Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
czwartek, 13 stycznia 2011

Ruszył Nowy PZKosz, czyli - w skrócie i uproszczeniu - projekt, którego celem jest rozpoczęcie procesu sanacji polskiej koszykówki. Jego głównym inicjatorem jest kandydat na prezesa PZKosz Grzegorz Bachański. Na stronie internetowej projektu można zapoznać się z ideą jego powstania, ogólnym programem, który Bachański chciałby realizować w razie zwycięstwa w wyborach, a także sylwetką kandydata.

Program, czyli najciekawsza część projektu, niby jest ogólnikowy, ale jeśli wczytać się w treść i porównać ją do obecnych realiów funkcjonowania związku, ligi, reprezentacji itd., a - idąc dalej - zestawić ją z bełkotem byłego prezesa Romana Ludwiczuka, to staje się ona całkiem konkretną diagnozą braków polskiej koszykówki i wskazaniem niezbędnych działań, aby je zlikwidować.

Bachański może się nie podobać - że nieznany poza środowiskiem, że będzie promował lobby sędziowskie, że był sekretarzem związku za skompromitowanego Marka Pałusa, że jako członek zarządu za kadencji Ludwiczuka niedostatecznie mocno mu się sprzeciwiał.

Ale Bachański może się też podobać - że koszykówkę zna od podszewki (z boiska i z biura), że zna się na funkcjonowaniu związku, że jest wykształcony, że zna języki. Niby nic, powiecie, ale to są jednak podstawy, bez których o sanacji myśleć raczej nie można.

Dla jednych bilans tych bardzo ogólnych argumentów za i przeciw Bachańskiemu będzie jednoznacznie dodatni, dla innych tradycyjnie ujemny, jeszcze inni będą szukać dziury w całym, ale poza Bachańskim, poza Nowym PZKoszem, innej - lepszej - alternatywy dla Ludwiczuka nie widać.

PS Nowego prezesa PZKosz wybiorą 29 stycznia nie kibice, nie dziennikarze, tylko delegaci na Walne Zebranie Sprawozdawczo-Wyborcze PZKosz - m.in. przedstawiciele ustępujących władz związku, przedstawiciele klubów obu ekstraklas i I lig oraz związków okręgowych.

Według oficjalnych statystyk środkowy Siarki Tarnobrzeg Louis Truscott zebrał 21 piłek w niedzielnym meczu z Zastalem Zielona Góra i pobił rekord tego sezonu (Darrell Harris z Kotwicy Kołobrzeg miał wcześniej 20 zbiórek). Oglądając spotkanie Siarki z Zastalem na TV PLK miałem jednak wątpliwości - czy rekordu Truscotta nie podkręcono?

Aby się przekonać, obejrzałem ten mecz jeszcze raz, koncentrując się przede wszystkim na akcjach Truscotta. Co zaobserwowałem? O tym za chwilę, najpierw definicja zbiórki z "Przewodnika Statystycznego PZKosz":

Zbiórka jest zaliczana zawsze, gdy bezpośrednio po próbie rzutu zawodnik wchodzi w posiadanie żywej piłki. Zbiórka piłki jest związana z jej kontrolą przez gracza.

Zbiórka może zostać zapisana zawodnikowi, który zbija piłkę do partnera, jeżeli robi to w sposób świadomy. Po próbie rzutu zawsze następuje zbiórka niezależnie czy piłka po rzucie dotknęła parkietu lub innych graczy (nie będąc w ich posiadaniu).

Zbiórka piłki w ataku zaliczana jest w momencie, gdy dokonuje jej gracz zespołu atakującego. Zbiórka piłki w obronie zaliczana jest w momencie wejścia w posiadanie piłki po rzucie gracza obrony.

Zbiórka zespołowa jest zaliczana w następujących sytuacjach:

- kiedy piłka wychodzi na aut bezpośrednio po niecelnym rzucie z gry lub rzucie wolnym zanim jakikolwiek zawodnik przejmie kontrolę nad piłką;

- kiedy zostaje orzeczony faul bezpośrednio po niecelnym rzucie z gry lub rzucie wolnym zanim jakikolwiek zawodnik bezpośrednio przejmie kontrolę nad piłką

UWAGA

1. Zbiórką w ataku jest dotknięcie piłki przez gracza ataku powodujące jej skierowanie w stronę kosza (tip in).

2. Zbiórka jest zaliczana graczowi, który po rzucie złapał piłkę razem z rywalem i wywalczył jej posiadanie dla zespołu w ramach procedury naprzemiennego posiadania piłki.

3. Zbiórka może być przyznana w sytuacji, gdy piłki nie dotknęła obręczy ani tablicy, o ile wcześniej przyznano próbę rzutu.

4. W przypadku, gdy podczas walki o piłkę została ona zbita „na oślep”, zbiórkę zalicza się zawodnikowi, który wszedł w jej posiadanie.

5. Jeżeli rzut został zablokowany przez gracza obrony, zbiórka jest przyznawana zawodnikowi, który pierwszy wszedł w posiadanie piłki bezpośrednio po bloku, jeżeli wcześniej zaliczono próbę rzutu zawodnikowi zablokowanemu.

6. Zbicie piłki z obręczy przez obrońcę, o ile było to zagranie świadome i zakończyło się wejściem w posiadanie piłki zespołu obrony, należy zapisać obrońcy jako zbiórkę.

7. Zbiórka jest zaliczana wyłącznie w sytuacjach, gdy gracz wejdzie w posiadanie piłki. Nie są zbiórką sytuacje, gdy gracz świadomie doprowadza (np. poprzez zastawienie) do opuszczenia przez piłkę parkietu.

Licząc zbiórki Truscotta próbowałem się stosować do powyższych zasad, co jednak nie okazało się takie łatwe...

Gdybyście mieli ochotę prześledzić występ Truscotta korzystając z archiwum eSPORTtv, to zacznijcie od sytuacji z szóstej minuty pierwszej kwarty - Marek Miszczuk oddaje rzut za trzy, nie trafia, do piłki wyskakują Truscott i Trenton Marshall. Wydaje się, że środkowy Siarki zagarnie ją dla siebie, ale skrzydłowy Zastalu wybija mu piłkę z ręki na aut. Sędziowie przyznają posiadanie gospodarzom, statystycy nie przyznają zbiórki Truscottowi. Słusznie, w myśl pierwszego członu powyższej definicji zbiórki zespołowej (nikt nie przejął kontroli nad piłką).

Ale spójrzmy teraz na sytuację z drugiej minuty trzeciej kwarty - Truscott wyskakuje po piłkę odbitą od obręczy po niecelnym rzucie Chrisa Burgessa, to samo robi Marshall. Moim zdaniem środkowy Siarki nie wchodzi w jej posiadanie, spadając na parkiet już nie ma jej w rękach, piłka wypada na aut. Sędziowie przyznają piłkę gospodarzom, dla mnie to bliźniacza akcja do tej opisywanej wyżej. Tym razem statystycy zapisują jednak Truscottowi zbiórkę w obronie.

Na przełomie ósmej i dziewiątej minuty tej kwarty po pudle Jakuba Dłoniaka Truscott zbija piłkę w stronę Stanley'a Pringle'a. Wygląda na to, że robi to świadomie, ale czy - jak chce "Przewodnik Statystyczny PZKosz" - przejmuje nad nią kontrolę? W wytycznych z przewodnika jest mowa o świadomym zbijaniu piłki z obręczy, ale nie ma nic o pacnięciu piłki w kierunku kolegi z dala od kosza. Tarnobrzescy statystycy zaliczyli zbiórkę Truscottowi i moim zdaniem było to zgodne z duchem gry.

W czwartej kwarcie statystycy narobili jednak bałaganu. W dziewiątej minucie tej części nie zauważyli ewidentnej (choć niecelnej) dobitki i nie zapisali Truscottowi zbiórki w ataku. 20 sekund później (1:25 minuty przed końcem meczu), w zapisie akcja po akcji, widnieje za to zbiórka w obronie, której absolutnie nie było, bo pudle Macieja Raczyńskiego zbiórkę w ataku ma Marcin Chodkiewicz, a potem od razu trafia Burgess...

54 sekundy przed końcem meczu piłkę po niecelnym rzucie wolnym Marcina Fliegera zbiera Kevin Goffney, ale statystycy nie wiadomo dlaczego zaliczają ją Truscottowi.

To ile zbiórek miał w niedzielę Truscott? Nie wiem. Biorąc pod uwagę własne obserwacje, trochę nieprezycyjne wytyczne i starając się oceniać akcje zgodnie z duchem gry, powiedziałbym, że 18. Po dziewięć w obronie i w ataku.

Na koniec ważne zastrzeżenie do powyższego wywodu - wiem, jak trudna jest praca statystyka, wiem, jak łatwo pogubić się w sytuacji, kiedy niecelna dobitka goni niecelną dobitkę i pogania kontrę zakończoną zamętem po drugiej stronie boiska. Doceniam wysiłek statystyków, którzy - w odróżnieniu do mnie: mądrali korzystającego z możliwości oglądania powtórek - każdą akcję oceniają w czasie rzeczywistym i w większości przypadków zapewne się nie mylą. A na podważenie pracy tych z Tarnobrzegu pozwoliłem sobie tylko dlatego, że chodziło o rekord sezonu.

