Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
piątek, 30 lipca 2010

Razem z Piotrkiem Szeleszczukiem ze Sport&More porozmawialiśmy o reprezentacji Polski, eliminacjach mistrzostw Europy i sytuacji w PZKosz:

Odmieniona kadra koszykarzy powalczy o ME. Silniejsza czy słabsza?
" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" playvideo="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" pausevideo="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" setjsparams="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" _fpload="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" _fppause="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" _fpplay="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" _fpresume="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" _fpend="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }">
czwartek, 29 lipca 2010

Kolejny z serii świetnych quizów - tym razem chodzi o to, aby wymienić 25 najlepszych strzelców w historii NBA.

Mój wynik - 19/25.

Były prezes PLK Janusz Wierzbowski znalazł zatrudnienie w PZKosz, w którym - jak mówi sekretarz generalny związku Tadeusz Szelągowski - ma szukać sponsorów.

To zmiana zaskakująca, nawet jeśli o zatrudnieniu Wierzbowskiego w PZKosz mówiło się już na początku roku. Na pewno nie jest to zmiana, której oczekuje środowisko.

Komu pomaga PZKosz kierowany przez prezesa Romana Ludwiczuka?

środa, 28 lipca 2010

Marcin Dajos z trójmiejskiego oddziału "Gazety Wyborczej" przyjął za pewnik słowa dyrektora sportowego Trefla Sopot Tomasza Kwiatkowskiego i artykuł o Filipie Dylewiczu zatytułował "To będzie najlepszy Polak w lidze".

Ja nie jestem tego taki pewny.

Dylewicz to jeden z najlepszych polskich koszykarzy XXI wieku - przez lata grał na solidnym poziomie w mistrzowskim Prokomie Treflu Sopot, był nawet MVP finału. Grał na mistrzostwach Europy w 2007 roku, teraz jest kapitanem reprezentacji, w której zagrał ponad 80 spotkań.

Dorobek ma imponujący, ale czy to przełoży się na miano najlepszego Polaka w Tauron Basket Lidze w sezonie 2010/11? Wątpię. Dylewicz - z racji wielkiego doświadczenia, cwaniactwa i intuicji pod koszem - jest poważnym wzmocnieniem mającego medalowe ambicje Trefla. Ale czy będzie miał aż tak duży wpływ na ten zespół?

Konkurencja do nagrody dla najlepszego polskiego zawodnika TBL jest niewielka, ale poważna. Broni jej Krzysztof Szubarga, który zdecydowanie zdobył to wyróżnienie za miniony sezon, znów awansował, jeśli chodzi o siłę zespołu i będzie grał w Asseco Prokomie Gdynia.

Trudno się spodziewać, że Szubarga będzie miał na ten zespół aż taki wpływ jak wcześniej na Polonię Warszawa, Stali Ostrów Wlkp. i Anwil Włocławek, ale 26-letni rozgrywający - zawodnik już doświadczony - ma większe rezerwy w swojej grze niż Dylewicz, który - jak sam przyznał już dwa lata temu - jest coraz bardziej uziemiony.

Powrót Dylewicza do Trefla był oczywisty chyba dla wszystkich - nieudany sezon we Włoszech i brak propozycji z tamtejszej ekstraklasy w naturalny sposób skierował zawodnika do Polski, do Sopotu. Trefl i Sopot to dla Dylewicza najlepsze miejsce na kontynuowanie kariery. I, choć nikt o tym jeszcze nie wspomina, na jej zakończenie.

Dylewicz nie będzie już szukał nowych wyzwań, nie będzie harował, aby wznieść się na wyższy poziom i zainteresować zagraniczne kluby. Raczej nie pomyśli o powrocie do Euroligi. Ile jeszcze ma w zanadrzu kapitan reprezentacji? Co może dać Treflowi? Jak nakręci go derbowa rywalizacja z Prokomem? To są bardzo ciekawe pytania, na które odpowiedzi poznamy za kilka miesięcy.

Czy Dylewicz będzie najlepszym Polakiem w TBL? Ja już teraz zaryzykuję i odpowiem, że nie. Moim kandydatem jest Szubarga, którego cenię za upór i dawanie sobie rady na coraz wyższym poziomie. W grupie pościgowej widzę np. Dardana Berishę, Michała Chylińskiego, Adama Hrycaniuka, Tomasza Kęsickiego, Damiana Kuliga (oby szybko wyzdrowiał), Łukasza Majewskiego i Tomasza Śniega.

