Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
piątek, 31 października 2008

Czy Lewis Hamilton ma kłopoty? Brazylijscy kibice proszą jego rywali o rozmyślne wypchnięcie go z toru, brazylijscy komicy podrzucają mu czarnego kota, którego Brytyjczyk - w dobrej wierze - przyjmuje, wreszcie jego hiszpańscy przeciwnicy zainicjowali akcję w stylu voodoo - stawiajcie pinezki na stronie internetowej, aby Hamilton złapał w Brazylii gumę...

Dość bredni.

Nie wierzę w to, że któryś z kierowców rozmyślnie zepsuje wyścig Hamiltonowi (ale byłyby kary!), choć uważam za bardzo możliwą jakąś kolizję na pierwszym zakręcie lub inną kraksę, jeśli zacznie padać deszcz.

Czarne koty to zwierzaki miłe. A nawet jeśli gdzieniegdzie wierzy się w ich moc, która nie pomaga, to Hamiltona ona nie dotyczy - przecież w Wielkiej Brytanii czarne koty przynoszą szczęście. Brazylijska maskotka może więc Hamiltonowi pomóc. Mistrzostwo jest prawdopodobne, więc ja na jego miejscu na wszelki wypadek bym tego kociaka sobie zatrzymał. Może nawet na lata?

Internetowe pinezki do przebijania opon? Jeszcze nie jestem na takim etapie mentalnym, aby wierzyć w powodzenie sieciowych akcji tego typu. Ale to nie oznacza, że hamiltonowe opony są bezpieczne. One naprawdę mogą nie dać rady.

Lewis ma - nie da się ukrywać - dużą przewagę. Niezależnie od tego, że rok wcześniej ją roztrwonił. Porównywanie obu sytuacji (Interlagos 2007 i Interlagos 2008) jest kuszące, ale jednak - co już nie raz było wykazywane - bezpodstawne. Hamilton nie musi teraz walczyć z kolegą z zespołu, jest mocniejszy psychicznie (przynajmniej ja w to wierzę), wreszcie wie, że nie musi w Brazylii wygrać, mało tego - stanąć na podium, aby zostać mistrzem.

Ale to nie zmienia faktu, że jego sytuacja jest... Trudna? Niepewna? Inne słowo?

Po pierwsze silnik. Napęd jego mclarena będzie eksploatowany drugi weekend, a oba ferrari będą miały nowe silniki. Niezależnie od tego, że Hamiltonowi w tym sezonie usterka napędu się nie przytrafiła, to jednak maszyny Mercedesa w srebrnych bolidach aż tak niezawodne nie są - trzy tygodnie temu w Japonii nie wytrzymał silnik Heikki Kovalainena, a dwa tygodnie temu, też w bolidzie Fina, ciśnienie w napędzie podniosło się tak bardzo, że McLaren wolał wycofać kierowcę z wyścigu, aby nie prowokować wymiany podlegającej karze.

Wadliwa partia od Mercedesa? Pewnie nie, ale w McLarenie mają świadomość tego, że sytuacja jest wyjątkowa i najdrobniejsza usterka może pozbawić ich mistrzostwa.

Do tego dochodzą opony. Te opony, które Hamilton w piątek katował okrutnie na Interlagos (zresztą mam wrażenie, że dym z przednich gum jego mclarena, to obrazek typowy dla całego sezonu). Lewis bagatelizuje nieco ten problem - I'm positive that the changes we've made will put us in a good position for tomorrow - ale przecież ta nierówna, nie do końca gładka powierzchnia toru, w ponad 1,5 godzinnym wyścigu wcale nie musi być taka pozytywna. Granica wytrzymałości gumy przecież istnieje.

Skąd biorą się kłopoty Hamiltona z blokowaniem opon? Niedawno na takie pytanie odpowiadał Ted Kravitz z ITV - jego zdaniem ten problem to efekt... afery szpiegowskiej:

I think this is a hangover from the spying scandal. One area that McLaren promised not to develop this season, as a result of seeing Ferrari’s blueprints, was the braking system. Therefore McLaren have been using a comparatively antiquated brake balance system for the last couple of years, and it does mean that it’s not as effective as Ferrari’s and that of some other teams.

