Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
środa, 31 października 2007

San Antonio wygrało z Portland 106:97. Wsiadłem do samochodu i wracałem do domu, bo dekodera Canal+ od czasu jakiegoś nie posiadam. Była 3.57. Przekroczyłem jeden z lokalnych przejazdów kolejowych - światło ostrzegawcze paliło się dokładnie tak samo, jak dwie i pół godziny wcześniej. To był znak pierwszy.

Włączyłem radio, Trójkę. Przywitała mnie Małgorzata Ostrowska i Lombard z piosenką, z której najbardziej zapamiętałem słowa "może jeszcze raz się uda znów przetrwać noc i doczołgać do rana". Poczułem, że to także o mnie. To był znak drugi.

O 4.powiedzmy.11 byłem już bardzo blisko do miejsca, w którym zamierzałem wykonać ostatni etap czołgania, kiedy się zaczęło!

I nagle, to pewnie pochodna znaku nr 3, pomyślałem sobie: God save the Spurs. I poczułem się głupio. Wręcz zrobiło mi się wstyd.

Już kilka razy zdarzyło mi się publicznie wyśmiewać Spurs, nawet całkiem niedawno. A między wtorkiem, a środą naprawdę zdałem sobie sprawę z tego, że mi się ta drużyna podoba. Parker jest szybki i sprytny, Duncan z sezonu na sezon podskakuje coraz niżej, albo nawet staje tylko na palcach, ale i tak jest wielki, Ginobili jest dla mnie mistrzem totalnym, a barwni rezerwowi, którzy zmieniają się co jakiś czas, zaskakują trójką (Bonner!), albo monster dunkiem (Elson!).

Może wyjdę na heretyka, może na zaprzańca, może na gościa, który najpierw mówi, a potem myśli. Ale co tam: podoba mi się gra San Antonio Spurs.

A może się zestarzałem?

niedziela, 28 października 2007

Skończył się sezon przygotowawczy. I skończyły się wywiady z Marcinem Gortatem. Dzisiaj rozmawiałem z nim przez pięć minut o tym, że nie możemy już rozmawiać.

Z Gortatem można się kontaktować - w celu merytorycznej rozmowy o koszykówce - już tylko przez biuro prasowe Magic, które - jak mówią koledzy z innych mediów - polskiego jedynaka w NBA umawia na rozmowę już od dobrych kilku dni. Sytuacja paradoksalna - Gortat odbiera telefon i mówi, że owszem, pogada z przyjemnością, ale 'oficjalnie'.

Wielka szkoda, bo Gortat - kiedy mógł - opowiadał o treningach z Howardem ciekawie. Teraz pozostaną suche i prawdopodobnie cenzurowane wypowiedzi. Gortat - zapytany jak będzie wyglądał z nim kontakt - powiedział: - Wyślesz pytania mailem, oni się ze mną skontaktują, zrobią ze mną wywiad i odeślą odpowiedzi.

Nie mogę się doczekać...

Oczywiście spytałem skąd ta zmiana. Podobną praktykę oficjalnych rozmów stosują, niestety, chyba wszystkie zawodowe kluby w Ameryce, ale miałem nadzieję, że po dość dobrym początku tu będzie inaczej. Gortat powiedział jednak także coś o 'różnych dziwnych wywiadach z nim w prasie'.

O co konkretnie chodziło? Nie powiedział. A mi się wydaje, że mogło chodzić o mało sportowy tekst z "Super Expressu" - kilka tygodni temu było tam coś o psikusach, jakie doświadczeni gracze sprawiają pierwszoroczniakom. O tym, że Gortat musiał podstawiać na parkingu furę Howardowi. Dokładnie nie pamiętam. Szukałem linka w sieci, ale nie znalazłem.

Ktoś pamięta lepiej? A może chodziło o jakiś inny 'podkręcony' tekst?

czwartek, 25 października 2007

Najpierw uaktualnienie liczby zawodników urodzonych w Polsce, którzy wystąpili w Eurolidze - 21. Nie pomyliłem się więc, myląc - Paweł Podgalski w Eurolidze nie zagrał. Zapomniałem za to o Michale Chylińskim. Dziękuję za wspólne poszukiwania.

A Mateusza Jarmakowicza sprawdziłem - w sezonie 2005/06 pięć razy siedział na ławce Benettonu, ale ani razu nie wszedł na parkiet.

