Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS
wtorek, 28 grudnia 2010

Uważny czytelnik wychwyci, że kolejny odcinek opowieści o wilkach opóźnił się o dwa spotkania, ale mam na to dobre wytłumaczenie - sezon to 82 mecze, a 82 przez pięć nijak nie da się podzielić na równe części. Prędzej czy później trzeba było jakieś spotkanie lub spotkania do podsumowania dołożyć. I jak się zaraz przekonacie, termin wybrałem bardzo dobry...

Zaczęło się jednak kiepsko...

BILANS OSTATNICH SIEDMIU SPOTKAŃ: 2-5 (W SEZONIE 8-24)

122:128 na wyjeździe z Phoenix Suns, 102:107 na wyjeździe z Portland Trail Blazers, 113:115 na wyjeździe z Denver Nuggets, 90:113 na wyjeździe z Los Angeles Clippers, 107:112 u siebie z Utah Jazz, 98:97 na wyjeździe z Cleveland Cavaliers, 113:98 u siebie z New Orleans Hornets.

W Phoenix po trójce Jonny'ego Flynna Minnesota wygrywała 102:95 na osiem minut i 20 sekund przed końcem. Darko Milicić był już po podkręceniu kostki, Suns (jeszcze bez Marcina Gortata) zabijali gości na deskach (46:39), ale decydujący cios zadali trójkami. Bum, bum, bum, bum, zryw 19:4, kroki Michaela Beasley'a oraz tradycyjne pudło za trzy Luke'a Ridnoura z 7,5 metra po czasie dla Timberwolves i porażka 122:128. Ale i wyróżnienia dla Corey'a Brewera (20 punktów) i Wesley'a Johnsona (17 punktów, pięć asyst).

W Portland Milicić zszedł z boiska po minucie, a LaMarcus Aldridge i Rudy Fernandez (odpowiednio 36 i 26 punktów, wiele po efektownych dwójkowych akcjach) dali spokojne prowadzenie Blazers. Spokojne, choć Timberwolves trzymali się dzięki zbiórkom i kontrom - deskę wygrali 49:37, aż 11 zbiórek miał Kosta Koufos, który wobec kontuzji Milicicia i szybkiego urazu Nikoli Pekovicia (ale pech...) grał - przyzwoicie - aż przez 25 minut. W ataku szalał Beasley (33 punkty), dobrze przeciwko byłemu klubowi spisywał się Martell Webster (17 punktów), w końcówce Minnesota zmniejszyła kilka razy straty do czterech punktów, ale ważne rzuty spudłowali wówczas Ridnour i Kevin Love.

W Denver na wygraną nie liczyłem, bo raz, że Minnesota w dołku i bez bałkańskich środkowych, a dwa, że Nuggets do tego meczu mieli u siebie bilans 11-2 (porażki - jednopunktowe! - tylko ze świetnymi Dallas Mavericks i San Antonio Spurs). Ty Lawson pokazywal Flynnowi jak powinien grać dynamiczny rozgrywający, Beasley miał 0/8 z gry zanim trafił wreszcie na początku trzeciej kwarty, no, ale Love miał dzień konia - 5/5 za trzy (reszta drużyny 1/17...), 17 punktów w czwartej kwarcie, w sumie 43 (rekord kariery) i 17 zbiórek! Minnesota zeszła z -20 na -2, ale w końcówce przedziwną decyzję podjął trener Kurt Rambis - Nuggets prowadzili 115:113 i mieli 27,3 sekundy na rozegranie akcji. Rambis zakazał faulować, Carmelo Anthony oddał rzut w ostatniej z 24 dozwolonych sekund, a Timberwolves nie zdążyli zebrać piłki...

W Los Angeles Milicić dawał radę tylko przez pięć minut, Love popełnił trzeci faul uprawiając zapasy z Blakiem Griffinem już w połowie pierwszej kwarty, Clippers zdemolowali gości na desce (56:33) odbierając szanse na punkty z ponowienia, Eric Gordon pobił rekord sezonu (36 punktów), a komentatorzy dopiero w 36. minucie mogli powiedzieć:

Minnesota played defence for the first time tonight.

Z Utah u siebie Timberwolves zaczęli dobrze, mieli świetną skuteczność za trzy (9/13 w połowie trzeciej kwarty, kiedy prowadzili 72:58), jeszcze trzy minuty przed końcem wygrywali 101:94 i mieli piłkę. No, ale przegrali i nawet nie chce mi się już tłumaczyć dlaczego... O, może dlatego, że dziwnym trafem drużyny atakowały na odwrotne kosze? Timberwolves zawsze kończą mecz rzucając na kosz przy ławce gości, a tym razem atakowali w drugiej połowie na ten przy swoim obozie.

Z pięciu powyższych powodów (i jeszcze dwóch z poprzedniego podsumowania), niedzielny mecz w Cleveland oglądałem bez nadziei. Miałem nawet przygotowany slogan "Minnesota Timberwolves - nie psuj sobie świąt!". Milicić wciąż bez formy, Koufos w masce ze złamanym nosem po przypadkowej kolizji z Websterem na treningu i początek 3:16. Fajnie nie było. W gazie był na szczęście Beasley (33 punkty), Cavaliers popełniali mnóstwo strat, nadzieja wróciła i... szybko odeszła - w połowie czwartej kwarty było 74:88 i komentatorzy nie musieli tym razem przypominać, że Minnesota aż siedem razy w tym sezonie trwoniła ponad 10 punktów przewagi w ostatniej kwarcie.

Tym razem roztrwonili je jednak gospodarze - ważny rzut trafił Brewer, dwie bliźniacze akcje pick and pop z Ridnourem trójkami z lewego skrzydła zakończył Love (przez trzy kwarty zdobył tylko dwa punkty), niesamowity Ridnour (23 punkty) trafił dwa razy z rzędu z dystansu. W ostatniej minucie Love trafił dwa wolne, a 6,9 sekund przed końcem zwycięskie punkty zdobył Beasley. Wreszcie! Po siedmiu porażkach z rzędu, po 12 kolejnych przegranych na wyjazdach, w końcu przyszła wygrana. Spóźniony prezent pod choinkę!