No i właśnie - jest ten rekord Truscotta czy go nie ma?

PS W statystykach meczu Siarka - Zastal jest też kilka innych błędów. Truscott ani razu nie rzucał za trzy, choć zapisano mu nieudaną próbę. Nie uwzględniono za to pudeł Dłoniaka (za dwa), Pringle'a (za trzy), Goffney'a (dwóch za dwa) oraz dwóch zbiórek w ataku tego ostatniego.

środa, 12 stycznia 2011

Pamiętacie fragment z ostatniego "Murowania"?

See you in Kalisz, George!

Nic z tego.

We wtorek poznaliśmy uczestników Meczu Gwiazd, który w niedzielę odbędzie się w Kaliszu. Wybrane przez kibiców pierwsze piątki znacznie odbiegają od moich preferencji, ale cóż - z tradycją się nie walczy. A skoro przeciętny Polak koszykówki nie lubi i Tauron Basket Liga go nie interesuje, to przewagę w głosowaniach mają ci, którzy na jej punkcie mają świra - w tym sezonie są to najwyraźniej Zielona Góra, Koszalin i Słupsk. Ja Jakuba Dłoniaka, Slavisy Bogavaca i Andrzeja Pluty w ogóle nie widziałbym w Meczu Gwiazd, ale szanuję prawo kibiców.

Można dyskutować jednak z wyborem zawodników rezerwowych, którego dokonał zarząd ligi w porozumieniu z trenerami. Klucz był zapewne następujący: trzech obwodowych, trzech skrzydłowych i środkowy, uniknięcie przegięcia w stronę jednej z drużyn, wyselekcjonowanie reprezentantów każdego z zespołów, a tam, gdzie można - Polaków. A to wszystko przy wzięciu pod uwagę głosów kibiców.

Wśród rezerwowych Północy mamy zatem Daniela Ewinga, Teda Scotta, Mantasa Cesnauskisa, Filipa Dylewicza, Michaela Hicksa, Adama Waczyńskiego i Bryana Davisa. Kogo brakuje? Przede wszystkim George'a Reese'a, ale także Jerela Blassingame'a i, w nieco mniejszym stopniu, Marcina Stefańskiego. Z drugiej strony razi obecność Bryana Davisa, który skacze wysoko, ale gra trochę niżej.

Gdybym decydował ja, to - próbując zachować wytyczne z podanego wyżej klucza - wziąłbym Blassingame'a kosztem Cesnauskisa (i tak będzie w Kaliszu - w konkursie trójek), Reese'a kosztem Waczyńskiego, a zamiast Davisa wybrałbym Dragana Ceranicia (wziąłbym Darrella Harrisa, ale ten w ogóle nie był brany pod uwagę z powodu kontuzji).

Na Południu wśród rezerwowych mamy Eddiego Millera, Torey'a Thomasa, Darnella Hinsona, Nikolę Jovanovicia, Marko Brkicia, Kevina Goffney'a i Tony'ego Easley'a. Tu nie brakuje mi nikogo - dla Marcina Nowakowskiego Mecz Gwiazd to jeszcze chyba zbyt duża nobilitacja (tym bardziej, że musiałby zastąpić klubowego mocarza Hinsona), a Eric Hicks kosztem Easley'a... Cóż, środkowy Anwilu dostał więcej głosów, ale wybór weselszego (na boisku) polonisty chyba jednak się broni.

Konkurs wsadów? Tu bez zastrzeżeń (Eddie Miller, Cameron Bennerman, Tony Easley, Ted Scott i Bryan Davis). I mała rada dla wszystkich: uważajcie na Emila "Slasha" Olszewskiego, który powinien awansować do niedzielnego konkursu w sobotnich eliminacjach.

W trójkach rywalizować będą Andrzej Pluta, Cesnauskis, Miller, Hicks i Ivan Koljević. Ten ostatni to snajper na razie nieregularny i ja zamiast niego wolałbym oglądać Filipa Widenowa.

A propos oglądania - być może istotniejsza od wyboru składów Północy, Południa oraz uczestników konkursów, była deklaracja sekretarza programowego TVP Sport Jarosława Idziego, że stacja szykuje realizatorskie niespodzianki i wysoką jakość transmisji spotkania z Kalisza.

Ciekawe czy TVP Sport, która przez trzeci rok z rzędu raczej irytuje niż cieszy oko transmisjami ligowymi, rzeczywiście stanie na wysokości zadania. Rok temu, kiedy ekscytowałem się tym, że Mecz Gwiazd oglądany w lubelskim Globusie był świetnym widowiskiem, krzyczeliście w komentarzach, że poziom transmisji to było dno den i pięć metrów mułu.

Ja meczu w TVP Sport nie oglądałem, ale po powtarzających się głosach zakładam, że mieliście rację. Jeśli więc liga chce cokolwiek kaliskim Meczem Gwiazd wygrać, to nie tyle koszykarze, co przede wszystkim TVP Sport musi zadbać o dobry poziom.

wtorek, 11 stycznia 2011

Odbarwione, pokruszone, krzywe i zarośnięte. Ale ciekawe, bo na wyciągnięcie ręki.

WYBIÓRCZY PRZEGLĄD KOSZYKARSKIEGO WEEKENDU

Okej, więc kto jest hot, a kto jest not? Tabela pięciu ostatnich kolejek:


Drużyny, które zaczęły fatalnie (AZS, Polpharma), teraz brylują. Skuteczne na początku (Zastal, PBG), teraz dołują. Zadyszki dostał lider ze Słupska, jeszcze większej wicemistrz z Włocławka, a dobrze grają mistrz z Gdyni oraz Turów i Trefl. Polonia i Siarka wygrywają, co mogą, a Kotwica przegrywa, ale gra lepiej niż wskazują wyniki.

Taka ta nasza liga.

Zdarzało mi się już chwalić Zastal, Czarnych i Polonię, ale doceniam siłę Turowa, Trefla i Polpharmy oraz nie spiszę na straty Anwilu i PBG. Nie przekonają mnie zapewne Siarka i Kotwica.

A mistrzem pewnie będzie Prokom.

NAGRODY I WYRÓŻNIENIA

MVP 13. kolejki: George Reese (AZS) - 25 punktów, siedem zbiórek i siedem asyst w wyjazdowym zwycięstwie w Słupsku... No, no! AZS jest bez wątpienia największym wygranym tej kolejki, a Reese jego najlepszym koszykarzem w ostatnich tygodniach. See you in Kalisz, George!

Pierwsza piątka: Torey Thomas (Turów), Deonta Vaughn (Polpharma), Marcin Stefański (Trefl), George Reese (AZS), Louis Truscott (Siarka).

To nie były trudne wybory.

Klasyfikacja MVP: 2 - Ted Scott. 1 - Zbigniew Białek, Cameron Bennerman, Marko Brkić, Chris Burgess, Kamil Chanas, Filip Dylewicz, Tony Easley, J.R. Giddens, Paweł Kikowski, Harding Nana, George Reese.

Klasyfikacja piątkowa: 5 - Chris Burgess, Ted Scott. 3 - Cameron Bennerman, Filip Dylewicz. 2 - Zbigniew Białek, Jerel Blassingame, Mantas Cesnauskis, Tony Easley, Walter Hodge, Paweł Kikowski, Ivan Koljević, Stanley Pringle, Marcin Stefański, Konrad Wysocki. 1 - Kamil Chanas, Winsome Frazier, J.R. Giddens, Michael Hicks, Darnell Hinson, Tomasz Kęsicki, Paweł Leończyk, George Reese, Krzysztof Roszyk, Chris Thomas, Torey Thomas, Vladimir Tica, Louis Truscott, Daniel Wall, Filip Widenow, Deonta Vaughn.

MVP RACE

Albo Zastal nie chce grać z Chrisem Burgessem, albo przeciwnicy potrafią odebrać mu grę, albo Chris Burgess jest w słabszej formie - od kilku tygodni zastanawiam się, czy amerykański środkowy z Zielonej Góry nie jest za długo na topie... No, ale kto go ma tam zastąpić?

A, pal trzydzieści sześć, George Reese jest w takiej formie, że nie zaszkodzi wnieść go na pierwsze miejsce. Tym bardziej, że konkurencja jakaś taka oklapła.

1. George Reese (AZS) +4

2. Chris Burgess (Zastal) -1

3. Daniel Ewing (Prokom) -

4. Jerel Blassingame (Czarni) -1

5. Mantas Cesnauskis (Czarni) -1

6. Filip Dylewicz (Trefl) +2

7. Darnell Hinson (Polonia) -1

8. Walter Hodge (Zastal) +2

9. Ratko Varda (Prokom) -

10. Torey Thomas (Turów) +1

Gdzieś za nimi (alfabetycznie): Cameron Bennerman (Czarni), Slavisa Bogavac (AZS), Marko Brkić (Turów), Darrell Harris (Kotwica), Michael Hicks (Polpharma), Nikola Jovanović (Anwil), Ted Scott (Kotwica), Marcin Stefański (Trefl), Louis Truscott (Siarka), Filip Widenow (Prokom).

TRAFIAJ ANDRZEJ, TRAFIAJ!