W liczeniu zawodników Euroligowych poszedłem natomiast dalej, zainspirowany nieco wpisem Rafała Steca o geograficznej rewolucji w Lidze Mistrzów. Policzyłem sprawdziłem ile państw ma swoich przedstawicieli w Eurolidze. I ilu ich jest.

Każdy zespół zgłasza do rozgrywek 12-16 zawodników. Za oficjalnie zgłoszone składy uznałem te, które są podane na oficjalnej stronie. W Eurolidze jest 343 graczy. Z jakich państw?

70 – USA

33 – Włochy

31 – Grecja

26 – Litwa

21 – Francja, Serbia

20 – Hiszpania, Turcja

18 – Chorwacja

14 – Słowenia

10 – Polska

9 – Izrael, Niemcy

8 – Rosja

6 – Bośnia

3 – Czarnogóra

2 – Australia, Senegal, Portoryko, Dania, Belgia

1 – Finlandia, Argentyna, Nowa Zelandia, Albania, Urugwaj, Ghana, Macedonia, Centralna Republika Afryki, Belize, Czechy, Dominikana, Łotwa, Brazylia, Islandia

Pozycja USA była oczywista. Potem okazało się jednak, że kolejne kraje "nabijają" sobie uczestników zgłaszając do rozgrywek graczy typu Aleksander Krauze (zgłoszony także do pierwszoligowego Prokomu II Trefl Sopot, ale nie zagrał tam ani razu). Dlatego drugą najbardziej liczną nacją w Eurolidze są Włosi (cztery zespoły). A Polacy są niemożliwie wysoko.

Zrobiłem więc inne zestawienie. Pominąłem graczy spoza Europy i policzyłem ilu zawodników gra poza granicami swoich państw. Co się okazało?

9 – Litwa

8 – Serbia

7 – Chorwacja, Słowenia

6 – Grecja, Bośnia

3 – Włochy, Czarnogóra

2 – Francja, Turcja, Dania, Belgia

1 – Polska, Izrael, Finlandia, Albania, Macedonia, Czechy, Łotwa, Islandia

0 – Hiszpania, Niemcy, Rosja

To już bardziej odpowiada rzeczywistej sile europejskich państw. Dziwi niska pozycja Rosji czy Hiszpanii, ale trzeba pamiętać, że te nacje swoich najlepszych zawodników wyeksportowały do NBA. Oczywiście to samo dotyczy kilku innych państw, np. Słowenii.

I jeszcze tylko wyjaśnienie: kierowałem się narodowościami (paszportami) podanymi na stronie Euroligi i dlatego Ruben Wołkowyski policzony jest jako Polak, a J.R. Holden - jako Rosjanin. Proszę wybaczyć, ale skontrolowanie 343 graczy pod tym kątem, jest ponad moje siły.

I kilka ciekawostek:

- jedynym zespołem, który nie ma w składzie gracza z USA jest Partizan Belgrad

- najbardziej międzynarodowa jest Barcelona - dziewięć różnych paszportowości: Włochy, Argentyna, Hiszpania, Słowenia, Bośnia, Turcja, Francja, USA, Chorwacja

- polskim rodzynkiem poza Prokomem jest Michał Chyliński (Unicaja)

- najwięcej zawodników nie ze swojego państwa ma Efes - sześciu graczy z USA

środa, 24 października 2007

Dzięki za wspólne szukanie polskich graczy w Eurolidze. Daję Wam i sobie jeszcze trochę godzin na wyczerpanie pomysłów i weryfikację statystycznych danych e-basketu i innych podobnych.

Tymczasem zacząłem zastanawiać się nad heavy kawałkami z liczbami w tytule. Najbliżej liczby Polaków (i nawet może na temat?) jest

czyli "24 radical questions" by Acid Drinkers. Potem, malejąco, przypomniało mi się

czyli "14 years" by Guns n' Roses

Sugar Ray i ich "Ten seconds down"

"Five blocks to the subway" Biohazardu

"The four horseman" Metalliki

"Three little pigs" Green Jelly

i oczywiście "Black no. 1" Type O Negative.

Ale innych kandydatów jest mnóstwo: "Third Eye" i "Forty-Six & 2" Toola, "99 ways to die" Megadeth i można wymieniać i wymieniać.

Mam!

Najlepszą ilustracją dla problemu Polaków w Eurolidze będzie w tym momencie:

"Lost at 22" Life of Agony.

W tej chwili mamy - o ile znów się nie mylę - 21 graczy. Mojego Podgalskiego zamienia Chyliński.

