Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
piątek, 29 sierpnia 2008

Znalazłem w komentarzach do jednego z poprzednich wpisów: KupimyKlub.pl - projekt, nad którym pracuje dziesiątka pasjonatów piłki nożnej, zakłada, że uda się zgromadzić wystarczająco wielu chętnych na to, aby dzięki ich składkom kupić i zarządzać klubem piłkarskim.

Podobne przedsięwzięcie powiodło się w Anglii - kibice skupieni wokół idei MyFootballClub kupili piątoligowy klub Gravesend & Northfleet. Nazwę zmieniono na Ebbsfleet United, pojawiły się pierwsze sukcesy. Kibice się z nich cieszą i zrzucają np. na zakup nowego napastnika.

Pomysł ciekawy, wręcz kuszący, ale i prowokujący pytania. O swoich wątpliwościach napisał już Michał Okoński - pyta m.in. o zasadność głosowania podczas wybierania składu, zastanawia się nad kwestią kibiców i ich podział na dawnych oraz nowych, wirtualnych.

Ale może, pomimo kilku znaków zapytania, jest to jedyny sposób, aby w polskich warunkach stworzyć zdrowy i dobrze zarządzany klub?

Ja się zarejestrowałem.

 Wszystkie sporty w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

środa, 27 sierpnia 2008

Pisząc poprzednią notkę, która dotyczyła najlepszych rozgrywających naszych czasów w NBA, zastanawiałem się jak wyglądałyby takie wybory w Polsce. I przyznam się szczerze, że w miarę szybko wynotowałem sobie 19 nazwisk, ale uszeregować ich w jakikolwiek sposób tak na szybko nie potrafię. Dziury w statystykach, metryczkach (Mecze Gwiazd), skomplikowane kariery klubowe...

Ale idea mi sie spodobała i uważam ją za słuszną - spróbujmy razem wybrać po 10 najlepszych polskich graczy na pozycjach, zaczynając od rozgrywających. Kryterium czasowe takie, jak w przypadku NBA - dokonania po 1990 roku.

Oto moja lista, dopisujcie swoje kandydatury. Ewentualnie postulujcie o wykreślenie moich. Ustalmy pozycje - takiego np. Andrzeja Pluty. Oczywisty rzucający, ale na mistrzostwach Europy w 1997 roku był rozgrywającym.

Alfabetycznie:

Andrzej Adamek

Daniel Blumczyński

Mirosław Kabała

Jarosław Kalinowski

Iwo Kitzinger

Dariusz Kondraciuk

Łukasz Koszarek

Robert Kościuk

Jacek Krzykała

Krzysztof Mila

Piotr Nizioł

Andrzej Pluta

Krzysztof Sidor

Robert Skibniewski

Daniel Stec

Marcin Stokłosa

Paweł Szcześniak

Krzysztof Szubarga

Łukasz Żytko

Na pewno o kimś zapomniałem, więc liczę na pomoc. Z boku zostawmy obcokrajowców, bo nazwiska np. Zorana Sretenovicia, Jeffa Masseya, Keitha Williamsa, Raimondasa Miglinieksa czy Yanna Mollinarego wyparłyby z 10 większość Polaków. A łącznie z tymi, których nie wymieniłem, to pewnie wszystkich.

Inny pomysł, to stworzenie rankingu sprzed 1990 roku. To można zrobić w oparciu o pamięć nestorów koszykarskiego dziennikarstwa z np. Ryszardem Żochowskim czy Łukaszem Jedlewskim na czele. Ale to w późniejszym okresie. Na razie wybierzmy najlepszych polskich rozgrywających po 1990 roku.

 

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

wtorek, 26 sierpnia 2008

Pod notką, której bohaterem był Jason Kidd i niepokonany Redeem Team, wywiązała się ciekawa dyskusja o najlepszych rozgrywających wszechczasów. Kidd, Magic Johnson, Oscar Robertson, John Stockton, Isiah Thomas plus kilkanaście innych nazwisk - jak tu wybrać najlepszego?

