Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
środa, 09 maja 2007

Najlepszą obronę w sezonie zasadniczym miał Polpak Świecie, który tracił średnio 64,5 punktu na mecz, ale zaraz potem był Turów Zgorzelec (65) i Śląsk Wrocław (67,2).

W I rundzie play-off Śląsk poradził sobie z Polpakiem (osłabiony brakiem najlepszego Hardinga Nany) w trzech zaciętych meczach - obrona ze Świecia nie miała wielkiego wpływu na skuteczność Śląska z gry. Wrocławianie trafili w serii 60 ze 143 rzutów, czyli 41,9 proc. W całym sezonie rzucali nieznacznie lepiej - 42,7 proc.

Ale to co zrobił z atakiem Śląska Turów, było jak cios w zęby. Zaplanowana i zorganizowana defensywa spowodowała, że Śląsk dwukrotnie trafił mniej niż 30 proc. rzutów (jedyne takie przypadki w całym sezonie). W pięciu meczach play-off z Turowem wrocławianie trafili tylko 99 z 264 prób z gry, czyli 37,5 proc. Na nic zdały się więc zbiórki w ataku. Śląsk paskudnie pudłował także z linii - 49/94 to zaledwie 52,1 proc. W całych rozgrywkach wrocławianie trafiali z linii ze skutecznością 64 proc.

I na koniec: w sezonie zasadniczym Śląsk zdobywał przeciętnie 74,4 punktu na mecz. W półfinale play-off - 54.

Turów, poza tym że świetnie bronił, nic nie robił sobie z - bądź co bądź - niezłej defensywy Śląska. Zespół ze Zgorzelca wykorzystał 119 z 251 rzutów z gry, czyli 47,4 proc. W półfinałowej "bitwie" Turów trafiał zatem lepiej niż w we wszystkich meczach w sumie (46,1 proc.)! Niebywałe. Na linii wolnych było gorzej, ale tylko trochę - 61/92 to 66,3 proc., wobec 69 proc. w całym sezonie. Średnia zdobywanych punktów w porównaniu z sezonem zasadniczym spadła, ale tylko o 4,2 punktu - z 73 do 68,8.

Bitwa dla Turowa

I to chyba skuteczność miała największy wpływ na rozstrzygnięcie, bo straty rozłożyły się po równo (Śląsk "wygrał" 61:55). Skuteczność, czyli także sposoby na jej zmniejszanie - uniemożliwianie oddawania rzutów z czystej pozycji, przerywanie kontrataków w odpowiednim momencie, przekazywanie zawodników - Turów to realizował. I jeszcze determinacja - w meczu nr 5 Śląsk postawił strefę, w której do rzucających za trzy prawie nikt nie dochodził. O co chodziło?

Turów na finał zasłużył, bo pokazał koszykówkę przemyślaną i bardzo efektywną. Mocne strony w ataku zostały wykorzystane, solidni rezerwowi mieli konkretne zadania, trener miał pomysły na wyeliminowanie atutów Śląska (np. Petrović i Roszyk kryjący Olivera).

Śląsk? Mnie bardzo rozczarował. Nie spodziewałem się aż takiego bezplanu w zespole Andreja Urlepa. Możliwe, że to kwestia przemęczonego Deana Olivera, ale poobijany i obolały był już z Polpakiem, a mimo to wygrał trzeci mecz. Turowowi nie dał rady i dlatego w ataku w nie swoich rolach występowali Radosław Hyży i Marcin Stefański. Urlep nie mógł z nich zrobić zawodników zdobywających punkty seriami (dnia Stefańskiego nie liczę), ale tej bezradnej szamotaninie (piłka do Hughesa i gramy co wyjdzie) mógł chyba jakoś zapobiec.

wtorek, 08 maja 2007

Ogromne znaczenie w półfinale Prokom – Anwil ma Turek Huseyin Besok. 32-letni środkowy Prokomu jest najlepiej zarabiającym koszykarzem w historii polskiej ekstraligi (700 tys. dolarów za sezon) i w najważniejszych meczach to pokazuje. Albo inaczej: kiedy pokazuje, to Prokom wygrywa.

 

W trzech wygranych meczach przez mistrzów Polski Besok zdobywał średnio 17,3 punktu na mecz, miał 7,3 zbiórki, 2,6 asysty i 2,6 bloku. Skuteczność z gry – 60 proc. (21/35). Turek dominował w ataku nie tylko jako punktujący, ale też jako rozdzielający piłki. W obronie dobrze pilnuje Otisa Hilla, zastawia, blokuje, zbiera. Jest zacięty. Kłóci się z sędziami o każdą muśniętą piłkę, widać, że mu zależy.

 

Besok zaangażowany i wykorzystywany w ataku. Ale tylko w Sopocie

 

W dwóch przegranych meczach we Włocławku Besok był sporo słabszy. Średnio 7,5 punktu, 5 zbiórek, 2 asysty, żadnego bloku. Trafił pięć z (tylko!) 13 rzutów z gry (38 proc.). Pod koszami lepiej wypadali Hill z Dusanem Bocevskim, szalał Zbigniew Białek.

 

Czy to wina Besoka? Prokom do meczów we Włocławku podszedł z mniejszą wolą walki niż u siebie. W pierwszym meczu „chciało się” tylko Besokowi i Tomasowi Pacesasowi, w drugim spotkaniu Prokom miał kilka zrywów, ale podkoszowi nie grali w tym meczu dużej roli. Besok (a także Michael Andersen) w drugiej połowie przez cały czas siedzieli na ławce.