Inni pewniacy?

wtorek, 23 października 2007

Prokom przegrał z CSKA 69:88. Na parkiet wyszło dwóch Polaków (albo ściślej: zawodników urodzonych w Polsce) - Filip Dylewicz i Krzysztof Roszyk. Ten drugi w ciągu 6.59 minuty spudłował jeden rzut, miał zbiórkę w ataku i faul.

Debiut mało okazały, ale zaliczony. Roszyk został 21. zawodnikiem urodzonym w Polsce, który zagrał w Eurolidze (Jeffa Nordgaarda, Josepha McNaulla i Rubena Wołkowyskiego nie biorę pod uwagę).

21. Dużo czy mało?

Dla mnie dużo. Przed przeliczeniem wydawało mi się, że będzie ich najwyżej 15. Okazało się jednak, że kilka nazwisk w Eurodzlie było zaskakujących. Zupełnie ich nie zapomniałem.

Wymienię alfabetycznie:

Andrzej Adamek

Mariusz Bacik

Rafał Bigus

Filip Dylewicz

Marcin Gortat

Radosław Hyży

Michał Ignerski

Robert Kościuk

Maciej Lampe

Paweł Mróz

Kamil Pietras

Paweł Podgalski

Krzysztof Roszyk

Robert Skibniewski

Szymon Szewczyk

Piotr Szybilski

Dominik Tomczyk

Paweł Wiekiera

Adam Wójcik

Przemysław Zamojski

Maciej Zieliński

Kto będzie następny? Piotr Stelmach? Adam Łapeta? Ktoś inny?

A może było ich więcej, tylko o kimś zapomniałem?

sobota, 20 października 2007

To było wariackie. Nie polecam. W meczu Polonia - Anwil liczyłem kozły rozgrywających - Krzysztofa Szubargi, Łukasza Koszarka i (od drugiej połowy) Gerroda Hendersona.

Wszystko dlatego, że na finale Mazovii Cup z Bayerem Leverkusen rozmawialiśmy z kolegami o tym, że Szubarga za dużo klepie. Że bezproduktywnie wysyła piłką w nudną podróż ręka - parkiet, a zespołowi nic to nie daje. Obserwacja wydała się prosta - już po kilku minutach widać, że Szubarga klepie trochę więcej niż inni.

Ale ile dokładnie? Policzyłem. W sobotę punktem odniesienia był Koszarek, ale szybko okazało się, że to niezbyt zawodnik dla mojego pomiaru - klepaczami w Anwilu jest dwóch graczy: Koszarek i Henderson. Grają wymiennie. Punktem odniesienia dla Szubargi powinien być ktoś, kogo rola w zespole jest podobna. Np. Travis Best. Oczywiście, można dodać, że w zespole grającym często szybkim atakiem, klepacze klepią mniej, bo piłka krąży sprawniej. Zostawiam to jednak z boku - liczenie kozłów jest na tyle dziwne, że nie będę robił z tego poważnej teorii koszykówki.

Ale do liczb, bo pewnie niektórzy są niecierpliwi - ile razy rozgrywający kozłuje w trakcie meczu? Szubarga zrobił to 430 razy. Koszarek - 237. Henderson (w drugiej połowie) - 276.

Te sumy niewiele jednak mówią. Można wyliczyć średnią odbić na minutę gry - Szubarga ma 12,2. Koszarek - 9,1. Henderson (druga połowa) - 13,8.

Można przeliczyć też ile kozłów wykonali ci zawodnicy za każdym razem, kiedy decydowali się ten manewr wykonać - to chyba najbardziej ukazuje częstotliwość klepania (nie liczyłem niestety posiadania piłki bez kozłowania). Szubarga - 6,9. Koszarek - 6,7. Henderson (w drugiej połowie) - 8,3. To mnie trochę zaskoczyło, bo wychodzi na to, że Szubarga wcale tak dużo nie klepie. Akcje jego i akcje Koszarka różni tylko 0,2 kozła (rany, jak to idiotycznie brzmi). Henderson wygrywa tu bezapelacyjnie - to on ustanowił także rekord meczu, kiedy w jednej z ostatnich akcji kozłował aż 31 razy! Rekord Szubargi to 21, a Koszarka - 18.

Co wynika z tych wyliczeń Matołka z Pacanowa? Obawiam się, że nie mam pojęcia... Proszę do tych moich pseudoteorii podchodzić ostrożnie (sam się zastanawiam, czy się nie błaźnię). I - jeśli ktoś chętny - proszę o wytykanie błędów metodologicznych i wpisywanie własnych wniosków w komentarzach.