Wyboru wszechczasów dokonali niemal rok temu dziennikarze ESPN: 1. Magic Johnson, 2. Oscar Robertson, 3. Isiah Thomas, 4. John Stockton, 5. Bob Cousy, 6. Walt Frazier, 7. Jason Kidd, 8. Tiny Archibald, 9. Steve Nash, 10. Gary Payton.

Nie czuję się mocny w ocenianiu zawodników, których nie miałem okazji ogladać w TV. Intuicyjnie czuję, że pierwsze dwie pozycje są bezdyskusyjne, z kolejnymi mam już jednak większe lub mniejsze problemy.

Wzorem kolegów z Supergiganta, którzy mają za sobą już kilka podobnych zestawień (a może także rozgrywających?) stworzyłem zatem ranking 10 najlepszych rozgrywających NBA po 1990 roku. Mniej więcej od tego czasu coś tam z NBA mogliśmy w końcu zobaczyć. Pod uwagę brałem jednak tylko to, co ci zawodnicy osiągnęli po tej wytyczonej dacie. Czyli znakomite lata 80. Magica się już nie liczą.

Zacząłem sobie wynotowywać nazwiska... 36. Są faworyci, są odkurzeni, ale tak czy inaczej - ciężki wybór.

1. John Stockton. Można go było nie lubić, ale nie można niedoceniać. Bez niego Utah Jazz nigdy nie byłby zespołem, który pięciokrotnie grał w latach 90. w finale konferencji (dwa razy w finale NBA). Bez Stocktona nawet Karl Malone nie byłby aż taką postacią. Perfekcyjna organizacja ataku, mądra obrona. Członek Dream Teamu. I choć bez mistrzostwa NBA - dla mnie najlepszy.

2. Jason Kidd. Podobnie jak Stockton nie zdobył mistrzostwa NBA, ale New Jersey Nets wprowadził do dwóch finałów z rzędu. Ale ma dwa złota olimpijskie (Sydney, Pekin). Regularnie grywał w Meczach Gwiazd i był wybierany do piątki najlepszych obrońców. Zupełnie inny styl gry niż Stockton - dużo biegania i efektownej gry. Ale tak samo precyzyjny, tak samo wciągał na wyższy poziom swoich kolegów. I tak samo jak Stockton: wzór dla innych rozgrywających.

3. Steve Nash. Znów rozgrywający bez tytułu mistrzowskiego. Ale za to dwukrotny MVP, regularnie wybierany do pierwszej piątki sezonu. Gdyby był Amerykaninem, na pewno grałby w reprezentacji USA. Niekonwencjonalny tak jak Kidd, ale o wiele lepszy strzelec. Potrafi sam trzymać wynik na swoich barkach w ważnych momentach. Ale zespołu do ważnych zwycięstw nie prowadzi.

4. Gary Payton. Nigdy go nie lubiłem, ale to jeden z najlepszych obrońców wśród rozgrywających, a na dodatek 'elektryczny' gracz ataku. Kariera w Seattle Supersonics, gdzie razem z Shawnem Kempem dorastali do play-off, finałów konferencji, a w końcu finału NBA, była pasjonująca. Pod koniec kariery rozpaczliwie szukał tytułu i w końcu znalazł go w Miami Heat. Mecze Gwiazd, pierwsze piątki, drużyny obrońców - wiadomo.

5. Sam Cassell. Zanim dał się poznać jako 'Sam I am', pokazał ogromne jaja i spokój w finałach z Orlando Magic (1994) i New York Knicks (1995). Nie był klasycznym rozgrywającym, jeśli klasykę rozumiemy jako organizację gry i dogrywanie piłek. Lubił rzucać. Ale z drugiej strony nie tak jak Allen Iverson czy Stephon Marbury. Z Milwaukee Bucks i Minnesota Timberwolves grał w finałach konferencji, a w minionym sezonie zdobył trzecie mistrzostwo z Boston Celtics.

