Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009

BBC podało, że według źródeł zbliżonych do Ferrari, Giancarlo Fisichella, bohater Grand Prix Belgii, jest bliski przejścia do włoskiego zespołu. Jeden z dyrektorów Force India przyznaje:

We do expect a move will probably be made in the next 24 hours or so.

W ciągu najbliższych godzin może się zatem okazać, że 36-letni Włoch zastąpi zastępcę Felipe Massy Lukę Badoera, który w obu swoich startach (GP Europy, GP Belgii) dojeżdżał do mety na ostatnim miejscu.

W Formule 1 nie ma kontraktów, których nie można zerwać, nie ma interesów, których nie można ubić. Na transferze do Ferrari zyska Fisichella, który wystartuje w legendarnym GP we własnym kraju w samochodzie, w którym - być może - będzie mógł walczyć o zwycięstwo. Zyska też Ferrari - włoski zespół posadzi w swoim samochodzie kierowcę, na którego i tak zwrócone na Monzy będą wszystkie oczy.

Kto zastąpiby Fischellę w Force India? Indie oszalały na punkcie F1 po dobrych wynikach zespołu w Belgii i kto wie, czy Vijay Mallya nie uzna, że to doskonały moment, aby za kierownicą posadzić Karuna Chandhoka jeżdżącego obecnie w GP2. Inny wybór, sportowo chyba pewniejszy, to obecny rezerwowy kierowca zespołu Vitantonio Liuzzi.

Podczas GP Włoch ogłoszona może zostać także największa zmiana, transfer, na który czekają wszyscy - według doniesień wielu mediów Ferrari potwierdzi, że do zespołu dołączy od przyszłego sezonu Fernando Alonso.

 Kto wygra Grand Prix Włoch? Typuj w bwin.com

niedziela, 30 sierpnia 2009

Po meczu z Hiszpanią w Saragossie zapytaliśmy Mulego Katzurina m.in. o to, dlaczego do ścisłego składu na EuroBasket powołał Roberta Witkę, a nie Filipa Dylewicza. W trakcie pokonywania tysięcy kilometrów w powrotnej drodze do Polski, gdzieś mi odpowiedź selekcjonera umknęła.

Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Katzurin:

Muszę eliminować graczy, bo zbliżamy się do turnieju, a wszystkich na niego powołać nie mogę. Wiedziałem, że muszę zostawić poza składem jednego z wysokich i jednego z obwodowych. Wyjaśniłem zawodnikom, dlaczego ich odesłałem. To nie była łatwa decyzja. Chodziło o to, aby pozostawić w zespole zawodnika, który bardzo ograniczonym czasie będzie pożyteczny dla zespołu - Witka może wejść na sekundę i trafić do kosza. Filip jest doskonałym zawodnikiem, ale potrzebuje większej liczby minut gry. Ja ich dla niego nie mam. Jestem bardzo zadowolony z tego, co dał z siebie podczas zgrupowań - w tym, ale i w poprzednim sezonie. Nie ma wątpliwości, że on jeszcze będzie grał w reprezentacji.

Katzurin doskonale wie, że najlepsza reprezentacja z możliwych, to niekoniecznie zestaw najlepszych zawodników.

 Kto zdobędzie mistrzostwo Europy? Typuj w bwin.com

czwartek, 27 sierpnia 2009

Nadaję na Twitterze z Pabellon Principe Felipe, choć każdy fan koszykówki skorzysta z oferty TVP Sport i mecz Hiszpania - Polska obejrzy w telewizji. Słusznie.

Przypominam - po raz pierwszy od ponad 18 lat Polska gra z panującym mistrzem świata.

 Kto zostanie mistrzem Europy? Typuj w bwin.com

Bardzo trudno jest zrozumieć decyzję selekcjonera Mulego Katzurina o niepowoływaniu na EuroBasket Filipa Dylewicza. Z odrzuceniem Wojciecha Szawarskiego, Pawła Kikowskiego i - prawdopodobnie - Roberta Skibniewskiego, pogodzić się łatwiej. Wybór Roberta Witki zamiast Dylewicza - jak starałem się wykazać w tekście dla Sport.pl - jest zagadkowy.

Nie analizując już wyższości Dylewicza nad Witką, z czym zgodzi się zapewne większość fachowców, zastanówmy się czym już zaskakiwał nas Katzurin podczas dwóch lat pracy z kadrą.