A gdyby ktoś chciał mnie sprawdzić, to zastrzegam sobie prawo do pomyłek. Kilka razy coś zapisywałem i parę kozłów na pewno mi umknęło - szacuję, że każdemu zawodnikowi nie policzyłem około 10-15. A samo liczenie trudne nie jest - po cichu w głowie daje radę. Zapis wygląda tak: 8-21-9-1-8-10 itd.

I jeszcze krótko o skuteczności Pana Parkingowego. Wchodzę na parking przy Kole, na podniesienie szlabanu czeka samochód. - Nie ma miejsc, nic nie poradzę. Nawet Kozak nie wjechał - zarzekał sie Pan Parkingowy. Miał rację - prezes Wojciech Kozak zapytany o to, czy zostawił samochód na parkingu, powiedział że nie. Od dwóch lat przyjeżdża na mecze komunikacją miejską.

Wychodzę z parkingu przy Kole. Pan Parkingowy: - I co tak panowie słabo kibicowali? - zagaja. - Robiłem notatki - odpowiadam. Pan Parkingowy kiwa głową i respektuje usprawiedliwienie.

A ja go chwilę później statystycznie podsumowuję: strzelał dwa razy, trafił dwa razy. Jak Zbigniew Białek z wolnych...

wtorek, 16 października 2007

Znalazłem je przypadkowo. No, może nie do końca, bo szukałem czegoś konkretnego, ale na razie mniejsza z tym.

8 stycznia 2003 roku, w meczu SMS Warka - Stal Stalowa Wola (80:82), Łukasz Koszarek zdobył 19 punktów, miał 10 zbiórek, 10 asyst i sześć przechwytów.

Radomski dodatek "Gazety Wyborczej" pisał wówczas: "Gospodarze prowadzili niemal przez cały mecz. Znakomicie w szeregach SMS spisywał się powołany do kadry Polski Łukasz Koszarek (19 punktów, 10 asyst, 10 zbiórek, 6 przechwytów). Na minutę przed końcem dzięki agresywnej obronie Stali był remis 80:80. Piłkę mieli goście i choć pierwszy ich atak się nie powiódł, Grzegorz Ożóg zdołał zebrać piłkę w ofensywie i rzucić zwycięskie punkty.

- Szkoda, że o naszej nikłej porażce decydowały dwie ostatnie minuty meczu - żalił się trener SMS-u Leszek Marzec. - Ponieważ za pięć przewinien parkiet opuścić musieli nasi wysocy gracze: Wojciech Barycz, Piotr Stelmach i Marek Dzieciniak, nie było komu zbierać piłki z tablic. Pozostał niedosyt, bo nie byliśmy w tym pojedynku zespołem słabszym.

- Był to bardzo dobry mecz, a gospodarze z fantastycznie dysponowanym Łukaszem Koszarkiem postawili nam wysoko poprzeczkę. Na szczęście w końcówce doświadczenie moich podopiecznych wzięło górę - podsumował mecz Bogusław Wołoszyn, trener Stali."

Czy ktoś pamięta ten mecz? Cokolwiek?

Na razie uznaję wyczyn Koszarka za 14. triple-double, które zostało odnotowane w Polsce (PLK i I liga). Poprzednie wpisy na ten temat można przeczytać tu, tu i tu.

P.S. Pozostaje tylko niedosyt, że rodzimi statystycy tak wysoko postawili (?) poprzeczkę. Potrzebuję dobrze dysponowanych podopiecznych, żeby przekopać się przez (nieistniejące?) archiwa.

P.S.2. To już tylko dla dwunastu, no, może piętnastu wtajemniczonych: - KUL to bardzo dobry zespół. Mają tego, no, Ożóga...

Przegraliśmy, ale okazało się, że nie taki Ożóg straszny jak go malują.

P.S.3. Rany, ale abstrakcje... Ktoś nawet zauważył, że straszny/niestraszny Ożóg

Ożóg

wygląda trochę jak Shavo

Shavo

z System of a down.

To już na zupełnie totalny koniec:

poniedziałek, 15 października 2007

W relacjach ze sparingów na oficjalnej stronie Orlando Magic, Marcin Gortat nazywany jest "The Warlock". I to dało mi do myślenia.