6. Chauncey Billups. Kiedy już chyba nikt go nie doceniał, Billups nagle zdobył mistrzostwo NBA z równie niedocenianymi Detroit Pistons i na szczycie - przynajmniej Konferencji Wschodniej - pozostaje od 2004 roku. Boiskowy generał, który niczego nie robi spektakularnie, ale wszystko bardzo dobrze. Ostatni sezon zepsuły mu kontuzje - gdyby nie one, to kto wie czy to Pistons nie graliby w finale. Bostoński Cassell mógłby nie pomóc.

7. Tim Hardaway. Wiecznie uśmiechnięty w widowiskowych Golden State Warriors początku lat 90. i skoncetrowany walczak w Miami Heat, którzy toczyli wielkie batalie z New York Knicks na przełomie wieków. Podawał, rzucał, grał efektownie, był liderem. Były Mecze Gwiazd, była pierwsza piątka. Sukcesów brak, ale... lubiłem go!

8. Tony Parker. Nie jestem jego fanem, ale niżej być nie mógł - to w końcu trzykrotny mistrz NBA. Nie ulega wątpliwości, że Parker nie był głównym konstruktorem tych tytułów, ale jasne jest też, że do San Antonio Spurs pasuje, a wręcz dodaje wartość swoim sprytem i szybkością. Wybitnym graczem nie jest, ale bardzo dobrym na pewno.

9. Kevin Johnson. Zapomniany, ale jeden z moich ulubionych. Pamiętacie wsad nad Hakeemem Olajuwonem, albo ten nad Bradem Daughertym? Pamiętacie, był w każdym klipie. Widowiskowy, ale i skuteczny jeśli chodzi o rozgrywanie. Znakomici Phoenix Suns '92/93 to także jego zasługa. I to duża.

10. Chris Paul. Gwiazda ostatnich sezonów, za dwa-trzy lata będzie pewnie najlepszym rozgrywającym NBA (jeśli nie pobiją go O.J. Mayo albo Ricky Rubio). Ma wszystko czego trzeba, już w minionym sezonie z New Orleans Hornets był o krok od finału konferencji. No i mistrz olimpijski.

Tuż za 10: Anfernee Hardaway, Mike Bibby, Baron Davis, Deron Williams, Gilbert Arenas, Mookie Blaylock, Kenny Anderson, Mark Price. A tuż za nimi kilkunastu innych, np. Marc Jackson.

A jakie są Wasze typy na najlepszą 10 rozgrywających NBA po 1990?

Zaczęło planet-f1.com, ale bez podania źródła. Potem wheels24.co.za napisały notkę rzetelniejszą, która pozwoliła doszukać się tekstu oryginalnego w "Daily Telegraph". Najciekawsza dla kibiców między Bugiem, a Odrą informacja jest nieco schowana, ale jest:

Behind closed doors, another equally intense struggle is taking place in the paddock – and the prize is a seat at Ferrari in 2010. BMW's highly rated Pole Robert Kubica is believed to have negotiated a 12-month extension to his contract, rather than sign the team's preferred three-year deal. If BMW do not emerge as a consistently competitive force next year, Kubica will be free to seek alternative employment – and out-of-sorts world champion Raikkonen's Ferrari contract expires at the end of 2009

Sport.pl zareagował i przedstawił wiadomość w nieco szerszym kontekście. Jorg Kottmeier, rzecznik prasowy BMW Sauber, oczywiście zaprzeczył. Nazwał tą informację plotką i polecił czekać na oficjalny komunikat zespołu. Przed zakończeniem sezonu.

Czy to już prawda, czy jeszcze nie - tego na 100 proc. nie można być pewnym. Ale jeśli w najbliższych dniach, albo miesiącach informacja o nowym, ale tylko rocznym kontrakcie z BMW Sauber się potwierdzi, to menedżer Kubicy Daniele Morelli może ubiegać się o tytuł menedżera roku w Formule 1!

Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko BMW Sauber. Niemiecko-szwajcarski team od momentu przejęcia zespołu Saubera w 2005 roku wykonał kawał dobrej roboty. Na bazie teamu, który w 2005 roku wywalczył 20 punktów, zbudowano zespół, który zdobył 36 punktów w 2006, 101 w 2007 i 96 punktów w 12 z 18 wyścigów 2008 roku. Postęp wyraźny. Brawo!

Ale akurat w 2009 roku nie musi być zachowany. Zmieniają się przepisy - opony rowkowane zostaną zastępione przez gładkie (tzw. slicki), a rozbudowane systemy aerodynamiczne (antenki, owiewki, skrzydełka itd.) idą do lamusa. Niektórzy będą, być może, korzystać z systemu KERS, a wszyscy będą mogli nieznacznie zmieniać ustawienie skrzydeł na pojedynczym nawet okrążeniu. Jak będzie wyglądał układ sił z rok? Tego nikt nie wie.

I właśnie dlatego roczny kontrakt Kubicy z BMW Sauber jest posunięciem doskonałym.

Jeśli okaże się, że BMW Sauber nie wskoczyło na wyższy poziom, czyli wciąż musi walczyć o podium z przynajmniej dwoma teoretycznie lepszymi rywalami, a na zwycięstwa może liczyć tylko w "wariackich" wyścigach, to Kubica będzie miał wolną rękę w negocjacjach z innymi zespołami. Np. Ferrari (kontrakt Raikkonena wygasa z końcem 2009 roku). Albo z Hondą, która tajemniczo zbroi się od dłuższego czasu z myślą o kolejnym sezonie.

A jeśli BMW Sauber znów zaskoczy i zbuduje jeszcze lepszy bolid niż w tym sezonie, to Kubica ze spokojem może podpisać dłuższą umowę ze swoim obecnym teamem. I wszyscy powinni być wówczas zadowoleni.

 Formuła 1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

niedziela, 24 sierpnia 2008

Na tym zdjęciu, Jason Kidd pewnie już czuł, że będzie dobrze, ale złotej pewności jeszcze nie miał. Teraz już ma - Drużyna Odkupienia zrealizowała swój cel: Amerykanie mistrzami olimpijskimi w koszykówce!

Niby wszyscy się tego spodziewali, niby nikt nie stawiał na Argentyńczyków lub Hiszpanów, ale chyba każdy liczył na niespodziankę lub choćby niespodzianeczkę. Na jakiś przegrany meczyk w grupie, może z Grecją, może z Hiszpanią...

Ale na niespodzianki nie było miejsca. Znakomici fizycznie Amerykanie odrobili lekcję z poprzednich turniejów - byli bardzo zmotywowani, do każdego rywala starali się podchodzić podobnie, sztab trenerski rozkładał rywali na czynniki pierwsze, a po kolejnych demolkach zawodnicy, trenerzy i dziennikarze studzili emocje i przypominali sobie nawzajem, że liczy się tylko ostatni mecz.

Ja jestem bardzo ciekawy co będzie dalej - za dwa lata mistrzostwa świata w Turcji. Argentyńczycy to raczej zespół w fazie rozkładu, bo świeżej krwii nie widać, a taki Manu Ginobili pewnie pomyśli o zakończeniu kariery reprezentacyjnej. Ale Hiszpanie? Oni powinni być jeszcze lepsi! W NBA rozwinie się zapewne Marc Gasol (może tak, jak Luis Scola?), na wyższy poziom wejdą zapewne Rudy Fernandez i Ricky Rubio, trzon zespołu powinien zostać zachowany.

Amerykanie? Bardzo ciekawe jest to, w jaki sposób będą prowadzić selekcję. Czy Kobe Bryant podejmie kolejne wyzwanie? Czy na powrót do kadry zdecyduje się np. Kevin Garnett? Czy znajdzie się w niej Greg Oden? Wreszcie jak odzyskane złoto olimpijskie wpłynie na amerykańskie poczucie pewności siebie, które często koszykarzy z NBA zaślepia?