Poniedziałkowe spotkanie z Hornets u siebie to już najlepszy mecz Minnesoty w tym sezonie! Pierwszy zwycięski z drużyną z dodatnim bilansem w chwili jego rozgrywania, pierwszy, w którym zespół w irytujący sposób nie gubił piłek, pierwszy, w którym obrona była na solidnym poziomie (35 punktów Hornets w pierwszej kwarcie, ale już tylko 63 w trzech kolejnych), drugi, w którym punkty zdobyli wszyscy koszykarze pierwszej piątki. Świetnie, mądrze, zagrał Beasley (30 punktów, dziewięć zbiórek i siedem asyst), superskutecznie Wesley Johnson (24 punkty, 6/8 za trzy), bardzo dobrze Ridnour (12 punktów, 11 asyst, tylko jedna strata). Pod koszami solidni byli Love i Milicić i w ten sposób zamiast przygnębiającego 0-5, mogę z luzem i uśmiechem pisać - no dobrze, niemal się chwalić - 2-5.

LICZBY

43 - tyle razy (ze skutecznością 43 proc.) trafił za trzy Kevin Love w 32 meczach tego sezonu. W 141, które rozegrał w dwóch poprzednich latach, dokonał tego 37 razy...

9 - tylu koszykarzy w historii Timberwolves zdobyło ponad 40 punktów w meczu. Ostatnio dokonał tego Love (43), w tym sezonie także Beasley (42), a rekord klubu to 47 punktów Kevina Garnetta sprzed pięciu lat

2-10 - taki bilans ma Minnesota w meczach, które kończyły się różnicą sześciu punktów lub mniejszą

BOHATER

Niełatwo go wybrać - Love w większości spotkań grał bardzo dobrze i nawet w tych, w których przez np. trzy kwarty był w cieniu Beasley'a, miał potem ważne punkty i zbiórki w czwartej. B-Easy miewał w ostatnich meczach irytujące przestoje (np. 0/8 z gry w pierwszej połowie w Denver), ale wykonał zwycięską akcję w Cleveland i znakomicie zagrał z Hornets.

Statystyki z siedmiu meczów - Love 22,0 punktu, 15,4 zbiórki, 2,7 asysty, 0 bloku; Beasley - 24,1 punktu, 6,5 zbiórki, 2,7 asysty, 1,3 bloku. W porównaniu do całego sezonu Love poprawił się tylko w punktach, podczas gdy Beasley był w tym okresie lepszy pod każdym względem.

A więc bohater Michael Beasley, co nie umniejsza ogromnego wkładu Kevina Love'a.

Warto docenić też bardzo dobre mecze Ridnoura, Webstera i Johnsona, a także Brewera. Ten ostatni często irytuje, ale często też imponuje - z Cavaliers przełamał złą passę drużyny w czwartej kwarcie, z Hornets wykonał trzypunktową akcję nad Emeką Okaforem w ważnym momencie, zdarzają mu się istotne (niesamowite!) przechwyty, zbicia, bloki i wymuszone faule ofensywne rywali. Dziwny jest ten Brewer, ale przydatny.

ROZCZAROWANIE

Każdy kibic NBA intuicyjnie wyczuwa, że pierwszym rozgrywającym Minnesoty prędzej czy później będzie w tym sezonie Jonny Flynn. Patrząc jednak na ostatnie występy jego i Luke'a Ridnoura wcale nie jestem tego taki pewny.

Flynn wraca po kontuzji biodra, w tym sezonie zagrał dopiero osiem razy i jego okres ochronny trochę pewnie jeszcze potrwa, ale jasne jest, że tegoroczna Minnesota to nie ten sam bałagan, co rok temu. Flynnowi trudniej będzie się w nim odnaleźć - jego forsowane rzuty i groźne miny raczej irytują niż zadowalają, podobnie jak piłki, które traci w koźle. W siedmiu meczach Flynn miał 6,1 punktu, 3,0 asysty i 1,8 straty w 20,8 minuty. Skuteczność z gry - 41 proc.

Ridnour też potrafi negatywnie zaskoczyć - przeważnie jest nieskuteczny w kluczowych akcjach meczu, zdarzyła mu się wkurzająca sekwencja błąd połowy - przewinienie techniczne, ale w ostatnich spotkaniach jest jednak solidnym liderem. Dobrze kontroluje tempo, fajnie rozgrywa kontry, a w ataku pozycyjnym i rzuca z półdystansu, i wchodzi pod kosz odgrywając na obwód. W siedmiu meczach miał 11,1 punktu, 6,2 asysty i 1,5 straty w ciągu 29,2 minuty. Skuteczność z gry - 46 proc.

Słowem - Flynn rozczarowuje i ja stawiam na Ridnoura.

CYTAT

When you show you can shut down a team that's in the playoff chase, that gets you excited.

Martell Webster po meczu z Hornets. Ja czuję się tak samo.

LICZNIK DARKO

Milicić został wybity z niezłego rytmu przez kontuzję kostki, ale sprawdźmy jego skuteczność w ostatnich siedmiu meczach: 8/15, 0/1, opuszczony mecz z Nuggets, 0/0, 3/10, 2/4, 7/9. W sumie 20/39, czyli 51 proc. W sezonie 114/261, czyli 43 proc. Niewiele osób pamięta, że w pierwszych pięciu meczach Milicić miał 4/28 z gry...

Bloki: dwa, zero, nie grał, jeden, dwa, jeden, dwa. Średnio 1,3. W sezonie: 2,4.

CIEKAWOSTKI

Zwycięski rzut w Cleveland był dla Beasley'a drugim w tym sezonie. I z Clippers u siebie, i z Cavaliers na wyjeździe B-Easy w decydujących akcjach mijał rywala w prawą, a nie w swoją mocniejszą lewą stronę.

