koszarkiem, Michałem Ignerskim, Maciejem Lampe i Marcinem Gortatem. Wokół Roszyka nie zbuduje się jednak ataku, a wiadomo, że im bliżej końca meczu, tym trudniej dograć piłkę środkowym czy skrzydłowym i wzrasta rola obwodowych. Tymczasem Roszyk słabo kreuje własne pozycje.

Szawarski najlepiej gra bez piłki i miewa mecze, w których trafia wszystko. Ale po pierwsze: zdarzają się one rzadko, a po drugie: bywa bardzo nieskuteczny z linii w końcówkach. W poprzednim sezonie reprezentacyjnym miał 10/17 z wolnych (m.in. dwa pudła w bardzo ważnym momencie przeciwko Argentynie). To nie jest zawodnik, który przesądza o wynikach, szczególnie na europejskim poziomie.

Logan?

Jest strzelcem, który nie tylko biega po zasłonach i wykorzystuje dobre pozycje wypracowywane przez cały zespół. Logan potrafi wykreować sobie pozycję i to pod presją, bo w dwóch ostatnich sezonach często miał piłkę w rękach w meczach play-off, Pucharu Europy lub Euroligi. Bywa skutecznym liderem i byłby najpewniejszym zawodnikiem kadry Katzurina, do którego kieruje się piłkę przy stanie 78:80 na osiem sekund przed końcem.

Logan to także znaki zapytania, bo to nie jest koszykarz, który potrafi nieść zespół na swoich barkach w rozgrywkach na wyższym poziomie niż Polska Liga Koszykówki. Nie wiadomo jak będzie radził sobie w obronie przeciwko wyższym rywalom, nie jest pewne jak wkomponuje się w zespół. Nie zna ani Ignerskiego, ani Lampego, ani Gortata, ani Szewczyka, a więc zawodników, którzy - mniej lub bardziej zasłużenie - będą zapewne aspirować do roli liderów reprezentacji.

Ale Logan to wciąż potencjalnie najlepszy reprezentant Polski na pozycję rzucającego.

Jeśli prezydent Lech Kaczyński nada mu polskie obywatelstwo, pole do popisu będzie miał Katzurin. Izraelczyk już zapowiada, że chce dać Loganowi istotną rolę w taktyce. Jeśli zdoła wkomponować Amerykanina w zespół, a ten zagra dla drużyny, a nie dla siebie, to efekty mogą być niezłe.

Z drugiej strony trzeba pamiętać o tym, że naturalizacja Logana to działanie doraźne, które nie naprawi słabego szkolenia i nie znajdzie sponsora dla ligi. Ona zwiększa szansę na dobry wynik na mistrzostwach. Gra w ćwierćfinale byłaby dużym sukcesem, ale sam rezultat nie naprawi polskiej koszykówki.

Amerykanin, dzięki polskiemu paszportowi, szerzej otwiera sobie drzwi europejskich lig, zwiększa szanse na lepszy kontrakt. Na polskim Loganie zyska także Prokom, który w dużym stopniu wypełni przepis o Polaku.

Logan na mistrzostwach może się doskonale wypromować, a potem nagle zniknąć. Niektórzy widzą w tym tylko taki interes i kwestionują naturalizowanie sportowców, bo "reprezentacja to nie klub".

Ale idealnego świata nie ma, a w tym, w którym żyjemy, Logan może polskiej reprezentacji pomóc.

 Typuj wyniki największych sportowych imprez w bwin.com

33953200 dolarów.

Marcin Gortat zarobi tyle pieniędzy brutto w ciągu pięciu lat niezależnie od tego czy będzie grał w Dallas Mavericks czy w Orlando Magic.

NBA ustaliła salary cap na najbliższy sezon - wyniesie ono 57,7 mln dolarów. Próg podatku od luksusu - 69,92 mln. A mid-level exception, który wykorzystali Mavericks proponując umowę Polakowi - 5,85 mln. Eddie Sefko, prawdopodobnie nasz nowy autorytet z "Dallas Morning News", podaje dokładnie - 5,854 mln.

Sefko, uwzględniając podwyżki z roku na rok (8 proc. zarobków z pierwszego sezonu) wyliczył ile dokładnie będzie zarabiał Gortat:

09/10 - 5,854,000; 10/11 - 6,322,320; 11/12 - 6,790,640; 12/13 - 7,258,960; 13/14 - 7,727,280.

Witamy w prawdziwym NBA.

 Typuj wyniki największych sportowych imprez w bwin.com

czwartek, 02 lipca 2009

Maciej Lampe spóźni się na zgrupowanie reprezentacji Polski. Nic nowego, prawda?

W tym momencie mam za małą wiedzę, aby pisać, że 24-letni koszykarz znów drwi sobie ze Polskiego Związku Koszykówki, z reprezentacyjnych kolegów, z kibiców. Prawdopodobnie Lampe ma poważne powody, dla których nie zdąży do Polski na 20 lipca, bo PZKosz dał mu zwolnienie na kilkanaście dni. Ale już teraz mamy bałagan informacyjny.

Szef PZKosz Roman Ludwiczuk tłumaczy, że zawodnik czeka w USA na narodziny swojego pierwszego dziecka. Brawo! Trzymam kciuki i życzę dużo zdrówka małej Lampce!

Ale Polskikosz.pl podaje, że powód jest inny - Lampe w końcówce lipca poprowadzi w Phoenix koszykarski kamp dla dzieci. O powiększeniu rodziny ani słowa.

Oczywiście - słowa Ludwiczuka nie wykluczają wersji o kampie, niewykluczone, że prezes nie wiedział o tym, a dziennikarze serwisu nie dowiedzieli się o spodziewanym dziecku. Ale bałagan informacyjny wokół Lampego jest znaczący. Dodałbym nawet - niepokojąco znaczący.

W marcu napisałem o Lampem artykuł do Gazety Wyborczej, który zatutułowałem pytaniem: ”Już mężczyzna czy jeszcze dzieciak?”.

I nadal nic nie wiem.

____________________

Kilkanaście minut po napisaniu tego, co nad kreską, dostałem sygnał z PZKosz, że niepotrzebnie się martwię - prezes Ludwiczuk dobrze wie, co Lampe robi w USA i dlaczego jego pobyt tam się przedłuży.

Dostałem też zapewnienie, że po tym, co PZKosz... No, dość powiedzieć, że Lampe obiecał, że w reprezentacji w tym sezonie zagra i bardzo mu na tym zależy.

Teraz nie wiem tylko trochę mniej. Ale jestem dużo lepszej myśli.

 Typuj wyniki największych sportowych imprez w bwin.com

 
1 , 2