Izraelczyk prawdopodobnie już w zeszłym roku zdecydował, że pierwszym rozgrywającym będzie u niego Krzysztof Szubarga. Nowy zawodnik Anwilu Włocławek ma umiejętności, które lepiej pozwoliły mu się dopasować do stylu gry preferowanego przez Katzurina (duży nacisk w obronie na gracza z piłką, forsowanie szybkiego tempa gry). Stary zawodnik Anwilu Koszarek jest słabszym obrońcą i gorzej biega, choć teoretycznie lepiej rzuca i konstruuje atak pozycyjny. Piszę teoretycznie, bo w ostatnich tygodniach Koszarek nie pokazuje tego na boisku. Być może wynika to z braku pewności siebie, być może z czegoś innego. Zastanawiałem się nad tym już kilkanaście dni temu. Postawienie na Szubargę - słuszne, jeśli patrzy się na obu zawodników w meczach - to wciąż jedna z największych zagadek Katzurina.

Ciekawe było także wprowadzenie do meczowej rotacji Michała Chylińskiego. W poprzednim sezonie rzucający z LEB Oro zaliczył tylko krótki epizod w meczu z Niemcami w Berlinie i opuścił zgrupowanie. W pozostałych meczach regularne szanse dostawał Paweł Kikowski i wydawało się, że po bardzo dobrym sezonie w PLK to właśnie Kikowski jest pewniakiem do roli zmiennika Davida Logana. Katzurin - zapewne na podstawie treningów, których osoby postronne nie oglądają - zadecydował inaczej. Z gry Chylińskiego wynika, że Izraelczyk wybrał dobrze, choć Kikowskiego w akcji w tym sezonie reprezentacji praktycznie nie widzieliśmy.

Katzurin zaskoczył nas także w meczu z Turcją, kiedy praktycznie nie robił zmian. W końcówce zespół grający bez Marcina Gortata i Michała Ignerskiego zupełnie opadł z sił, weszli rezerwowi, którzy nie utrzymali wyniku. Oglądając mecz w telewizji stwierdziliśmy dość naturalnie, że 30 minut bardzo dobrej gry poszło na marne i nie udało się odnieść psychologicznego zwycięstwa z grupowym rywalem na Eurobaskecie. Z perspektywy czasu wydaje się jednak, że grając zawężonym składem Katzurin chciał dać więcej minut zawodnikom, którzy będą tworzyli trzon. Wiadomo, że piątki, która zagra ze sobą w ciemno w trudnym momencie, reprezentacja Polski nie ma.

Ciekawy był też spokój, który miał w sobie Katzurin po wpadce z Macedonią. Trener wypowiedział po meczu mocne słowa, przyznał, że zespół ma spore problemy, ale powstrzymał się od gwałtownej reakcji wobec zawodników. Poczekał, aż zawodnicy zrobią sobie grupowy rachunek sumienia, aż do zespołu dołączy Marcin Gortat. Kilka dni później Polska w dobrym stylu pokonała Izrael i dobra atmosfera powróciła.

Katzurin prowadzi zespół według swojej myśli i choć po drodze podejmuje decyzje, które kibiców dziwią lub złoszczą, a dziennikarzy prowokują do mniej lub bardziej zasadnych rozważań, to jednak trener wie więcej niż my i kropka. Trzeba mu zaufać.

A odpowiedzi na wszystkie pytania - te postawione wyżej i te, które się dopiero pojawią - poznamy dopiero po EuroBaskecie.

 Kto zdobędzie mistrzostwo Europy? Typuj w bwin.com

Co różni koszykarską Hiszpanię od koszykarskiej Polski? Tytuły, medale, znakomici koszykarze, wielkie talenty, sportowy i organizacyjny poziom ligi, hale, zainteresowanie, jakie wzbudza reprezentacja...

Jugón, jugón, jugón, jugón!

Przydomki, które mają koszykarze.

To, jak Hiszpanie potrafią bawić się słowem i wyobraźnią, dotarło do mnie w środę, kiedy oglądałem - tym razem specjalnie w telewizji - mecz Hiszpania - Izrael.

Ratatatatatatata! Y Rudy cogio su fusil!