W końcówce meczu z Hornets Sebastian Telfair, który stracił miejsce w rotacji na rzecz Flynna, założył sobie na twarz maskę ochronną Kosty Koufosa. Wyglądał śmiesznie.

Minnesota broni w tym sezonie o wiele lepiej niż w poprzednim - kilka miesięcy temu Suns rzucili jej w Phoenix 152 punkty, ostatnio już tylko 128.

Podczas meczu w Portland realizatorzy przypomnieli, jak trzy lata temu Kevin Love (wówczas reprezentujący szkołę średnią z Lake Oswago w stanie Oregon) rozwalił wsadem tablicę.

Patrząc na J.R. Smitha w meczu z Timberwolves doszedłem do wniosku, że ten gość ma coś wspólnego z J.R. Riderem.

W drafcie 2009 roku Minnesota wzięła trzech rozgrywających - Ricky'ego Rubio (nr 5), Jonny'ego Flynna (nr 6) i Ty'a Lawsona (nr 18), którego od razu oddała do Denver. Największe wrażenie w NBA robi na mnie ten ostatni.

LeBron James powiedział ostatnio, że dla NBA dobre byłoby rozwiązanie kilku zespołów, dzięki czemu ich najlepsi koszykarze wzmocniliby lepsze drużyny, co zwiększyłoby atrakcyjność rywalizacji. Jako przykład podał Minnesotę i Kevina Love'a. Goń się, LeBron!

PLAN GIER

Środa: u siebie z Denver Nuggets. Sobota: u siebie z New Jersey Nets. Poniedziałek: wyjazd z Boston Celtics. Środa: u siebie z Charlotte Bobcats. Piątek: u siebie z Portland Trail Blazers.

Drużyna odrodzona, wszyscy koszykarze zdrowi, przełom roku sprzyja odmianom... Liczę na 4-1!

czwartek, 23 grudnia 2010

Dzień po odejściu Zdzisława Niedzieli koszykarski Lublin stracił drugą wybitną postać - 23 grudnia zmarł po długiej chorobie Leszek Maria Rouppert. Krakowianin, który jako koszykarz, trener i prezes związany był przede wszystkim z Lublinem. Warto zapoznać się z bogatym dorobkiem jego kariery.

Zdzisława Niedzieli nigdy nie poznałem, z Leszkiem Marią Rouppertem miałem zaszczyt kilka razy rozmawiać - przedostatni raz widziałem się z nim rok temu na gali "Złote Kosze", gdzie trener z błyskiem w oku zaprezentował mi medale mistrzostw świata, które wywalczyły prowadzone przez niego reprezentacje Polski w maxikoszykówce. Trener Rouppert pokazywał zdjęcia z zeszłorocznego turnieju w Pradze, na których stał obok prezydenta Vaclava Havla, chwalił się wycinkami prasowymi opisującymi sukces jego drużyn.

Potem pana Leszka spotkałem jeszcze w jego Lublinie podczas tegorocznego Meczu Gwiazd. Trener Rouppert podczas efektownej prezentacji drużyn Północy i Południa miał wówczas także swoje pięć minut - został uhonorowany przez lubelskie środowisko za ogromne zasługi i pracę dla koszykówki.

Pan Leszek zupełnie nie pasował do konwencji Meczu Gwiazd - stał z mikrofonem na oświetlonych schodzach i wymieniał zasługi swoich kolegów, wspominał dawne czasy. Koszykarze przestępowali z nogi na nogę, wszystkim spieszyło się do meczu, a trener Rouppert mówił, mówił, mówił...

Teraz wspominam to z uśmiechem i ze wzruszeniem.

Jednocześnie bardzo żałuję, że trener Rouppert i jego osiągnięcia nie zostały dotąd należycie docenione. Wyrzucam sobie teraz, że nigdy nie miałem czasu się z nim spotkać lub choćby telefonicznie porozmawiać o maxikoszykówce. Pan Leszek spotkania proponował, namawiał, żeby o sukcesach napisać, ale nas przecież do reszty pochłaniają te wszystkie NBA, wydarzenia w polskich ligach, transfery, afery...

Dopiero teraz, kiedy trenera Roupperta już nie ma, czuje się żal i pustkę.

Marek Lembrych, prezes Lubelskiego Związku Koszykówki:

Odszedł ostatni z wielkich, człowiek koszykówki, który miał zasady. Koszykówki trenera Roupperta już prawie nie ma - ta obecna jest drapieżna, inna, nieelegancka.

W ten smutny dzień mam jednak przeczucie, że po drugiej stronie trener Rouppert wspólnie z trenerem Niedzielą właśnie szykują się do wyjazdu na kolejny mistrzowski turniej...

środa, 22 grudnia 2010

Bardzo smutna wiadomość przed świętami - w nocy z wtorku na środę w wieku 80 lat zmarł w Lublinie znakomity trener koszykówki Zdzisław Niedziela. To pod jego wodzą na przełomie lat 70. i 80. zdobywał brązowe medale Start, co do dzisiaj jest najlepszym osiągnięciem w historii lubelskiej koszykówki męskiej.

Kilka miesięcy temu Zdzisław Niedziela udzielił długiego wywiadu Wiesławowi Pawłatowi z lubelskiej "Gazety Wyborczej". Prawdopodobnie ostatniego tak ciekawego...

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Odbarwione, pokruszone, krzywe i zarośnięte. Ale ciekawe, bo na wyciągnięcie ręki.


WYBIÓRCZY PRZEGLĄD KOSZYKARSKIEGO WEEKENDU

11. kolejka Tauron Basket Ligi przyniosła kilka ciekawych wyników - przede wszystkim wyjazdowe zwycięstwa po dogrywkach: na początek Siarki Tarnobrzeg w Kołobrzegu, a na koniec Trefla Sopot w Zgorzelcu. Szóste spotkanie z rzędu przegrało PBG Basket Poznań (w Koszalinie), Energa Czarni Słupsk wygrali 10. mecz w sezonie - w Warszawie. A Polpharma Starogard rozbiła w drugiej połowie Zastal Zielona Góra.