Najważniejsze rzuty przed Andrzejem Plutą w niedzielę w Kaliszu, gdzie supersnajper będzie walczył o czwarty z rzędu, a ósmy w ogóle tytuł króla trójek. I może wreszcie coś wygra, bo w Anwilu w tym sezonie z tym ciężko...

W sobotę z Turowem Pluta miał 3/8 z gry i zdobył sześć punktów. W ekstraklasie ma już 8381.

SERIA CESNAUSKISA

Koniec. Mantas Cesnauskis nie trafił ani razu za trzy z AZS Koszalin i serię meczów, w których celne rzuty z dystansu udawały mu się przynajmniej dwukrotnie, zakończył na 12.

Darnell Hinson z Polonii też nie zaliczy ostatniego meczu do udanych - z Prokomem miał zaledwie 4/17 z gry i równie słabe 3/8 z wolnych, ale 13 punktów uzbierał i pozostał jedynym koszykarzem ligi, który w każdym z 13 spotkań rzucał przynajmniej 10 punktów.

Nie mam pomysłu na inne serie, ale ciekawe ile wolnych z rzędu trafią koszykarze Kotwicy, którzy nie pomylili się w Sopocie, gdzie wykorzystali wszystkie 19 prób z linii.

ZDJĘCIE KOLEJKI

Siła.

fot. figurski.com.pl

LICZBY KOLEJKI

19 - taki procent skuteczności rzutów z gry (12/62) miała Polonia w meczu z Prokomem. To spotkanie zainspirowało mnie do odnalezienia ekstremów polskich (i nie tylko) oraz zgłębienia tajemnic wprowadzenia przepisu o limicie czasu na rozegranie akcji.

21 - tyle zbiórek odnotowano Louisowi Truscottowi z Siarki w meczu z Zastalem, ale moim zdaniem było ich mniej. Na pewno o jedną z końcówki spotkania, kiedy zbierał Kevin Goffney, a ribaund zapisano Truscottowi. Czekam na możliwość ponownego obejrzenia tego meczu na TV PLK.

ANTYNAGRODA

Zarząd AZS (prezes Jan Daszko i jego zastępca Krzysztof Szumski) mogą sobie mówić, co chcą, ale ich decyzja o zakończeniu współpracy z trenerem Mariuszem Karolem po poprzednim - udanym! - sezonie, była... No, sami wiecie jaka.

Szczególnie, że jak trwoga, to znów do Karola - po co było zmieniać coś, co działało dobrze? W wyrównanej Tauron Basket Lidze AZS mógł mieć już przecież bilans 7-5, 8-4, a może nawet lepiej...

POWRÓT KOLEJKI

Koszykarze, trenerzy, prezesi, słowem - wszyscy w Kotwicy dostali zakaz wypowiadania się na temat zajścia w szatni po meczu z PBG w 12. kolejce, ale telefon tu, telefon tam...

Po porażce 82:84, kiedy Kotwica roztrwoniła wysoką przewagę, Ted Scott wszedł do szatni podminowany i zaczął narzekać na kolegów - że grają słabo, że nie trafiają itp. Na to jeden z zawodników - skrzydłowy, który niedawno wrócił po kontuzji - odparował mu, żeby siedział cicho, bo przecież to on zepsuł ostatnią akcję rzucając przy potrojeniu. No i Scott rzucił się na kolegę z pięściami...

Zarząd klubu chciał kontrakt rozwiązać, ale ostatecznie tego nie zrobił i Scott zagrał w niedzielę w Sopocie. Z 25 punktami był najlepszym strzelcem drużyny, miał 8/17 z gry i 7/7 z wolnych oraz... ani jednej asysty. To jego drugi taki mecz w tym sezonie, choć ja spotkania nie oglądałem i nie jestem w stanie powiedzieć czy Scott podawać nie chciał, czy po prostu koledzy nie trafiali.

MŁODZI WIOŚLARZE

czyli piękni dwudziestoletni (lub młodsi)

Michał Kwiatkowski (Polonia, '92) - 18 minut, trzy punkty (1/4 z gry, 0/4 z wolnych), zbiórka, asysta i przechwyt z Prokomem

Alan Czujkowski (Polonia, '90) - osiem minut, 0/2 z gry, dwie straty i dwa faule. Uwaga! W tygodniu poprzedzającym mecz z Prokomem był na obowiązkowym obozie narciarskim z uczelni...

Mateusz Bieg (AZS, '90) - minuta i 0/1 z gry z Czarnymi

Tu pozwolę sobie na kilka słów o młodych wioślarzach z ligi juniorów starszych. W poniedziałek miałem okazję obejrzeć prawie całą pierwszą połowę meczu MKS Pruszków - Polonia Warszawa. W drużynie gospodarzy grał Michał Sokołowski - dynamiczny wymiatacz (ostatnio kontuzjowany), o którym mówiłem kilka tygodni temu we vlogu "Cegłą do kamery".

Za rzadko miałem ostatnio okazję oglądać "Sokoła", żeby stwierdzić czy po kontuzji kolana stracił trochę swojej imponującej dynamiki, ale warunki fizyczne ten chłopak ma, oj ma. Do seniorskiej koszykówki poniżej TBL - od zaraz, choć głównie po to, żeby się uczyć. W juniorach starszych może grać na czterech pozycjach (raczej poza środkowym) i na każdej potrafi dominować.

W Polonii pokazali się znani z ekstraklasy Bartłomiej Bojko i Paweł Śpica (ten tylko z treningów z zespołem Wojciecha Kamińskiego). Śpica, koszykarz z końca ławki wicemistrzów świata do lat 17, w oglądanym przeze mnie fragmencie nie wyróżnił się niczym, natomiast Bojko pokazał kilka wysuniętych łokci, przepychanki, a w konsekwencji - po kolejnym faulu - głupotę. Poklepał sędziego po głowie, za co od arbitra dostał faul techniczny, a od trenera Piotra Bakuna - klucz od szatni.

A całe 18 minut meczu juniorów starszych zrobiło na mnie przygnębiające wrażenie. Chaos, głupota, gra bez zasad... A jak się dowiedziałem, że MKS, który w poprzednim sezonie zdobył brąz mistrzostw Polski juniorów, w wakacje nie był na obozie, trenuje tyle o ile, jego środkowy Paweł Poniatowski został rugbystą, a w całym warszawskim okręgu są tylko trzy drużyny juniorów starszych, to... Po co w ogóle ja o tym piszę?

PS Konrad Migdalski, który pięć lat temu zdobył 227 punktów w meczu młodzików, raczej nie zagra nigdy w poważnej koszykówce. I uwaga! Napisałem to bardzo łagodnie...

W POSZUKIWANIU 23. TRIPLE-DOUBLE

George Reese (AZS) - 25 punktów, siedem zbiórek i siedem asyst z Czarnymi

Daniel Szymkiewicz (Trefl II) - 20 punktów, siedem zbiórek i siedem przechwytów z Etmalem Korsarz Gdańsk

Mateusz Płatek (Nysa) - 14 punktów, osiem zbiórek i siedem asyst z Księżakiem

Dawid Szewczyk (Unia) - 25 punktów, 11 zbiórek i siedem przechwytów z UMKS

Karol Kupczak (Bank Spółdzielczy Żory) - 19 punktów, osiem zbiórek i siedem asyst z Cracovią

SEASONS IN THE ABYSS

Niektórzy mówią już o nim "Jacek Krzykała"...

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Limit 24 sekund na rozegranie akcji w NBA obowiązuje od sezonu 1954/55. W koszykówce zarządzanej przez FIBA o sześć sekund wyższy pojawił się trzy lata później (1957/58), a do 24 zmniejszono go w 2000 roku.

Przyczyna wprowadzenia limitu? Szukano sposobu na wyeliminowanie sytuacji, w których wygrywająca drużyna powstrzymuje się od rzucania i czeka na faule rywali, albo odwrotnie - kiedy słabszy zespół chce uniknąć pogromu i woli sam nie zdobywać punktów, aby nie pozwolić na to rywalom.

Ciekawe, że o ile w NBA o wprowadzeniu ograniczenia czasowego na rozegranie akcji zadecydował ten pierwszy przypadek, to w koszykówce FIBA - ten drugi. Ale po kolei.

22 listopada 1950 roku Fort Wayne Pistons chcieli za wszelką cenę ograniczyć środkowego Minneapolis Lakers George'a Mikana, jednego z najlepszych koszykarzy przełomu lat 40. i 50. Ograniczyli go w ten sposób, że zamiast rozgrywać akcje kończone rzutami, najczęściej wymieniali tylko podania - na stojąco lub po dryblingu. Pistons wygrali w Minneapolis 19:18. To zdecydowanie najniższy wynik w historii NBA.

Niedługo po tym spotkaniu Danny Biasone, który w 1919 roku przybył do USA z Włoch w wieku lat 10, potem dorobił się jako właściciel kręgielni, a w 1946 roku założył Syracuse Nationals, zaczął lobbować wśród innych właścicieli klubów, aby wprowadzić ograniczenie czasu akcji. Nie był to ponoć pomysł Biasone'a, ale na pewno jego pomysłem były 24 sekundy.