Czy te gumy mogą zedrzeć się do tego stopnia, żeby całkowicie zepsuć wyścig Brytyjczyka? Nieco ponad rok temu, w Chinach, Hamilton jechał i jechał na zdartej oponie, zanim w końcu wjechał do alei serwisowej. Ale pod garaże nie udało mu się dotrzeć... McLaren za wyścig ukończony przed czasem winę wziął na siebie, ale ponoć nie do końca odpowiadało to prawdzie. I kierowca, i zespół, z tej sytuacji zapewne wyciągnęli już wnioski. Ale jeśli nie...

Do ewentualnych problemów Hamiltona dochodzi ciasny pierwszy zakręt i ryzyko kolizji, która może drogo kosztować. Jaką taktykę powinni więc przyjąć Brytyjczycy?

Słuchałem po treningach wypowiedzi Nico Rosberga, który stwierdził, że najlepszym wyjściem dla Hamiltona jest leciutki bolid w trzeciej sesji kwalifikacji i wywalczenie pole position. To - zakładając, że start będzie w stylu chińskim raczej niż japońskim - powinno dać Hamiltonowi spokojny przejazd przez pierwszy zakręt i prowadzenie aż do pierwszego tankowania. Jeśli z serii postojów zwycięsko wyjdzie Felipe Massa, to... niech wygrywa! Hamilton spokojnie dojedzie do mety w pierwszej trójce. Oczywiście przy założeniu, że nie ma ulewy, kraks, wielu neutralizacji itd.

Pojedzie po pole position? Ja bym pojechał.

 Formuła 1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Pierwsze (jakże głośne!) jazdy treningowe już za nami. Biuro prasowe na Interlagos ulokowane jest - jak to często bywa - tuż nad aleją serwisową. Jak wstanę ze swojego krzesła i wykonam dwa kroki w lewo, to widzę to:

A wychodząc z biura prasowego widzę np. takie obrazki:

Skromny, ciasny, blaszany padok. Podobno z charakterem, który ujawni się w niedzielę.

Zaplecze padoku, kawałek toru, trybuny, jeziorko i miasto.

Kawałek parkingu.

Sao Paulo, które (naprawdę) nie ma końca.

Kubica na treningu.

Kubica na treningu przy helikopterze.

Massa ponad torem.

Z racji wielkości, kontrastów i korków - na pewno.

O pierwszym treningu możecie przeczytać na sport.pl. Drugi - już niebawem.

 Formuła 1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

czwartek, 30 października 2008

Po pogodzeniu się ze spóźnionym samolotem do Paryża, po zamianie biletów, po spotkaniu na lotnisku w stolicy Francji kibiców Roberta Kubicy ("Robeeeert, Robert Kubica!" - na melodię "Polskaaaa, biało-czerwoni!"), po lekturze (jeszcze niedokończonej) "Ręki mistrza" Stephena Kinga, po krótkim przelocie do Frankfurtu, po spotkaniu w nim w kolejce do samolotu do Sao Paulo Anthony'ego i Nicolasa Hamiltonów, po dwugodzinnej jeździe z lotniska do centrum akredytacyjnego, po zgubieniu telefonu - po tym wszystkim dotarłem wreszcie na Interlagos.

Monotonny, chaotyczny i męczący ten powyższy akapit. Dokładnie tak, jak podróż.

Siedząc już jednak w biurze prasowym, spoglądając na solidnie zachmurzone niebo nad Interlagos (już tu padało) zastanawiam się: kto bardziej zasłużył na mistrzostwo w tym sezonie?

Nie nad tym kto je zdobędzie - na to będzie czas po treningach, a na pewno po kwalifikacjach. Punkt wyjścia znamy już od dawna. Większe szanse ma Lewis Hamilton, ale wiemy oczywiście, że dopóki nie skończy się ostatni wyścig...

W tym sezonie często podkreślamy kwestię jazdy bezbłędnej. Najczęściej jest to coś, co wyróżnia od reszty stawki Roberta Kubicę, który na torze się nie myli. Hamilton i Massa mylili się za to często. Wszystkie błędy kandydatów do tytułu wyliczył skrupulatnie serwis formula1.com.