 

Turecki środkowy we Włocławku ma utrudnione zadanie z dwóch względów – po pierwsze: ogromnie zmotywowani są zawodnicy Anwilu, którzy wnoszą się w Hali Mistrzów na inny poziom gry. Są silniejsi, lepiej skaczą, lepiej bronią. Po drugie: właśnie ta defensywa ogranicza podania do Besoka. Obserwowałem to w czwartym meczu: zanim rozgrywający (Christian Dalmau lub Pacesas) przeprowadzą piłkę mija prawie 10 sekund. Zanim zaczną ustawiać atak – kolejnych pięć. Zanim Besok uwolni się na moment od np. Bocevskiego i ustawi się po piłkę – kolejne. I nawet jeśli – ciągle pod presją – Dalmau poda Turkowi piłkę, to ten ma za mało czasu na swoje manewry tyłem do kosza lub na wykorzystanie podaniem ruchu (właśnie: bezruchu!) w ataku swojej drużyny. Z Pacesasem sprawa jest gorsza, bo ten przerywa kozioł daleko od kosza i trudniej mu dograć do wysokich.

 

Besok z piłką, to Besok doskonały. A Besok osaczony, szamoczący się z rywalami w walce o pozycję, to kilkanaście punktów mniej dla Prokomu w każdym meczu.

poniedziałek, 07 maja 2007

Najpierw wstęp.

Lubię statystyki. Gdzieś w sezonie 1994/95 na meczach Mazowszanki Pruszków liczyliśmy z kumplami punkty zawodnikom. Każdy miał dwóch wybranych i jak na mecz przyszło nas czterech, to w każdym momencie znaliśmy osiągi punktowe praktycznie każdego z grających w danej drużynie.

Potem współpracowałem z takim tygodnikiem, który nazywał się "Super Basket" (chyba). Nikt w ekstraklasie nie słyszał wtedy o oficjalnych statystykach, więc liczyło się na meczu samemu (z pomocą jednego-dwóch kolegów), albo spisywało pod szatnią od trenerów drużyn. Zrobienie dobrych obserwacji obu zespołów siedząc na trybunach było niewykonalne. To był obłęd. Dlatego dobrze pamiętam jak w sezonie 1995/96 ślęczałem pod szatnią Stali Bobrek Bytom, czekając aż wyjdzie asystent trenera. Był nim wówczas Jacek Adamczak. Ciekawe, czy podkręcił nieco osiągi np. Mariusza Bacika?

Obserwacje miejsc, z których zawodnicy oddają rzuty

Więc statystyki lubię od wtedy. I teraz często słyszę od kumpli, że przesadzam na punkcie liczb - za często podaję, za często szukam, za często sprawdzam. Ale nie widzę w tym nic złego. Statystykami w koszykówce można się pasjonować. Pamiętając oczywiście, że charyzmy, pewności zawodnika w decydujących momentach, wytrzymałości i wielu innych niepoliczalnych charakterystyk statsy nie pokażą. Tak samo jak geniuszu trenera, specyfiki hali itd.

Ale w analizowaniu szans, rozbieraniu meczu na czynniki pierwsze, liczby są pomocne. Pomyślałem, że fajnie będzie spróbować opisywać koszykówkę pod tym kątem. Niedoścignionym wzorem jest oczywiście The Elias Sports Bureau. Wariacka ekipa! Wiedzą który zawodnik NBA jest najlepszym strzelcem w swoje urodziny, wiedzą kiedy ostatni raz trzech wysokich pierwszopiątkowych zawodników miało o 30 zbiórek więcej od tercetu rywali w meczu play-off... To nawet trudno sobie wyobrazić!

To jednak USA, gdzie statystyki są wszechobecne. W Polsce dokładne obserwacje meczowe dopiero raczkują. Ja korzystam z plk.pl, e-basket.pl, głębokiej wiedzy zaprzyjaźnionych dziennikarzy, starych gazet oraz np. książki "Polska koszykówka męska 1928-2004". Czytać się tego nie da, ale zgromadzony materiał jest nieoceniony.

Koniec wstępu. Za długi był. Do rzeczy.

Anwil nie awansuje do finału - tak wynika z historii polskiego play-off. System ten wprowadzono do ligi w sezonie 1984/85. Rywalizacja do czterech zwycięstw po raz pierwszy odbyła się w finale rozgrywek 1994/95. Od tamtej pory było 15 serii best-of-seven (łącznie z zakończoną w sobotę Turów - Śląsk 4:1). Ale tylko pięć razy rywalizacja kończyła się w sześciu lub siedmiu meczach. I w każdym z tych przypadków zwycięzca piątego spotkania triumfował w całej serii - niezależnie od tego czy kończyła się ona w sześciu, czy siedmiu meczach.

W  niedzielę Prokom wygrał w Sopocie 71:57. Podobne zwycięstwo z Anwilem, 77:63, sopocianie odnieśli w piątym meczu finału dwa lata. Szóste spotkanie we Włocławku wygrali pięcioma punktami i zdobyli swoje drugie mistrzostwo Polski.

Właśnie takich rzeczy będę szukał. O niczym to nie świadczy, ale moim zdaniem jest ciekawe. Gdybym się gdzieś pomylił, to poproszę o kontakt. Po pięciu błędach w jednym wpisie czytelnik wykonuje dwa rzuty wolne.

1 ... 111 , 112 , 113 , 114 , 115