Hiszpański Wojciech Michałowicz, czyli Andres Montes, przez ostatnie lata komentował mecze NBA dla Canal+, a teraz, w kanale La Sexta, zajmuje się innymi wielkimi imprezami. Komentuje m.in. mecze reprezentacji Hiszpanii. Okej, w środę nie używał wtrącanych przeze mnie tu i ówdzie określeń, ale przydomki, określenia dla konkretnych zagrań, stwierdzenia charakterystyczne dla każdego z czołowych zawodników znają w Hiszpanii nie tylko kibice koszykówki, ale także ci, którzy przed telewizorem w trakcie meczu siadają przy okazji. Teraz znam je i ja.

Vilma! Abre me la puerta!

Zastanawiam się dlaczego w Polsce takich tradycji nie ma. Przydomki zawodników ograniczają się do zmodyfikowanych nazwisk („Szubi”, „Iggy”, „Szewcu”, „Wujo”, „Koszar”, „Kiko” itd.), a nie ma określeń, które wywodziłyby się z charakterystycznych zagrań koszykarzy.

Mambru se fue a la guerra.

Kilka przykładów z reprezentacji Hiszpanii - Juan Carlos Navarro to „La Bomba” ze względu na celne rzuty wysokim lobem nad obrońcami. Pau Gasol to „E.T.” - koszykarz wyjątkowy, pochodzący z innej planety. Jose Calderon - „Mr Catering”, bo dostarczy wszystko, czego potrzeba. Jorge Garbajosa to „Multiusos”, czyli zawodnik wszechstronny. Felipe Reyes nazywany jest „Espartaco”, bo jest waleczny jak Spartakus. Po trójce Rudy’ego Fernandeza Montes krzyczy przywołane wyżej „Ratatatatatatata! Y Rudy cogio su fusil”, co znaczy mniej więcej tyle, że Rudy wyciągnął swoją strzelbę. Po akcji Aleksa Mumbru komentator przywołuje cytat z tradycyjnej hiszpańskiej piosenki - „Mambru se fue a la guerra” oznacza, że Mu(a)mbru podszedł na wojnę.

Wsad po długim locie, przeważnie Fernandeza, to „El Helicoptero”. „Jugón!” krzyczy się po akcji wyjątkowej - ładnej i skutecznej. Nieudane zagranie, niedolot, podanie w aut kwitowane jest okrzykiem „Vilma! Abre me la puerta!” - hiszpańskiej wersji okrzyku Freda z „Jaskiniowców”. W koszykówce Montesa oznacza zagranie prymitywne.

Mi najbardziej podoba się określenie „Pincho de Merluza” - nazwa hiszpańskiej przekąski (tzw. tapa) jest synonimem widowiskowego bloku. Tapa historycznie ponoć rzeczywiście wywodzi się z nakrywania - zamawiając wino, piwo lub wodę dostawało się je kiedyś przykryte talerzykiem z małą przekąską, aby do napoju nie wleciały muchy. Montes na blok wynalazł „Pincho de Merluza”, co jest kawałkiem jakiejś ryby.

Hiszpanie w 2006 roku, kiedy zdobyli mistrzostwo świata w Japonii, wymyślili jeszcze jedno fajne określenie - ÑBA. W Hiszpanii literę „Ñ” uważa się za narodowy wyróżnik - nikt inny takiej nie ma. ÑBA oznacza hiszpańską wersję koszykówki dorównującą poziomem czołówce najlepszej ligi świata. Hiszpanie poszli dalej - przy okazji spotkań koszykarzy używają określenia „eñemania”, co trudno przetłumaczyć dokładnie, ale z grubsza chodzi o koszykarskich maniaków litery „ñ”.

Pomysły Montesa, ale zapewne nie tylko jego, są bardzo fajne i ciekawe. Może wymyślicie coś dla polskich koszykarzy? Adam Wójcik, Marcin Gortat, Krzysztof Szubarga, Michał Ignerski - to też różne historie, zagrania, charaktery, sylwetki. Eurobasket to okazja to poszukania im przydomków i to tego zapraszam w komentarzach.

Okazją do tego wpisu jest natomiast czwartkowy mecz Polaków z mistrzami świata - pierwszy od 25 czerwca 1991 roku kiedy na Eurobaskecie w Rzymie przegrali z urzędującą wówczas reprezentacją Jugosławii 61:103. 21-letni wówczas Adam Wójcik zdobył osiem punktów.