Licznik 35-letniego Kidda dobił do 57-0. Ale w Turcji tego zawodnika już chyba raczej nie będzie...

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

I choć pewnie nie będzie to miało znaczenia jeśli chodzi o miejsce na mecie, to początek Polaka może być widowiskowy.

Skąd takie przekonanie? Otóż wydaje się (bo pewnym tego być nie można), że Kubica ma jeden z najlżejszych bolidów w czołówce. BMW Sauber walczyło o jak najwyższe miejsce, może nawet i pole position. Zespół chciał zwiększyć szanse Kubicy na błyśnięcie na torze miejskim - talent do wykonania szybkiego pojedynczego okrążenia w połączeniu ze specyfiką toru oraz świetnym wynikiem na sobotnim treningu, prawdopodobnie pozwalał myśleć szefom i taktykom BMW Sauber, że pole position jest możliwe. Splendor, rozgłos, obecność w TV na pierwszym planie przez całą dobę, wreszcie prawdopodobnie niezły start i być może prowadzenie - to się mogło opłacić. Bo oczywiście ceną byłby brak zwycięstwa, a może nawet i podium. W normalnych warunkach (bez neutralizacji czy deszczu) szybkie tankowanie Polaka praktycznie wykluczyłoby go z walki o najwyższe lokaty. Kubica wciąż ma przecież słabszy bolid od kierowców Ferrari i McLarena.

Atak na pierwszy rząd jednak się nie powiódł, co nie zmienia w sumie trudnej sytuacji Kubicy w walce o czołowe miejsca (o ile oczywiście mój tok myślenia idzie w dobrym kierunku). Polak w lekkim bolidzie wystartuje z czystej (tzn. przyczepnej, bo nagumowanej) części toru, który akurat na starcie leciutko skręca w prawo. Zaczynający po wewnętrznej stronie Kubica może więc wyprzedzić Lewisa Hamiltona nie pierwszych metrach. I ja liczę, że tak się stanie! Właśnie tak wyglądał start sobotniego wyścigu GP2 - Witalij Petrow zaczynał z trzeciej pozycji i od razu znalazł się przed Pastorem Maldonado.

To, że Kubica jest lekki, wynika moim zdaniem także z wypowiedzi Polaka na konferencji prasowej. - Na dzień dzisiejszy nie mogliśmy wyciągnąć więcej z naszego pakietu. Oby niedzielny wyścig okazał się tak samo dobry, jak te kwalifikacje. Słowa nie mogliśmy wyciągnąć więcej interpretuję jako: próbowaliśmy wszystkiego, z małą ilością paliwa włącznie.

Hamilton wcale nie musi być dużo cięższy, ale chyba zjedzie na tankowanie nieco później. Brytyjczyk jest ostatnio w dobrej formie, ale na starcie idzie mu różnie - trzy tygodnie temu na Węgrzech przegrał początek z Felipe Massą, mimo że sam startował z czystej strony.

Załóżmy więc, że Kubica wskakuje na starcie przed Hamiltona. Najprawdopodobniej Polak zjedzie na tankowanie jako jeden z pierwszych (pierwszy?). Wracając na tor utknie w takiej sytuacji za zapewne zatankowanymi na starcie pod korek Nico Rosbergiem, Sebastienem Bourdais lub Kazukim Nakajimą, a czołówka (dużo lżejsza przez kilka kolejnych okrążeń) ucieknie do przodu. I jeśli nie będzie nieprzewidzianych wydarzeń, to Kubica może zakończyć wyścig na pozycjach, powiedzmy, 4-7.

Ale sęk w tym, że te nieprzewidziane wydarzenia, czyli deszcz lub neutralizacja, są prawdopodobne. Chmury krążą, a betonowe bariery stoją. Już na sobotnim treningu Nelson Piquet jr był o trącenie kierownicy od zetknięcia się ze ścianą - co będzie jeśli na tor ruszy równocześnie 20 samochodów? Czy wszyscy zmieszczą się w sekwencji 2-3 i 4-5?