NAGRODY I WYRÓŻNIENIA

MVP 11. kolejki: Paweł Kikowski (Trefl) - od zera do bohatera! Tydzień wcześniej z Polonią "Kiko" miał 0/9 za trzy i zdobył tylko dwa punkty w 30 minut, w niedzielę rzucił 21 punktów (7/12 z gry, w tym 4/6 za trzy), miał siedem zbiórek, trzy asysty, przechwyt i ani jednej straty w 36 minut, a jego Trefl wygrał w Zgorzelcu po dogrywce. Brawo! Takiego Kikowskiego chcemy oglądać w TBL!

Pierwsza piątka: Stanley Pringle (Siarka), Ted Scott (Kotwica), Paweł Kikowski (Trefl), George Reese (AZS), Vladimir Tica (PBG).

Krótki komentarz do piątki - ogromny ścisk na pozycjach obwodowych sprawił, że nie jestem do końca pogodzony ze swoimi wyborami, bo wielu koszykarzy zasłużyło na wyróżnienie: Robert Skibniewski (Polpharma), Darnell Hinson (Polonia), Cliff Hawkins (PBG), Igor Milicić (AZS), Jerel Blassingame i Mantas Cesnauskis (Czarni). Wybrałem Pringle'a, bo świetnie odrodził się po słabym okresie i poprowadził Siarkę do ważnej wyjazdowej wygranej oraz Scotta, który co prawda Kotwicy zwycięstwa nie dał, ale zdobył aż 41 punktów, co jest w TBL wynikiem wyjątkowym.

Klasyfikacja MVP: 2 - Ted Scott. 1 - Cameron Bennerman, Zbigniew Białek, Marko Brkić, Chris Burgess, Kamil Chanas, Filip Dylewicz, J.R. Giddens, Paweł Kikowski, Harding Nana.

Klasyfikacja piątkowa: 5 - Chris Burgess, Ted Scott. 3 - Cameron Bennerman, Filip Dylewicz. 2 - Zbigniew Białek, Jerel Blassingame, Mantas Cesnauskis, Walter Hodge, Stanley Pringle, Konrad Wysocki. 1 - Kamil Chanas, Tony Easley, Winsome Frazier, J.R. Giddens, Michael Hicks, Darnell Hinson, Tomasz Kęsicki, Paweł Kikowski, Ivan Koljević, Paweł Leończyk, Krzysztof Roszyk, Marcin Stefański, Chris Thomas, Vladimir Tica, Daniel Wall, Filip Widenow.

MVP RACE

Na zakończenie pierwszej rundy sezonu zrobiłem przymiarkę do nagród indywidualnych na zakończenie rozgrywek, a tutaj przeprowadziłem remanent w wyścigu po MVP:

1. Chris Burgess (Zastal)

2. Jerel Blassingame (Czarni)

3. Daniel Ewing (Prokom)

4. Mantas Cesnauskis (Czarni)

5. Darnell Hinson (Polonia)

6. Ted Scott (Kotwica)

7. Walter Hodge (Zastal)

8. Filip Dylewicz (Trefl)

9. Cameron Bennerman (Czarni)

10. George Reese (AZS)

Gdzieś za nimi (alfabetycznie): Zbigniew Białek (Czarni), Slavisa Bogavac (AZS), Marko Brkić (Turów), J.R. Giddens (Prokom), Michael Hicks (Polpharma), Nikola Jovanović (Anwil), Harding Nana (Polonia), Torey Thomas (Turów), Vladimir Tica (PBG), Konrad Wysocki (Turów).

TRAFIAJ ANDRZEJ, TRAFIAJ!

Mecz Asseco Prokom Gdynia - Anwil Włocławek został przełożony na 15 stycznia, więc Andrzej Pluta nie miał okazji na powiększenie dorobku punktowego. Wciąż ma w ekstraklasie 8368 punktów.

SERIA CESNAUSKISA

Trwa w najlepsze! Mantas Cesnauskis trafił w Warszawie trzy trójki (na siedem prób) i pozostał jedynym koszykarzem w lidze, który w każdym z 11 meczów zaliczył przynajmniej dwie trójki. W sumie miał 27/49, czyli aż 55 proc. skuteczności za trzy.

Serie kontynuują także Darnell Hinson i Cameron Bennerman, którzy są jednymi koszykarzami TBL z double figures w każdym z dotychczasowych spotkań.

ZDJĘCIA KOLEJKI

Paweł Pietranik świetnie uchwycił to, co zrobił w Warszawie Cameron Bennerman.

LICZBA

Zamiast jednej liczby proponuję ich szereg - na zakończenie rundy warto zerknąć na tabelę, która oddaje prawdziwy układ sił w TBL:


MŁODZI WIOŚLARZE

czyli piękni dwudziestoletni (lub młodsi)

Alan Czujkowski (Polonia, '90) - dziewięć minut, asysta, dwie straty i trzy faule z Czarnymi

Michał Kwiatkowski (Polonia, '92) - 18 minut, cztery punkty (1/1 za trzy, 1/4 z wolnych), asysta, przechwyt, strata i trzy faule z Czarnymi

Bartłomiej Bojko (Polonia, '92) - pięć minut, 0/1 za trzy, dwie straty i faul z Czarnymi

W POSZUKIWANIU 23. TRIPLE-DOUBLE

Jeeeeeest! I to pierwsze w historii odnotowane z przechwytami - jego twórcą był Jakub Bogusz z Żurawia King Oscar Gniewino, który w wariackim meczu z Mon-Polem Płock zdobył 20 punktów, miał 10 asyst i aż 13 przechwytów.

Wyczyn oczywiście nie podlega dyskusji, ale spotkanie było parodią meczu ligowego - goście z Płocka stawili się w Gniewinie w piątkę i mieli - uwaga, uwaga, uwaga! - 55 strat. Z czego trzech graczy - Mikołaj Jankowski, Michał Firyn i Marcin Wiśniewski - odpowiednio 16, 15 i 14...

Czy ktoś może zrelacjonować ten mecz z pierwszej ręki? Wynik w evalu - 193:18...