Nie ulega wątpliwości, że Massa błędów popełnił mniej. Ale te, które zrobił - szczególnie w Australii i Malezji - były dość proste. Brazylijczyk miał jednak też pecha, bo silnik w jego ferrari wysiadał dwukrotnie, a napędy mclarena Hamiltona są - jak dotąd - znakomite. Tylko, że to właśnie Brytyjczyk popełniał błędy katastrofalne (Bahrajn, Kanada) lub przynajmniej poważne (Włochy, Japonia). Ale znów Massa miał wielkiego pecha w Singapurze, kiedy mechanicy mieli problem podczas tankowania. Hamilton kolekcjonował za to kary - za ścinanie szykan we Francji i w Belgii. Massie zdarzało się to rzadziej (niektórzy powiedzą, że to z powodu faworyzowania Ferrari).

I znów mętlik. Komu - biorąc pod uwagę cały sezon - tytuł najbardziej się należy? Z dwójki Hamilton i Massa oczywiście, bo wiadomo komu, jeśli chodzi o całą stawkę (Kubica czy Alonso?).

Ja - mimo, że jakoś podskórnie kibicuję Massie - wybrałbym Hamiltona. Może dlatego, że czasem tą swoją bezczelną, wręcz niebezpieczną dla innych kierowców jazdą, przypomina (trochę) Michaela Schumachera? Może dlatego, że to on - a nie Massa - jest materiałem na wielkiego mistrza? Może wreszcie dlatego, że Hamilton jest nieustępliwy i częściej skutecznie atakuje?

I znów - Hamilton w zespole nie ma rywala, a Massa pokonał w Ferrari mistrza świata...

Trudny wybór, prawda?

 Formuła 1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

poniedziałek, 27 października 2008

Będzie w rotacji w pierwszym meczu z Atlanta Hawks? Duży artykuł w "Orlando Sentinel" sugeruje, że tak.

To takie podsumowanie tego, co my - jako szczególnie Marcinem Gortatem zainteresowani - już wiemy. Ale fakt, że lokalna gazeta tak szeroko przedstawia mało istotnego do tej pory zawodnika, jest znaczący.

Otis Smith, dyrektor generalny Magic, zapytany o zakres postępu Gortata, mówi krótko:

Light years.

Liczyhrabio, trzymamy kciuki!

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

niedziela, 26 października 2008

Mecz Legii Warszawa z Wisłą Kraków nie miał w niedzielę w Polsce konkurencji, ale ci, którzy mimo to wybrali pierwszoligową koszykówkę i spotkanie Znicza Basket Pruszków z Big Starem Tychy, raczej nie żałują.

Rozbity kontuzjami i przegrywający ostatnio Znicz zwyciężył niepokonanego dotąd Big Stara 80:76.

W hali Znicz czuć było koszykarską historię: przed meczem w okolicach stolika sędziowskiego wyściskali się trenerzy Jacek Gembal (z drugiego rzędu doradza Bartłomiejowi Przelazły, który prowadzi Znicz) oraz Tomasz Służałek (Big Star). W Pruszkowie pamiętają, że obaj szkoleniowcy starli się w finale play-off w 1995 roku - Mazowszanka Gembala rozbiła wówczas Polonię Przemyśl Służałka 4:1. Na trybunach siedzeli też ówcześni środkowi tych drużyn: Justyn Węglorz (Polonia, kończył karierę) i Krzysztof Dryja (Mazowszanka, zaczynał).

Na widowni był także m.in. prezes Polonii Warszawa Wojciech Kozak i drugi trener Polonii 2011 Arkadiusz Miłoszewski plus pewnie kilkanaście innych znanych osób, których nie dojrzałem. Pod koniec pierwszej kwarty zauważyłem za to, że na trybunach sadowią się prezes PZKosz Roman Ludwiczuk i prezes PLK Janusz Wierzbowski. Gdybym ich nie widział, to nie domyśliłbym się o kogo chodzi pruszkowskiemu spikerowi w przerwie, kiedy z podnieceniem w głosie wykrzyczał:

Witamy dwie najwspanialsze persony w polskiej koszykówce!