Dlaczego akurat tyle? Otóż Biasone przeanalizował efektowne mecze, w których rzucano wiele punktów (takie się zdarzały) i sprawdził, że oba zespoły oddają w nich ok. 120 rzutów. Potraktował to jako wzór i liczbę 2880 sekund (czyli 48 minut) podzielił właśnie przez 120. Wynik? Tak, dokładnie 24 sekundy.

NBA nie przekonała się do tego pomysłu od razu, ale po kalkulowanej grze w finale z 1954 roku (wyniki meczów Lakers - Nationals to 79:68, 60:62, 81:67, 69:80, 84:73, 63:65, 87:80) w końcu zdecydowano o zmianie przepisów. W sezonie 1954/55 średnie zdobycze drużyn wzrosły o niemal 14 punktów, gra stała się bardziej ofensywna, ciekawsza. Po latach o Biasone zaczęto mówić, że uratował NBA. Że bez tej konkretnej zmiany liga by nie przetrwała.

I ciekawostka: w pierwszym sezonie z przepisem 24 sekund, mistrzem NBA zostali... Nationals. Drużyna Biasone'a pokonała w finale Pistons 4:3. Wyniki - 86:82, 87:84, 89:96, 102:109, 71:74, 109:104, 92:91.

Danny Biasone zmarł 25 maja 1992 roku.

Tą historię pewnie już znacie, bo o Biasone przeczytać można i w Wikipedii, i na stronie NBA, i w archiwach "New York Times", i na dwójce Billa Simmonsa.

Nigdzie jednak nie znalazłem wcześniej bezpośredniej przyczyny wprowadzenia ograniczenia czasu na rozegranie akcji w koszykówce FIBA. Stało się to w 1956 roku. Ale dlaczego? Ludwik Miętta-Mikołajewicz:

Podczas igrzysk olimpijskich w Helsinkach w 1952 roku, drużyna ówczesnego Związku Radzieckiego tak bardzo bała się wysokiej porażki z USA, że grała na przetrzymanie piłki. Można było ją trzymać bez ograniczeń, do momentu własnej straty. Nie było takiego przepisu, jak np. w obecnej piłce ręcznej, gdzie czasu akcji się nie mierzy, ale sędzia w pewnym momencie daje znak, że należy ją finalizować. W koszykówce początkowo takich regulacji nie było, ale po tym przypadku meczu USA - ZSRR na kolejnych igrzyskach w Melbourne wprowadzono przepis 30 sekund.

W finale igrzysk w Helsinkach, od których rozpoczął opowieść obecny prezes, a wcześniej znakomity trener Wisły Kraków, koszykarze ZSRR dopięli swego - przegrali z Amerykanami różnicą zaledwie 11 punktów - 25:36...

Wynik był szokujący, bo np. w półfinałach ZSRR pokonał Urugwaj 61:57, a USA wygrali z Argentyną 85:76. Z drugiej strony ZSRR musiało mieć defensywne nastawienie, bo w fazie grupowej z Finlandią wygrało 47:35, co było najniższym - poza finałem - wynikiem turnieju.

Cztery lata później, podczas igrzysk w Melbourne, kongres FIBA postanowił, że od 1 lipca 1957 roku wprowadzony zostanie przepis 30 sekund na rozegranie akcji. W finale igrzysk w 1956 roku znów spotkały się USA i ZSRR (w amerykańskim zespole grał m.in. Bill Russell, a w radzieckim Valdis Muiznieks - wujek Karlisa, obecnego trenera Trefla Sopot), ale tym razem ZSRR dał się rozgromić - przegrał 55:89.

Uległ presji i nie zdecydował się grać na czas?

PS Powyższa notka powstała jako jedno z możliwych rozwinięć ostatniego felietonu "Cegłą do kosza". I pomyśleć, że gdyby Polonia Warszawa przegrała z Asseco Prokomem Gdynia po ludzku, tak 63:81, to pewnie w ogóle bym się tym tematem nie zainteresował...

niedziela, 09 stycznia 2011

Nie będę ukrywał, po dwóch miesiącach oglądania Minnesota Timberwolves w każdym meczu, wymiękłem. Przedawkowałem. Już nie mogę. Muszę odpocząć.

A skoro Timberwolves chwilowo nie oglądam, to nie będę się wymądrzał na temat kolejnych spotkań. Po statystyki, liczby i bilanse odsyłam na specjalistyczne strony.

Na blogu, po kolejnych pięciu meczach (bilans 1-4, wygrana z New Jersey Nets, a porażki z Denver Nuggets, Boston Celtics, Charlotte Bobcats i Portland Trail Blazers), proponuję artykuł o Michaelu Beasley'u, który napisałem do grudniowego "MVP".

Przy okazji - styczniowy numer ukaże się lada dzień. Tym razem pisałem o trenerze George'u Karlu, który w grudniu wygrał swój 1000. mecz w karierze.

Beastia wśród wilków

Jeśli - jeśli! - Michael Beasley utrzyma formę z początku sezonu, Minnesota Timberwolves mogą okazać się jednym z największych zwycięzców letnich transferów. Koszykarza, który może być kamieniem węgielnym drużyny, pozyskali przecież niemal za darmo!

Beasley, była wielka gwiazda uczelni Kansas State i nr 2 draftu w 2008 roku, w dwóch sezonach w Miami Heat grał solidnie, ale nie olśniewał, a zapamiętany został przede wszystkim za koneksje z marihuaną. Kandydat na gwiazdę NBA? Wolne żarty. Raczej kolejne draftowe rozczarowanie.

To jednak daleka przeszłość. Ta niedawna, z początku sezonu, wygląda następująco: 42 punkty z Sacramento, 35 z Nowym Jorkiem, 25 z Atlantą, 28 z Charlotte, 33 i zwycięski rzut z LA Clippers, 25 z LA Lakers. Nieźle, prawda? Beasley pokazał w tych kolejnych meczach wielkie możliwości i choć do bycia gwiazdą ma jeszcze kawał drogi - musi nauczyć się trzymać poziom przeciwko drużynom, które już nie będą go sobie ważyć lekce - to jednak zasługuje na kilka słów uznania. Nawet, jeśli wpada w tak duże dołki, jak przeciwko Oklahoma City i San Antonio.

Kiedy w majowym „MVP” podsumowywałem nieudany sezon Minnesoty, przywoływałem słowa Mike’a McCollowa, dziennikarza Fox Sports Network North, który mówił, że zespół za wszelką cenę musi sprowadzić gwiazdę. I od razu schodziłem na ziemię cytując Phila Jacksona: - Timberwolves nie mają szans na podpisanie kontraktu z wolnym agentem, o którym można mówić „gwiazda”.

Szansa się jednak trafiła, a było nią przemeblowanie w Miami Heat. Pat Riley nie wahał się dodać LeBrona Jamesa i Chrisa Bosha do Dwyane’a Wade’a, ale dla gwiazd przez największe G musiał zrobić miejsce w budżecie. Nieprzyzwoicie wysoki kontrakt Jermaine’a O’Neala wygasł sam, lecz Heat potrzebowali tak dużo wolnych środków, że musieli się pozbyć także Beasley’a z 4,9 mln dolarów, które należą mu się w tym sezonie.

Na przecenie skorzystali Timberwolves, którzy za Beasley’a oddali dwa numery z drugich rund przyszłych draftów. Zaledwie dwa numery z drugich rund za koszykarza, który dwa lata temu olśniewał w NCAA i o włos z byczego ogona nie został nr. 1 draftu! - Musieliśmy dokonać tego transferu. Po prostu musieliśmy - mówił 12 lipca menedżer generalny Timberwolves David Kahn.

Transfer był, rzecz jasna, postrzegany jako ryzykowny i byli tacy, którzy twierdzili, że to kolejny niezrozumiały ruch Kahna. No bo jak stawiać na gracza, którego nasłynniejsza akcja to twitterowa autoprezentacja tatuażu „Supercool Bease” na barkach, gdzie w tle na stoliku widać było akcesoria służące do palenia zakazanych ziółek? Za namową klubu Beasley udał się na terapię odwykową do Houston, bo to nie był pierwszy taki wybryk koszykarza.

Problemy pozaboiskowe przyćmiły to, co skrzydłowy robił na parkiecie i zniechęciły do niego szefów m.in. Toronto Raptors czy Oklahoma City Thunder, którzy po Beasley’a sięgnąć mogli. O ile Sama Prestiego z tego drugiego klubu zrozumieć można (po co dołączać kolejnego młodego gwiazdora do Kevina Duranta i Russella Westbrooka?), o tyle decyzję Bryana Colangelo, który nie chciał Beasley’a w pakiecie za Bosha, pojąć trudniej. Zamiast wziąć do drużyny bez gwiazd zawodnika z wielkim potencjałem za 11 mln za dwa kolejne sezony, Colangelo podpisał kontrakt z Amirem Johnsonem (34 mln za pięć lat). Raptors sezon zaczęli zaskakująco dobrze, ale śmiem twierdzić, że w dłuższej perspektywie szybciej do play-off wrócą Timberwolves.