Warlock w języku angielskim oznacza czarnoksiężnika. Gra Gortata w niczym nie kojarzy mi się jednak z jakimikolwiek czarami, byciem księciem, ani czarnym księdzem. Ogólnie nie pasuje. Gortat to niszczyciel raczej, albo The Polish Hammer czy ewentualnie Gorterminator - dwa ostatnie pomysły znalazłem na forum kibiców Magic.

Wyraziłem swoje zdziwienie nową ksywą Gortata na głos, a tu nagle redaktor Michał Pol, z właściwym sobie entuzjazmem, zaczął opowiadać, że ktoś mu ostatnio pokazał Gortata na zdjęciu, a on potem grając w "Neverwinter Nights 2" zauważył w niej podobiznę Polaka! Ciepło, ciepło, gorąco!

Gortat?

Tylko, że ja nie jestem obeznany w takich grach (namiętnie gram tylko w "Heroes of might and magic 3") i nawet nie wiem, czy ten jegomość powyżej to czarnoksiężnik, czarodziej, czy czarownik. Oficjalna strona gry opisuje ich dość dokładnie...

Gortat??

Nie jestem pewien czy na pewno chodzi o tego osobnika. Redaktor Pol twierdzi, że tamten miał czarny zarost, podobnie jak Gortat. No, ale skoro jest czarnoksiężnikiem, to co to dla niego...

Drugie tłumaczenie tajemniczej ksywy Gortata ma redaktor Adam Romański. Środkowy Magic ma na lewym ramieniu tatuaż przedstawiający gremlina. Adrom mówi, że Amerykanie pewnie skojarzyli to z jakimś czarnoksiężnikiem, że on coś takiego słyszał od Gortata. Ja nie słyszałem i mnie to nie przekonuje.

Postaram się zapytać Gortata o tego czarnoksiężnika, jeśli się do niego dodzwonię. Ale to za parę dni. Na razie Magic są w Chinach. Gorterminator trenuje z King Kongiem.

Gortat z King Kongiem

sobota, 13 października 2007

19.09. Z tramwaju 24 przy hali Koło wysypuje się tłumek ludzi. Większy niż zwykle? Ja wiem... Chyba nie. Ale przy wejściu na parking już niebezpiecznie ciasno - kolejka do wjazdu. Przed wejściem do hali - nerwowo wyczekujący się osobnicy. - No, wreszcie jesteś - słychać pod drzwiami.

19.11. Za drzwiami Koła kolejka do kasy! Oho, będzie wyjątkowo. Zbliża się prezes Polonii Wojciech Kozak. Wygląda normalnie. - Jak będzie? - pytam. - Wiadomo jak będzie. Ale przeżyjemy - prezes oddala się z uśmiechem.

19.18. Na rozgrzewkę wychodzi Travis Best. Piotr Stelmach od razu jest blisko niego - zagaduje, śmieją się obaj, dla żartu grają jeden na jeden. Od razu widać ile robi płynny angielski i który Polak w Prokomie ma za sobą studia w USA.

19.23. Trener Eugeniusz Kijewski pod marynarką ma koszulkę z napisem Ryszard Krauze. Tomas Pacesas też. I Mirosław Noculak, który przychodzi chwilę później - też. I zawodnicy, kiedy wreszcie oficjalnie wybiegną na rozgrzewkę - też.

19.25. Na balkon wchodzą tłumy dzieciaków. Super! O to chodzi!

19.35. Tomasz Pisarczyk namiętnie rzuca z rogu parkietu za trzy punkty. Po co? Tego nie wiem. Ale nawet trafia.

19.40. Dochodzą do mnie wieści wejścia do hali - kolejka po bilety ma się dobrze.

19.43. Na rozgrzewkę wychodzi Polonia.

19.46. Wybiega na parkiet Prokom. Oklaski może nawet większe niż trzy minuty wcześniej.

19.52. To pewne. W Kole na meczu koszykówki (siatkówkę olewam - ale nuda) tylu osób nie widziałem. Ktokolwiek widział?

19.53. Na trybunach pojawiają się zawodnicy Polonii 2011 - m.in. rozgrywający Tomasz Śnieg i Piotr Pamuła. Super, podpatrywanie Besta na żywo okaże się wrażeniem niesamowitym. Ale, ale: czy Polonia 2011 nie gra przypadkiem jutro w Zielonej Górze z Zastalem? To strasznie daleki wyjazd. Ale w sumie ekipa Polsatu musi się przemieścić w podobne rejony... Szerokiej drogi.

