Łukasz Cegliński: Maggots, maggots, maggots...
Kategorie: Wszystkie | Formuła 1 | Koszykówka | Maggots
RSS

Formuła 1

czwartek, 24 lutego 2011

Kilka dni po tym, jak władcy Bahrajnu poinformowali, że tegoroczne Grand Prix w ich kraju nie zainauguruje sezonu w marcu i niewiele dłużej po tym, jak samorządowcy Melbourne przyznali, że organizacja wyścigu Formuły 1 przynosi straty w wysokości 50 mln dolarów rocznie, agencja AFP poinformowała o kłopotach kolejnego organizatora Grand Prix na półkuli wschodniej.

Malaysia's Sepang Formula One event is losing traction, according to the circuit's boss who admitted the shaby stadium and tropical temperatures have caused ticket sales to plunge.


To kolejny sygnał, że formuła Formuły 1 w krajach, które nie mają ani wyścigowych tradycji, ani swoich przedstawicieli w elicie sportów motorowych, wyczerpuje się dość szybko.

Ceny biletów na kwietniowe Grand Prix Malezji są najniższe w tegorocznym kalendarzu (najtańsze wejściówki kosztują tylko 19 dolarów), ale i tak nie ma na nie wielu chętnych. Razlan Razali, dyrektor toru Sepang, podał AFP frekwencje z ostatnich wyścigów - 140 tys. w 2006 roku, 126 tys. w 2009, 97 tys. w 2010. Tendencja spadkowa jest widoczna, a liczby są rozczarowująco niskie, bo - uwaga! - obejmują łączną frekwencję z trzech dni weekendu. Pojemność trybun na torze Sepang to 123 tys.

Na dodatek obiekt wymaga już renowacji, bo okazało się wymyślny dach nad trybunami zaprojektowany na wzór hibiskusa, narodowego kwiatu Malezji, jest niepraktyczny w starciu z ulewami, które często są elementem Grand Prix. Krótko mówiąc - przecieka. Kibice nie chcą moknąć, więc oglądają Formułę 1 w telewizji.

Koszt remontu szacowany jest na 59 mln dolarów, których - szczególnie wobec niskiej frekwencji - organizatorzy Grand Prix nie mają. Malezyjski rząd na razie nie odpowiedział na ich prośby o dofinansowanie.

Innym problemem jest różnica czasu z Europą - azjatyckie wyścigi są w pułapce, bo dla europejskich widzów odbywają się za wcześnie, a próby przesunięć ich na popołudnie czasu lokalnego grożą zmierzchem w czasie jazdy, czego niebezpieczeństwo obserwowaliśmy w ostatnich latach choćby w Malezji.

Wyjściem są oczywiście wyścigi nocne (Singapur) lub rozgrywane przy sztucznym świetle (Abu Zabi). Ale to właśnie te imprezy w blasku światła i przepychu są dużym zagrożeniem dla zwykłych wyścigów w Bahrajnie i Malezji. Najnowsze azjatyckie wyścigi odbierają publiczność tym starszym.

Dlatego Razali mówi wprost, że zanim Sepang zastanowi się nad przedłużeniem kontraktu na organizację Grand Prix po 2015 roku, powinna zorganizować wyścig nocny, by znów nakręcić koniunkturę na Formułę 1. Nie wiadomo jednak, co myśli na ten temat Bernie Ecclestone, któremu zdarzyło się już powiedzieć o wyścigu w Malezji, że na torze i w okolicach jest brudno i nieświeżo.

Nikt na razie nie pisze o sytuacji Grand Prix Turcji, ale wyścig pod Stambułem też nie wzbudza zainteresowania miejscowych. Na trybunach widać pustki i gdyby nie fani z zagranicy, istniałoby ryzyko kompromitacji, jeśli chodzi o frekwencję. Dopóki organizatorzy płacą za wyścigi grube miliony, Ecclestone jest zadowolony, ale chętnych do goszczenia Formuły 1 nie brakuje, a cierpliwość jego wysokości potrafi kończyć się szybko.