Jeśli dojdzie do neutralizacji, to największym beneficjentem może być... Nick Heidfeld, którego bolid wyglądał w trzeciej sesji kwalifikacji na najbardziej obciążony paliwem. Taktyka jazdy na jedno tankowanie może dać w Walencji efekt, choć Bridgestone uczula, że miększa mieszanka opon jest naprawdę mało wytrzymała i może nie wytrzymać dużo więcej niż 20 okrążeń. Dużego wyboru nie mają też rozczarowujące zespoły Renault i Red Bulla - nie pozostaje im nic innego jak tankować pod korek i liczyć na samochód bezpieczeństwa.

A kto wygra? Ja stawiam na Massę. I stawiałbym nawet wtedy, gdyby Brazylijczyk był trzeci. Kubica? Tuż za podium.

 Formuła 1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

sobota, 23 sierpnia 2008

Aby dotrzeć na stadion Valencii, czyli Estadio Mestalla, najlepiej jest wsiąść w zieloną linię metra (nr 5) i wysiąść na stacji Aragón. Strzałki kierują do odpowiedniego wyjścia, na schodach z przyzwoitości lepiej nie patrzeć na parę udającą kopulację i hop-siup - jesteśmy pod Mestalla.

Stadion, który niebawem zostanie zburzony (w Walencji trwa już budowa Nou Mestalla), robi duże wrażenie. Z zewnątrz jest niewielki, ale przez prześwity w bramach widać jak strome są trybuny. Na dodatek, co widać na zdjęciu, położony jest w środku dzielnicy mieszkalnej i otoczony jest wysokimi blokami.

I barami. Kilkadziesiąt metrów od głównego wejścia swoją placówkę ma słynny Manolo, chyba najbardziej znany kibic świata. Bar nazywa się Museo Deportivo i rzeczywiście na to miano zasługuje. Tysiące zdjęć, setki szalików i innych futbolowych pamiątek. Łączą się tu wszystkie kluby świata - Valencia, Levante, FC Groningen, Chelsea, Real. Legii Warszawa czy innego polskiego klubu nie zauważyłem.

Manolo jest właścicielem, ale i barmanem. Zamówiłem piwo, ale mój hiszpański (dobrze wymawiam chyba tylko Amunt Valencia!) okazał się mało komunikatywny, bo dostałem dwie szklanki. Oficjalny protest do FIA raczej nie dałby efektu, a przekonywanie Manolo, że nie o to mi chodziło, byłoby niegrzeczne, więc - cóż było robić - wypiłem oba piwa.

Tak mnie to rozochociło, że poszedłem do centrum miasta. Najpierw przez most nad starym korytem Turii, czyli miejscowej rzeki. Turia w 1957 roku wylała niszcząc sporą część Walencji, więc przesunięto jej koryto na zachód od centrum miasta. A w starym biegu utworzono park. Wygląda to przepięknie, bo nad skwerami i drzewami, które położone są w dolince, wciąż wiszą mosty. Przy jednym z nich, Puente de Las Flores konkretnie, w piątek stała duża scena, na której miał się odbyć darmowy koncert Glorii Estefan. Fanem nie jestem, więc poszedłem prosto.

Przyjąłem zasadę, że skręcam na chybił trafił. Po kilkunastu minutach stanąłem przed kinem. Spojrzałem z ciekawości na repertuar i moją uwagę przyciągnął ciekawie brzmiący tytuł El Cabellero de Oscuro. Obskurny kawaler?

Oczywiście wiedziałem, że chodzi o The Dark Knight, czyli "Mrocznego Rycerza". W idei obejrzenia tego filmu zakochałem się jednak od pierwszego pomyślenia, więc kupiłem bilet i zasiadłem w fotelu.