19.57. Kosz, na który rozgrzewa się Polonia, jest trochę krzywy. I to nietypowo: obręcz wyglada na równą (względem parkietu), a tablica jest krzywa. Sprawdzam, czy ze mną wszystko w porządku - na razie tak. Koledzy obok mnie widzą to samo.

20.01. Na ściance do wspinaczki za koszem Polonii w niezmąconym spokoju z własnymi słabościami walczą dwie osoby. Gwiazdy za plecami ich nie wzruszają. Oni mają swoje gwiazdy. U góry.

20.03. Wsad Krzysztofa Roszyka. A w tle cover "Eye of a tiger".

20.04. Spiker wita: - Późny dobry wieczór.

20.05. W Kole pojawia się Tomasz Świętoński - rozgrywający BT Wózków Pruszków, a były gracz Prokomu.

20.09. Prezentacja Polonii - przy muzyce znanej z Chicago Stadium, a potem United Center. Zawsze mam przy tym gęsią skórkę.

20.11. Komisarzem zawodów jest niezniszczalny Stanisław Kucicki. Jako, swego czasu, kierownik drużyny z Pruszkowa, słynął z gestu "poproszę o piłkę, tak ładnie się uśmiecham". Nie do odtworzenia słowami. Kto widział, ten wie.

20.14. Prezes PLK Janusz Wierzbowski życzy wszystkim sportowych i pozytywnych emocji.

20.16. Nerwowe oczekiwanie, aż Polsat Sport da zielone światło.

20.24. Krzysztof Szubarga w drugiej akcji pod rząd wjeżdża pod kosz i zdobywa punktu z faulem. Koło szaleje!

20.27. Kijewski bierze czas. Pierwszy w tym sezonie czas w Dominet Bank Ekstralidze!

20.31. Hubert Radke debiutuje w Polonii. To jego szósty klub w ekstraklasie.

20.35. Dajuan Wagner na ławce rezerwowych trochę się zawiesił... Beznamiętnie obserwuje jeden punkt...

20.39. Czas dla Polonii. Trener Wojciech Kamiński z asystentem Andrzejem Kierlewiczem przez 40 sekund naradzają się we dwóch, dopiero potem zaczynają coś rysować zawodnikom.

20.43. Cała sala skanduje "Piot-rek Szy-bil-ski". Pan Piotr właśnie pojawił się na parkiecie. I, niesamowite, w pierwszej akcji zdobywa punkty, wydobywając piłkę z czeluści między stopą prokomiaka a parkietem. Kolega Stinger niewzruszony obserwuje to wszystko z trybun.

20.49. Trzeci faul Szubargi. To może być jego problem w tym sezonie...

20.51. Kiedy Kijewski przypomni sobie o Wagnerze? O, chyba teraz! Trener pokazuje w jego kierunku, Dajuan podnosi się z ławki, nie... Kijewskiemu chodzi o Krzysztofa Roszyka. Wagner z zawiedzioną miną osuwa się na ławkę, Thomas van den Spiegel ma minę pt. "O co tu chodzi?" A Roszyk, po kilkudziesięciosekundowym siedzieniu na krzesełku przy stoliku sędziowskim, wraca na żądanie Kijewskiego na ławkę...

21.02. Przerwa. Na trybunach pojawia się podkoszowy Legii Warszawa Marcin Ciszewski. Siada między byłymi zawodnikami UKS Izabelin, a trenerem juniorów Polonii. W sobotę Legia gra mecz na zawsze trudnym i gorącym terenie w Kutnie...

21.09. Jest Wagner! Czyżby w przerwie usiadł w szatni przed Kijewskim?

21.11. Wagner pilnuje Carlosa Riverę, sam trafia i Prokom odzyskuje prowadzenie z samego początku meczu. I trafia znów, i znów...

21.16. 63:62. Na ściance do wspinaczki w górę mozolnie pną się trzy osoby.

21.31. Robię mniej notatek, bo zaczynam pisać relację. Podnoszę głowę - piąty faul Szubargi. Więc jednak jest problem. Kamiński podaje potem przykład Szubargi jako brak doświadczenia jego drużyny.

21.32. Człowiek od wycierania parkietu ma bluzę w kolorach Legii, a na plecach napis "Polska". Pracuje na meczach Polonii. Jest bezpieczny w całej Warszawie?