W środę Izrael przegrał z Hiszpanią 79:102 i było to 31. kolejne sparingowe zwycięstwo ŃBA. Jak powinni zagrać z nią Polacy? Prochu nie wymyślę i nawet nie będę próbował. 100 proc. koncentracji w każdej sekundzie meczu w obronie, przerywanie mądrymi faulami szybkich ataków, wykorzystywanie do maksimum Macieja Lampego z Marcinem Gortatem (ewentualne kłopoty z faulami przetrzebionych pod koszem Hiszpanów?) i najlepsza z możliwych defensywa na obwodzie - bez tego nie ma co liczyć, na dobry wynik.

Inaczej skończy się szybkim mate, czyli hiszpańskim matem. To z kolei określenie na wsad.

Powyżej Asier Herrero, fan ÑBA i Athletic Bilbao, który pomógł mi w napisaniu tej notki. Muchas gracias!

 Hiszpania mistrzem Europy w Polsce? Typuj w bwin.com

środa, 26 sierpnia 2009

Z komentarzy do poprzedniego wpisu.

Znakomite - siedem filmów:

 Kto wygra mistrzostwa Europy? Typuj w bwin.com

Wygrywa i przegrywa cały zespół - powtarza selekcjoner Muli Katzurin, a podpisze się pod tym stwierdzeniem 99 proc. trenerów na świecie. Ma rację, w koszykówce szalenie rzadko jeden zawodnik potrafi samemu poprowadzić drużynę do wygranej.

Ale wyjątkowy zawodnik potrafi zespół odmienić. Wygląda na to, że w polskiej reprezentacji jest nim Marcin Gortat.

Po fatalnym meczu z Macedonią w Bambergu, jechaliśmy przez pół Europy zastanwiając się, czy to możliwe, żeby jeden koszykarz był aż tak ważny dla drużyny. Wiedzieliśmy, że Gortat da Polsce zbiórki, dobitki, kilkanaście punktów. Że będzie zespół mobilizował, dyrygował nim w obronie. Wiedzieliśmy, ale momentami byliśmy chyba także sceptyczni.

W pierwszym meczu po kontuzji pleców, po niemal dwóch tygodniach przerwy, Gortat wrócił na boisku w dobrym stylu. Drużyna Katzurina pewnie pokonała Izrael i podtrzymała serię - z Gortatem w składzie ma bilans dodatni (6-4, z czego 3-1 w tym sezonie), a bez niego ujemny (1-8, z czego 0-4 w tym sezonie).

Oczywiście nie byłoby dobrych wyników, nie byłoby pewnej wygranej z Izraelem, gdyby nie kolejny znakomity mecz w ataku Macieja Lampego (choć w obronie zupełnie nie radził sobie z Liorem Eliyahu), gdyby nie akcje Davida Logana (udane momenty jako rozgrywający), gdyby nie świetne wejście w drugiej kwarcie Michała Ignerskiego (12 punktów w tym okresie), gdyby nie waleczność Adama Wójcika (39-letni weteran rzucający się na parkiet po piłkę - klasa!). Wkład w wygraną mieli także pozostali koszykarze Katzurina. Po burzy mózgów w Bambergu zespół pokazał zupełnie inne, walczące oblicze.

Ale w większości akcji palce maczał Gortat.

Zaczął od przeszkodzenia rywalom w dograniu piłki pod kosz - wysoko wyciągnięte ręce sprawiły, że piłka wyszła na aut. Szczegół, ale w poprzednich meczach tego nie było. Potem Gortat zablokował Tala Bursteina - blok dla Izraelczyka był deprymujący, bo otrzymany podczas próby rzutu z półdystansu. Kolejne akcje to ładne asysty - do Lampego na obwód, do ścinającego Lampego pod kosz i bliźniacza akcja z Ignerskim. Wreszcie w końcówce pierwszej kwarty Gortat dobrze się ustawił w obronie i wymusił faul ofensywny - upadł do tyłu, na plecy, ale wstał szybko nie pokazując ani grymasu bólu.

Stojąc pod koszem w obronie Gortat ciągle krzyczał do kolegów - ustawiał ich, dawał wskazówki itp. Na początku drugiej kwarty Polacy bardzo dobrze złapali obroną strefową na całym boisku i Gortat zdołał przechwycić piłkę na własnej połowie (podobną akcję wykonał potem Wójcik).

W drugiej połowie Gortat lepiej zagrał w ataku - do przerwy miał 0/2 z gry, a po niej trafił aż pięć z sześciu prób. Siedmiu, jeśli liczyć rzut za trzy oddany w ostatniej sekundzie akcji. Wkład środkowego Orlando Magic widoczny był także w zbiórkach w ataku. Zbiórkach i półzbiórkach - zbiciach, które pozwalały na ponowienie ataku. Tak było np. na początku czwartej kwarty, kiedy Logan najpierw spudłował z rogu za trzy, ale po chwili z tej samej pozycji już trafił.