Z triple-double flirtowali ostatnio także:

Cliff Hawkins (PBG) - 12 punktów, dziewięć zbiórek, dziewięć asyst z AZS

Łukasz Wilczek (AZS Politechnika Warszawska) - dziewięć punktów, 13 zbiórek, siedem asyst ze Zniczem Basket

Grzegorz Grochowski (SMS PZKosz) - osiem punktów, dziewięć zbiórek, 11 asyst z WOSSM

Rafał Niesobski (Sudety) - 25 punktów, osiem zbiórek, siedem asyst z Pogonią Ruda Śląska

Maciej Lepczyński (Nysa) - 15 punktów, dziewięć zbiórek, siedem asyst z A-Bild Bytom

Tomasz Zych (Unia) - 10 punktów, dziewięć asyst, osiem przechwytów ze Zniczem

SEASONS IN THE ABYSS

Tutaj pytanie do was, bo nie będę ściemniał, że z niższymi ligami jestem na bieżąco - kto powinien dostać MVP pierwszych rund w I lidze oraz w każdej z trzech grup II ligi?

Trenerze, wiem, że nie lubicie takich pytań, ale mimo wszystko je zadam - czy można powiedzieć, że ma pan mistrzowski zespół?

Mam bardzo, bardzo ciekawą drużynę, z tym zespołem możemy zrobić coś ciekawego. Liga jest jednak bardzo wyrównana, zbliża się okienko transferowe, sporo się może jeszcze zmienić... Rzeczywiście, nie lubię takich pytań. Nie chcę zastanawiać się nad tym, co będzie.

Moje pytanie do trenera Energi Czarnych Słupsk Dainiusa Adomaitisa  było być może nieco naiwne, ale - wybaczcie - nie mogłem się powstrzymać. Byłem ciekawy komentarza Litwina do stwierdzenia, które przyszło mi do głowy w trakcie sobotniego meczu z Polonią Warszawa...

No dobrze, nie mam zamiaru euforycznie ogłaszać, że właśnie obejrzałem 10. wygraną przyszłych mistrzów Polski. Nie w kraju, w którym tytuł od siedmiu lat zdobywa jeden i ten sam Prokom Najbogatszy. W zakończonej właśnie pierwszej rundzie rozgrywek TBL obrońcy tytułu szału nie zrobili, ale w tabeli uwzględniającej procent odniesionych zwycięstw zamiast punktów są na drugim miejscu za Czarnymi. Na wiosnę na pewno będą zupełnie inną drużyną - Daniel Ewing, J.R. Giddens i Ratko Varda pod trenerem Tomasem Pacesasem znów będą faworytem do mistrzostwa i to ich, a nie Czarnych, będzie bała się reszta ligi.

Chociaż... Po tym, co Czarni pokazali w pierwszej rundzie, nie widzę powodu, aby nie uznawać ich za faworyta w każdym rewanżu, a nawet w I rundzie play-off. Drużyna ze Słupska jest kompletna, dobrze prowadzona, zdeterminowana i czuje się dobrze. To ostatnie to o świetnej atmosferze, którą nie zawsze da się wychwycić oglądając mecz w telewizji, a którą tak dobrze widziałem w Warszawie.

Kto jest najważniejszym zawodnikiem w pańskim zespole?

Zespół! Bardzo rzadko zdarza się, aby zebrać w jednej drużynie taką grupę ludzi. Nikt się nie wywyższa i nie gra pod siebie, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto weźmie na siebie rolę lidera. Jest dobry wynik, jest atmosfera, chłopaki są pewni siebie. To bardzo ważne kroki w budowaniu zwycięskiego zespołu.

To kolejny cytat z konferencji po meczu Polonia - Czarni. Cytować Adomaitisa można zresztą długo - jak mówi o swoim trenerskim wzorze Jonasie Kazlauskasie, jak tłumaczy, że koszykówka to gra decyzji i on zostawia je swoim zawodnikom - chwali za te udane, choć ryzykowne, dodając, że więcej wolałby ich nie oglądać (to o podaniu Zbigniewa Białka do Pawła Leończyka przez całe boisko w ostatnich fragmentach meczu), jak z uśmiechem mówi o treningowym instynkcie, komentując sytuację, w której zatrzymał nogą piłkę nieuchronnie zmierzającą na aut, ale będącą jeszcze na boisku...

Ale przyjrzyjmy się największej gwieździe Czarnych, czyli zespołowi. Rozgrywający Jerel Blassingame może i jest boiskowym wariatem, który czasem wygląda jak beczka prochu, której wystarczy jeden gwizdek do detonacji, ale kiedy włącza drugi bieg, zatrzymać go trudno. Gość z Brooklynu jest zadziorny, agresywny i głośny, ale gra dla drużyny. Umie wywierać presję na rywalu. Można nie lubić takiego stylu gry i zachowania, ale nie można nie docenić faktu, że ta skrzynia biegów Czarnych ma duży wpływ na ich grę.

Cameron Bennerman - dla przyjaciół Cam, dla rodziców Cab - jest niby tylko rzucającym, ale jak już się weźmie za atakowanie obręczy... Skuteczność w rzutach z dystansu i nietuzinkowe wsady upodabniają Bennermana do Eddiego Millera, który też jest świetny i w jednym, i w drugim, ale ten, kto wnikliwiej przyglądał się grze obu koszykarzy, kto zamienił choć dwa zdania z jednym i drugim, ten wie, kto z tej dwójki jest prawdziwym liderem. Zresztą, widać to po wynikach drużyny...

Skoro mowa o liderach - kapitan Mantas Cesnauskis z roku na rok robi postęp i w tej rundzie doszedł do takiej dyspozycji, w której większość trójek (zza odsuniętej linii!) wpada do kosza, a nawet spudłowane rzuty odbijają się tam, gdzie trzeba (ostatnie sekundy meczu z Zastalem Zielona Góra). Litwin z polskim paszportem jest raczej oszczędny w ruchach niż efektowny, ale swoje wie i potrafi. Inteligencja, skuteczność i odporność psychiczna są u Cesnauskisa naprawdę na wysokim poziomie. MVP drużyny i kropka.