Pomyślałbym pewnie, że to Eugeniusz Kijewski z Adamem Wójcikiem wracali do Poznania z Włocławka przez Pruszków.

W przerwie Ludwiczuk zmienił miejsce i żartem można powiedzieć, że na przestrzeni dwóch metrów kwadratowych zebrał się wówczas Wydział Szkolenia PZKosz. Żartem, bo akurat w PZKosz takiego wydziału nie ma. Ale jest za to Wydział Sportowy, którego szefem jest Krzysztof Podgórski, który na meczach w Pruszkowie bywa regularnie.

Ale do rzeczy, bo najważniejszy jest przecież sport. O kilku zawodnikach chciałem napisać.

Tomasz Briegmann (Znicz, środkowy, 33 lata) - Znicz to już 9. klub w karierze zawodnika, który jeszcze kilka miesięcy temu mówił o zakończeniu kariery. Chyba niesłusznie, bo wciąż jest jednym z najlepszych środkowych I ligi. Nieźle gra tyłem do kosza, lewymi półhakami wykańcza większość akcji, ale firmowe zagranie (przynajmniej w niedzielnym meczu) to mocne wsady jedną ręką. Łapie piłkę w wielką dłoń i po prostu ładuje ją z góry! Większość młodszych zawodników powinna zazdrościć Briegmannowi takiego ciągu do obręczy.

Przeciwko Big Starowi środkowy Znicza miał kłopoty z faulami i zagrał tylko przez 15 minut. Zdążył rzucić jednak 15 punktów (6/10 za dwa, 1/1 za trzy). Choć ciekawe, że nie miał ani jednej zbiórki... Czwarty faul Briegmann popełnił w połowie trzeciej kwarty - byłem ciekawy czy Przelazły go oszczędzi na końcówkę. Decyzja była trudna, bo Briegmann akurat ataki na obręcz zamieniał na punkty. Został na boisku i dwie minuty później bez sensu zahaczył rywala pod koszem. Usiadł na ławce na dobre, choć trzeba zaznaczyć, że czwarty faul to był chyba jednak czysty blok.

Jakub Dłoniak (Znicz, rzucający, 25 lat) - zachwycałem się nim już ponad rok temu. Potem mój zachwyt osłabł, bo Dłoniak - mimo, że punktów zdobywał dużo - psuł końcówki. Nie wyglądał na koszykarza silnego psychicznie, lidera, któremu można zaufać. Jakby się zablokował nie mogąc wskoczyć na wyższy poziom. Ale jego forma w tym sezonie zasługuje na uwagę.

Dłoniak poprawił skuteczność za dwa i z wolnych, a opuścił się w trójkach, choć akurat w niedzielę trafił 4 z 5 rzutów zza linii 6,25. Ale ja zwróciłem uwagę na coś innego - podania. 3 asysty nie mówią wszystkiego, bo dobrych, pomysłowych dograń Dłoniak miał więcej. Średnia asyst w porównaniu z poprzednim sezonem wzrosła nieznacznie, ale jednak. Czy powodem jest obecność mądrych zawodników obok siebie (Briegmann, Artur Bajer) czy progres gracza - nie wiem. Ale kibicuję Dłoniakowi, bo ma patent na dostarczanie punktów. Czy to już gracz na PLK? Chyba jeszcze nie.

Damian Kulig (Big Star, podkoszowy, 21 lat) - podobna kwestia: czy ten zawodnik mógłby już grać w PLK? Tak, mógłby. Ale czy powinien? Nie wiem.