Gortat po meczu był odprężony, widocznie zadowolony ze zwycięstwa, ale skupiał się głównie na błędach. Poza wytykaniem pomyłek w obronie mówił, że nie rozumie dlaczego z minuty na minutę coraz mniej piłek kierowanych było do wysokich. Moim zdaniem nie było z tym tak źle, nie zauważyłem drastycznej zmiany. Być może z parkietu wyglądało to inaczej, ale wydaje mi się, że przeciwnik próbował po prostu dostosować do tego obronę, a poza tym - po przejściu Logana na pozycję rozgrywającego - akcje wyglądały trochę inaczej. Amerykanin więcej wchodził pod kosz i odgrywał stamtąd, więcej było też kontrataków. Jeden z nich był przepiękny! Krzysztof Szubarga uratował przechwyconą pod koszem piłkę i zza linii końcowej podał ją do Logana. Ten przebiegł z nią pół boiska i podał na szósty metr do Lampego, który po koźle wykonał kelnerskie podanie do Gortata nad obręcz. Wsad, ładny krzaczek.

Polska grała zupełnie inaczej niż z Macedonią, kropka.

Czy tak grający i odmieniający zespół Gortat jest gwarantem zwycięstw na Eurobaskecie? Ano nie. Reprezentacja potrzebuje też skutecznego Logana i Lampego, odpowiedzialnych rozgrywających, impulsu z ławki (Ignerski? Wójcik? Chyliński?). A przede wszystkim dużo lepszej obrony na obwodzie. Wciąż jest sporo do zrobienia, ale nadzieja wróciła.

 Kto wygra mistrzostwo Europy koszykarzy? Typuj w bwin.com

wtorek, 25 sierpnia 2009

Przedostatni sparing polskich koszykarzy przed wrześniowymi mistrzostwami Europy relacjonuję na żywo na Twitterze prosto z Pabellon Principe Felipe. Polska gra w Saragossie z Izraelem.

Kilkanaście dni temu biało-czerwoni przegrali z Izraelem 72:86. Czas na rewanż i odbudowanie morale polskiej drużyny. Wrócił Marcin Gortat.

Na żywo.

 Kto zdobędzie mistrzostwo Europy? Typuj w bwin.com

Reprezentację koszykarzy czekają dwa ostatnie sparingi przed mistrzostwami Europy - we wtorek rywalem biało-czerwonych będzie solidny Izrael, a w czwartek jedna z najlepszych drużyn na świecie - Hiszpania. Oba mecze rozegrane zostaną w Saragossie. Oba spotkania będę relacjonował na żywo na Twitterze. Transmisja drugiego meczu - duży prezent dla fanów - na TVP Sport (czwartek, 20.30).

Trener Muli Katzurin wyjaśniał nam w sobotę po fatalnej porażce z Macedonią, że teraz najważniejsze są dla jego zespołu poważne treningi, ale mentalne braki najlepiej testować właśnie w sparingach. To w nich waleczność i agresja Polaków musi zderzyć się z presją, determinacją i umiejętnościami rywali. To w nich ma dokonać się przełom, który poprawi atmosferę w drużynie.

Katzurin, który - co warto podkreślić - część mocnych słów wypowiadał z uśmiechem, a nie z zacięciem na ustach, pewne sprawy pozostawił zawodnikom i w szatni po meczu z Macedonią było podobno twórczo. Do reprezentacji dołączył w niedzielę Marcin Gortat, który z właściwym sobie wdziękiem od razu starał się poprawiać atmosferę wokół reprezentacji. W wywiadach prasowych, ale prawdopodobnie także na treningach, w hotelu, w autokarze.

Powrót Gortata to jedno z najciekawszych pytań przed meczami w Saragossie - czy lider reprezentacji jest w stanie odmienić drużynę, która w weekend doznała wstrząsu? I dalej - czy taka odmiana będzie oznaczała porażkę w lepszym stylu czy zwycięstwo z Izraelem? Wiadomo, że Gortat różnicę robi - pytanie tylko jak dużą.

Punktów do tabeli mistrzostw Europy za pokonanie Izraela Polacy nie dostaną, ale w tym momencie każda wygrana jest na wagę złota.