Reasumując: kto wie, czy przypadkiem nie będziemy obserwować w tym sezonie zmierzchu kilku wyścigów (Bahrajn, Australia, Malezja, Turcja). Karuzela będzie kręcić się jednak dalej, bo w najbliższej przyszłości pojawią się Grand Prix w nowych miejscach (Korea Płd., Indie, USA, Rosja).

niedziela, 14 listopada 2010

Dla Sebastiana Vettela ten sezon rozpoczął się od awarii i utraconych zwycięstw w Grand Prix Bahrajnu i Australii, ale skończył się bajkowo.

Wygraną w Abu Zabi poprzedziło zwycięstwo w Brazylii, utracony tylko i wyłącznie przez awarię silnika pewny sukces w Korei, a także triumf w Japonii. Trzy, niemal cztery zwycięstwa w czterech ostatnich wyścigach.

Dużo pomyj wylano na głowę Vettela za błędy w poprzednim sezonie, za tracenie panowania nad sobą i samochodem w tegorocznych Grand Prix Tucji i Belgii, ale za końcówkę Niemcowi należą się tylko brawa - potencjał najszybszego samochodu Vettel wykorzystał do maksimum.

Bernie Ecclestone, szef Formuły 1, mówił jakiś czas temu:

Gdybym miał stworzyć wyścigową gwiazdę, wyszedłby mi Sebastian. On jest dokładnie tym, czego potrzebuje Formuła 1 - młodym, utalentowanym i inteligentnym, lecz nie aroganckim kierowcą, który jest popularny wśród kibiców i ma dobre stosunki z mediami. Jest profesjonalistą, ale z ludzkim obliczem.

Niemcy świętują, mówią, że mają drugiego Michaela Schumachera. Trudno uwierzyć, że ten wyścigowy naród, który w końcówce sezonu miał aż sześciu kierowców w stawce, doczekał się dopiero drugiego mistrza świata...

Krótką sylwetkę 32. mistrza świata w historii Formuły 1 wraz z zarysami jego drogi na szczyt, przeczytacie na Sport.pl. Grzebiąc w archiwach Magazynu F1 dowiecie się także, że byli tacy, którzy przed sezonem stawiali właśnie na Vettela, choć potem - rzecz jasna - kilkakrotnie zmieniali front w zależności od wyników tych zwariowanych mistrzostwo.

piątek, 12 listopada 2010

Po raz pierwszy w historii Formuły 1 aż czterech kierowców ma szansę zdobyć mistrzostwo świata w ostatnim wyścigu. Wariantów jest wiele, ale za pośrednictwem strony internetowej hiszpańskiej "Marki" można je dość łatwo przećwiczyć.

Mój typ:

niedziela, 24 października 2010

Siedem miesięcy temu, dokładnie 15 marca, przytoczyłem na Sport.pl taką statystykę:

Aż 80 proc. zwycięzców pierwszych wyścigów sezonu Formuły 1 w ostatnich 20 latach, zdobywało później mistrzostwo świata. Czy triumfator Grand Prix Bahrajnu Fernando Alonso będzie kontynuował tą serię?

W lipcu Hiszpan był w klasyfikacji generalnej piąty i do prowadzącego Lewisa Hamiltona tracił 47 punktów.

Teraz Alonso - tuż po zwycięstwie w Grand Prix Korei - jest pierwszy i ma 11 punktów przewagi nad Markiem Webberem z Red Bulla.

Niesamowite!

poniedziałek, 27 września 2010

Obiecuję, że to już ostatni wpis o Fernando Alonso w najbliższym czasie.

Okazja jednak jest, bo F1 Fanatic wychwycił ciekawą statystykę - Alonso w Grand Prix Singapuru nie tylko zdobył pole position, wygrał wyścig i wykręcił najszybsze okrążenie, ale także prowadził od startu do mety.