Na sali (seans o 22) było może ze 20 osób. Cóż, praktycznie nic nie rozumiałem, ale niektóre sceny mi się podobały. Np. końcowa pod szpitalem. Dżoker stworzony przez Heatha Ledgera to znakomita kreacja. Aktor jest już legendą, ale jego postać... Tytułowy obskurny kawaler jak dla mnie.

W pewnym momencie doszło do mnie, że - zupełnie przypadkowo - wybrałem idealne miejsce na obejrzenia najnowszej opowieści o człowieku-nietoperzu. Przecież i miasto Walencja, i klub Valencia, mają w herbie nietoperza! Zaśmiałem się sam do siebie...

Do kina w Walencji już raczej nie pójdę, ale mam zamiar poszukać koszulki Nikoli Żigicia. Czarnogórzec to ogromne rozczarowanie - kosztował Valencię 20 mln euro, a w minionym sezonie strzelił tylko 5 goli. Teraz Valencia czeka na oferty. Może zdążę... A jeśli nie, to mam jeszcze paru innych faworytów.

Wracając z kina stwierdziłem, że taksówki brał nie będę (metro jeździ do północy) i zrobiłem sobie spacer. Ok. 40 minutowy i, jak się okazało, mocno deszczowy. Tak, w nocy lało przez duże L. Rano też jeszcze pokropiło. Będzie mokry wyścig? Najprawdopodobniej jednak nie. Robert Kubica w tym sezonie na deszczu wypadał w kratkę...

Niezależnie od wyniku niedzielnego wyścigu wieczorem wybieram się do Museo Deportivo, gdzie mam zamiar w miłej atmosferze (i może już koszulce Żigicia?) obejrzeć rewanżowy mecz o Superpuchar Hiszpanii Real - Valencia. W Walencji było 3:2 dla gospodarzy.

A w Chinach w sobotę było 1:0 dla Argentyny w meczu z Nigerią o złoto. Nie oglądałem. Podwójna szkoda.

Półfinały koszykarzy? Zerkałem jednym okiem. Mecz Hiszpanii z Litwą był znakomity. Końcówka zdecydowanie dla mistrzów świata - wysoka defensywa zupełnie ograniczyła Litwinów. Trochę szkoda, bo im kibicowałem. Sarunas Jasikevicius i Simas Jasaitis mieli naprawdę dobry dzień.

Szkoda też, że odpadła Argentyna. Amerykanie zaczęli bardzo zdeterminowani i po kilku minutach myślałem, że będzie pogrom. Ale Argentyna, mimo kontuzji Manu Ginobilego, dała radę. Andres Nocioni świetnie poderwał zespół (blok na Kobe Bryancie!), Luis Scola trafiał regularnie, swoje dołożyli rezerwowi. Strefa przyniosła efekt.

Ale Amerykanie są jednak za mocni. Nie widzę szans dla Hiszpanii w finale.

 Futbol, F1 i koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

piątek, 22 sierpnia 2008

Na styku mostu z częścią toru na stałym lądzie, jest kilkunastomilimetrowa dziura. Most jest ruchomy, więc szczeliny uniknąć się nie udało. Na dodatek między mostem, a lądem jest ok. 15 mm różnicy, jeśli chodzi o wysokość.

Dostarczająca opony Bridgestone poprosiła Międzynarodową Federację Samochodową (FIA) o sprawdzenie czy ta różnica nie spowoduje pęknięć w oponach. Tym bardziej, że w Walencji bolidy jeżdżą na gumach miękkich i supermiękkich.

A Robert Kubica już pierwszy! Polak został pierwszym kierowcą, który w bolidzie wyjechał na miejski tor w Walencji. Zapowiadanej przez Fernando Alonso minuty ciszy w hołdzie ofiarom katastrofy lotniczej, nie zauważyłem. Ale może była wcześniej.