Krzysztof Roszyk, jeden z mniej widocznych koszykarzy Czarnych, zaskoczył mnie w Warszawie swoim atletyzmem. Co tu dużo gadać - myślałem, że 32-letni koszykarz powoli się kończy, że ogranicza się do trójek po odrzuceniach na obwód, a tu bum! Zbiórki z poziomu obręczy, dobitki, silne ręce i wciąż niezła obrona na niskich nogach, którą - być może - zapamięta na wiosnę taki J.R. Giddens.

Zbigniew Białek gra nierówno, ale zaskakuje wszechstronnością - miewa mecze, w których regularnie trafia z dystansu, miewa takie, w których jest skuteczny na deskach, zdarzyło mu się spotkanie z siedmioma asystami. Odnajduje się w trudnych sytuacjach i umie - co ceni Adomaitis - podjąć dobrą decyzję.

Paweł Leończyk nie potrafi grać przodem do kosza, ale jak się już ustawi w trumnie tyłem do obręczy, to niech się schowają Czesio, Marcel i Pułkownik razem wzięci. "Leon" swoją działkę uprawia sumiennie - tu zbiórka, tam dobitka, tu wkręt spod kosza, a drużyna korzysta. W wygranych meczach z Zastalem i Polonią był bohaterem zaciętych końcówek.

Jeśli Białek i Leończyk brak atletyzmu pod koszem nadrabiają głową, to Bryan Davis i Charles Oakes postępują odwrotnie - finezji i pomyślunku w ich grze nie uświadczysz, jeśli jednak trzeba coś władować do kosza, albo li tylko poskakać dla postrachu, to oni są właśnie od tego. Na tym też polega siła zespołu Adomaitisa - każda formacja jest mocna, a zarazem zróżnicowana.

34-letni, najstarszy w drużynie Wojciech Szawarski gra już niewiele, ale taki weteran w zespole to skarb. I niech was nie zmyli pozornie zdrętwiała ręka (zaledwie 25 proc. za trzy) - idę o zakład, że Szawarski będzie miał w tym sezonie mecz, w którym będzie kluczową postacią zespołu.

21-letni Hubert Pabian to koszykarz z pogranicza rotacji i głębokiej ławki, ale kolejne epizody zalicza regularnie, zadania (twarda obrona, faule) wykonuje sumiennie i już tym sezonie zdubluje zapewne swoje dokonania z pięciu poprzednich podejść do gry w pierwszym zespole Czarnych. Kto wie, może Adomaitis użyje Pabiana w roli podobnej do tej, jaką Piotr Szczotka pełni w Prokomie?

Adomaitis słusznie przywołał temat okienka transferowego - Trefl Sopot, PGE Turów Zgorzelec i Anwil Włocławek, czyli zespoły z medalowymi ambicjami, prawdopodobnie skorzystają z szansy dokonania poważnych zmian lub choćby retuszy w składach, bo w ich drużynach nie wszystko funkcjonuje tak, jak trzeba. Czarni? Tutaj na razie wszystko działa jak należy i Adomaitis z uśmiechem przyznał, że on używać okna transferowego nie zamierza.

To może być kolejny atut Czarnych - brak zmiana, metodyczna praca, stały progres w znanym ustawieniu. Z drugiej strony brak zmian może się okazać zastojem, jeśli roszady przyniosą efekty innym - wyobraźmy sobie przysłowiowego Qyntela Woodsa w Treflu, Turowie lub Anwilu. Taka fantazja zmienia postać rzeczy i ligową hierarchię, prawda?

Póki co, to jednak Czarni są w niej na szczycie i mogą tam pozostać do końca sezonu zasadniczego. O play-off nie mówię, siedmiomeczowe serie to inna opowieść. Na razie Czarnym należą się gratulacje - koszykarzom, trenerom i prezesowi Andrzejowi Twardowskiemu, do którego można mieć zastrzeżenia jako członka rady nadzorczej ligi, ale trzeba chwalić go za kierowanie Czarnymi.

Na razie w Słupsku wszystko gra - ładnie, równo i na finałową melodię.

niedziela, 19 grudnia 2010

Tauron Basket Liga osiągnęła półmetek, więc czas na przymiarkę do nagród, które na zakończenie sezonu wytypujemy - wzorem poprzednich rozgrywek - w gronie dziennikarzy "Gazety Wyborczej" i Sport.pl.

Oto moje typy:

MVP - Chris Burgess (Zastal Zielona Góra)

Amerykański środkowy na powyższym zdjęciu nieprzypadkowo występuje obok Waltera Hodge'a - portorykański rozgrywający jest motorem napędowym Zastalu, zdarza mu się trafiać kluczowe rzuty, ale wyobrażacie sobie gdzie byłby Zastal, gdyby nie Burgess?

31-letni środkowy miał średnio 15,6 punktu oraz 10,3 zbiórki w 10 meczach Zastalu (z powodu choroby opuścił spotkanie w Koszalinie). Burgess zaczął sezon od trzech trójek w trzeciej kwarcie w zwycięskiej inauguracji z Asseco Prokomem Gdynia, a w sześciu pierwszych spotkaniach Zastalu (bilans 5-1, porażka w ostatniej sekundzie w Słupsku) miał po 17,8 punktu (59 proc. skuteczności z gry) i 10,3 zbiórki.

W drugiej połowie rundy Burgessa wybiły z rytmu choroby i także dlatego Zastal zaczął przegrywać. W ostatnich meczach Amerykanin dostawał znacznie mniej piłek, więc także rzadziej rzucał. Poza walorami boiskowymi (skuteczna walka pod koszem, dobra gra przodem do obręczy) warto docenić Burgessa za dawanie przykładu młodszym kolegom i pracę na treningach, co bardzo chwalił trener Zastalu Tomasz Herkt.