Kto może być najlepszym Polakiem ligi w przyszłym sezonie? Czekam na wasze opinie.

niedziela, 25 lipca 2010

Thomas Kelati przez dwa lata grał w PGE Turowie Zgorzelec, ale nigdy nie miałem poczucia, że wiemy o nim dostatecznie dużo. Teraz, kiedy otrzymał polskie obywatelstwo i zadebiutował w reprezentacji Polski, pojawiła się okazja, aby porozmawiać z nim nie tylko o koszykówce.

Zapraszam do przeczytania rozmowy, w trakcie której Kelati zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mam nadzieję, że na ekranie komputera wam również wyda się ciekawym człowiekiem.

Obejrzałem w łódzkiej Atlas Arenie towarzyski mecz Polski ze Słowacją. Biało-czerwoni rozgromili słabiutkiego rywala 108:57, a my od połowy drugiej kwarty zastanawialiśmy się, co to spotkanie może dać polskiej drużynie. Koszykarze i trener byli zadowoleni i mówili o konieczności przećwiczenia schematów w pełnym składzie.

Ja się wymądrzał nie będę, bo po tym meczu mądrzejszy - jeśli chodzi o formę Polaków - wcale nie jestem. Zamiast tego kilka luźnych spostrzeżeń:

- nie podobało mi się to, że na koszulkach Polaków nie ma nazwisk. Mam nadzieję, że na eliminacje się to zmieni

- stroje Słowaków z kolei mi się podobały - były granatowe, z pojechanym napisem "Slovakia" na piersiach i przypominały mi wyjazdowe koszulki New Jersey Nets

- Marcin Gortat był bardzo szczęśliwy! Dostawał podania, mógł grać tyłem do kosza, mógł robić manewry, był szukany w kontrach i po akcjach z zasłoną. Widać było jak dobrze czuje się w takiej roli po sezonie w Orlando Magic

- zaimponował mi w kilku akcjach - po raz kolejny zresztą - spokój Adama Waczyńskiego. Jak było trzeba, to umiejętnie przeprowadził piłkę. Pod presją zegara 24 sekund trafił trójkę z trudnej pozycji, miał też udany wjazd pod kosz. Fajny jest ten Waczyński

- a akcja Macieja Lampego w drugiej kwarcie? Kompletnie zwiódł obrońcę na czwartym metrze i wjechał pod kosz od linii końcowej. Wszystko w tempo, z wyczuciem i gracją. No i skutecznie!

- Martin Miklosik naprawdę ma te swoje 576 cm wzrostu. Żartuję, to tylko 226. Przekonali się o tym Gortat i Adam Łapeta, którzy sięgali mu do dolnego płatka ucha, ale najbardziej doświadczył wzrostu Słowaka Lampe, który został zablokowany przy rzucie za trzy

- Thomas Kelati zagrał dobrze, ale trochę dziwi mnie fakt, że drużyna ani razu nie spróbowała wyprowadzić go na pozycję po kilku zasłonach. Kelati tak grać lubi. Czy zagra tak w kadrze?

- rozgrywający idą łeb w łeb - kto był w sobotę lepszy: Łukasz Koszarek czy Krzysztof Szubarga? Dla mnie obaj zagrali bardzo dobrze. PS. Tak, pamiętam, że to tylko Słowacja...

- nie podoba mi się pomysł grania meczów eliminacji w dużych halach - np. Atlas Arenie. W sobotę było w niej 3800 kibiców, ale atmosfery - żadnej. Wiem, to tylko Słowacja i jeszcze nie mecze o punkty, ale ja jestem zdania, że tegoroczne eliminacje powinny się odbywać tylko i wyłącznie we Włocławku

- bardzo nie podoba mi się też fakt, że pożyczony od rodziców Nissan Note - choć swobodnie dojechał do Łodzi - zamarł mi pod Atlas Areną. Przekręcam kluczyk, a silnik ani mru mru. Any ideas?

czwartek, 22 lipca 2010

Wicemistrzostwo świata koszykarzy do lat 17 wznowiło dyskusję o modelach szkolenia i ścieżkach karier młodych polskich koszykarzy. Zgadzamy się, że rocznik 1993 to wyjątkowa grupa talentów, ale zdania na temat tego, jak powinna wyglądać ich dalsza droga, są podzielone.