 Formuła 1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

czwartek, 21 sierpnia 2008

Sporo czasu spędził w czwartek Robert Kubica na rozmowach z dziennikarzami. Najpierw, niemal 20 minut w piekącym słońcu (chmury znad Walencji przeniosły się gdzie indziej), odpowiadał na pytania stacjom TV. Potem przeniósł się na pierwsze piętro siedziby BMW Sauber, gdzie czekały na niego kolejne pytania (częściowo te same). W sumie - prawie 30 minut.

Kubica wyglądał na zadowolonego i wypoczętego. - Taki relaks, jaki mieliśmy podczas ostatnich dwóch tygodni, pomaga. Trzeba było naładować baterie na końcówkę sezonu - mówił. Ładowanie miało miejsce m.in. w kręgielniach i na torach kartingowych, czyli tam, gdzie Kubica bawi się najlepiej.

Kubica oglądał też igrzyska - podobały mu się finały na 100 i 200 metrów, podobał mu się tenis stołowy. Z polskich medali największe wrażenie zrobiło złoto wioślarzy. - Zrobili fantastyczną robotę. Wygrali z największą przewagą i byli klasą sami dla siebie. To im należą się największe brawa, jeśli chodzi o styl - stwierdził Kubica.

Było jednak także i skupienie. - Do walki z mclarenami i ferrari potrzebuję czegoś więcej niż samego siebie. A biorąc pod uwagę nasze ostatnie występy, to o taką walkę będzie trudno - mówił Kubica komentując błędy popełnione podczas Grand Prix Węgier.

Cel? - Taki jak zwykle: zdobyć tyle punktów, ile się da - tu nie było żadnego zaskoczenia. 

- Kluczowy będzie piątek, bo trzeba znaleźć optymalne wyważenie, ale nie będzie łatwo, bo tor może zaskakiwać zmieniając się z sesji na sesję. Trzeba wyczuć jak będzie zmieniała się przyczepność. Te warunki muszą spełnić wszyscy.

A wszyscy słuchali.

Cały wywiad na sport.pl pojawi się zapewne wieczorem.

 Formuła 1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Miałem napisać o swoich perypetiach związanych z podróżą na Grand Prix Europy, ale kiedy dowiedziałem się (dopiero po północy), że przyczyną odwołania mojego lotu z Madrytu do Walencji, był straszny wypadek, zupełnie mi się odechciało.

W środę o 14.30, czyli w momencie katastrofy, byłem w powietrzu, a kilkadziesiąt minut wcześniej, jak zwykle, z dziwnym uczuciem zastanawiałem się czy samolot oderwie się od pasa startowego na Okęciu i czy stabilnie wzniesie się ponad chmury. Niby nie boję się podróży lotniczych, ale zawsze mam takie szare myśli.

Nie wiem co pisać.

Jestem już w Walencji, siedzę w biurze prasowym. Przyznam, że w okolicy toru nie widać żadnych oznak żałoby narodowej. Żadnych oznak paniki czy rozpaczy nie widać też było zresztą na lotnisku, kiedy wylądowałem tam trzy i pół godziny po tragedii. W biurze prasowym większość osób mówi jednak właśnie o katastrofie.

Zastanawiam się czy, polskim wzorem, Hiszpanie choćby pomyśleli o odwołaniu Grand Prix.

Na torze i w padoku trwają ostatnie prace, a za kilka godzin zaczynają się rozmowy, konferencje i "zapoznawcze" przejazdy samochodu bezpieczeństwa.

Od rana w Walencji nie ma słońca, niebo jest zachmurzone, ale duchota niemożliwa. Wilgotność powietrza, jak na moje czoło, też. Choć pewnie nie tak duża, jak w Pekinie.

Kilka fotek - widok na ulice Walencji stojąc tyłem do głównego wejścia:

Główne wejście:

Szerokie pobocze:

Prosta start-meta z widokiem na aleję serwisową:

Pierwszy zakręt:

A Grand Prix Europy, to przede wszystkim zagadki.

 Formuła 1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 
1 , 2 , 3