Kahn zaryzykował i na razie wygrywa. Beasley był objawieniem początku sezonu - zaczął powoli, przez kilka spotkań szukał sobie miejsca w drużynie Kurta Rambisa, badał możliwości gry w systemie tzw. trójkątów. W Memphis zdobył zaledwie sześć punktów, powrót do Miami okupił bolesną kontuzją biodra, po krótkiej pauzie zaliczył trzy bezbarwne występy w Atlancie, Houston i Los Angeles (tylko 17/44 z gry w tych meczach). Ale to właśnie po spotkaniu z Lakers B-Easy zmienił podejście do gry. Z luzaka, stał się kandydatem na lidera.

Skąd ta przemiana? Przed meczem z Lakers na zaproszenie Rambisa do szatni wszedł były kolega trenera z mistrzowskich drużyn Magic Johnson. Pokazywał młodym wilkom pierścienie, tłumaczył jak ważna jest gra zespołowa, dodawał otuchy. To najwyraźniej natchnęło Jonny’ego Flynna, który na kolacji z Beasley’em powiedział mu: - Stary, bądź sobą! Pamiętam jak dominowałeś w NCAA. Nie kombinuj, rób po prostu to samo.

42 punkty w zwycięskim wyjazdowym meczu w Sacramento były sygnałem, że B-Easy wziął sobie apel rozgrywającego Timberwolves do serca.

Jak gra? Jak niski skrzydłowy nastawiony na rzucanie punktów - nieważne czy spod kosza, z wejść, półdystansu czy dystansu. Beasley potrafi to wszystko. Rzut ma miękki i o sporym zasięgu. Po wyskoku lubi piłkę przetrzymać czekając na faul i zalicza akcje trzypunktowe. W lewą stronę mija bardzo dobrze, w prawą rzadziej i gorzej, ale tragedii nie ma. Zbiera przyzwoicie, choć bez szału (z drugiej strony: co ma zbierać skoro deski czyszczą Kevin Love i Darko Milicić?). Zdarza mu się grać na siłę, ale stosunkowo rzadko - umie dzielić się piłką i ładnie podać.

Rambis w kolejnych meczach daje mu piłkę w najważniejszych akcjach, choć to, co wyrabiał Beasley w końcówce przeciwko Spurs wołało o pomstę do nieba (nietrafianie w obręcz, podawanie w aut), Timberwolves mogą mieć nadzieję, że znajdą w nim gracza rozstrzygającego o wynikach.

22-letni skrzydłowy ma oczywiście duże minusy - słabo broni i traci sporo piłek (także w końcówkach), nie potrafi utrzymać równego, wysokiego poziomu, atakuje dość schematycznie. Nie wiadomo też jak zareaguje na rywali, którzy poznali się już na jego sztuczkach. Ale nie ulega wątpliwości, że B-Easy to pierwszy od czasów Kevina Garnetta gracz, na którym Timberwolves mogą próbować budować przyszłość.

Dlaczego Beasley nie podbijał w ten sposób NBA w Miami Heat? Z wielu przyczyn, z których najważniejsza nazywa się Dwyane Wade - B-Easy, 20-letni koszykarz, który w Kansas State był liderem, w Miami musiał zająć miejsce za superbohaterem, która dwa lata wcześniej poprowadziła Heat do mistrzostwa NBA. Na dodatek w Miami pojawił się też Jermaine O’Neal - podupadły, ale jednak gwiazdor z ogromnym kontraktem.

- Nie znalazłem się w sytuacji typowej dla graczy wybieranych w czołówce draftu, którzy idą do słabych drużyn. Moje umiejętności strzeleckie w Miami nie były po prostu potrzebne - mówił Beasley o pierwszych dwóch latach w NBA, ale jeśli uważnie spojrzeć w statystyki, to widać, że dawał sygnały ogromnych możliwości. Średnie z dwóch lat to 14,3 punktu i 5,9 zbiórki, ale w dziewięciu spotkaniach, w których brakowało Wade’a, bywał liderem - drużyna osiągnęła bilans 4-5, a Beasley w sześciu meczach był jej najlepszym strzelcem (zdobywał minimum 21 punktów). Sprawcami czterech z pięciu porażek były drużyny grające w play-off, tylko raz Miami przegrało różnicą większą niż sześć punktów. W poprzednim sezonie Beasley miał okres, w którym zdobywał minimum 20 punktów w siedmiu z 11 kolejnych spotkań. Z rytmu wybiła go kontuzja kolana.

Wybijała go także pozycja silnego skrzydłowego, do której niekoniecznie pasował. Tutaj ciekawostka: nie dajcie się zwieść oficjalnym informacjom na temat wzrostu Beasley’a - oficjalna strona NBA podaje, że zawodnik ma w butach 6’10 stopy, co odpowiada 208 cm, ale B-Easy nie jest wyższy niż Kevin Durant, który mierzy 6’9, czyli 206 cm. Zresztą już podczas pomiarów przed draftem okazało się, że 6’10 to mit - Beasley ma 6’8 (w butach!), czyli ok. 204 cm wzrostu. W Heat grywał bliżej kosza, w Timberwolves porusza się dalej od obręczy. Jak widać - z korzyścią.

W Heat Beasley grał bez pewności siebie, a na dodatek zachowywał się dość swobodnie, nie wyglądał na człowieka w 100 proc. poświęconego drużynie, co przeszkadzało przyzwyczajonym do innego podejścia do pracy Wade’owi czy Riley’owi. - Cały świat mówi o mnie, że jestem niedojrzałym dzieckiem. Ale wiecie co? Ja właśnie dokładnie nim jestem. Mam 21 lat, dorastam, codziennie się uczę - mówi teraz Beasley. W młodych Timberwolves taka postawa nie szokuje, w doświadczonych Heat przeszkadzała.

Dlatego biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, trudno się dziwić Miami, że Beasley’a oddało. To była dobra decyzja w perspektywie ściągania Gwiazd - kim byłby bohater tego tekstu za Wade’em, Jamesem, Boshem? Sfrustrowanym bohaterem NCAA, która zabezpiecza tyły, o niczym nie decyduje, a może mieć skłonności do psucia atmosfery. Inną kwestią jest jednak to, że Heat oddali Beasley’a niemal za darmo - przecież można było wytargować choćby numery z pierwszych rund draftu...

Ciekawe jak będzie rozwijał się Beasley, jak będzie uczył się bycia liderem, wygrywania końcówek. Na razie sam przyznaje, że w pewnych momentach meczu się wyłącza. To świadczy o dwóch rzeczach - o talencie (Beasley z piłką i wolną ręką potrafi być na boisku nie do zatrzymania) i o braku doświadczenia (skrzydłowy Timberwolves opiera swoją grę raczej na instynkcie niż czytaniu i kontrolowaniu gry). Ten brak doświadczenia to jednak minus naturalny - Beasley ma przecież dopiero 22 lata i zaledwie kilkanaście meczów w NBA, w których jest liderem drużyny.

W Minneapolis już mówi się, że to najlepszy transfer klubu w 21-letniej historii.

wtorek, 04 stycznia 2011

W środę kończy się głosowanie na pierwsze piątki Północy i Południa oraz uczestników konkursu wsadów na Mecz Gwiazd PLK (Kalisz, 16 stycznia, godz. 18). Liga ogłosi pierwsze piątki, rezerwowych oraz uczestników konkursów na konferencji prasowej 11 stycznia, ja poniżej prezentuję koszykarzy, na których głosowałem:

PÓŁNOC

JEREL BLASSINGAME (rozgrywający, Energa Czarni Słupsk)

Koszykarz-orkiestra. Wyprowadzi kontrę, wywrze presję na rywalu, pokrzyczy, pogada, a jak trzeba, to i potańczy na boisku. Ale przede wszystkim dobrze gra w zespole lidera, jest skrzynią biegów Czarnych. Są tacy, którzy powiedzą, że to Rajon Rondo Tauron Basket Ligi.

Kontrkandydat: Igor Milicić (AZS Koszalin). 34-letni weteran wciąż trzyma dobry poziom - jest pierwszy w klasyfikacji asyst (6,1) i wyprzedza w niej... Blassingame'a (6,0). Trzeci w kolejce na tej pozycji byłby wciąż solidny Robert Skibniewski (Polpharma).

DANIEL EWING (rzucający, Asseco Prokom Gdynia)


Rzucający, rozgrywający, pick your poison... Spokojny, solidny gracz, który wiele elementów potrafi wykonywać na wysokim poziomie, a jego gra ma istotny wpływ na wyniki mistrzów Polski. Koszykarz ze sporym stażem w ekstraklasie, który często był w cieniu większych gwiazd Prokomu, ale sam też nią jest.

Kontrkandydaci: Cameron Bennerman i Mantas Cesnauskis (obaj Czarni). Pierwszy jest przebojowy i efektowny, drugi spokojny i bardzo efektywny, ale... żaden z nich nie jest Ewingiem.

FILIP DYLEWICZ (wysoki skrzydłowy, Trefl Sopot)

Podobnie jak Ewing - też gwiazda. Wielokrotny mistrz Polski, ostatnio kapitan reprezentacji. Koszykarz wracający z ligi włoskiej, jeden z najlepszych skrzydłowych ligi. I jeszcze inaczej - jeden z niewielu rozpoznawalnych graczy z polskiej ligi dla przeciętnego kibica. Wszechstronny, skuteczny i umie się bawić.