Podoba mi się ten zawodnik, w którym można się dopatrzeć jakichś podobieństw do Macieja Lampego (jeśli nie niektóre akcje, to przynajmniej fryzura i momentami fizjonomia). Miękkość w grze przodem do kosza - Kulig potrafi trafić po dwóch kozłach z pięciu metrów. Opanowane manewry tyłem do kosza - pamiętacie pierwsze punkty Adama Wójcika dla PBG Basket Poznań? Kulig potrafi także wejść dwutaktem z obwodu, potrafi inteligentnie podać do wbiegającego kolegi. W niedzielę zdobył 15 punktów i miał 7 zbiórek. Ale trzeba przyznać, że nie był w swoim zespole zawodnikiem, do którego kierowano większość piłek. Byli nimi Mirosław Frankowski (grał tyłem do kosza z niższymi obrońcami) i Łukasz Pacocha (wykorzystywał słabości rozgrywających Znicza).

Łukasz Pacocha (Big Star, rozgrywający, 26 lat) - spokój, pewność gry i niektóre asysty - palce lizać. Skuteczność (1/9 za trzy!), szczególnie w końcówce - bardzo słaba. Usprawiedliwienie: ani na chwilę nie zszedł z parkietu i właśnie tak tłumaczył go Służałek. Dlaczego trener nie skorzystał ze zmienników? Przecież Pacocha w poprzednich meczach grał przeciętnie po 27 minut...

O to nie spytałem Służałka, ale być może nie zdecydował się na posadzenie Pacochy na ławce dlatego, że bez niego poziom gry Big Stara spadłby o kilka poziomów. Znicz, według założeń trenera Przelazły, miał bronić przede wszystkim tak, aby uniemożliwić rywalowi realizację taktyki. I gospodarzom się to udało. A Pacocha był zawodnikiem, który potrafił wykreować coś z niczego.

Wchodził pod kosz, trafiał po koźle, kontry kończył asystami, a kiedy było trzeba zbierał nawet piłki w ataku. Ale zawiódł w końcówce - kilkanaście sekund przed końcem, przy stanie 78:75 dla Znicza, zdecydował się na wejście pod kosz. Paweł Bacik do końca wytrzymał przed nim, ale Pacocha, mimo trudnej sytuacji, powinien jednak trafić. Szukał faulu - nie znalazł. Szukał punktów - bezskutecznie. Big Star w żadnym wypadku nie przegrał jednak przez niego. I bez dwóch zdań: Pacocha to absolutna czołówka rozgrywających I ligi. PLK? Byłby bardziej przydatnym zawodnikiem dla Atlasa Stali Ostrów Wlkp. niż Tomasz Ochońko.

W meczu Znicz z Big Starem zabrakło mi jednego. Jednego zawodnika - Michała Aleksandrowicza. 19-letni rzucający to chyba najciekawszy młody zawodnik w składzie Przelazłego. Wszechstronny, robi postępy. Ale niestety ma problemy z kontuzjami - lewy staw skokowy psuje się regularnie.

Na koniec: warto docenić pracę Grzegorza Malewskiego. Skrzydłowy, który pod koszem gra raczej z konieczności, wykonał wielką pracę walcząc i przepychając się z Kuligiem. Zdobył jeden punkt, ale miał aż 9 zbiórek i 3 asysty. Dobry mecz!

A ten wynik widzieliście?

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

sobota, 25 października 2008

Wielka Brytania powoli przygotowuje się na na fetowanie najmłodszego mistrza świata w historii Formuły 1 - Lewisa Hamiltona. Oczywiście, Brazylijczycy i kibice Felipe Massy mają odmienne zdanie - wszystko rostrzygnie się za tydzień w Sao Paulo.

Ian Cook stwierdził jednak, że dokonania Hamiltona już są warte czegoś takiego:

 Formuła 1 w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Rok 1994. Rzucewo, obóz koszykarski kadetów MKS MOS Pruszków. Cykl wyczerpujących treningów w terenie (stadion i plaża). Nadchodzi kryzys. Przed kolejnym treningiem jeden z zawodników klęka w pokoju mówiąc kolegom, że będzie się modlił do boga Adama o deszcz. Prośba się spełnia - przed treningiem z chmur zaczyna się lać woda i zamiast ćwiczeń w terenie młodzi koszykarze idą na halę.

Tym Bogiem był oglądany kilkanaście dni wcześniej w sparingu Adam Wójcik - wówczas nowy koszykarz Mazowszanki Pruszków. Rok później mistrz Polski.