I jeszcze dwa słowa o projektach internetowych przed ME - specjalny serwis na mistrzostwa przygotował Sport.pl, krok w przód wykonał Polskikosz.pl, zmianę zapowiada Probasket.pl.

Się dzieje.

 Kto zostanie mistrzem Europy? Typuj w bwin.com

sobota, 22 sierpnia 2009

Poprzedni wpis o specyfice sparingów zakończyłem stwierdzeniem:

Sparingowy bilans reprezentacji na sobotni poranek to 2-4. Nie ma to żadnego znaczenia w kontekście mistrzostw Europy, o ile zespół w trzech ostatnich meczach będzie konsekwentnie eliminował błędy. To jest ważniejsze od zwycięstw. Ale w sobotnim meczu z Macedonią, z zespołem, który przeciwko Niemcom nie pokazał nic nadzwyczajnego, trzeba po prostu być lepszym. Trzeba wygrać. Dla własnej higieny psychicznej.

No i zrobiło się niehigienicznie.

Sparingowy bilans 2-5 oczywiście nie ma znaczenia. Najważniejsze mecze - i o tym wspomina regularnie trener Muli Katzurin - to 7, 8 i 9 września. Polacy mają być przygotowani na Bułgarię, Litwę i Turcję.

No, ale zrobiło się niehigienicznie.

Z Macedonią, z naprawdę słabą Macedonią, która przegrała z Niemcami w meczu, kiedy najlepszym zawodnikiem gospodarzy był utalentowany, ale dopiero 20-letni Robin Benzing, była dla Polaków obowiązkiem. Obowiązkiem i szansą na poprawę morale, na zaprezentowanie widowiskowej gry, którą koszykarze przecież kochają. Zwycięstwo, powiedzmy 86:70, nie byłoby powodem do hurraoptymizmu, ale zdrowym potwierdzeniem potencjału - już tak. Zamiast tego tkwimy jednak w niepokojącej niepewności.

Niepokojącej, bo przecież do przerwy Polacy grali świetnie - słabości rywala wykorzystywali do maksimum. A słabością rywala było m.in. to, że grał bez czołowego rozgrywającego Vrbicy Stefanova.

Ale po przerwie nastąpił rozkład. Obwodowi nie potrafili uspokoić gry stojąc z piłką naprzeciw skaczących im przy nosie obrońców. Podkoszowi nie potrafili zająć pozycji, z których po otrzymaniu piłki można byłoby grać do kosza. David Logan zgubił gdzieś przebojowość.

Polacy pogubili się kompletnie. Katzurin robił zmiany co kilka sekund. Filip Dylewicz zszedł z boiska po tym, jak nie złapał piłki po dobrym podaniu Krzysztofa Szubargi w kontrze - wszedł za niego Szymon Szewczyk. Od razu dostał piłkę i zagrał jeden na jeden od linii końcowej. Wpadł na obrońcę, popełnił faul ofensywny. I zszedł z boiska - zastąpił go Adam Wójcik. Takie same zmiany dotyczyły Pawła Kikowskiego, Michała Chylińskiego, Krzysztofa Roszyka.

Czy trener też się pogubił? Może był zirytowany? A może po prostu szukał piątki, która dałaby radę? Zawodnicy - po długim posiedzeniu w szatni - brali potem winę na siebie. Mówili o braku zgrania i komunikacji. A Łukasz Koszarek przyznał wprost:

Rywal nas dogania i w takim momencie trzeba mieć na parkiecie piątkę sprawdzoną w bojach, żeby mecz wygrać. W tym zespole jeszcze takiej nie ma, bo w najsilniejszym składzie gramy ze sobą dopiero pierwszy sezon.

Polacy takiej piątki nie mają, bo mieć nie mogą. Koszarek ma rację - ten zespół wciąż się rodzi i to w wielkich bólach. Nie pomaga nieobecność Gortata. Ale mimo tych wszystkich okoliczności łagodzących prawda jest taka, że Polska przegrała z Macedonią w dwukrotnie gorszym stylu niż z Turcją. Ersan Ilyasova i Hedo Turkoglu z kolegami to silniejsza ekipa, a Polacy - bez Gortata! - stawiali jej czoło przez ponad 30 minut.

Osłabiona Macedonia zrobiła z biało-czerwonymi to samo, co Turcja.

I to jest główny powód do zmartwień.

 Kto zdobędzie mistrzostwo Europy? Typuj w bwin.com

 
1 , 2 , 3 , 4