Kilkanaście dni temu pisałem w felietonie do „Gazety Wyborczej”, że – jako koszykarskie środowisko – wiemy, że nic nie wiemy. Koszykówka - polski sport w ogóle - od lat nie potrafi znaleźć ścieżki, która kandydatom na gwiazdy gwarantuje rozwój i sukces. Na blogu wymieniałem pięć możliwych dróg, na których rozstaju znajduje się 17-letni wicemistrz świata.


Teraz zajmę się tą, którą wykluczyć najłatwiej – Szkołą Mistrzostwa Sportowego w Cetniewie, która rusza od września.


Z większości rozmów, które przeprowadziłem w ostatnich dniach z prezesami klubów dużych i małych, trenerami doświadczonymi i młodymi czy zawodnikami z przeszłością w SMS, wynika, że SMS w Cetniewie - centralne szkolenie pod egidą PZKosz w ogóle – jest passe.


Z większości, ale nie ze wszystkich rozmów – byli też tacy, którzy twierdzili, że przejście w komplecie do SMS do najlepsza droga dla 17-letnich wicemistrzów świata. Zwolenników szkolenia centralnego – tych z okolicy warszawskiej ul. Erazma Ciołka - najlepiej opisał ostatnio autor Koszykarskiego Antybloga.


Ja się z nim zgadzam i koszarowaniu w SMS jestem przeciwny. Dlaczego? Przyczyny podaję poniżej – część z nich to przemyślenia własne, część, to spostrzeżenia moich rozmówców. Ich nazwisk nie podaję, bo nie każdy z nich sobie tego życzył, ale to w dużej mierze ich artykuł, a nie mój.


Po pierwsze: powoli, ale jednak, polska koszykówka wykształciła mechanizmy, które działają u podstaw. To kluby dziecięce, młodzieżowe lub takie, które największe talenty wprowadzają do koszykówki seniorskiej. Powiedzmy, że w gronie setek szarych szkół, w których czasem pojawiają się wybitni uczniowie, pojawiły się gimnazja, licea i uniwersytety, które działają z myślą o najlepszych. Polonia 2011 Warszawa i WKK Wrocław to przykłady pierwsze z brzegu, ale na Pomorzu i w innych regionach też można znaleźć kluby, które - w języku edukacji - oferują maturę międzynarodową.


Te kluby zaczynają pełnić rolę naturalnych uczelni wyższych – wybijający się w Wałbrzychu Piotr Niedźwiedzki pierwsze kroki w II lidze stawia w WKK, najlepsi w Ostrowie Wlkp. i Łodzi Mateusz Ponitka i Michał Michalak odpowiedzialności za wynik uczą się w Polonii 2011.


SMS Cetniewo ma ambicje być wyższą uczelnią, ale na razie jest zagadką. Znane są obiekty, hala, nauczyciele i trener-koordynator Tomasz Jankowski. Ten ostatni nie ma dobrej opinii wśród kolegów po fachu, ani zawodników, którzy mieli z nim okazję pracować. Nie ma też wyników w rozgrywkach młodzieżowych na poziomie reprezentacji i nie może pochwalić się rzędem wychowanków z czasów pracy w Śląsku Wrocław.


Znaków zapytania przy SMS jest wiele. Koszykarze wybierający tą szkołę ryzykują, choć oczywiście można zauważyć, że podobnie ryzykowali kilka lat temu Tomasz Śnieg, Piotr Pamuła i Jarosław Mokros przechodząc do nowopowstałej Polonii 2011. Zaryzykowali i wygrali. Czy może tak być z SMS? Teoretycznie tak. Ale dlaczego cetniewska szkoła chce wyrwać najlepszych zawodników ze środowiska, w którym oni robią postęp?


Po drugie: kluby-uniwersytety – będę trzymał się WKK i Polonii 2011 – otwierają przed młodymi koszykarzami perspektywy.


WKK - wybijasz się w kadetach? Zagraj w juniorach. Tam też się wyróżniasz? Sprawdź się w II lidze. Polonia 2011 - dominujesz w juniorach starszych? Dostaniesz szansę w I lidze. Grasz tam już dwa sezony i idzie ci nieźle? Spróbuj sił w ekstraklasie.

SMS takiej możliwości miał nie będzie – cetniewska szkoła najpierw będzie miała drużynę w II lidze, co dla niektórych zawodników może się nawet w przyszłym sezonie okazać czasem straconym. Docelowo SMS ma występować w I lidze, ale co jeśli jego uczniowie w klasie maturalnej będą mieli już umiejętności na poziomie ekstraklasy?