GEORGE REESE (wysoki skrzydłowy, AZS Koszalin)

Znów ratuje AZS, znów ma bardzo dobry sezon. Reese to - podobnie jak Milicić - weteran polskiej ekstraklasy, który ma za sobą udziały w Meczu Gwiazd. Zapamiętałem go m.in. z 2009 roku z Warszawy, kiedy urządzał sobie prywatne pojedynki z Michaelem Ansley'em. Ansley'a w lidze już nie ma, ale jest Reese.

Kontrkandydaci (dla obu skrzydłowych): Adam Waczyński (Trefl), Michael Hicks (Polpharma), Tomasz Cielebąk (Polpharma), Zbigniew Białek (Czarni). Pewniakiem na skrzydło Północy był J.R. Giddens, ale on w Prokomie nie dotrwał 2011 roku. Waczyński, Białek, Cielebąk i Hicks mają dobre sezony, ale do Dylewicza i Reese'a czegoś im jednak brakuje...

RATKO VARDA (środkowy, Prokom)

Z całym szacunkiem dla innych środkowych z Północy - Varda jest tu bezkonkurencyjny. Jest wyrazisty, skuteczny, wielki, trudny do zatrzymania, potrafi zaskoczyć trójką, ale i wsadem.

Kontrkandydat: brak. No, powiedzmy, że można byłoby rozważyć oddanie głosu na Darrella Harrisa (statystyki), Kirka Archibeque'a (tatuaże), Bryana Davisa (wyskok) czy Dragana Ceranicia (oryginalna fryzura). Ale po co?

POŁUDNIE

WALTER HODGE (rozgrywający, Zastal Zielona Góra)

Uwielbiam takich graczy! Hodge ma ciekawą historię kariery, przyciąga na boisku wzrok, emocjonalnie reaguje na wydarzenia podczas meczu, a poza tym - a raczej przede wszystkim - jest dobrym koszykarzem, który potrafi rozstrzygać o wynikach spotkań.

Kontrkandydaci: Thomasowie - Torey (PGE Turów Zgorzelec) i Chris (Anwil). Solidni gracze, po których spodziewam się, że jeszcze swoje zespoły poprowadzą w ważnych meczach play-off. Do Meczu Gwiazd nadają się jednak mniej niż Hodge.

EDDIE MILLER (rzucający, PBG Basket Poznań)

Tak jak cały zespół z Poznania Miller w tym sezonie nie olśniewa, ale ja chciałbym go zobaczyć w Meczu Gwiazd. Miller potrafi zagrać i skutecznie, i efektownie. Moim zdaniem jest jedynym koszykarzem zdolnym do zgarnięcia potrójnej korony - MVP Meczu Gwiazd, zwycięstwa w konkursie trójek i wygranej w konkursie wsadów. To byłby pierwszy taki przypadek w historii polskiej ligi - po dwa trofea zgarniali Adrian Małecki, Gintaras Kadziulis, Grady Reynolds i Andrzej Pluta (dwukrotnie).

Kontrkandydat: Darnell Hinson (Polonia). Koszykarz o twarzy Mike'a Tysona, który znakomicie zatrzymuje w tym sezonie snajperów drużyn przeciwnych. To świetna umiejętność, ale... niekoniecznie na Mecz Gwiazd.

NIKOLA JOVANOVIĆ (wysoki skrzydłowy, Anwil Włocławek)

No, nie jest to mój ideał skrzydłowego, ale konkurencję na tej pozycji na Południu wyprzedza wyraźnie. Jovanović już trzeci sezon z rzędu utrzymuje bardzo dobry poziom i - uwaga - potrafi zagrać efektownie. Efektownie inaczej, ale jednak - trudny rzut z przytrzymaniem, sprytne, siatkarskie podanie w kontrze. Wsadów nie uświadczysz, ale jest na co popatrzeć.

MARKO BRKIĆ (wysoki skrzydłowy, PGE Turów Zgorzelec)

Mocny punkt mocnej drużyny. Nietypowo, jak na wysokiego skrzydłowego ,potrafi zabijać przeciwnika seriami celnych rzutów za trzy punkty. To bywa efektowne.

Kontrkandydaci (dla obu skrzydłowych): Harding Nana i Tony Easley (obaj Polonia), Daniel Wall (Siarka Tarnobrzeg), Konrad Wysocki (Turów). Można było postawić na skoczka Easley'a, ale jego przede wszystkim chciałbym zobaczyć w konkursie wsadów. Wall, polski Charles Barkley, też byłby ciekawym kandydatem do Meczu Gwiazd, ale... Cóż, tu postawiłem na poziom sportowy.

CHRIS BURGESS (środkowy, Zastal Zielona Góra)

Środkowy Zastalu miał większą konkurencję niż Varda, ale w sumie i tak był wyborem oczywistym. Podpora beniaminka, która - jak pokazał ostatni mecz w Gdyni - potrafi długo rywalizować z silniejszym przeciwnikiem. Burgess to rzemieślnik, ale solidne rzemiosło jest w cenie. Na razie to zdecydowanie jeden z najlepszych koszykarzy tego sezonu.

Kontrkandydat: Eric Hicks (Anwil). W 2008 roku świetnie grał w Meczu Gwiazd we Wrocławiu. Wsady, bloki, uśmiech na twarzy... Gdyby grał w Anwilu więcej, to kto wie...

W konkursie wsadów głosowałem na broniącego tytułu Eddiego Millera, a także na Camerona Bennermana, Lawrence'a Kinnarda oraz Tony'ego Easley'a. Uważam, że taki zestaw mógłby zaprezentować najlepszą rywalizację nad obręczami w historii polskiej ligi. Byłoby mocno!

Trójki? Udział Andrzeja Pluty nie podlega dyskusji. Podobnie jak Mantasa Cesnauskisa. Dwóch pozostałych koszykarzy? No, tu jest w czym wybierać: Filip Widenow, Michał Wołoszyn, Eddie Miller, Michael Hicks, Darnell Hinson, Marko Brkić... Ja postawiłbym na dwóch z trójki Widenow, Wołoszyn, Miller. Z naciskiem na tego ostatniego.

Więc co, głosujemy raz jeszcze? Instrukcje znajdziecie na oficjalnej stronie internetowej Meczu Gwiazd. Meczu Gwiazd, którego lokalizację, datę i sposób organizacji można podważać i krytykować, ale na który nie ma sensu się obrażać.

PS Jak zwykle interesuje mnie głos czytelników - kogo widzicie w piątkach Północy i Południa? Kogo chcielibyście zobaczyć w konkursach?

poniedziałek, 03 stycznia 2011


Odbarwione, pokruszone, krzywe i zarośnięte. Ale ciekawe, bo na wyciągnięcie ręki.

WYBIÓRCZY PRZEGLĄD KOSZYKARSKIEGO WEEKENDU

Na 12. kolejkę Tauron Basket Ligi można spojrzeć pod różnymi kątami - po pierwsze: było w niej trochę niespodzianek, bo chyba tak można uznać wygrane Polonii Warszawa nad Anwilem Włocławek, AZS Koszalin nad Treflem Sopot oraz rozmiary zwycięstwa PGE Turowa Zgorzelec nad Energą Czarnymi Słupsk.

Po drugie: była to kolejka zacięta, bo aż trzy niedzielne mecze rozstrzygały się w ostatnich minutach - Polonia - Anwil, AZS - Trefl, a także Kotwica Kołobrzeg - PBG Basket Poznań.

Po trzecie: znakomicie zagrali w niedzielę środkowi! Tony Easley (Polonia), Ratko Varda (Asseco Prokom Gdynia), Chris Burgess (Zastal Zielona Góra), Kirk Archibeque (Polpharma Starogard), Dragan Ceranić (Trefl), Patrick Okafor (PBG), Paul Miller (Anwil)... Siedmiu centrów zaliczyło dobre mecze, a to nie zdarza się w TBL często.

W tabeli uwzględniającej procent odniesionych zwycięstw mamy wyodrębnioną czołówkę (Czarni 10-2, Prokom 6-2, Turów 7-4, Trefl 7-5), szeroką strefę średniaków (Polpharma 6-6, Zastal 6-6, Polonia 6-6, Anwil 5-6, AZS 5-6, PBG 5-7) i dwóch słabeuszy (Kotwica 3-8, Siarka 2-10).

NAGRODY I WYRÓŻNIENIA

MVP 12. kolejki: Tony Easley (Polonia) - w poprzedniej kolejce był bohaterem akcji, w której Cameron Bennerman niemal przeskoczył nad nim wykonując "Bennerdunk 2", teraz środkowy Polonii wymazał tamtą akcję z pamięci warszawskich kibiców wsadem, który zadecydował o wyniku meczu. Ale to tylko ostatnia akcja - Easley grał równo przez całe spotkanie, zbierał, dobijał, wykonywał manewry. Zdobył w sumie 24 punkty (10/10 z gry!), miał 15 zbiórek.

Pierwsza piątka: Ivan Koljević (Turów), Paweł Kikowski (Trefl), Michał Wołoszyn (Kotwica), George Reese (AZS), Tony Easley (Polonia).

Kandydatami wśród rozgrywających byli też Daniel Ewing, Cliff Hawkins, Tomasz Śnieg i Marcin Nowakowski, ale Koljević - według naocznych świadków - był kluczowym koszykarzem Turowa w wygranym meczu z liderem. Kikowski? Długo się zastanawiałem, byłem bliski wyboru Filipa Widenowa, mocnym kandydatem był Adam Waczyński, nieco słabszym - Kamil Chanas, ale to Kikowski był najważniejszą strzelbą osłabionego Trefla w Koszalinie.