Przypomniała mi się ta historia, bo Adam Wójcik - po 14 latach - wciąż jest wielki! 22 punkty dla PBG Basket Poznań w debiucie w tym klubie w meczu z Anwilem Włocławek (64:93). Firmowe manewry pod koszem, trójki, a nawet kontra po własnym przechwycie. Gwiazda wróciła do PLK!

Inne uwagi odnośnie meczu:

- Miah Davis polskie obywatelstwo otrzymać może, ale moim zdaniem nie ma sensu brać go do kadry na siłę. Tym bardziej, że i Łukasz Koszarek, i Krzysztof Szubarga są w dobrej formie. Davis nie pokazuje nic wielkiego. Gra przeciętnie.

- mam wrażenie, że tak jak w Sopocie, tak teraz w Poznaniu, drużynie Eugeniusza Kijewskiego brakuje - oprócz wartościowych rezerwowych - cojones. Nie walczą, nie gryzą, nie widać pasji i agresji... No i obrona na obwodzie praktycznie nie istnieje. Duża rola trenera Kijewskiego w tym, aby to wszystko poprawić.

- wspomniany Wójcik razem z Rafałem Bigusem współpracowali znakomicie. To najlepszy z możliwych polskich podkoszowych duetów w PLK. Choć trzeba zauważyć, że rywal pod koszem akurat najmocniejszy nie był. Ale jeśli PBG ma piąć się do góry w tabeli, to właśnie dzięki Wójcikowi i Bigusowi.

- Paul Miller, który podobno miał być na wylocie z Włocławka, zagrał mecz świetny. Skuteczny z półdystansu, mało błędów, solidna walka na desce. Czy to przedłuży jego karierę w Anwilu? Na miejscu Igora Griszczuka byłbym uważny - w poprzednim sezonie Miller też miał świetne mecze w Polonii Warszawa, ale był bardzo nierówny. Jedna jaskółka wiosny nie czyni.

- Andrzej Pluta to jest gość! Na miejscu prezesa PZKosz Romana Ludwiczuka i selekcjonera Mulego Katzurina gorąco namawiałbym pana Andrzeja do powrotu do kadry. Pluta musi zagrać na Eurobaskecie!

- bardzo dobrze zagrał Koszarek. Mądre rozgrywanie, dobre decyzje, niezła skuteczność, sporo zbiórek i asyst. Brawo! Widziałem też starego dobrego Gerroda Hendersona.

- miło słuchało się w przerwie Tomasza Smorawińskiego. Krótkie, jasne i rzeczowe odpowiedzi. Analiza w pigułce.

- w ostatniej akcji meczu ładną asystę do Michała Gabińskiego miał Bartłomiej Wołoszyn, a nie jak podają oficjalne statystyki PLK - Koszarek. Wołoszyn to jednak wciąż zawodnik grający poniżej swoich możliwości - jego rola wygląda trochę tak, jak Bartosza Bochno w PGE Turowie Zgorzelec. Stanie w rogu i rzucanie za trzy, jak jest pozycja. Od Wołoszyna możemy chyba oczekiwać więcej. A dyskusja z sędziami podczas akcji PBG - po co to komu? Wojciech Szawarski się nie zastanawiał i Wołoszyna ograł. Bo trzeba grać, a nie gadać.

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

piątek, 24 października 2008

Na 6. miejscu fajny blok Josha Childressa (dla przypomnienia: z Atlanta Hawks do Olympiakosu Pireus, 20 mln dolarów za 3 lata), a na 4. - wsad Benjamina Eze po nieudanej zbiórce koszykarzy Asseco Prokom Sopot. Zresztą, popatrzcie sami:

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

czwartek, 23 października 2008

Mało meczów, niewiele się dzieje, rankingi niemal nie drgnęły... Krótkie wyjaśnienia w komentarzach.