Po trzecie: SMS to środowisko nienaturalne. Grupa młodych zawodników skoszarowana w jednym miejscu, grająca – jako juniorzy – przeciwko seniorom, nad którą nie wisi żadna, ale to żadna presja wyniku. Nawet jeśli SMS Cetniewo przegra w przyszłym sezonie wszystkie mecze w II lidze, to prawdopodobnie i tak rok później zagra o klasę wyżej. Czego mogą się w takich warunkach nauczyć kandydaci na liderów kadry? Na mistrzostwach Europy na Litwie i mistrzostwach świata w Niemczech poznali smak presji i wiedzą, na czym polega branie odpowiedzialności w sytuacji, kiedy na szali leży naprawdę dużo. Granie w II lidze bez patrzenia na wynik będzie dla nich dwutaktem w tył.

Poza tym – tworzenie zespołów z zawodników na tym samym poziomie technicznym, taktycznym, mentalnym i fizycznym, jest bez sensu. To nie jest naturalne środowisko koszykarskie – prawdziwe drużyny to starcie doświadczenia z młodością, autorytetu z krnąbrnością, osiłka z chucherkiem itp.

Leszek Karwowski na pewno lepiej pokazał Śniegowi jak gracz podkoszowy powinien ustawiać się tyłem do kosza po piłkę niż zrobiłby to Marcin Kolowca. Dzięki temu Śnieg będzie lepiej wiedział, na co czekać i jak podawać piłkę Maciejowi Lampemu w reprezentacji. Adam Wójcik, który jest bliski przejścia na zakończenie kariery do WKK, na pewno więcej nauczy Niedźwiedzkiego niż ten zyskałby na wspólnych treningach z Przemysławem Karnowskim. I kto wie, może Ponitka już nabrał trochę cech ekspresywnego strzelca podpatrując Dardana Berishę?

Po czwarte: w grupie, w której teoretycznie każdy z kilkunastu zawodników to jednostka w skali kraju wybitna, zawsze znajdzie się ktoś słabszy, ktoś komu – siłą rzeczy – trenerzy będą poświęcać mniejszą uwagę. Sukcesem SMS będzie, jeśli z 20 zawodników prawdziwą karierę zrobi pięciu-sześciu koszykarzy. A gdyby ta 20 została w swoich pięciu-sześciu klubach, maksymalnie po czterech w każdym? Może tam trenerom łatwiej byłoby skupić się na brylancikach i wypromować je bardziej?

Najlepiej przy pomocy PZKosz, dla którego celem powinno być właśnie wsparcie dla klubów i zawodników, a nie tworzenie SMS. Jakie wsparcie? Niech kluby, które mają koszykarzy w kadrach młodzieżowych w I lub II lidze grają za darmo. Niech – jak proponuje Koszykarski Antyblog - zawodnicy z drużyn, które nie mają perspektyw gry na szczeblu centralnym dostają stypendia ze związku, aby wybrać klub kierując się perspektywami rozwoju, a nie pieniędzmi. Niech federacja wspiera czołowe koszykarskie uniwersytety kadrą szkoleniową, aby wybitni studenci mieli fachową opiekę.

Po piąte: trenerzy-zwolennicy SMS mówią, że skupianie srebrnej drużyny razem, to najlepsza droga do dobrych wyników w następnych latach. Ale zaraz, zaraz – czy na pewno o to nam chodzi? Proponuję posłuchać trenera Jerzego Szambelana, obmyć twarz zimną wodą i nie pozwolić, aby po latach posuchy srebro zawróciło w głowie. Nas mają nie interesować sukcesiki, nam ma chodzić o sukcesy!

Poza tym grupowanie kadry w jednym miejscu stwarza pozory skończonego produktu, co potęgować mogą regularnie pojawiające się głosy o szantażu – przyjdziesz do SMS (wcześniej OSSM), albo w kadrze nie zagrasz! Czy na przyszłoroczne ME można byłoby powołać kogoś spoza cetniewskiej grupy? Co zrobić w kolejnych latach z tymi, którzy na powołanie nie zasłużą? Czy zaklepane miejsce w kadrze nie popsuje motywacji i atmosfery w drużynie? Jak dołączać do drużyny talenty, które rozwiną się później? To pytania trudne, dlatego, że SMS w Cetniewie to także liceum – koszykarze mają się uczyć, zdawać z klasy do klasy, zaliczyć maturę. Zmiana szkoły w tą, czy w drugą stronę byłaby niepotrzebnym kłopotem.