Na trójce Michał Wołoszyn z Kotwicy przegranej, ale 24 punkty w 29 minut, a bardziej 7/10 za trzy, zrobiło wrażenie. Ważna była także niewielka konkurencja na tej pozycji. Pozycja wysokiego skrzydłowego George Reese nie podlega dyskusji, Easley na środku - cóż, Varda, Archibeque czy Okafor zasłużyli na wyróżnienie, ale to polonista jest MVP kolejki.

Klasyfikacja MVP: 2 - Ted Scott. 1 - Cameron Bennerman, Zbigniew Białek, Marko Brkić, Chris Burgess, Kamil Chanas, Filip Dylewicz, Tony Easley, J.R. Giddens, Paweł Kikowski, Harding Nana.

Klasyfikacja piątkowa: 5 - Chris Burgess, Ted Scott. 3 - Cameron Bennerman, Filip Dylewicz. 2 - Zbigniew Białek, Jerel Blassingame, Mantas Cesnauskis, Tony Easley, Walter Hodge, Paweł Kikowski, Ivan Koljević, Stanley Pringle, Konrad Wysocki. 1 - Kamil Chanas, Winsome Frazier, J.R. Giddens, Michael Hicks, Darnell Hinson, Tomasz Kęsicki, Paweł Leończyk, Krzysztof Roszyk, Marcin Stefański, Chris Thomas, Vladimir Tica, Daniel Wall, Filip Widenow.

MVP RACE

Bez dużych zmian w czołówce, bo Burgess, Blassingame i Cesnauskis także w przegranych meczach robili swoje. Duży awans Reese'a, którego AZS idzie w górę, pojawia się zapomniany wcześniej Varda, który teraz będzie zapewne robił różnicę na korzyść Prokomu.

I uwaga ogólna - kogo wyróżniać z Turowa? Thomas, Brkić i Wysocki grają na bardzo równym, dobrym poziomie, a taki Koljević miewa wzloty i upadki... Podobnie zresztą jest w Treflu i Polpharmie, które mają po kilku graczy solidnych, ale żadnego zdecydowanego lidera.

1. Chris Burgess (Zastal) -

2. Jerel Blassingame (Czarni) -

3. Daniel Ewing (Prokom) -

4. Mantas Cesnauskis (Czarni) -

5. George Reese (AZS) +5

6. Darnell Hinson (Polonia) -1

7. Ted Scott (Kotwica) -1

8. Filip Dylewicz (Trefl) -

9. Ratko Varda (Prokom) +2

10. Walter Hodge (Zastal) -3

Gdzieś za nimi (alfabetycznie): Cameron Bennerman (Czarni), Zbigniew Białek (Czarni), Slavisa Bogavac (AZS), Marko Brkić (Turów), Darrell Harris (Kotwica), Michael Hicks (Polpharma), Nikola Jovanović (Anwil), Harding Nana (Polonia), Patrick Okafor (PBG), Torey Thomas (Turów). 

TRAFIAJ ANDRZEJ, TRAFIAJ!

Siedem punktów (3/5) z gry miał Andrzej Pluta w Warszawie, co pulę jego punktów w ekstraklasie zwiększa do 8375. W najważniejszej akcji meczu... No właśnie, co tam się wydarzyło?

Przy wyniku 75:75 Anwil miał 23 sekundy na rozegranie akcji po czasie dla trenera Emira Mutapcicia. DJ Thompson, Nikola Jovanović, piłka trafia do Andrzeja Pluty w narożniku. Rzucający Anwilu robi zwód, wiesza Darnella Hinsona i - zdaniem sędziów - składając się do kozła cofa prawą nogę za linię boczną. Prezes Anwilu Zbigniew Polatowski twierdził po meczu, że widział powtórki wskazujące na pomyłkę sędziów, ale z tej na stronie TVN Warszawa wynika, że Pluta mógł wyjść na aut.

Taki błąd w niedzielnym meczu zdarzył mu się już wcześniej, trener Polonii Wojciech Kamiński przypomniał, że pięć sezonów temu, kiedy obaj byli w Zgorzelcu, Plucie gwizdnięto podobny błąd w play-off przeciwko... Anwilowi. Sam koszykarz przyznał też, że po odsunięciu linii trójek znajdowanie sobie pozycji w narożnikach bywa problemem.

Abstrahując od tej akcji - Plucie niełatwo grało się w ataku przeciwko Hinsonowi, ale i Marcinowi Nowakowskiemu w obronie. To był trudny mecz dla rzucającego Anwilu.

SERIA CESNAUSKISA

2/4 za trzy w Zgorzelcu oznacza, że Mantas Cesnauskis serię podtrzymał i wciąż jest jedynym koszykarzem TBL, który trafiał przynajmniej dwie trójki w każdym z 12 spotkań. Konkurs rzutów za trzy podczas Meczu Gwiazd w Kaliszu może być superciekawy - broniący tytułu Pluta, świetny Cesnauskis, wracający do formy Wołoszyn i... Widenow? Kikowski? Jakub Dłoniak? Ten Scott? Ktoś inny?

Serię spotkań z double figures na 11 zakończył kolega Cesnauskisa Bennerman, który w Zgorzelcu zdobył tylko osiem punktów (3/9 z gry). Jedynym koszykarzem TBL, który rzucał po minimum 10 punktów w każdym spotkaniu pozostał zatem Hinson - obwodowy Polonii miał w niedzielę 17 przeciwko Anwilowi.

ZDJĘCIE KOLEJKI

Znów z Warszawy, tym razem autorstwa Kuby Atysa z Agencji Gazeta. Zwycięski Tony Easley:

Przy okazji od razu opis zwycięskiej akcji - Polonia miała cztery sekundy i można było się spodziewać, że Nowakowski, który dobrze radził sobie z obroną Anwilu, będzie szukał - być może nawet nad obręczą - skutecznego Easley'a. Rozgrywający Polonii uciekł po zasłonie Plucie, szybko zaczął wchodzić pod kosz z lewej strony, skupił na sobie uwagę obrońców i znakomicie odegrał w tempo do wbiegającego w pole trzech sekund Easley'a. Jego zwycięski wsad był potężny...

LICZBY KOLEJKI

6 - tyle asyst miał Ted Scott (Kotwica) w meczu z PBG. To jego wyrównany rekord sezonu po tym, jak miał tyle ostatnich podań w spotkaniu... z PBG na inaugurację sezonu. W dziewięciu pozostałych meczach Scott miał w sumie 14 asyst. Przy okazji - w niedzielę Scott oddał tylko 16 rzutów z gry (podobnie jak z Anwilem najmniej w tym sezonie).

4 - tyle meczów z rzędu wygrał AZS. Tak, jak do walki o play-off wróciła Polpharma, tak teraz zrobili to koszykarze z Koszalina.

3 - tyle punktów był warty pierwszy celny rzut w meczu Polonia - Anwil. Wykonał go Nikola Jovanović i został pierwszym koszykarzem TBL, który trafił do kosza w 2011 roku.

2 - tylko tyle asyst (a aż sześć strat) miał w Gdyni Walter Hodge. Rozgrywający Zastalu ma jednak na koncie także dwa mistrzostwa NCAA i w tym sensie jest koszykarzem wyjątkowym.

MŁODZI WIOŚLARZE

czyli piękni dwudziestoletni (lub młodsi)

Alan Czujkowski (Polonia, '90) - 15 minut, pięć punktów (1/2 za trzy, 2/2 z wolnych), zbiórka, asysta, faul i dwie straty z Anwilem

Michał Kwiatkowski (Polonia, '92) - 12 minut, dwa punkty (1/1 z gry), asysta, dwa przechwyty, dwie straty i trzy faule

Oskar Bukowiecki (Turów, '91) - minuta z Czarnymi

Patryk Przyborowski (Czarni, '90) - trzy minuty, 0/1 za trzy z Turowem

W POSZUKIWANIU 23. TRIPLE-DOUBLE

W TBL nikt się do takiego osiągnięcia nie zbliżył, a niższe ligi w pierwszy noworoczny weekend nie grały.

piątek, 31 grudnia 2010

Pracuję nad tekstem o George'u Karlu do styczniowego numeru "MVP". To mój ostatni artykuł w tym roku, choć ukaże się już w 2011.

Grzebiąc w czeluściach internetu natknąłem się na wystąpienie Karla na gali z okazji wręczania nagród ESPY, gdzie trener Denver Nuggets został wyróżniony nagrodą im. Jimmy'ego V za wytrwałość. O Jimmym Valvano usłyszałem po raz pierwszy, zacząłem więc czytać, oglądać stare klipy i dotarłem do tego:

Optymizm, pasja i przesłanie bijące z zapamiętanego na zawsze wystąpienia Jimmy'ego V sprawiły, że uznałem je za pasujące w sam raz do notki kończącej 2010 rok.