NAJLEPSZY REZERWOWY - Mantas Cesnauskis (Energa Czarni Słupsk)

W tej kategorii nawet nie szukałem kontrkandydatów, bo Cesnauskisa brałem nawet pod uwagę w wyborze MVP - Litwin z polskim paszportem gra w tym sezonie tak dobrze, tak pewnie, że ma prawdopodobnie większy wpływ na drużynę niż bardziej widoczni na boisku Jerel Blassingame czy Cameron Bennerman. Widać to było w sobotę w Warszawie, gdzie Czarni zaczęli od wyniku 4:16, ale do przerwy prowadzili 35:34. Najlepszy wskaźnik +/- do przerwy miał miał - niespodzianka! - Cesnauskis: +10.

Kapitan Czarnych jest uniwersalny (gra jako rozgrywający lub rzucający), dobrze kontroluje tempo, no i jest szaleńczo skuteczny z dystansu - Cesnauskis to jedyny koszykarz, który trafiał przynajmniej dwukrotnie za trzy w każdym z 11 spotkań. Na dodatek ma 55 proc. skuteczności z dystansu (27/49) - to rewelacyjny wynik.

W poprzednim sezonie wybraliśmy Cesnauskisa drugim najlepszym rezerwowym po Michaelu Kueblerze (wówczas AZS), w tych rozgrywkach kapitan Czarnych może w tej kategorii nie mieć konkurencji.

NAJLEPSZY OBROŃCA - Darnell Hinson (Polonia Warszawa)

Przyznaję - to dla mnie wybór najtrudniejszy. Sugerowanie się statystykami bloków i przechwytów bywa mylące - czy Tony Easley i Darrell Harris (bloki) czy Daniel Ewing, Torey Thomas i Jerel Blassingame (przechwyty) są najlepszymi obrońcami ligi?

Ja po długim zastanowieniu stawiam na Hinsona, który od trenera Polonii Wojciecha Kamińskiego często dostaje zadania defensywne - pilnuje najlepszych strzelców i wychodzi mu to nieźle. Czołowi snajperzy TBL (Ted Scott, Cameron Bennerman, Walter Hodge i Eddie Miller) rzucili w Warszawie w meczach z Polonią w sumie 38 punktów przy skuteczności 33 proc. (14/42). Nie tylko, ale właśnie w dużej mierze z powodu pracy silnego, szybkiego i twardego Hinsona.

Jeśli do tego dodamy skuteczność Amerykanina z Polonii - średnio 17,5 punktu na mecz oraz double figures w każdym z 11 spotkań, mamy w sumie kandydata do nagrody MVP...

NAJLEPSZY MŁODZIEŻOWIEC - Michał Kwiatkowski (Polonia Warszawa)

Tutaj wybór ograniczał się do 10 koszykarzy, bo tylu urodzonych w roku 1990 lub młodszych zagrało w pierwszej rundzie - Bartłomiej Bojko (Polonia), Alan Czujkowski (Polonia), Łukasz Jaśkiewicz (Trefl), Szymon Juniak (Siarka), Michał Kuśmierz (Polonia), Michał Kwiatkowski (Polonia), Michał Moralewicz (Kotwica), Patryk Przyborowski (Czarni), Piotr Pyszniak (Siarka) i Daniel Szymkiewicz (Trefl).

Statystycznie najlepiej wypadł z nich 20-letni Czujkowski, który wydaje się być najlepiej z tej grupy przygotowanym do rywalizacji w TBL. Byłem bliski wyróżnienia go w tej kategorii, ale ostatecznie uznałem, że 18-letni Kwiatkowski debiutuje w lidze na trudniejszej pozycji rozgrywającego, a na dodatek w swoim ósmym spotkaniu był kluczowym koszykarzem Polonii w zwycięskim meczu z Siarką. To przechyliło szalę na jego korzyść.

Innych kandydatów nie było, bo z wymienionej wyżej 10 tylko Czujkowski i Kwiatkowski zagrali w każdym z 11 spotkań - pozostali zaliczyli epizody w mniej niż połowie meczów swoich drużyn.

NAJLEPSZY IMPORT - Chris Burgess (Zastal Zielona Góra)

Skoro jest MVP, to musi być też najlepszym importem - jeśli na dodatek okaże się, że Chris Burgess agent udanie polecił Tomaszowi Herktowi swojego brata, to ściągnięcie doświadczonego środkowego z USA okaże się strzałem w jedenastkę Zastalu Zielona Góra.

Ale to nie znaczy, że inne strzały były dalekie od dziesiątki. Bardzo dobre transfery to także wspominani już Walter Hodge (Zastal), Jerel Blassingame i Cameron Bennerman (Czarni). J.R. Giddens (Prokom) może być gwiazdą drugiej rundy i play-off, Darnell Hinson na swoich silnych barkach ciągnie w górę Polonię, wszechstronny Torey Thomas wykonuje dobrą robotę w Turowie, niewykluczone, że w Polpharmie rozegra się Deonta Vaughn.

NAJLEPSZY TRENER - Dainius Adomaitis (Czarni)

Wrażenie robią i wyniki (bilans 10-1), i efektowny styl gry Czarnych, i sposób prowadzenia drużyny przez Dainiusa Adomaitisa. Litwin dobrze podzielił role i regularnie korzysta z aż dziewięciu koszykarzy. W trakcie meczu imponuje spokojem i potrafi zawodnikom pomóc. Znajduje czas na żart, reaguje z wyczuciem, dyryguje zespołem w wielkim stylu.

Adomaitis zapytany po meczu z Polonią, który trener był dla niego największym wzorem, szybko odpowiedział, że Jonas Kazlauskas. Pamiętając debiuty niektórych trenerów i ich dalsze losy (np. Igor Griszczuk czy Milija Bogicević) za wcześnie nazywać Adomaitisa odkryciem, nadzieją i przyszłym selekcjonerem reprezentacji Polski, ale niewąptliwie dotychczasowa praca Litwina w Słupsku robi duże wrażenie.

Podobnie jak robota Wojciecha Kamińskiego w Polonii, Tomasza Herkta w Zastalu i Zorana Sretenovicia w Polpharmie.