Perfekcyjny rezultat - wyścigowy Wielki Szlem - to nieczęste osiągnięcie w Formule 1. Alonso wywalczył go po raz pierwszy w karierze i jest to 50. takie osiągnięcie w historii. Po raz ostatni udało się to Michaelowi Schumacherowi w Grand Prix Węgier w 2004 roku.

Czołówka klasyfikacji pod tym względem (za F1 Fanatic):

niedziela, 26 września 2010

Bezapelacyjnym zwycięzcą Grand Prix Singapuru był Fernando Alonso - kierowca Ferrari wygrał kwalifikacje, a potem wyścig, w którym na dodatek wykręcił najszybsze okrążenie.

Formą Hiszpana zachwycałem się w poprzednim wpisie, w którym wspomniałem także o niezwykłej końcówce Roberta Kubicy - Polak z Renault dzięki spektakularnej końcówce był niewątpliwie wyróżniającą się postacią wyścigu w Zatoce Marina, ale kilku innych kierowców też zasłużyło na ciepłe słowa.

Felipe Massa (Ferrari) w wyniku nieudanych z powodu awarii kwalifikacjach startował z samego końca stawki, ale ostatecznie sklasyfikowany został na ósmej pozycji. Ostatecznie, bo na mecie Brazylijczyk był 10. i dopiero kary dla Adriana Sutila (Force India) i Nico Hulkenberga (Williams) przesunęły go na ósme miejsce. Udany start i awans o trzy pozycje na pierwszym okrążeniu, a potem najwcześniejsza w całej stawce zmiana opon pozwoliły zarobić sporo miejsc w pierwszej fazie wyścigu.

Mark Webber (Red Bull) po wyścigu powiedział, że był to dla niego najtrudniejszy weekend w tym sezonie. Cóż, jeśli rzeczywiście taki był, to skończył się zaskakująco dobrze. Australijczyk startował dopiero z piątej pozycji i - biorąc np. pod uwagę nieudane starty w poprzednich wyścigach - nie mógł liczyć na wyraźny awans. Okazało się jednak, że popłaciła ryzykowna taktyka i dzięki zmianie opon w trakcie pierwszej neutralizacji Webber wyprzedził dwa mclareny. Lider klasyfikacji generalnej przyznał potem, że początkowo był sceptyczny wobec pomysłu zespołu, ale jego też trzeba wyróżnić - choćby za to, że dość szybko poradził sobie z Timo Glockiem (Virgin), który potrafił utrzymać za sobą wielu kierowców.

No właśnie, Timo Glocka też trzeba docenić. Rok temu Niemiec w toyocie był w Singapurze drugi, teraz pokazał, że jest w tym torze coś, co pomaga mu w skutecznej jeździe. Fajerwerków oczywiście nie było, bo virgin to słabe auto, ale w niedzielę Glockowi udało się bronić 11. miejsca do 15. okrążenia. Potem było gorzej, ostatecznie w virginie Glocka nawaliła hydraulika i Niemiec opuścił tor na 49. kółku. Moim zdaniem warto go jednak docenić za heroizm.

Na swoje osiągnięcia nie narzekało zapewne także kilku innych kierowców z Sebastianem Vettelem (Red Bull), Nico Rosbergiem (Mercedes) i Rubensem Barrichello (Williams) na czele, ale w ich jeździe trudno było się doszukać w niedzielę błysku. Dlatego w poniższym sondażu proponuję pięć konkretnych kandydatur z szóstą otwartą.

Czy waszym zdaniem w Singapurze ktoś mógł się równać z Alonso?

feedback surveys

93 punkty w pięciu poprzednich Grand Prix - najwięcej spośród kierowców walczących o mistrzostwo.

50 punktów w wyścigach we Włoszech i Singapurze - więcej nie można było zdobyć.

Pole position, najwyższe miejsca na podium, najszybsze okrążenia - dwa hat-tricki i to na torach skrajnych - ultraszybkiej Monzie i wolnym Marina Bay.

