Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
niedziela, 11 września 2011

Wszyscy wspominamy ostatnio zamachy na World Trade Center i wspomnienia te siłą rzeczy koncentrują się także na wątku osobistym - co robiłem 11 września 2001 roku?

Ja - pewnie jak wszyscy - byłem wstrząśnięty i cholernie przestraszony, choć ważny w tych odczuciach ważny był także wątek osobisty: akurat tego dnia moja siostra miała wylatywać z Nowego Jorku do Warszawy. Pamiętam, że siedziałem przed telewizorem i słuchałem rozmów telefonicznych, jakie prowadzili rodzice. A do tego, nie wiem dlaczego, nagrywałem na wideo wszystko to, co pokazywały amerykańskie stacje.

Potem wisiałem na telefonie zastanawiając się z przyjacielem, czy ten zamach będzie miał wpływ na pytania na egzaminie poprawkowym z "Problemów etnicznych". Wiele wskazywało na to, że trzeba szybko czytać "Zderzenie cywilizacji" Samuela Huningtona...

Wieczorem siedziałem na naszej ławce na dołach z innym kumplem - pociągając z brązowej butelki patrzyliśmy w niebo i ciarki nas przechodziły, jak przelatywały nad nami samoloty.

Dzień później poczułem się nieswojo, kiedy na przystanku tramwajowym przy Dworcu Centralnym zadarłem głowę i spojrzałem na budynek Marriottu.

A kilkanaście dni później okazało się, że zamach na WTC pozbawił mnie szaleńczej przyjemności uczestniczenia w koncercie, który prawdopodobnie byłby najlepszym w moim życiu.


Jeszcze raz i wyraźnie: Pantera, Slayer, Cradle of Filth i Static-X. I już pal sześć, sześć, sześć, tych innych.

Bilet zakupiłem już w czerwcu, bilet na pociąg do Katowic - tuż przed koncertem. Już nie pamiętam czy to internet w Polsce wówczas nie był tak dostępny, jak teraz, czy to ja byłem poza siecią, dość powiedzieć, że ogłoszenie organizatorów o odwołaniu koncertu na cztery dni przed imprezą, nie dotarło do mojej świadomości.

Idąc pod Spodek nie wiedząc czemu nie zdziwił mnie brak czarnych braci na ulicach i pod sklepami. Dopiero pustki przed drzwiami wzbudziły moje podejrzenia. A kartka o odwołaniu imprezy - złość. 13 września udział w tournee odwołała Pantera, cztery dni później Static-X i wszystko się rozsypało.

Ominęło mnie to:

to:

i pewnie to:

Pantera rozpadła się kilka miesięcy później - Phil Anselmo poświęcił się zespołom Down oraz Superjoint Ritual, pozostała trójka założyła Damageplan. W 2004 roku jakiś idiota zastrzelił Dimebaga Darrella.

Slayera obejrzałem potem trzykrotnie - w Budapeszcie w 2003 roku, w Warszawie dwa lata później (superkoncert!) oraz na rozczarowującym minifestiwalu Wielkiej Czwórki w 2010 roku.

Cradle of Filth jeszcze nie widziałem. Static-X? Nawet nie wiem, czy jeszcze istnieją.

Cholera, szkoda tego koncertu. Zajebista szkoda.

PS Ta poprawka z "Problemów etnicznych" to, rzecz jasna, pochodna zamiłowania do sportu - prof. Lech Mróz przyłapał nas z kumplem na grze w szachy podczas jednego z wykładów. Poprosił, żebyśmy dokończyli na zewnątrz i widocznie zapamiętał nasze nazwiska.

PS2 W barażach daliśmy radę!