NAJLEPSZA PIĄTKA - Jerel Blassingame (Czarni), Daniel Ewing (Prokom), Michael Hicks (Polpharma), Harding Nana (Polonia), Chris Burgess (Zastal).

Blassingame na pozycji rozgrywającego konkurencję miał (Walter Hodge, Torey Thomas), podobnie jak Ewing ustawiony przeze mnie jako rzucający (Mantas Cesnauskis, Cameron Bennerman, Darnell Hinson, Ted Scott).

Najtrudniej było wybrać skrzydłowego, ale w końcu padło na Hicksa, który od momentu, kiedy zespół przejął Zoran Sretenović, zaczął błyszczeć, a Polpharma - wygrywać. Ale to tylko minimalnie wyższa ocenia niż w przypadku Konrada Wysokiego i J.R. Giddensa.

Wśród wysokich skrzydłowych postawiłem na Hardinga Nanę, który w tym sezonie gra very very hard - kontrkandydatami byli Filip Dylewicz, Nikola Jovanović, George Reese i Slavisa Bogavac, którzy jednak grali mniej przekonująco niż Kameruńczyk. Na środku oczywistym wyborem był Burgess, choć na wyróżnienie na pewno zasłużyli Vladimir Tica i Darrell Harris.

Zdziwieni, oburzeni, zniesmaczeni? Następne mecze TBL dopiero w 2011 roku, więc mamy sporo czasu na dyskusję. Zapraszam.

Gortat stanie w Phoenix przed szansą wywalczenia sobie wielu minut na boisku, a kto wie - być może nawet miejsca w pierwszej piątce. Atuty Polaka - obrona, walka o zbiórki, bloki, bieganie do kontry - w Suns mogą sprawdzić się idealnie, bo zespół potrzebuje podkoszowej siły. Drużyna z Phoenix zdobywa średnio najwięcej punktów w NBA (108,2), ale też bardzo dużo traci (109,9 - drugi najgorszy wynik w lidze). Na dodatek Suns są dopiero na 26. pozycji na 30 zespołów, jeśli chodzi o zbiórki. Gortat może tu sporo pomóc.

Jeśli chodzi o atak, to styl gry drużyny trenera Alvina Gentry'ego promuje koszykarzy lubiących bieganie i akcje dwójkowe. W tych Gortat sprawdza się dobrze - akcje z zasłoną, po których wysoki gracz ścina w kierunku kosza, to elementy, w których Polak czuje się w ofensywie najlepiej.

Obiecana analiza wymiany między Orlando Magic i Phoenix Suns z punktu widzenia Marcina Gortata
już na Sport.pl. A poza tym - trochę z przymrużeniem oka - wybory nowego numeru dla Polaka...

sobota, 18 grudnia 2010

Wszystko wskazuje na to, że Marcin Gortat zamieni niebawem Orlando Magic na Phoenix Suns.

Na analizy wymiany, w której Polak jest dodatkiem, a nie celem, przyjdzie jeszcze czas. Na razie tylko cztery krótkie refleksje:

Po pierwsze: Gortat był już przez kilka minut zawodnikiem Phoenix Suns - w drafcie 2005 roku to właśnie klub z Arizony wybrał łodzianina z 57. numerem drugiej rundy.

Po drugie: wygląda na to, że jak Polak gra w NBA, to musi trafić do Suns. Był tam Cezary Trybański, był Maciej Lampe, teraz - najprawdopodobniej - będzie Gortat.

Po trzecie: w Phoenix Gortat spotka urodzonego w Zabrzu Wojtka Wolskiego, czyli hokeistę NHL, obecnie w barwach miejscowych Coyotes .

Po czwarte: pamiętacie kiedy Gortat naprawdę zaistniał w NBA? 12 grudnia 2008 roku w meczu w... Phoenix kontuzji kolana doznał Dwight Howard, Polak wszedł na boisko, miał osiem punktów i sześć zbiórek w 13 minut.

I zaczęło się kręcić...

W pierwszej kwarcie sobotniego meczu Polonia Warszawa - Energa Czarni Słupsk Cameron Bennerman wykonał - moim zdaniem - wsad sezonu! Zdjęcia dzięki uprzejmości Pawła Pietranika - galeria zdjęć jego autorstwa do obejrzenia po meczu na stronie Pietranik.com.

Pod Bennermanem - najlepiej blokujący Tauron Basket Ligi Tony Easley...

Niesamowite!


piątek, 17 grudnia 2010

Mam problem z galą "Złote Kosze". Polski Związek Koszykówki od roku przyznaje nagrody, co samo w sobie jest pomysłem świetnym - to i promocja ludzi sukcesu, i docenienie ich pracy, i miłe zakończenie roku, bo przecież wręczenie nagród odbywa się tuż przed świętami.

Dobór kategorii, nominacje i zwycięzcy to jednak wielki bałagan. Nagrody są niby związkowe, ale dotyczą także osiągnięć związanych z ligami zawodowymi. Są bardzo dyskusyjne i nigdzie nie można zapoznać się z uzasadnieniami ich przyznawania. Nie wiadomo też, kto je przyznaje - grono ekspertów? Pracownicy związku? Roman Ludwiczuk?

Rok temu na rozdaniu Złotych Koszy byłem obecny, w tym roku z wysłanego dzień przed imprezą zaproszenia nie skorzystałem. Komentarze do nagród i do imprezy samej w sobie są negatywne - zerknijcie tylko na Antyblog, przeczytajcie wrażenia Rafała Tymińskiego z "Przeglądu Sportowego", zapoznajcie się z twórczością Szczepana Radzkiego.

Szkoda, że PZKosz znów nie potrafił wyjść poza konwencję półproduktu i zamiast fajnej imprezy, święta koszykówki, dostajemy potworka, którego trudno merytorycznie skomentować i opisać.

Z drugiej strony - związkowy półprodukt to impuls dla mnie, aby w przerwie między świętami i Nowym Rokiem przyznać swoje - tradycyjnie pokruszone - koszykarskie "Złote Cegły".