Fernando Alonso, Książę Ciemności.

Fragment z mojej relacji do poniedziałkowej "Gazety Sport.pl":

W niedzielę kolejny sukces odniósł lider włoskiej ekipy Alonso, który zasłużył na tytuł Księcia Ciemności. Skandal sprzed dwóch lat, kiedy poprzedni szefowie Renault kazali się rozbić na tym samym torze Nelsinho Piquetowi, aby umożliwić wygraną Hiszpanowi, sprawia, że jest to określenie pejoratywne, ale patrząc na wydarzenia minionego weekendu - w pełni uzasadnione.

Alonso po raz trzeci z rzędu stanął w Singapurze na podium, bo w najważniejszych momentach nocnego Grand Prix zdominował tych, którzy mieli dominować - kręte i wąskie ulice Singapuru miały dać wielką przewagę red bullom, ale okazało się, że zdeterminowany Hiszpan potrafi pojechać szybciej. Alonso wygrał kwalifikacje, nie dał się pokonać na starcie i odparł zryw red bulla Vettela w końcówce.

Alonso, dwukrotny mistrz świata, przypomina, że to właśnie on, a nie Jenson Button, Lewis Hamilton i - tym bardziej - Sebastian Vettel i Mark Webber jest najbardziej doświadczonym zwycięzcą z piątki kandydatów do tytułu. Imponująca seria Hiszpana rozpoczęła się co prawda od przepuszczenia go przez Felipe Massę w Grand Prix Niemiec, ale nie ma wątpliwości, że decyzja kierownictwa Ferrari była słuszna - Alonso znakomicie radzi sobie z presją rywali i w ostatnich wyścigach zgarnął masę punktów.

Aż trudno uwierzyć, że dwa miesiące temu Hiszpan w klasyfikacji generalnej był piąty - miał 98 punktów i do prowadzącego Hamiltona tracił aż 47. W hiszpańskim obozie Ferrari słychać było frustrację i zniechęcenie, ale w drugiej połowie sezonu Alonso wrzucił w końcu drugi bieg i od tamtej pory - poza Grand Prix Belgii - błyszczy. Nie byłoby tego błysku bez wielkiej pracy Ferrari, które znacznie ulepszyło samochody, ale to perfekcja Alonso pozwala wydobyć z czerwonych bolidów maksimum możliwości.

Na konferencji prasowej po wyścigu w Singapurze Alonso szczyt formy tłumaczył tak:

Well, having a championship that is ten months long, or nine months, doesn't happen in any other sport normally, even the football league is not that long. We are in a sport where you cannot be a hundred percent or you cannot be completely fit, focused, motivated one hundred percent all the races, every month, so we go up and down, this is normal for all the sports. We can say that now, in this part of the championship I'm at a peak, one hundred percent of motivation, concentration etc., so it's good to arrive now. Sometimes in the championship, in September, I was getting tired, all these long flights now, at the end of the championship, very stressed all championship long. This year it is different. It feels like the championship starts now, so I feel very happy to go to Japan straight away.

Jeśli dla Alonso mistrzostwa świata dopiero się zaczęły, to jego rywale mają przechlapane. Red Bull - jak pokazują obie klasyfikacje - wciąż ma największe szanse na tytuł, ale...

W Singapurze Alonso pokonał Vettela o 0,2 sekundy, co jest drugim najbardziej zaciętym finiszem w tym sezonie (w Monako Vettel przegrał z Webberem o 0,4 sekundy). Końcówka wyścigu stała jednak pod znakiem spektakularnej pogoni za punktami Roberta Kubicy, którą zachywca się Bartosz Raj.

Gdyby nie przebita opona, Polak prawdopodobnie dowiózłby do mety szóste miejsce po wyścigu, w którym - poza startem - nie miał możliwości pokazania błysku. Pechowa guma dała jednak Kubicy drugą szansę - szansę, na zaprezentowanie wyścigowego kunsztu w pełnym tego słowa znaczeniu. Kubica walczył o punkty nie - tak jak w większości tegorocznych wyścigów - poprzez niepopełnianie błędów, tylko regularny, nieprzerwany atak. Świeże opony pomogły, ale to nie umniejsza popisów Kubicy.