Po szóste: roczne utrzymanie SMS w Cetniewie ma kosztować związek ok. 900 tys. złotych. Gros pieniędzy na ten cel to dotacja z ministerstwa, która – niestety – w myśl umów regulowanych prawnie nie może być przeznaczona na nic innego. Jeśli więc związek chce i – wszystko na to wskazuje – musi tą szkołę zorganizować, to warto robić to z głową i na zdrowych zasadach.

Dotarłem do propozycji umowy dla zawodników, którzy mieliby grać w SMS. Trenerzy młodych zawodników skarżą się, że szkoła przyznaje sobie prawo jej rozwiązania, jeśli koszykarz ma przewlekłą kontuzję trwającą ponad sześć miesięcy – to praktycznie oznacza, że w krytycznym momencie zawodnik jest pozostawiony sam sobie.

Z drugiej strony, jeśli z jakichkolwiek względów koszykarz odstąpi od umowy, jego rodzice lub opiekunowie muszą zapłacić SMS 30 tys. złotych. Czy ktoś zapomniał, że nastoletni koszykarze to bardzo młode osoby, które wcale nie muszą czuć się dobrze w nowym towarzystwie? Może czasem – dla dobra kariery – zachować w tym względzie elastyczność?


PZKosz, który finansowo, organizacyjnie i szkoleniowo nie poradził sobie z ideą OSSM, robi błąd wracając do SMS. Jedna, centralna szkoła sprawdziła się na przełomie wieków, kiedy do Warki, a potem Kozienic trafiali rzeczywiście najbardziej perspektywiczni zawodnicy, kiedy maturę zdawały roczniki 1980-84. Dwóch graczy z tamtego okresu (Łukasz Koszarek i Michał Ignerski) to czołowe postaci reprezentacji Polski ostatnich lat, kilku innych gra na solidnym poziomie w ekstraklasie. Mało? To dorobek o wiele większy niż z OSSM.


Kolejne roczniki warecko-kozienickiego SMS to jednak coraz mniej wychowanków, a sporo problemów wychowawczych –alkohol i narkotyki sprawiały, że talenty niszczyły się w sosie własnym i były ze szkoły wyrzucane. Nawet jeśli z tamtego okresu wyciągnięto wnioski, to Cetniewo nie jest miejscem, w którym młody człowiek zobaczy coś więcej niż halę i plażę. A nie samą koszykówką żyje człowiek.


Kto ze srebrnej kadry Szambelana ma uczyć się w Cetniewie? W środowisku wymienia się różne nazwiska, ale na razie potwierdzane są tylko cztery – Tomasz Gielo, Grzegorz Grochowski, Dawid Kołakowski i Daniel Szymkiewicz.


Oby byli zadowoleni.

P.o. prezydenta Grzegorz Schetyna - wielki kibic koszykówki i partyjny kolega prezesa PZKosz Romana Ludwiczuka - nie czekał długo i w czwartek rano podpisał akt nadania obywatelstwa Thomasowi Kelatiemu.

Kolega z "Gazety" Szczepan Radzki, który wnikliwie obserwował obu koszykarzy we wspólnym dla nich sezonie 2007/08 w PGE Turowie Zgorzelec, porównał już kordialnego Tomka z milczącym Dawidem, ja porozmawiałem o nowym reprezentancie Polski z Michałem Polem:

Kelati jest lepszy i bardziej związany z Polską niż Logan
" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" playvideo="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" pausevideo="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" setjsparams="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" _fpload="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" _fppause="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" _fpplay="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" _fpresume="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }" _fpend="function () { return eval(instance.CallFunction("" + __flash__argumentsToXML(arguments,0) + "")); }">
czwartek, 15 lipca 2010

Mi się nie udało. Wynik - 38 ze 139 osób - osiągnąłem wręcz żenujący.

Sprawdźcie się!

środa, 14 lipca 2010

W środę Thomas Kelati trenował z reprezentacją Igora Griszczuka w warszawskiej hali Koło, w czwartek leci z kadrą na turniej do Florencji.

Czy zagra w reprezentacji Polski?

 
1 , 2 , 3