NOTOWANIE 6

Rozgrywający:

1. Krzysztof Szubarga (-)

2. Łukasz Koszarek (-)

3. Robert Skibniewski (-)

4. Kamil Łączyński (-)

5. Marcin Ecka (-)

6. Łukasz Pacocha (-)

7. Tomasz Śnieg (-)

8. Grzegorz Mordzak (+1)

9. Łukasz Żytko (+2)

10. Marcin Flieger (-2)

Rzucający:

1. Wojciech Szawarski (-)

2. Andrzej Pluta (-)

3. Paweł Kikowski (+1)

4. Kamil Chanas (-1)

5. Adam Waczyński (+1)

6. Przemysław Zamojski (+1)

7. Iwo Kitzinger (-1)

8. Michał Chyliński (+4)

9. Dardan Berisha (-1)

10. Grzegorz Kukiełka (+4)

Niscy skrzydłowi:

1. Michał Ignerski (-)

2. Marcin Stefański (-)

3. Krzysztof Roszyk (-)

4. Marcin Sroka (+1)

5. Przemysław Frasunkiewicz (-1)

6. Tomasz Celej (-)

7. Bartosz Sarzało (-)

8. Adrian Czerwonka (-)

9. Łukasz Wichniarz (-)

10. Jarosław Mokros (+2)

Wysocy skrzydłowi:

1. Maciej Lampe (-)

2. Filip Dylewicz (-)

3. Robert Witka (-)

4. Paweł Leończyk (-)

5. Tomasz Cielebąk (-)

6. Damian Kulig (-)

7. Paweł Wiekiera (-)

8. Leszek Karwowski (-)

9. Robert Tomaszek (-)

10. Hubert Radke (-)

Środkowi:

1. Marcin Gortat (-)

2. Szymon Szewczyk (-)

3. Rafał Bigus (-)

4. Adam Wójcik (-)

5. Wojciech Żurawski (-)

6. Mariusz Bacik (-)

7. Paweł Kowalczuk (-)

8. Dawid Przybyszewski (+2)

9. Marek Miszczuk (-)

10. Adam Łapeta (-2)

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Anwil Włocławek zainteresował się Cezarym Trybańskim. Raczej nie w odpowiedzi na mój apel, bardziej z potrzeby chwili. Zawodnika pod kosz we Włocławku brakuje, a ten, który jest - Paul Miller - w niedalekiej przyszłości być może zmieni klub. Trybański siedzi w Warszawie, trenuje indywidualnie, szuka klubu - dlaczego nie spróbować? Tak pewnie pomyślano we Włocławku.

Czy to dobry pomysł? Moim zdaniem tak. No bo co ma do stracenia Anwil? Z tego co wiem, to we Włocławku proponowali Trybańskiemu coś w rodzaju testów - przyjedź, dostaniesz u nas całe zaplecze (siłownia, odżywki, odnowa itd.), potrenuj i zobaczymy co będzie. Co ma do stracenia zawodnik? Też nic. Indywidualne treningi, albo "ruszanie się" z Polonią 2011, to nie to samo, co zajęcia z drużyną i trenerem.

Ale co na to Trybański?

Byłem zobaczyć się z prezesem Anwilu, powspominaliśmy stare czasy. Zostałem zaproszony na trening? Ja? Mówię, byłem powspominać stare czasy. I tyle.

Co na to prezes Anwilu Zbigniew Polatowski?

Spotkaliśmy się z Czarkiem na kawie, rozmawialiśmy trzy godziny. Powspominaliśmy stare czasy. NBA, reprezentację, jego pierwszy przyjazd do Włocławka na kadrę B. Czarek przekazał mi też, że jeśli będzie potrzeba, to jest do dyspozycji trenera reprezentacji. Czarek powiedział mi też, gdzie będzie grał. Treningi w Anwilu? On może już w przyszłym tygodniu wyjechać z kraju. Ale będziemy utrzymywać kontakty, nie tylko prywatne. Ustaliliśmy, że aby nie było nieporozumień, to ja będę łącznikiem między nim, a PZKosz.

Wspominki są przyjemne, ale prawda podobno jest taka, że Trybański zapytany na początku rozmowy o to, ile chciałby ewentualnie zarabiać, wymienił sumę za wysoką. Wygląda więc na to, że to koniec historii Trybańskiego w Anwilu...

 Koszykówka w bwin.com. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 
1 , 2 , 3