Zaryzykuję tezę, że w obecnej sytuacji Renault i Kubicy - sytuacji, w której dwa punkty w tą czy w tą nie stanowią o być albo nie być zespołu i kierowcy - fajniejsze dla kibiców Polaka było siódme miejsce po błyskotliwym finiszu niż szósta pozycja po monotonnym wyścigu.

Zgadzacie się?

niedziela, 01 sierpnia 2010

Mark Webber, Fernando Alonso, Witalij Pietrow - na pewno.

Mechanicy Mercedesa, lizakowy Renault, Michael Schumacher - także, choć w innym sensie.

Ale bohaterem wyścigu o Grand Prix Węgier był także ten, o którym raczej nie przeczytamy w relacjach.

Kamui Kobayashi z BMW Sauber w sobotnich kwalifikacjach odpadł w drugiej sesji, ale zjeżdżając do garażu nie zauważył komunikatu, który nakazywał mu zjazd na ważenie na stanowisku FIA.

Kobayashi został ukarany cofnięciem pięciu miejsc na starcie i w rezultacie wyścig rozpoczynał z 23. pozycji.

No i zaczął!

We knew that Kamui is a good race starter, but what he did today was simply outstanding. He gained seven places on lap one and finally finished ninth coming from 23rd. With this result in the bag the summer break will be particularly sweet.

Słowa Petera Saubera mówią wszystko - Japończyk znakomicie rozpoczął wyścig, szybko wbił się w okolice punktowanego miejsca, a potem wykorzystał problemy kierowców w lepszych samochodach i zdobył dwa punkty. Niewiele, ale po starcie z 23. pozycji trzeba taką pulę docenić.

Tym bardziej, że Kobayashi miał fatalny początek sezonu - nie ukończył aż sześciu z ośmiu pierwszych wyścigów. To było rozczarowanie, bo mają w pamięci świetny, brawurowy występ Japończyka w zespole Toyoty w zeszłorocznym Grand Prix Brazylii, można było mieć nadzieję na więcej.

Ostatnie cztery wyścigi to jednak spory postęp Saubera i Kobayashiego - w Walencji po starcie z 18. pozycji było siódme miejsce na mecie, na Silverstone 12. pozycja została zamieniona na szóstą, Hockenheim przyniosło awans z 12. na 11., no i ten rewelacyjny postęp na Hungaroringu.

I have more experience and am much more relaxed in races. The team has done some really good work and had a good time in the last couple of races and I get the experience.

Kobayashi idzie w górę, a ja trzymam kciuki. To fajny kierowca w fajnym zespole. Dzięki niemu także w tzw. grupie B mistrzostw świata dzieją się bardzo ciekawe rzeczy.

Relacje z Grand Prix Węgier - w wersji pisanej i w wersji mówionej.

piątek, 12 marca 2010

"Times" pokazał to bardzo dokładnie - kto, z kim i dlaczego będzie rywalizował w tym sezonie na torach Formuły 1. Najwięcej - aż czterech rywali - ma Michael Schumacher.

Kevin Eason z "Timesa":

Even the “famous five” acknowledged that it is a long time since Formula One could look forward to such an engrossing year, with a grid packed with rivalries and intrigue: team-mate against team-mate, such as Button and Hamilton; old foes pitted against bitter enemies in the shape of Alonso and Schumacher, or Alonso versus Hamilton, or Schumacher against ... well, pretty much anybody.

środa, 10 marca 2010

Tuż przed startem 61. sezonu Formuły 1 warto cofnąć się w czasie i zobaczyć, jak wyglądały początki.

13 maja 1950 roku, Silverstone, Grand Prix Wielkiej Brytanii:

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19