Najlepszego!

wtorek, 28 grudnia 2010

Gdybym z koszykarzy mających coś wspólnego z Polską w 2010 roku miał stworzyć poważną drużynę, to wyglądałaby ona następująco:

PIERWSZA PIĄTKA

ROZGRYWAJĄCY: Łukasz Koszarek (Pepsi Caserta/reprezentacja Polski)

Ostatnio wiecznie drugi - zmiennikiem jest i we włoskim klubie, i w reprezentacji, ale u mnie Koszarek jest numerem 1! Od mistrzostw Europy w Hiszpanii w 2007 roku wiemy, że ma wystarczające umiejętności, aby prowadzić drużynę na dobrym poziomie - potwierdził to nie tyle w Anwilu Włocławek, co w kolejnych ME w Polsce, kiedy grał tym lepiej, im trudniejszy przeciwnik i faza turnieju.

W 2010 roku Koszarek był nieco w cieniu, ale nie zniknął z pola widzenia i ma miejsce w drużynie za poświęcenie się dla kadry i gotowość do gry w każdej sytuacji. W eliminacjach do ME na Litwie Koszarek był jasnym punktem drużyny, a jedyne, czego potrzebuje, to zaufanie trenera i komfort wielu minut na boisku. Wtedy pokaże, na co go stać!

RZUCAJĄCY: David Logan (Asseco Prokom Gdynia, Caja Laboral Vitoria)

Świetna pierwsza połowa roku w Prokomie, niezły początek w Vitorii i słabsze ostatnie miesiące, ale to wciąż najlepszy grać na pozycję nr 2, którego mogę wystawić w mojej Drużynie Roku. Świetny strzelec, który punkty zdobywa na różne sposoby, ale potrafi też kreować kolegów.

Grając u boku Koszarka mógłby wymieniać się nim pozycjami, bo i Logan może być rozgrywającym, i Koszarek rzucającym. Czy obaj spotkają się jeszcze w reprezentacji Polski? Intuicja podpowiada, że nie, że Logan nie będzie chciał grać już dla kadry, ale gdyby taką wolę wyraził, to selekcjoner miałby trudny orzech do zgryzienia. No bo kto lepszy dla reprezentacji: Logan czy Thomas Kelati?

SKRZYDŁOWY: Qyntel Woods (Asseco Prokom Gdynia, Krasne Krylia Samara)

 Po popisach Woodsa w Eurolidze i w TBL nie można było nie wybrać go do takiej piątki. Grający od niechcenia Amerykanin zdominował rozgrywki w Polsce w dwóch ostatnich latach, był także wyróżniającym się koszykarzem w Europie. I nie interesuje mnie przy tej selekcji to, co robił w wakacje i dlaczego wyleciał z rosyjskiej drużyny.

Woods mógłby być go-to-guy w Drużynie Roku, co jednocześnie nie musiałoby oznaczać jednostronnego, indywidualnego grania w ataku. "Q" wielokrotnie pokazywał, że umie grać zespołowo, współpracować z wysokimi, zaskakująco podać.

WYSOKI SKRZYDŁOWY: Maciej Lampe (Uniks Kazań, reprezentacja Polski)

Błyszczał i w Uniksie, i w reprezentacji, w której wszedł na wyższy poziom zachowania. Zniknął Lampe obibok, któremu nie zależy na atmosferze w drużynie i na wynikach, a pojawił się Lampe odpowiedzialny, który imponował zaangażowaniem w to, co dzieje się w drużynie. Imponował też formą w ataku, po słabszych meczach potrafił być krytyczny wobec siebie.

Wzmocniony fizycznie, bardziej dynamiczny i skoczny Lampe to skarb każdego zespołu. Bestia ataku, w którym potrafi zdobywać punkty na wiele sposobów. Jak odnalazłby się obok Logana i Woodsa, którzy uwielbiają zdobywać punkty? Lampe dorósł już do tego, że wynik drużyny jest ważniejszy niż dorobek indywidualny. Powtarza przecież, że w końcu chciałby coś wygrać...

ŚRODKOWY: Marcin Gortat (Orlando Magic, Phoenix Suns, reprezentacja Polski)

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy rok 2010 był dla Gortata udany, czy nie - w Orlando jego statystyki minimalnie, ale jednak rosły, choć nie był to progres satysfakcjonujący koszykarza, a na dodatek rozczarował wynik drużyny. Obecny sezon też nie zapowiadał się w Magic na przełomowy, więc szansa, jaką jest transfer do Phoenix Suns, spadła Gortatowi z nieba. Reprezentacja? Słaby początek, mocne zakończenie, kilka imponujących występów, ale znów gorycz z wyniku drużyny...

Gortat to jednak zdecydowanie rodzynek w polskiej koszykówce i to nie lukrowany, ale prawdziwy. Gada dużo (czasem za dużo), często udziela się poza boiskiem (czasem można odnieść wrażenie, że za często), ale jak zaczyna grać, to gra na 100 proc. Podkoszowy kręgosłup drużyny, koszykarz zdolny do poświęceń i popisów w obronie, którego stać na przebłyski w ataku. W Drużynie Roku wolałbym jednak Gortata naturalnie defensywnego i od czarnej roboty, niż Gortata na siłę aspirującego do roli lidera w ataku.

REZERWOWI

Daniel Ewing (Prokom) i Mantas Cesnauskis (Energa Czarni Słupsk) nie grają może porywająco, nie są pierwszoplanowymi koszykarzami swoich drużyn, ale takie postaci to w drużynie skarby. Ewing i Cesnauskis zapewniają spokój i pole manewru na obwodzie - obaj mogą grać na dwóch pozycjach, obaj świetnie rzucają za trzy. Ewing wnosi doświadczenie z NBA i Euroligi, Cesnauskis byłby świetnym łącznikiem z... trenerami (o nich niżej) i być może kandydatem na kapitana.

Wszechstronny jest także Thomas Kelati (Power Electronics Walencja, BC Chimki, reprezentacja Polski), którego solidna gra w Hiszpanii wzbudziła zainteresowanie trenera Sergio Scariolo z Chimek. Kelati mógłby być zmiennikiem Woodsa na skrzydle lub grać jako rzucający obok np. Ewinga (ależ podwyższenie składu!). Warto także pamiętać, że Kelati to niezły obrońca, który mógłby być wykorzystywany jako plaster na snajperów rywala. Mateusz Ponitka (AZS Politechnika Warszawska, reprezentacja do lat 17) jako wyróżniający się koszykarz na świecie w swoim roczniku pełniłby w drużynie rolę uczniaka, dla którego każdy trening z Woodsem, Kelatim czy Loganem byłby wielką szansą na postęp.

Graczem od zadań specjalnych byłby Konrad Wysocki (PGE Turów Zgorzelec) - jeden z najbardziej niedocenianych koszykarzy TBL. Niemiecki Polak/polski Niemiec może grać na obu pozycjach na skrzydłach, jest waleczny pod koszem, ale i niezły kilka metrów od niego, nie stroni od oddawania ważnych rzutów. Może wypełniać zadania specjalne w obronie, jest dobrym duchem drużyny, bardzo zaangażowanym w utrzymywanie atmosfery. Grał na igrzyskach w Pekinie.

Szymon Szewczyk (Air Avellino) silnym punktem reprezentacji Polski w tym sezonie nie był tylko dlatego, że przeszedł operację oka. "Szewcu" to walczak, gracz zespołowy, który wraz ze spadkiem dynamiki, poprawia skuteczność na obwodzie. Solidny zmiennik i dla Lampego, i dla Gortata. Za nim w odwodzie miałbym jeszcze Adama Łapetę (Prokom), który w różnych rozgrywkach udowadniał już, że może być ważnym punktem drużyny - 13 punktów, sześć zbiórek i pięć bloków w ostatnim meczu finału z Anwilem nie było przypadkiem. Głodny gry Łapeta zwykle zyskiwał w dobrych drużynach i obok klasowych koszykarzy - zapytajcie go o podania od Woodsa lub Filipa Dylewicza.

Trenerami mojej dwunastki byliby Tomas Pacesas i Dainius Adomaitis. Obaj Litwini mają różne charaktery i style prowadzenia zespołów - są jak ogień i woda. Pacesas to już także doświadczenie, Adomaitis to wciąż jeszcze świeżość. Nie wiem jak obaj panowie zapatrywaliby się na współpracę, ale bez dwóch zdań obaj są wyróżniającymi się trenerzy związanymi z polską koszykówką w 2010 roku. Do sztabu szkoleniowego mógłby także dołączyć nestor Jerzy Szambelan dbający o morale całej ekipy.

Powołania na zgrupowanie dostaliby także zapewne Jerel Blassingame (Czarni), Dardan Berisha (Anwil, reprezentacja), Michał Ignerski (Lagun Aro, Besiktas Stambuł), Damian Kulig (Polpharma Starogard, PBG Basket Poznań) i Przemysław Karnowski (Siden Toruń, SMS PZKosz Władysławowo, reprezentacja do lat 17), ale w składzie meczowym nie dla wszystkich znalazłoby się miejsce.

Co osiągnęłaby taka drużyna? Koszarek, Logan, Woods, Lampe, Gortat... Na ćwierćfinał Euroligi chyba by wystarczyło, prawda?

PS O roku 2010 w polskiej koszykówce porozmawialiśmy w studiu Sport.pl z Michałem Owczarkiem i Jakubem Wojczyńskim.