21.37. Kolega Stinger przesiadł się do Michała Tomasika z "Życia Warszawy" i wyraźnie się ożywił. Czy to dlatego, że Prokom zaczął lepiej grać? Chyba nie...

21.38. Best po raz pierwszy schodzi z parkietu.

21.44. 87:87. Best wraca na parkiet.

21.49. 19,9 sekundy do końca. Kamiński coś krzyczy. Nie wiadomo co, bo chyba stracił głos.

21.54. Koniec. Za szybko.

Polonia przegrała z Prokomem 91:95.

środa, 10 października 2007

Wcale nie uważam, że porażka Prokomu we Włocławku z Anwilem to dno tego zespołu. Mecz był dobry, zacięty, Anwil Koszarek zagrał znakomicie, a wynik mógł być korzystny w obie strony.

Ale ja w środę widziałem inny Prokom.

Prokom II Trefl Sopot. Druga drużyna, to i podwójne dno.

Wybrałem się na halę warszawskiego AWF, zamiast przed telewizor z dekoderem Polsatu w redakcji (choć na końcówkę Superpucharu zdążyłem), bo jedna fajna drużyna młodzieżowa - Polonia 2011 Warszawa, miała zagrać z drugą fajną drużyną młodzieżową - Prokomem II właśnie. Pierwsza rzeczywiście okazała się fajna, druga okazała się... dziwna, że użyję tak nieprecyzyjnego określenia.

Zawsze mi się wydawało, że jak Prokom w koszykówce oznacza wszystko, co najlepsze. Zawodników, trenerów, dresy, napoje i ręczniki, autokar oraz - jak można usłyszeć od bywalców juniorskich turniejów - ochroniarze z bronią ostrą, na wszelki wypadek nie spuszczający oka z syna Sami-Wiecie-Kogo.

A tu w środę okazało się, że Prokom II wcale nie ma lepszych zawodników od Polonii 2011. I - co chyba gorsze, skoro mówimy o szkoleniu - nie ma lepszych trenerów.

Janusz Kociołek i Jarosław Zawadka byli asystentami Jerzego Chudeusza przy reprezentacji młodzieżowej. Nie zwróciłem wówczas na nich uwagi, teraz widziałem (i, o zgrozo, słyszałem!) bardzo dobrze. Czasami czułem się zażenowany.

Trener Kociołek zawodników traktuje jako zło konieczne - trzeba ich wpuścić na parkiet, ale i tak pewnie coś zepsują. Tłumaczyć, pomóc? Po co, niech sami zobaczą jacy są beznadziejni. - Zostaw, nie wychodź, niech się męczy - krzyknął do jednego z grających właśnie zawodników gdzieś w drugiej połowie, kiedy jego zespół był w trakcie "15 minut przefatalnych". Prokom II z bezradnym Kociołkiem przegrał je - tak, to nie pomyłka - 0:34! A trener Kociołek nie wziął w tym czasie - tak, to nie pomyłka - ani jednego czasu! "15 minut przefatalnych" ogłaszam najgorszym momentem w historii polskiej koszykówki ogólnopolskoligowej. Pewnie przesadzam, ale kto widział, ten wie dlaczego. Od stanu 54:41 dla Polonii 2011 (Prokom II zmniejszył straty dzięki strefie) zrobiło się 88:41...

Bluzgi pod nosem i szukanie winy u zawodników bez próby pomocy to oczywiście (i niestety) codzienna praca wielu polskich trenerów. Ale w Prokomie II, gdzie założeniem jest szkolenie i dostarczanie zawodników do Prokomu I, takie prowadzenie drużyny boli podwójnie. Boleć musi też Adama Łapetę (najbardziej), Adama Waczyńskiego (bardzo) i Przemysława Zamojskiego (także), bo to właśnie ta trójka w środę chciała najbardziej, to właśnie ta trójka ma chyba największe szanse na stanie się zawodnikami przez duże Z.

Nie znęcając się dłużej nad sztabem szkoleniowym płynnie przejdę do prokomowskich prospektów - to oni mieli być podmiotem mojej obserwacji.

Adam Łapeta ('87, 217 cm). Duży. Bardzo duży zawodnik. Zgadzam się z Adromem, który kiedyś napisał, że musi za rok grać w ekstraklasie. Grał m.in. przeciwko Leszkowi Karwowskiemu, którzy w ekstraklasie również grać spokojnie mógłby jeszcze. I Łapeta sobie z nim radził. W obronie był nieprzesuwalny i nie reagował na każdy zwód. W ataku potrafił zagrać tyłem do kosza, podniszczyć obręcz, agresywnie pójść na deskę i dobić z faulem. 15 punktów (6/10), dziewięć zbiórek, blok. Słabo za to rzucał wolne (3/8) i szybko złapał trzy faule w pierwszej połowie. Ale po to gra w I lidze, żeby nauczyć się cierpliwości.

Adam Waczyński ('89, 192 cm). Mike Dunleavy jr. Tak mi się skojarzyło akurat. Trochę ze względu na fizjonomię, trochę na sposób gry. No i Waczyński jest także synem trenera, jak Dunleavy jr.

Najczęściej grał jako rzucający, choć także jako skrzydłowy lub rozgrywający. Trudno powiedzieć gdzie czuje się najlepiej, bo mecz miał raczej nieudany (jak wszyscy poza Łapetą) - ale po pojedynczych akcjach widać, że klasa. Może tylko trochę za spokojny, za bardzo chowa się po rogach, nie bierze odpowiedzialności. A może widziałem akurat taki jego mecz.

Przemysław Zamojski ('86, 198 cm). Rozgrywający, rzucający. Tak się zastanawiam czy bym zwrócił na niego uwagę, gdyby nie to, że ocierał się o skład pierwszego Prokomu. Po środowym meczu - raczej nie. Z drugiej strony - to jest człowiek, który niedawno rzucił 29 punktów Tarnovii. Potrafi pewnie sporo, w środę nie pokazał nic.

Janusz Mysłowiecki ('84, 275235123560646547 cm). Trochę przesadziłem, ale wielki jest (ale totalne przeciwieństwo Łapety, bo przeraźliwie chudy i wąski). Ma 218 cm, niektórzy podają chyba nawet 220 cm. Ale w sumie nie ma to znaczenia - dwieście kilkanaście zmarnowanych centymetrów. Pseudoprospekt. Temu człowiekowi się po prostu nie chce! I na dodatek pokazuje to ostentacyjnie! Czwarta kwarta, piłka zza atakowanego kosza dla Prokomu II, okrzyk z ławki: - Janek, podnieś ręce! Janek założył ręce za uszy...

Chwilę później schodził z parkietu. Trener Kociołek w przypływie szkoleniowego instynktu zatrzymał go, naszkicował coś na tablicy. Janusz popatrzył z łaską, skwitował wywód trenera jakimś bąkiem z ust i poszedł na koniec ławki. Trener Kociołek po chwilowej dezorientacji rzucił w kierunku zawodników coś w stylu: - Powiedział, że nadaje się na p....

Może cytuję niedokładnie, ale Jankowi chodziło o to, że coś (zagrywka, mecz, trener, koledzy z drużyny?) jest nic nie warte. Ale to on do niczego się nie nadaje.

O Polonii 2011 tym razem krótko. Na razie widziałem dwa mecze - fajna drużyna. Trenera Mladena Starcevicia czasem poniesie szkoleniowy zapał i wbiegnie trzy metry na parkiet, żeby poinstruować zawodnika. Chorwat ma też fajną manierę wołania do zawodników po nazwisku: - Jankowski! - krzyczy i pokazuje jak grać w obronie.

Zawodnicy? Karwowski, Przemysław Lewandowski i Marcin Dutkiewicz to gracze dość znani. Każdy inny, ale każdy spokojnie mógłby grać - jeszcze albo znów - w ekstraklasie (SPEC Polonia z nimi byłaby solidnym zespołem). A poza nimi fajnie patrzy się na Michała Jankowskiego ('87, 192 cm), który jest swobodnym strzelcem walczącym w obronie. Piotr Pamuła ('90, 190 cm) to rozsądny rozgrywający, którego potrafi ponieść ogień walki. Gra też - i trafia za trzy - jako rzucający. Tomasz Śnieg ('89, 187 cm) ma chłodniejszą głowę, mniej ekspresji, ale też rozgrywa coraz pewniej. Marcin Kolowca ('88, 205 cm) to idealny podkoszowy - silny, z instynktem do zbierania piłek, a na dodatek niezłą umiejętnością podawania w tłoku. Mateusz Bartosz ('87, 202 cm) - żarłacz-ludojad na atakowanej tablicy.

Ale będąc ciągle pod wpływem tej masakry 88:45, zawodników Prokomu II oceniłem pewnie gorzej niż overall na to zasługują, a graczy Polonii 2011 - lepiej.

 
1 , 2